Zanim zejdę z tego świata, chciałbym… cz. II

0
636

Wczoraj przedstawiłem pierwszą część mojej „bucket list”, czyli listy rzeczy, które chciałbym zrobić przed śmiercią. Są to moje plany, marzenia, postanowienia i cele, które chciałbym zrealizować w swoim życiu, Jedne ciężkie, inne łatwe, te poważne i takie niekoniecznie istotne. Zapraszam do lektury drugiej części!

Przeczytaj najpierw: Zanim zejdę z tego świata, chciałbym… cz. I

Zobaczyć wystawę „Star Wars” w muzeum figur woskowych *

W pierwszej części pisałem już o mojej wielkiej miłości do świata „Gwiezdnych Wojen”. Nikogo więc pewnie nie zdziwi, że obejrzenie wystawy poświęcone tej tematyce w muzeum Madame Tussaud to moje wielkie marzenie. Pewnie zobaczyłbym ją już dawno, gdyby nie mały szczegół – jeszcze nigdy nie byłem w Londynie! Wybieram się tam już dobrych 10 lat, ale jakoś nigdy mi nie po drodze, nie miałem też wielkiego ciśnienia, aby tam polecieć (choć na londyńskich lotniskach byłem wiele razy). Jednak od momentu powstania tej wyjątkowej wystawy stolica Wielkiej Brytanii wydaje mi się coraz bardziej nęcąca…

Odwiedzić przynajmniej 20 kolejnych miast w Europie *

Zwiedziłem już mnóstwo miejsc na świecie, ale jakoś regularnie omijam te największe i najbardziej znane metropolie. Londyn to jedno z miast, w których nie byłem, ale są też inne. Madryt, Lizbona, Amsterdam, Rzym, Wiedeń, Liverpool, Wenecja, Kopenhaga, Oslo, Ateny itd. Albo nie byłem tam nigdy, albo tylko przelotem, albo chętnie bym tam wrócił na dłuższe zwiedzanie, bo byłem za krótko i widziałem za mało.

Zobaczyć Burj Khalifa w Dubaju **

Nie byłem też jeszcze w Dubaju, a to miasto po prostu zobaczyć wypada. Przynajmniej tak mi się wydaje. Dla mnie jest to kolebka jakiejś nowej cywilizacji, miejsce, gdzie wszystko staje się realne, choć dotychczas wydawało się niemożliwe. Dobitnym przykładem jest tu właśnie najwyższy budynek świata. Po prostu muszę tam być!

Poznać Waldemara Łysiaka **

Nigdy nie miałem wielkiego parcia, żeby latać za celebrytami czy innymi polskimi pseudo gwiazdeczkami, tylko po to, aby ich zobaczyć czy poznać. Ale od dobrych 30 lat (a pewnie nawet dłużej) marzę o tym, aby poznać mojego ulubionego pisarza, Waldemara Łysiaka. Przeczytałem wszystkie jego książki, większość po 2-3 razy. To on rozkochał mnie w okresie napoleońskim, to on pokazał mi, jak ważna w życiu człowieka jest wolność. Chciałbym po prostu uścisnąć mu dłoń, podziękować i powiedzieć, jak ważną postacią był i jest w moim życiu. Może kiedyś będzie mi to dane. Byłby to ogromny zaszczyt.

Waldemar Łysiak

Przelecieć się helikopterem *

To jedno z moich malutkich marzeń, które jednak z przyjemnością bym spełnił. Leciałem samolotem niezliczona ilość razy, ale zawsze zastanawiałem się, jak to jest polatać czymś o wiele mniejszym, gdzie wszystko odczuwa się o wiele wyraźniej. Ostatnio dowiedziałem się, że w Warszawie odbywają się loty widokowe helikopterem, więc (choć są dość kosztowne) będę się musiał na to koniecznie wybrać!

