Wiśnia się wkur…! W końcu!

2
4317

Michał Wiśniewski jest postacią znaną w środowisku pokerowym od dawna. Był jednym z tych, który do pokerzystów wyciągnął przyjazną rękę, gdy wszyscy „publiczni i medialni” się od tej gry odwracali. Nie obyło się to jednak bez konsekwencji – od lat Wiśnia jest szkalowany przez wszystkie możliwe szmatławce, jako miłośnik hazardu (tak, hazardu, nie pokera), który przepuścił majątek w kasynach. No i Wiśnia w końcu powiedział „dość”!

To było dawno temu…

Poznałem Michała pod koniec 2007 roku. Nigdy mi nie było specjalnie po drodze z muzyką Ich Troje, a obraz Wiśni miałem jedynie taki, jaki prezentowały media. Mówiąc wprost – miałem poważne obawy, czy przypadniemy sobie do gustu… On – sceniczna bestia, król celebrytów, ja – niewyparzona morda i zbyt szybki język. Mogło dojść do „fajerwerków”. Szybko okazało się jednak, że znaleźliśmy wspólny język, zaczęliśmy nadawać na podobnych falach i po prostu prawie natychmiast się polubiliśmy. Współpracowałem z nim przy wielu mniej lub bardziej poważnych pokerowych projektach, więc mogę na ten temat wypowiadać się śmiało, bo znam temat i – przede wszystkim – znam prawdę. I myślę, że dość dobrze znam też Michała.

Przez wszystkie lata naszej znajomości (gdy patrzyłem już na Wiśnię swoim, a nie medialnym okiem) zawsze zastanawiałem się, jak to jest czytać o sobie takie bzdury w tych wszystkich brukowcach i szmatławcach pokroju Pudelka, Faktu czy SuperExpressu. Ja rozumiem, że oni z tego żyją i szukają sensacji, to jasne, taka robota (pracą bym tego jednak nie nazwał). Ale ile czasu można znosić kłamstwa na swój temat? Dam Wam ciekawy przykład…

Gramy w pokery i taki mi się sąsiad trafił po lewej! Nie znam człowieka, ale groźnie wygląda przy stole 🙂

Publiée par Jack Daniels – Poker & Media sur Mercredi 8 novembre 2017

Portugalski przykład

W 2009 roku pojechaliśmy do portugalskiej Vilamoury na turniej Unibet Open. Misiek i ja byliśmy graczami Unibet Team Pro Polska, mieliśmy pakiety na wszystkie turnieje tego cyklu. Dzięki temu, że znałem się z Robertem Kubicą i często sobie wtedy graliśmy między sobą, to zaprosiliśmy również jego do Portugalii. Ja byłem z żoną, Wiśnia z całą rodziną (ówczesną żoną Anią, dziećmi i teściami), a Robert przyjechał wtedy ze swoją narzeczoną, Edytą. Jeszcze przed dotarciem na miejsce Kubicy, któregoś dnia poszliśmy na obiad całymi rodzinami. I gdy Wiśnia siedział przy stole z Anią, swoją żoną, to właśnie wtedy dowiedzieliśmy się z Pudelka, że… już praktycznie się rozwiedli!

Ale to nie wszystko, bo gdy dojechał Robert z Edytą, to wybuchła kolejna „sensacja”. Jeden z naszych kolegów był na turnieju z żoną i małym dzieckiem. Ten brzdąc jeździł w wózku marki Ferrari, a Robert jak to Robert – zobaczył napis na wózku i pokazał dziecku, jak jeździ prawdziwe Ferrari. Na podjeździe przed kasynem latał z uradowanym bąblem po placu. Następnego dnia na jakimś Pudelku czy Fakcie znalazła się więc informacja, że „Robert Kubica z narzeczoną ukrywają swoje dziecko! Nikt o nim nie wie!”. I oczywiście fota Roberta z wózkiem przed kasynem! Załamka…

Mało tego, od razu kolejnego dnia, na Pudelku walił po oczach tytuł „Kubica wkręcił się w hazard”. W tekście przeczytać można było m.in. takie zdania: „(…) Tym razem Kubica zabrał ze sobą do Portugalii swoją dziewczynę Edytę. (…) Faktem jest,  że dla narzeczonej Roberta pobyt w Portugalii zapowiada się niezbyt rozrywkowo. Zakwaterował ją w pięciogwiazdkowym hotelu Tivoli i poszedł grać”. Kolejny facepalm i na dodatek gówno prawda. Chciałem Wam w ten sposób pokazać, jak działają te „redakcje” i sposób prezentowania przez nich swoich „newsów”. Wnioski wyciągnijcie sobie sami.

