JD Express odc. 1

9
903

W dzisiejszych czasach ludzie szukają szybkich informacji, prostych przekazów i klarownych komentarzy. Postanowiłem więc rozpocząć na Pokertexas nowy cykl pod nazwą „JD Express”, w którym będę krótko komentował ciekawe wydarzenia z ostatniego tygodnia. Tematów mi raczej nie zabraknie, bo w pokerze zawsze się coś dzieje. Zapraszam na pierwszy odcinek!

Martin Kabrhel – dobry gracz czy nieprawdopodobny farciarz?

Nie milkną echa zakończonego World Series of Poker Europe. Tematem przewodnim nie jest nawet zwycięstwo Jacka Sinclaira w Main Evencie, ale przede wszystkim dwie wysokie wygrane Martina Kabrhela w high rollerach z wpisowym 100.000€. W jednym wygrał, w kolejnym był drugi, zgarnął w sumie 3,4 mln euro i praktycznie podwoił swoje dotychczasowe wygrane (obecnie ma na koncie 7,9 mln dolarów wygranych w turniejach).

No i tu zachodzi od razu pytanie – czy Martin Kabrhel jest naprawdę tak dobrym graczem, że zaczyna „rządzić” na pokerowych salonach? Ci, którzy oglądali nasze relacje z WSOPE moje zdanie już z pewnością znają. A jest ono takie – dopóki Czech wygrywa praktycznie tylko „na swoim terenie”, czyli w King’s Casino, dopóty mi przez gardło nie przejdzie tekst, że to jest dobry gracz!

A fakty są dla niego bardzo niewygodne. Przez ostatni rok Kabrhel cashował w turniejach wiele razy (od października 2017 roku ma 27 miejsc płatnych na Hendon Mobie), ale tylko dwa razy były to cashe poza Czechami (dwa wyniki z Master Classic of Poker w Amsterdamie – szesnaste miejsce w Main Evencie i ósme w High Rollerze, w sumie około 35.000€). I nie jest to tak, że Czech gra tylko w Rozvadovie i nie jeździ nigdzie indziej…

Spora grupa widzów naszych relacji pisze wprost – w Rozvadovie gra jest ustawiona pod Kabrhela, krupierzy mu sprzyjają, pewnie widzi, co mają rywale w kartach… Są to oczywiście bzdury wyssane z palca, nikt o zdrowych zmysłach nie może brać takich słów na poważnie. Ale… no kurde, coś w tym jednak jest! Czy Martinowi „sprzyja klimat” w Rozvadovie, czy gra tam inaczej, czy czuje się tam lepiej – nie wiem. Wiem jednak, że to jest „jego kasyno” i tam wyprawia cuda. Nie wygrywa co prawda turnieju za turniejem, ale te dwa ostatnie wyniki muszą robić wrażenie. Jednak historie o „podkręconym sofcie” w Rozvegas włóżcie między bajki.

A że przy okazji zachowuje się jak totalny baran i zniechęca do siebie zarówno innych graczy, jak i widzów, którzy te jego kretyńskie popisy muszą znosić i oglądać? To już temat na oddzielną opowieść. I chyba dobrze się stało, że Kabrhel nie wygrał tego drugiego turnieju, bo jego ego poleciałoby jeszcze bardziej w kosmos, a specyficzne zachowania powtarzałyby się jeszcze częściej. Bo przecież działają, to po co coś zmieniać…

Martin Kabrhel

Late reg? Proszę bardzo, zapraszamy do gry na 6 big blindach!

W ostatni weekend odbył się w warszawskim Hicie kolejny półfinał Polish Poker Series. Cykl ten praktycznie umarł już dawno w swojej starej postaci (pisałem o tym już nie raz na łamach Pokertexas), ale w związku z brakiem innych alternatyw do gry na żywo jednak ktoś tam czasem zagląda. No i w sumie nie ma się czemu dziwić, bo legalnej oferty turniejowej nie ma w zasadzie żadnej.

Ktoś powie pewnie, że hejtuję PPS i Hita już tylko dla zasady, bo mi zaleźli za skórę i się mszczę. OK, możecie tak myśleć, choć to nie do końca prawda. Prawdą jest natomiast, że bardzo nie lubię, gdy ktoś robi z graczy idiotów. A Hit Casino, jako monopolista na rynku pokera live w Warszawie, robi z tymi oferowanymi turniejami co chce. I nie ma to nic wspólnego z robieniem czegoś dla graczy. Teraz okazało się, że w półfinale można było skorzystać z opcji późnej rejestracji przed startem drugiego dnia. I nie byłoby w tym nic dziwnego, bo to normalna sprawa na dużej ilości turniejów. Problem polega jednak na tym, że stack startowy w takim przypadku wynosił… 6 big blindów!