Skomentować pokera w jednej z największych telewizji w Polsce ***

Poker w TVP, Polsacie czy TVN? Mission impossible! Tym bardziej chciałbym być pierwszą osobą, która – gdy taki moment kiedyś w końcu nadejdzie – skomentuje pokerowy turniej na antenie jednej z tych stacji. Czy to w ogóle jest możliwe? Póki co na pewno nie, ale kiedyś nie wierzyłem, że w ogóle usiądę za mikrofonem w telewizji, a komentowałem już pokerowe eventy w Sportklubie, Orange Sport, Eurosporcie czy Canal+, a teraz prowadzę audycję w radiu Weszło FM. Więc czemu nie tam?

Zobaczyć chiński Wielki Mur **

Byłem już w Azji trzy razy, zwiedziłem malezyjskie Kuala Lumpur, koreańskie Pusan i stolicę azjatyckiego hazardu Macau. Kierunek chiński wciąż mnie jednak kręci bardzo mocno, a najchętniej zobaczyłbym właśnie Wielki Mur. Zawsze mnie fascynowało, jak kilka tysięcy lat temu można było wznieść taką budowlę i chciałbym zobaczyć to na własne oczy. Prawie 9.000 kilometrów muru, wyobrażacie to sobie w ogóle?

Odwiedzić rezerwat Kevina Richardsona w RPA ***

Gdybym miał sporządzić listę moich prywatnych bohaterów, czyli listę ludzi, którzy wywarli na mnie ogromne wrażenie i są dla mnie pewnego rodzaju wzorami do naśladowania, to Kevin Richardson byłby z całą pewnością w czołowej trójce tego zestawienia. 800-hektarowe Królestwo Białego Lwa, które „zaklinacz lwów” prowadzi w RPA to jeden z tych punktów planu na życie, który ma bardzo wysoki priorytet. Na razie mogę o tym tylko pomarzyć, ale kto wie…

Kevin Richardson

Zrobić wystawę zdjęć/portretów najlepszych polskich pokerzystów **

Zrobić kilkadziesiąt świetnych zdjęć najlepszym polskim pokerzystom, a później zrobić z nich wystawę fotograficzną? Umówmy się – bułka z masłem to raczej to nie jest. Ale… nikt nie robił tego wcześniej, więc kręci mnie to podwójnie! Teraz, gdy staram się opanować sztukę fotografii na jako takim poziomie, kręci mnie to jeszcze bardziej. Uważam, że byłby to mały kamyczek do ogródka walki o legalizację gry w Polsce. Chciałbym bardzo pokazać, że pokerzyści w XXI wieku to nie banda zwyroli, ale fajni, młodzi (lub trochę starsi) ludzie, na poziomie, inteligentni i nie wyglądający jak żule w bramie. Zajmie sporo czasu, ale kiedyś to zrobię!

Napisać scenariusz filmu o pokerze **

To jest jeden z bardziej ambitnych celów, jakie stawiam sobie w życiu. Chciałbym napisać fajną historię, która wytrze ze świadomości społeczeństwa w naszym kraju obraz zakodowany przez „Wielkiego Szu” czy „Sztos”, a pokaże współczesny, prawdziwy wygląd pokera. Nie wymyślę pewnie drugich „Rounders”, ale temat jest tak obszerny, że można dowolnie puścić wodze fantazji.

Nakręcić na jego podstawie film o pokerze ***

Napisanie scenariusza to jedno, można usiąść i zrobić. Nakręcenie na jego podstawie filmu – to jest dopiero wyzwanie! Ktoś musi się tym zainteresować, ktoś musi dać na to pieniądze, ktoś musi to reżyserować i w tym zagrać. A to będzie możliwe tylko wtedy, gdy scenariusz będzie petardą! I żeby była jasność – nie interesuje mnie kinowe gówno a’la Patryk Vega… Ja tu chcę mieć dzieło sztuki, jak spod ręki Smarzowskiego!