Do rzeczy…

Ale wróćmy do tematu Michała, bo to o nim miałem pisać. Od lat, odkąd tylko powiedział on głośno, że zaczyna grać w pokera, że to nie jest hazard, że to gra dla każdego (jednym słowem – od momentu, gdy zaczął w mediach starać się tłumaczyć głupiemu społeczeństwu, czym jest ta gra) znalazł się na cenzurowanym. Bzdury pisano o nim już od dawna, ale ten „hazard” stał komuś ością w gardle i non stop był powtarzany, przywoływany, nagłaśniany i wypominany. Generalnie wszystko, co się stało w życiu Michała, było „na pewno” i „na 100%” powiązane z „hazardem”.

Na początku można było po prostu myśleć, że durne pismaki nie mają zwyczajnie pojęcia, co to jest poker i o co w ogóle chodzi. Ale mijały lata, temat powracał jak bumerang. Odnosiło się wrażenie, że jak nie było o czym pisać, to temat dyżurny „Wiśniewski i hazard” był odgrzewany niczym stary kotlet, który choć leżał już parę razy na podłodze, lizał go pies i jest cały w kurzu, to i tak się dobrze sprzedaje.

Mieliśmy więc po drodze wszystkie możliwe kombinacje tytułów (możecie kilka z nich zobaczyć na głównej grafice), ale najważniejsze w nich było to, żeby nazwisko Wiśniewski było zawsze połączone ze słowem „hazard”. Do tego można było (w różnych konfiguracjach) dodawać słowa „długi”, „alkohol”, „rozwód”, „nałóg”, „upadek”, „bankructwo” i inne tego typu. Sukces murowany, odsłony leciały. Hieny miały używanie.

I kiedy już wydawało się, że temat na jakiś czas umarł, to w ostatnią niedzielę Pudelek wypalił kolejną salwę! Z wielu zdjęć i filmów, które Wiśnia wrzucił na swoich social mediach podczas pobytu na Malta Poker Festival, wybrano takie najbardziej pasujące i okraszono swoim komentarzem w starym stylu…

W zasadzie wszystko, o czym pisałem powyżej, znalazło się na jednym zdjęciu..

Ile można??

Gdy zobaczyłem ten wpis, pomyślałem sobie w tym momencie „Kurde, ile czasu Wiśnia będzie dawał sobą tak pomiatać tym hienom? To się przecież nadaje do sądu, natychmiast!”. To już nawet nie są durne pomówienia, to są już zwykłe kłamstwa (choćby to, że płyta się nie ukazała – miała nawet swoją uroczystą premierę) i kolejna ordynarna próba zdyskredytowania Wiśni w oczach społeczeństwa.

To znaczy… społeczeństwa… Wiecie, ja mam jakiś swój system wartości i uważam, że ludzie czytający nałogowo i bez zastanowienia Pudelka, Fakt, SuperExpress i wszystkie tego typu tytuły, to bezmózgie, tępe pały, które nie mając swojego życia podniecają się życiem innych. A najlepiej, jak im, tym znanym z telewizji, coś się dzieje w życiu złego. Albo jak można sobie na nich popluć. Albo zwyczajnie pokurwić pod nosem, że oni mają lepiej. Jeśli ktoś odnajduje jakikolwiek sens w czytanie takich gówien, za to jednocześnie przez ostatnich 15 czy 20 lat nie miał w ręku książki, nie był w kinie czy teatrze, to jest po prostu debilem. Uwstecznionym debilem z papką zamiast mózgu. Lemingiem. Proste.

Wiśnia jakby czytał myśli w mojej głowie. Jego reakcja była nie tyle niespodziewana (bo kto by się spodziewał, że po tylu latach coś w nim w końcu pęknie), co przede wszystkim bardzo ostra (choć ja bym to ubrał w mocniejsze słowa). Wczoraj Michał wywalił na swoim fanpage'u takiego oto posta…

Przez lata z pokorą przyjmowałem wszystkie doniesienia portali plotkarskich, tabloidów i generalnie…

Publiée par Michał Wiśniewski sur Mardi 6 novembre 2018

Powiedzieć „w końcu” czy „nareszcie”, to jakby nic nie powiedzieć. Michał w naszej prywatnej rozmowie powiedział mi wprost: „Po prostu mi się przelało. Ta nagonka jest teraz jeszcze większa, a moje dzieci potrafią już czytać”. I chyba nawet nie trzeba tego dalej komentować. Każdy, kto ma rozum i trochę serca, powinien to zrozumieć.

Trochę szacunku

Ciekawe jest natomiast zachowanie pokerowego środowiska. Bo o ile można Wiśnię lubić lub nie (a zazwyczaj, jak ktoś go nie zna prywatnie, to słucha tych medialnych pierdół – tak jak ja te kilkanaście lat temu), to trzeba mu oddać jedno. Żadna z postaci medialnych, tych na świeczniku, tych pokazujących się w telewizji, nigdy nie zrobiła dla pokera więcej, niż zrobił Michał. Nikt tak głośno nie krzyczał, że pokerzystom należy się uczciwe traktowanie i odpowiednia ustawa hazardowa. Nikt nie stworzył tylu organizacji pokerowych, co on (dobra, wiem, że większość tych przedsięwzięć się słabo udała, ale w tym momencie liczy się fakt próbowania, a nie rezultaty). Nie latali w tej sprawie po telewizjach, nie rozmawiali z politykami, nie udzielali wywiadów. I choćby za to, za te swoje starania i próby, Michałowi należy się od pokerowego środowiska jakiś szacunek i wsparcie.