W dyskusji na Facebooku wzięło udział kilka osób i zostałem praktycznie zakrzyczany, że przecież to żaden problem, że to tylko i wyłącznie sprawa tych, którzy chcą te wpisowe (wynosiło ono 400 zł) zapłacić i podjąć walkę na short stacku. I to jest po części prawda, bo jak ktoś jest na tyle głupi (lub ma za dużo kasy) i chce tak grać, to rzeczywiście jest to jego sprawa.

Ja jednak widzę to trochę inaczej. Jeśli robi się pierwszy dzień turnieju w dniu 1 listopada (serio, ktoś miał potężny łeb, żeby wymyślić taką datę na turniej!), w czwartek, gdy ludzie w zdecydowanej większości idą na cmentarze i groby swoich bliskich, to już coś mi tu nie gra. To jest po prostu z góry poroniony pomysł! Ale jeśli już, to trzeba było zrobić ten pierwszy dzień trochę krótszy, zagrać te dwa czy trzy levele mniej i dać ludziom szansę na wejście do gry w dniu drugim z większym stackiem i większymi szansami na w miarę normalną grę. Albo w ogóle zrobić turniej w weekend.

Och, wait… Przecież w weekendy nie ma pokera w Hicie…

Konta bankowe? Ludzie, my już nie żyjemy w czasach komuny!

Co jakiś czas (raczej zdecydowanie częściej niż rzadziej) natrafiam w internecie na pytania od początkujących (ale – o zgrozo! – nie tylko początkujących) graczy, którzy ze śmiertelną powagą pytają się bardziej doświadczonych o zdanie w temacie „Jak wypłacić pieniądze z poker roomu na konto bankowe?”.

Za każdym razem czytam to z przerażeniem. Nie wiem, w jaki sposób tacy ludzie zainteresowali się pokerem i jaka jest ich wiedza na temat ustawy hazardowej i obowiązujących przepisów, ale byle idiota jest w stanie znaleźć odpowiednie informacje w sieci w dwie minuty. A widać wyraźnie, że ogromna część graczy wręcz musi mieć kasę na koncie w banku! Ja się tylko grzecznie pytam – a po jaką cholerę?

Żyjemy w XXI wieku, w czasach cyfryzacji i internetu, gdzie internetowe portfele służą ludziom na każdym kroku. Skrill, Neteller, EcoPayz, Revolut, Entropay i pewnie setki innych – wszędzie tam można trzymać bezpiecznie swoje pieniądze (przy zachowaniu wszelkich zasad bezpieczeństwa oczywiście). Każdy z tych portfeli ma swoją kartę do płatności, człowiek może dosłownie okrążyć świat posiadając jedynie taki kawałek plastiku.

Dajcie sobie spokój z bankami, gdy w grę wchodzą pieniądze z pokera, hazardu, bukmacherki! Naprawdę nie żyjemy w czasach komuny, gdy pieniądze trzymało się jedynie w PKO! I to najlepiej na książeczce oszczędnościowej!

Wizy do USA zniesione? Czas na podbijanie WSOP!

Ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce, pani Georgette Mosbacher, w wywiadzie dla TVN24 oświadczyła kilka dni temu, że amerykański rząd maksymalnie do końca 2019 roku zniesie wizy do USA dla Polaków. Informacja jest o tyle ciekawa, że jesteśmy jednym z ostatnich krajów Unii Europejskiej, gdzie te wizy wciąż są utrzymane (co notabene moim zdaniem jest chore). Jednak pani ambasador jest dość pewna siebie i swoich słów.

Wszyscy, także moi szefowie, mówią mi, że nie można tak mówić, ale i tak to powiem. Jestem gotowa do końca przyszłego roku zakończyć sprawę wiz. I tak długo jak po obu stronach będzie taka wola, to zrobimy to. Jest to dla mnie priorytet, chociaż wiem, że może wychodzę przed szereg. Z końcem przyszłego roku pan mnie tu posadzi i powie: pani obiecała, a tego nie dała. Nie lubię przegrywać, lubię konkurencję. Kiedy mówię, że coś zrobię, to znaczy, że to zrobię. Więc teraz wyszłam przed szereg. Powtórzymy ten wywiad i powiem: tak, znieśliśmy wizy.

Te słowa amerykańskiej ambasador są z pewnością doskonałą informacją również dla polskich pokerzystów. Moim zdaniem to właśnie obowiązek posiadania wizy mocno wstrzymuje polskich graczy przed masowymi wyjazdami na WSOP do Las Vegas. Ktoś powie, że wizę przecież łatwo zdobyć, ale wiecie jak jest… Oczywiście problemem jest też ogromny podatek, jaki trzeba zapłacić od wygranych w USA (obecnie jest to aż 30%, czyli… więcej, niż za wygrane w polskich kasynach), ale podejrzewam, że spora grupa graczy „z kasą” poleci tam zwyczajnie z ciekawości lub dla samego faktu zagrania na World Series of Poker.

