Polska Galeria Sław – czy ten pomysł w ogóle kiedyś wypali?

0

W Stanach Zjednoczonych ogłoszono po raz kolejny nazwiska dwóch członków Poker Hall of Fame, czyli pokerowej Galerii Sław. Tym samym liczba nazwisk na tej zaszczytnej liście wzrosła do 56. Wyborów dokonuje się od 1979 roku, a tym samym część uhonorowanych osób zdążyła już nawet odejść z tego świata. Podobnym tropem idą również inni, bo swoje krajowe Galerie Sław tworzą liczne kraje. Tylko u nas jak zwykle średniowiecze…

Jestem w pokerowym środowisku już od kilkunastu lat i temat polskiej Galerii Sław wraca co jakiś czas na tapet jak bumerang. Wraca, po raz kolejny jest wałkowany, po czym zdycha ponownie w męczarniach zapomnienia, bo nikomu nie chce się ruszyć dupy, aby zacząć to robić, albo trwają jakieś dziwne wojenki uniemożliwiające podjęcie działań w tym zakresie.

Pierwsze rozmowy na ten temat pamiętam jeszcze w czasach, gdy nikt nie myślał nawet o Jacku Kapicy i jego popieprzonej ustawie hazardowej. Wówczas rozmawialiśmy na ten temat, bo w 2007 roku padł pomysł utworzenia takiej listy najbardziej zasłużonych graczy Warszawskiej Ligi Pokera. Ktoś szybko rzucił temat, że przecież powinniśmy zrobić naszą własną, polską Poker Hall of Fame. Kontrargument padł jednak dość szybko i był przekonujący – panowie, przecież nikt z nas nie ma na koncie żadnych poważnych sukcesów! Jak często mawia mój serdeczny kolega Fenek – nastąpiła „morda w dół”, bo każdy logicznie myślący człowiek nie mógł się z tym wówczas kłócić.

Ale potem nastąpiły lata pierwszych sukcesów naszych graczy na EPT. Pokazał się z doskonałej strony Marcin Horecki, za nim sukcesy zaliczył Artur Wasek i temat wrócił. O ile z osobą Górala nikt nie miał problemów (bądź co bądź to taki gracz modelowy, mógłby stać w Sèvres jako wzór pokerzysty), to zaraz podniosły się głosy, że Arczi to się tak nadaje do Galerii Sław, jak polska Dark Whisky z Zielonej Góry na konkurs na najlepszą „rudą” organizowany przez „Whisky Magazine”. Czyli ni cholery! Poza tym byłoby ich dwóch i co dalej? Sorry, trzech, bo przed Arturem swój stół finałowy EPT zaliczył inny nasz gracz, Łukasz Plichta, który był piąty w 2009 w Kijowie. Ale jego z kolei nikt nie znał i każdy – mówiąc wprost i brutalnie – miał go w dupie.

Marcin Horecki

W tamtych czasach to właśnie turnieje EPT (no i WSOP, ale tam to już w ogóle nie mieliśmy swoich reprezentantów) były głównym wyznacznikiem pokerowych sukcesów. Pojawiały się powoli inne cykle, ale z oczywistych względów nie były aż tak szanowane przez pokerową brać. A to przecież sukcesy na żywo są (i pewnie zawsze będą) głównym aspektem rozpatrywanym w „oryginalnej” PHOF w USA. Ktoś zapyta – a co z graczami online? Przecież mamy takich wielu, którzy dzielą i rządzą przy internetowych stołach już od wielu lat! Cóż, problem polega na tym, że rynek gier online ma jedną, podstawową wadę – nikt nie występuje tam pod swoim nazwiskiem. Oczywiście ludzie wiedzą, że taki nick to taki, a nie inny zawodnik, ale z drugiej strony nikt nie siedzi przy nim, gdy odnosi swoje sukcesy. W grę wchodzą również wszystkie możliwe programy pomocnicze, których w grze na żywo się nie używa. Uważam, że to bardzo rozsądne i sprawiedliwe rozwiązanie. Jeśli ktoś chce udowodnić swoja wartość, to niech robi to na żywo, a nie w zaciszu swojej jaskini.