Zamiast tego co mamy? Gdy pojawił się news na Pokertexas o wynikach Malta Poker Festival (Michał zajął tam płatne miejsce), to już jakaś banda cymbałów, mająca banie napompowane tym gównem z brukowców, zamiast pogratulować wyniku, zaczęła robić sobie niewybredne żarciki o bankructwie i odrabianiu strat na pokerze. Oczywiście nie obyło się bez wypominania „bankructwa”. Serio? Ba, nawet w naszej redakcji mieliśmy krótką wymianę zdań na ten temat i padło kilka komentarzy w stylu „sam sobie jest winien”, „nie dziwię się, że ludzie tak to widzą” itp.

Rozwalił mnie na łopatki jeden z komentarzy pod newsem. Brzmiał tak: „Facet przesrał ponad 30 milionów, z tego co wiem bardzo dużą część właśnie na pokerze”. „Z tego co wiem” – to są kluczowe słowa tego wpisu. A skąd wie? No jak to skąd? Oczywiście z Pudelka! Tam przecież nie kłamią, sama prawda! Rany boskie, skąd się biorą takie tumany…

Moim zdaniem to nie Wiśnia jest winien temu, że go opluwają brukowce. Czy sobie zasłużył? Pewnie podpadł nie raz i nie dwa, ale raczej wiele lat temu, gdy był u szczytu kariery i zwyczajnie odbiła mu sodówka (ale komu by nie odbiła, gdyby miał taką popularność i taką kasę?). Ale czy komuś może się narazić grą w pokera? Przecież to tylko jego prywatna sprawa, tak samo jak to, co zje na śniadanie. Krzywdy nikomu nie robi, jak żaden z nas, pokerzystów.

Cena hałasu

Michał Wiśniewski – co widać choćby po pudelkowych tytułach – płaci wciąż wysoką cenę za to, że kiedyś zainteresował się pokerem. Za to, że głośno o nim mówił. Za to, że się nie bał i nie wstydził pokazywać na pokerowych imprezach. Za to, że wrzucał swoje zdjęcia z gry.

A to on wpadł na pomysł i założył Polską Federację Pokera Sportowego. To on był animatorem i „twarzą” Unibet Series of Poker, najpopularniejszego festiwalowego organizowanego w naszym kraju. To on zaprosił do Polski na te turnieje choćby Marcela Luske czy Ilariego Sahamisa. To on wymyślił, żeby relacje z World Series of Poker puścić z polskim komentarzem w polskiej telewizji i sam komentował wszystkie odcinki. To on nie bał się pokazywać nawet na „podziemnych” eventach pokerowych w całej Polsce. To on organizował swój „Blef Wiśniewskiego” na kilku różnych poker roomach i promował pokera wśród swoich fanów. To on organizował turnieje Wiśniewski Open oraz cotygodniową grę w swoim domu. I tak dalej, i tak dalej… Ile takich osób jest w naszym środowisku?

Nie chcę tu wyjść ani na adwokata Wiśni, ani na jakiegoś zapatrzonego w niego jak w święty obrazek fana. Nie jestem ani jednym, ani drugim. Jestem za to w pokerowym świecie już na tyle długo, a Miśka poznałem na tyle dobrze, że mogę napisać – otwórzcie oczy i odpieprzcie się od niego. Spójrzcie na Michała obiektywnie i zobaczcie, ile zrobił dla pokera w tym kraju. Nie dawajcie sobie wmawiać tych głupot, którymi próbują Wam zapchać głowy hieny z brukowców. Nie musicie słuchać Ich Troje, kupować płyt czy chodzić na koncerty, nie musicie się z nim kolegować czy prawić mu komplementów, ale przynajmniej go trochę szanujcie.

A Ty Wiśnia rozwal te wszystkie śmietnikowe „redakcje” w drobny pył. „Będę Was skarżył za wszystko, co zrobiliście mi przez ten czas i nadal robicie”. I bardzo dobrze! Niech płacą za każde kłamstwo, które napisali na Twój temat. Jak zaczną przelewać Ci na konto sowite odszkodowania, to przynajmniej będziesz miał kasę na grę w pokera. I dopiero wtedy będą mieli powód, żeby głośno na ten temat płakać…

PS. Z ostatniej chwili – dosłownie moment po tym, jak Michał Wiśniewski umieścił swój wpis na Facebooku, z Pudelka zniknął prezentowany przeze mnie powyżej post. Komuś strach zajrzał mocno do portek?

JD Express odc. 1

Redaktor naczelny Pokertexas.net, dinozaur polskiego pokera, fan trash talkingu i 53 w drzewkach