Oby te wyjazdy dały nam w końcu wymarzoną bransoletkę dla Polaka! Kolejne się już później posypią…

Chris Ferguson po raz drugi

Znienawidzony, przeklęty, z każdej strony opluwany… A i tak Chris Ferguson po raz drugi został graczem z największą ilością miejsc płatnych na WSOP i WSOPE! Wygrał w tej klasyfikacji w zeszłym roku, mając na koncie aż 23 cashe w Las Vegas i Rozvadovie. W tym roku powtórzył ten wynik, osiągając taką samą ilość miejsc płatnych. Różnica polega tylko na tym, że w tym roku nie zdobył już bransoletki i nie został Graczem Roku (po tytuł sięgnął Shaun Deeb).

Nie dziwi mnie specjalnie sam fakt, że „Jesus” zdobywa kolejne miejsca płatne i gromadzi je w sporych ilościach. Jeśli ktoś oglądał jego grę to wie, że to jeden z największych nitów w pokerowym środowisku. A że „tight is right”, to i wyniki się z tego da wykręcić z takim doświadczeniem.

Dziwi mnie natomiast fakt, że o „osiągnięciach” Fergusona z przeszłości i wielkiej aferze z Full Tilt Poker zaczyna być już coraz ciszej. Skandal cichnie, coraz mniej osób mówi wprost, że to jeden z tych graczy, którzy już nigdy nie powinni zasiadać do stołów z innymi pokerzystami. A moim zdaniem Ferguson powinien być skazany na wieczną banicję i nie powinien mieć prawa w ogóle na żadnym WSOP zagrać!

Niestety, pokerowe środowisko szybko zapomina o sprawach złych i przykrych, a najlepszym dowodem jest mój kolejny temat.

Chris Ferguson
Chris Ferguson

Leon z Mattem – jak najlepsi kumple

Sprawa ogromnego sporu pomiędzy Leonem Tsoukernikiem a Mattem Kirkiem była głośna przez ponad rok. Dla tych, którzy nie pamiętają lub nie wiedzą – w maju 2017 roku obaj panowie grali na grubym cashu w kasynie Aria w Las Vegas. Ten pierwszy pożyczył przy stole od tego drugiego 3 mln dolarów, ale potem oddał mu tylko bańkę, a z resztą długu kazał mu się gonić na bambus. Ten drugi odpuścić nie chciał i sprawa wylądowała w sądzie. Napięcie rosło, awanturą żyły wszystkie pokerowe media, Matt Kirk mówił wprost, że „zniszczy reputację Tsoukernika i jego kasyna”, a Leon opowiadał bajki, jakoby ludzie z Arii w zmowie z Kirkiem specjalnie go upili, żeby dawał się ogrywać na grube miliony…

Sprawa w końcu (po ponad roku) ucichła, ale nikt do końca nie wie, jak się zakończyła. Doszło do ugody, którą podpisali prawnicy obu stron, ale nikt oficjalnie nie podał żadnych warunków tej obustronnej „kapitulacji”. Smród jednak pozostał, bo to nie jedyny głośny dług właściciela King’s Casino – o swoją kasę walczy jeszcze również Elton Tsang. Chińczyk nie odzyskał swoich 2 mln euro od ponad dwóch lat. Wtedy to ograł Tsoukernika w uczciwej walce przy pokerowym stole, ale przegrany do tej pory się nie rozliczył.

Teraz Matt Kirk przyjeżdża do Rozvadova i robi sobie całą serię fotek z Leonem, żeby pokerowa brać pomyślała sobie pewnie, że cały spór był wyssany z palca, że była to zwykła kłótnia po pijaku, że nic wielkiego się nie stało, a wszyscy mają w tym układzie czyste rączki. Wszystko po to, aby wokół King’s Casino i jego właściciela nie było żadnych kontrowersji podczas trwającego WSOP Europe.

Moje prywatne zdanie jest takie – w Rozvadovie nie powinien się obyć żaden turniej WSOP, zanim wszystkie śmierdzące sprawy ciągnące się za Leonem będą niezałatwione. Może dogadał się z Kirkiem, może go spłacił, może nawet konflikt z Tsangiem też jest załatwiony. Ale wszystko powinno „przejść przez media” dokładnie tak samo, jak te afery. A jeśli Czech ma jeszcze jakieś niezałatwione sprawy, to nawet ze swoim kasynem, wielką kasą i coraz większym znaczeniem w pokerowym środowisku nie powinien dostawać do organizacji takiej imprezy jak World Series of Poker. A w zasadzie to żadnej innej też nie…

Matt Kirk, Leon Tsoukernik i Roger Teska w King's Casino

Złapani w sieci odc. 127 – Martin Kabrhel i cała reszta

Redaktor naczelny Pokertexas.net, dinozaur polskiego pokera, fan trash talkingu i 53 w drzewkach