Próby powstania polskiej Hall of Fame podejmowano w mniejszym lub większym stopniu kilka razy. Sam Pawcio, założyciel i były redaktor naczelny Pokertexas, pisał teksty na ten temat pewnie kilka razy przy okazji informowania o corocznych nominacjach. W ostatnich latach pewnego rodzaju próbą była inicjatywa Tomka Bisewskiego z nieistniejącego już portalu PokerBreak pod nazwą Poland Power 10. Jej pierwsza edycja miała miejsce w 2015 roku. Cztery osoby przyznawały swoje punkty osobom związanym z polskim pokerem i w ten sposób powstała lista dziesięciu najlepszych. Jako że pierwsza edycja obejmowała rok 2014, to oczywiście w cuglach wygrał Dominik Pańka po zwycięstwie na PCA. Jednak dalej było dość dziwnie, bo np. trzecie miejsce zajął… Jacek Kapica, a ósmy był Mateusz Litewski (konia z rzędem temu, kto dzisiaj wie, kim jest ten gość). Na listę nie załapał za to choćby Grzegorz „Warsaw” Mikielewicz (został bubble boyem tego zestawienia). Ja znalazłem się wtedy na miejscu dziesiątym.

Grzegorz Mikielewicz

Rok później przyszło do robienia drugiej edycji, już w szerszym składzie osobowym w komisji. I się zaczęło! Zebranie kilku osób, które miały wyraźnie inne poglądy na ostateczny wygląd tej listy spowodowało, że w końcu… do ogłoszenia wyników nie doszło (albo zrobił to sam PokerBreak, bez udziału innych redakcji, już nawet dobrze nie pamiętam). Zrobił się ogólnie burdel, każdy chciał zmian i poprawek, ktoś się na listę nie załapał, ktoś się na niej znalazł, jedno wielkie polskie piekiełko. Temat ponownie upadł, zanim się na dobre narodził. A szkoda, bo pomysł był niezły, zawiodła jednak chyba organizacja przedsięwzięcia. Mogę jedynie zdradzić, że w edycji za 2015 rok wygrał Piotr Franczak przed Dimą Urbanowiczem (ja miałem być chyba ósmy).

I tak mijają lata, a my wciąż sobie o tej polskiej Galerii Sław jedynie co jakiś czas słodko popierdujemy w tym czy innym miejscu. A przecież przez te wszystkie lata sukcesów w polskim pokerze już nie brakowało, wręcz było ich całkiem sporo. Fakt, wciąż nie mamy na koncie bransoletki WSOP, ale we wszystkich innych cyklach nasi pokerzyści już zdążyli triumfować – mamy tytuły na EPT, WPT, WSOP Circuit, Unibet Open itd. Tylko w tym roku na WSOP Polacy zanotowali trzy miejsca na stołach finałowych. Może jednak warto by więc było zacząć to w jakiś sposób honorować?

Piotr Franczak

I tu wchodzimy na kolejny poziom trudności! Spójrzmy bowiem na listę wymagań, które muszą spełnić kandydaci do amerykańskiej Poker Hall of Fame:

  • pokerzysta musi mieć za sobą rywalizację z uznanymi rywalami
  • kandydat musi mieć ukończone 40 lat
  • pokerzysta musi regularnie grać na wysokich stawkach
  • kandydat musi cieszyć się szacunkiem innych graczy
  • pokerzysta musi wytrzymać próbę czasu
  • kandydaci, którzy nie są graczami, muszą mieć na swoim koncie działania, które trwale przyczyniły się do rozwoju branży pokerowej.

Zacznijmy od końca – kandydatów, którzy nie są graczami. Mowa tu o tak zwanych „działaczach”, czyli osobach, które niekoniecznie muszą być graczami, ale na pokerowym rynku się obracają, są znani ze swojej działalności, są animatorami życia pokerowego, dziennikarzami, organizatorami turniejów itd. Wbrew pozorom uważam ten punkt za najsilniejszy na tej liście, bo spokojnie jestem w stanie wymienić jednym tchem przynajmniej dziesięć takich osób w Polsce (nie, nie ma wśród nich Pawła Abramczuka!) i każdej miejsce w Galerii Sław będzie się należało jak psu buda.

Dima Urbanowicz

Jednak gdy przejdziemy do kategorii graczy, to widać problem za problemem! Pierwszym i podstawowym jest wiek, bo to kryterium eliminuje jakieś 95% graczy z sukcesami na koncie. Tu już musiałaby nastąpić zmiana, ale żeby nie czekać Bóg wie ile czasu na graczy pokroju Dimy czy Dominika, to po prostu wypadałoby tu wpisać po prostu „musi być pełnoletni”…

Jeśli mówimy o wieku, to już również punkt „powinien wytrzymać próbę czasu” jest sam w sobie durny, bo ile czasu może wytrzymać gość, który ma niewiele ponad 20 lat? W to miejsce widziałbym raczej określenie jakiejś konkretnej ilości/jakości sukcesów na koncie danego gracza, który byłby rozpatrywany jako przyszły członek Galerii Sław.

