20 lat pokera online – szybkie pieniądze, połamane myszki cz. V

0
329
deep run

W kolejnej części tekstu Nolan Dalla opisuje dziwne historie związane z pokerem live. Mówi też o rozkwicie PartyPoker i ambicjach PokerStars. Ambicjach, którym postanowił pomóc. I to nie tylko ze względu na pieniądze, chociaż te były niemałe.

Pierwsza, druga, trzecia i czwarta część wspomnień.

To, że poker był w środku tornada i zmierzał ku nieznanemu, stało się jasne na turnieju, który kilka miesięcy później odbył się w Atlantic City. Carl Ichan, właściciel hotelu Sands, bardzo chciał urządzić turniej pokerowy z prawdziwego zdarzenia. Zatrudnił więc Matta Savage’a i Barry’ego Shulmana, by poprowadzili ten event, a ja miałem odpowiadać za PR. Poszedł na całość. Do tego stopnia, że dogadał się nawet z NBC, by transmitowali ten turniej.

Event zamienił się jednak w cyrk. Pojawiły się problemy z licencją. Pracownicy wdawali się w bójki. Doyle Brunson, który przyleciał z drugiego końca kraju, siedział w rogu pod kocem i drżał z zimna. A ekipa telewizyjna, chcąc nadać większej dramaturgii grze, postanowiła podłączyć graczy na finałowym stole do pulsometrów. Dzięki temu widzowie mieli zobaczyć jak biją ich serca, gdy blefują lub robią all iny. Urządzenia te jednak nie działały i pokazywały złe wyniki. To była katastrofa.

hotel sands

W tamtym czasie Ben Affleck spotykał się z Jennifer Lopez. Aktora też dopadła gorączka pokera, więc oboje pojawili się, ponieważ Affleck chciał zagrać w turnieju. J-Lo wiedziała jednak, że będzie się nudzić, zaprosiła więc do Nowego Jorku swoją matkę. Obie kobiety jednak i tak nie bawiły się zbyt dobrze, więc Affleck i Lopez zaczęli się otwarcie kłócić. Chcąc uciec przed gapiami, matka piosenkarki zaczęła grać na automatach i trafiła jackpota. Dzięki temu aktor miał chwilę spokoju od ciągłych narzekań, ale i tak odpadł już pierwszego dnia.

Na finałowym stole również działy się szalone rzeczy, ale głównie za kulisami. Operatorzy online chcieli, żeby finaliści nosili ich naszywki, więc rozpoczęła się licytacja. Cena wywoławcza? 20.000$. Niektórzy pokerzyści dostali nawet 50.000$, a chip leader wynegocjował 100.000$. 100.000$ za noszenie cholernej naszywki… Poker wyraźnie zmienił się. Nic już nie było takie same. Świat oszalał.

Gdy wróciłem z Atlantic City do Las Vegas, otrzymałem ciekawy telefon. PartyPoker chciało mnie zatrudnić. Oferowali 120.000$ rocznie i dodatkową premię. Miałem być konsultantem i nie musiałem rezygnować z pracy w Horseshoe. To był niesamowity moment.

Rok 2003 dobiegł końca, a ja znalazłem się na szczycie pokerowego świata. Felietonista w Card Playerze. Dyrektor PR w Binion’s Horseshoe. Dyrektor medialny dla WSOP. Konsultant w Shulman Media. A teraz oferta pracy dla największej i najbogatszej firmy pokerowej.

MILLIONS Online PartyPoker 2

Zastanawiałem się, czy przyjąć tę ofertę. Bałem się konfliktu interesów. Jednak już po Nowym Roku okazało się, że moje wątpliwości zostały rozwiane. 9 stycznia 2004 roku Horseshoe zostało zamknięte z powodów prawnych. I gdy już miałem przyjąć ofertę Party Poker, wpadłem na przyjaciela, który wyraził natychmiastowe zainteresowanie moją przyszłością.

Nazywał się Rich Korbin i był dyrektorem marketingu w PokerStars. Zgodziłem się dać mu 24 godziny, zanim przyjmę ofertę PartyPoker. To były bardzo długie 24 godziny.

W końcu moja Motorola zadzwoniła, a ja odebrałem telefon, który zmienił moje życie. Obok Richa był Dan Goldman, wiceprezydent ds. marketingu PokerStars. Znałem go z licznych wspólnych gier w Pot-Limit Omahę. Nasza przyjaźń i współpraca zacieśniły się po zwycięstwie Chrisa Moneymakera w Main Evencie WSOP. Dan był wtedy trzecią najpotężniejszą osobą w PokerStars.

Okazało się, że firma bardzo chce mnie zatrudnić. Stworzyli nawet dla mnie nowe stanowisko: dyrektor ds. komunikacji. Przebili ofertę PartyPoker o 10% i dorzucili hojne bonusy. Jedna z klauzuli mówiła, że jeżeli PokerStars wyprzedzi PartyPoker, dostanę dodatkowe 100.000$. Była też szansa, że PS wejdzie na giełdę, a wtedy każdy z dyrektorów miał dostać pakiet akcji wart siedmiocyfrową kwotę. Była to prawdziwa szansa zostania milionerem robiąc to, co kochałem. Aż musiałem się uszczypnąć.

poker online

Pieniądze były ważne, ale nie najważniejsze. Chciałem mieć głos i być słyszanym. Mieć dostęp do szczytu. Mieć możliwość kształtowania przemysłu i zrobienia różnicy w wielomilionowej firmie. Wejść na najwyższe stawki.

Wtedy jednak najwyższe stawki nie miały miejsca przy pokerowych stołach. Największa gra toczyła się za ścianami serwerowni. Goliatem w tej grze było PartyPoker, które w 2004 roku przegoniło ParadisePoker na tyle, że było pokerowym odpowiednikiem Coca-Coli i Pepsi łącznie. PokerStars było daleko z tyłu. O swoją część rynku walczyli też Full Tilt, UltimateBet, AbsolutePoker, DoylesRoom, 888poker i inni. Między 2004 a 2006 rokiem praktycznie każdy zwycięzca jakiegoś turnieju podpisywał kontrakt z jednym z operatorów. Każdy mniejszy celebryta też. Poker online nie był już Dzikim Zachodem. To była Gorączka Złota.

Podjąłem decyzję i przyjąłem ofertę PokerStars.

Jak twoje decyzje wpływają na BB/100?

    Poker to jedno z moich licznych zainteresowań. A o każdym z nich lubię też pisać, co robię już od kilku lat.