Wystąpić w Sejmie w sprawie legalizacji pokera w Polsce ***

Trochę z dupy takie „marzenie”, wiem. Ale dajcie mi się wytłumaczyć… Ja naprawdę doskonale wiem, z jakim betonem trzeba walczyć o normalność w tym kraju. I to bez względu na akurat obecna przy korycie frakcje polityczną, bo to i tak nie ma większego znaczenia. Ale chciałbym, bardzo chciałbym, móc im po prostu kiedyś z sejmowej mównicy wykrzyczeć, jakimi są tępymi nie ogarami i udowodnić, że legalizacja pokera w tym kraju niosłaby za sobą praktycznie same plusy. Chciałbym móc wywalić im na stół wszystkie możliwe argumenty, choćby ich nawet mieli nie zrozumieć. Po prostu chciałbym móc to kiedyś zrobić! Ale pewnie nigdy nie zrobię, choć na sejmowej mównicy stają codziennie o wiele większe barany ode mnie…

Napisać długi artykuł o pokerze do „Przeglądu Sportowego” **

Największy i najstarszy dziennik sportowy w Polsce wydaje się być idealnym miejscem do tego, aby opisać sytuację polskiego pokera i dotrzeć z tym przekazem do tysięcy czytelników tej gazety. I choć od jakiegoś czasu redaktorem naczelnym w „Przeglądzie Sportowym” jest mój kolega, Przemek Rudzki, to taki tekst się tam jeszcze nie pojawił. Mam więc misję i cel – napisać doskonały tekst o pokerze i przekonać kogo trzeba, że powinien on się w „PS” pojawić! Kolejna kropelka drążąca kamień…

Obejrzeć do końca serial i przeczytać wszystkie tomy „Gry o tron” *

Mówiłem już o tym, że mam fikoła na punkcie „Star Wars”, ale nie mniejszego mam również na punkcie „Gry o tron”. Jestem wiernym orędownikiem tezy, że to najlepszy serial, jaki powstał w historii telewizji i mojego zdania pewnie długo nic nie zmieni. Czekam więc z utęsknieniem na kwiecień i premierę ostatniego sezonu… Tak dobry serial nie powstałby oczywiście bez genialnej historii w książkach. George R.R. Martin trzyma jednak swoich czytelników w wiecznym napięciu, bo kolejne tomy sagi nie powstają i nie wiadomo nawet, kiedy się pojawią. Może po zakończeniu serialu dostaniemy nagle niespodziankę?

Zwiedzić fabrykę Jacka Danielsa w Lynchburgu ***

Tu się chyba nawet nie muszę tłumaczyć. Od prawie 20 lat noszę dumnie ksywę Jack Daniels i to zobowiązuje mnie do bycia ambasadorem tej marki do kresu moich dni. Pisałem już o zwiedzaniu Stanów Zjednoczonych, ale zupełnie oddzielnym, wyjątkowym punktem na liście miejsc do zobaczenia byłby Lynchburg w stanie Tennessee, gdzie znajduje się fabryka i muzeum najlepszego z trunków. Tylko tam można też kupić kilka wyjątkowych, oryginalnych edycji kukurydzianego nektaru.

Zrobić sobie selfie z Philem Hellmuthem ***

Nie wykorzystałem okazji, gdy mój pokerowy idol był praktycznie na wyciagnięcie ręki, jak przyleciał na WSOP Europe do Rozvadova, to teraz muszę kombinować. Jest to ostatni punkt na mojej „bucket list”, ale pięknie wiąże się z pierwszym punktem, który opisałem, czyli wizytą na WSOP w Las Vegas. Jeśli Phila Hellmutha można gdzieś spotkać, to tam na pewno!

Sposób na legalizację pokera w Polsce? Bransoletka na WSOP!

Redaktor naczelny Pokertexas.net, dinozaur polskiego pokera, fan trash talkingu i 53 w drzewkach