O grę na wysokie stawki i z uznanymi graczami to się raczej martwić nie musimy, bo nasi wymiatacze robią to już regularnie od lat i napieprzają się przy stołach ze wszystkimi wielkimi pokerowego świata. Jednak punkt „musi się cieszyć szacunkiem innych graczy” już może zastanawiać. Sformułowany jest według mnie dość kiepsko, bo pokerzyści to też ludzie i nie muszą się wzajemnie kochać, a często może między nimi dochodzić do różnych scysji, więc kto ma decydować o tym, kto tu kogo szanuje? Czy jeśli np. wśród dziesięciu członków komisji dziewięciu powie, że gracz X jest OK, ale dziesiąty burknie tylko „A ja nie cierpię tego idioty”, to taką kandydaturę zatwierdzamy, czy odrzucamy? Tak skonstruowany punkt tego regulaminu jakoś mi mało podchodzi…

Marcin Wydrowski

Jasną sprawą jest, że nie trzeba czerpać wzorców bezpośrednio z USA i bezkrytycznie patrzeć na ich pomysły, choćby dlatego, że tam tradycje pokera są o wiele starsze niż u nas. Do podobnego wniosku doszli np. w Holandii w 2015 roku, gdy po raz pierwszy ogłoszono tam członków Hall of Fame. Jedynym kryterium była… narodowość holenderska! I tyle, bez udziwnień!

W tejże Holandii wyboru dokonywali przedstawiciele środowiska pokerowego (w tym głównie pokerowych mediów) zaproszeni specjalnie do tego celu. I właśnie ten sposób wyborów do ewentualnej Galerii Sław w Polsce jest tym zapalnym punktem programu, który może spędzać sen z powiek każdemu, kto chciałby się za to zabrać (patrz – powyższa historia z Poland Power 10). Mają głosować wszyscy, choćby w internecie? „O nie, to będzie na 100% wałek, ludzie będą sobie lewe głosy kupować, po tysiąc razy zagłosują na siebie, boty głosujące sobie zrobią!”. Mają głosować jedynie wybrani w tym celu reprezentanci środowiska? „O nie, klika zaraz siebie wybierze, a ja to ich pierdolę w tej Warszawce, nie chcę tego z Białorusi w polskiej Galerii Sław, poza tym to wszystko kolesiostwo i kumoterka, pewnie Franczak im zapłaci, żeby tam się wszyscy z Silent Sharks znaleźli!”. Już widzę oczami wyobraźni te głosy idiotów, hejterów, trolli i wiecznie niezadowolonych z życia Januszy i cebulaków. Jaką metodę więc wybrać?

Dominik Pańka

Mimo wszystko uważam, że jedyną metodą, która będzie sprawiedliwa i skuteczna, będzie najpierw wybór kilku osób, jako pierwszych członków polskiej PHOF, przez wybranych reprezentantów środowiska pokerowego (ale za to takich z całej Polski, znanych, lubianych, mogących być pewnego rodzaju autorytetami dla obserwatorów). Powinni wybrać pięciu graczy i trzech „ludzi pokera”, którzy są w tym środowisku od wielu lat i naprawdę, w 100%, zasługują na to miano. Praktycznie taką listę może stworzyć nawet jedna osoba i też się pewnie wiele nie pomyli, jeśli ma na ten temat jakiekolwiek pojęcie, ale wybór bardziej demokratyczny będzie z pewnością lepiej widziany. Potem co roku tacy ludzie mogliby do swoich szeregów wybierać kolejnych członków (w naszych warunkach powinna to być jedna, max dwie osoby rocznie). I mamy Galerię Sław w Polsce. Proste jak fold 72off na UTG.

Obawiam się jednak, że kto by się tego zadanie nie podjął, to swoje „po piórach” i tak dostanie, bo zawsze, ale to zawsze znajdzie się ktoś, komu wyniki pasować nie będą. Przecież coroczne wybory dwóch nowych członków Hall of Fame w Stanach to jest zawsze wielka drama w mediach zajmujących się pokerem i każdy się już do tego przyzwyczaił. Nie inaczej będzie i u nas, więc pierwszy organizator będzie musiał mieć wyjątkowo grubą skórę, żeby internetowy hejt spływał po nim bezboleśnie. I boję się, że taki śmiałek się jeszcze u nas długo nie znajdzie…

Przeczytaj również: Cesarz

Kalendarz Imprez Pokerowych baner

Redaktor naczelny Pokertexas.net, dinozaur polskiego pokera, fan trash talkingu i 53 w drzewkach