Trzy lata na misji

0
612

Dwa dni temu, w sobotę 15 września, minęły trzy lata od rozpoczęcia przeze mnie pracy na stanowisku redaktora naczelnego Pokertexas. Czas więc na kilka słów podsumowania tego okresu.

Lubię rocznice. To pewnie przez to, że jestem już coraz starszy i mogę te „wyniki” już dość mocno śrubować na wielu płaszczyznach. Dlatego bardzo lubię świętować wszelkiego rodzaju kolejne rocznice – moje 45 urodziny, 26 lat mijające od mojego ślubu, wszystkie urodziny w mojej rodzinie itd. Daje mi to poczucie, że czas biegnie nieubłaganie i każdy ślad, jaki człowiek zostawia po sobie jest ważny. Trzecia rocznica objęcia stołka naczelnego w Pokertexas jest więc dla mnie równie ważna. I to z wielu powodów.

Pierwszym z nich jest fakt, że mam poczucie dobrze wykonanej misji uratowania najbardziej zasłużonego polskiego portalu pokerowego. Może nie wszyscy pamiętają, że był on bliski zniknięcia z polskiej sceny pokerowej. Po ośmiu latach prowadzenia Pokertexas przez mojego serdecznego kolegę Pawła „Pawcia” Majewskiego doszło do skandalicznej decyzji PokerStars o – co tu dużo mówić – wydymaniu affiliatów z ich aktualnych deali, a co za tym idzie zabrania im pieniędzy na dalszą działalność. Ofiarą tych zmian padł też nasz portal.

Ale wtedy „przyszło nowe”, w tym i ja. Osoba, która się z Pokertexas od lat utożsamiała, pisała tu przez wiele lat. Przypadła mi w udziale jasno określona misja – uratuj to! W moim pierwszym tekście napisałem, że zadanie to przypominało mi reanimację pacjenta, który jedną nogą był już na tamtym świecie, ale wciąż byli tacy, co wierzyli w jego ozdrowienie. I ten proces ożywiania pacjenta spadł na moje barki. Dziś, po trzech latach, mogę spokojnie stwierdzić, że wszystko zakończyło się sukcesem.

Drugim powodem mojego zadowolenia jest to, że Pokertexas nie dość, że powstał z martwych, to jeszcze przeżył. Nie oszukujmy się – to nie jest biznes łatwy, to nie jest rynek sprzyjający takiej działalności. Problemów jest mnóstwo, wierzcie mi, codziennie musimy mierzyć się z czym nowym, najczęściej nieoczekiwanym, co daje nam mocno po dupie. Ale walczymy, nie poddajemy się, pokonujemy przeszkody, staramy się przeżyć i normalnie funkcjonować. Jeśli przeanalizujecie wszystko, co dzieje się ostatnio na rynku pokerowym, czy w świecie ogólnie pojętego hazardu, to zdobędziecie jakiś pogląd na to, z czym musimy się mierzyć. Od chorego prawa w Polsce, aż po wszystkie zmiany zachodzące w świecie pokera na całym świecie.

Trzeci powód to świetne czasy polskiego pokera, na jakie trafiłem jako naczelny. Sukcesy polskich graczy na arenie międzynarodowej wyskakiwały w tym czasie jeden po drugim, mieliśmy prawdziwy wysyp doskonałych wyników, narodziło się wiele wielkich gwiazd polskiego pokera. A ja i moja redakcja mieliśmy przyjemność Wam o tym wszystkim pisać, informować Was, śledzić razem z Wami te sukcesy. Nie muszę chyba mówić, że to właśnie sukcesy i wielkie wygrane „sprzedają się” na pokerowym portalu najlepiej. No, prawie najlepiej, ale do tego jeszcze dojdziemy…

Czwartym powodem, który sprawia, że na myśl o tych ostatnich trzech latach uśmiecham się dość szeroko, jest z pewnością to, że wciąż mogę śmiało spojrzeć w lustro i stwierdzić, że nie dałem ciała i nie zraziłem do siebie połowy pokerowego środowiska czy graczy. Pewnie, można mnie nie kochać, nie trzeba się ze mną zawsze zgadzać, albo można mieć w dupie moje opinie, ale mam wrażenie, że jestem już na tyle stary, doświadczony i wyciszony, że potrafiłem zapanować nad swoim wybuchowym charakterem, ugryźć się wiele razy w język i nie dać ludziom powodów do tego, żeby mnie przestali słuchać (czy też raczej czytać). Mam doskonały (lub przynajmniej dobry) kontakt ze zdecydowaną większością najlepszych graczy w Polsce i choć nie z każdym jestem z pewnością bardzo blisko (tak się nawet nie da), to jednak nie spotykam się z ich strony z żadnymi negatywnymi reakcjami. Powiem wręcz, że ludzie ci bardzo pomagają mi w mojej codziennej pracy, rozumieją na czym ona polega i starają się wyciągać do mnie często pomocną dłoń. W dzisiejszych czasach podstawą egzystencji jest szybka informacja z pierwszej ręki, a mam wrażenie, że na tym polu radzę sobie raczej dość dobrze. A to wszystko właśnie dzięki tym osobom, tym graczom. Jestem im za to bardzo wdzięczny.

Oczywiście nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej. Bardzo niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że tak naprawdę obecny rynek pokerowy w Polsce, to zaledwie ułamek tego, co mieliśmy tu np. w latach 2010-2012. Wierzcie mi, wiem co mówię. Jeśli wydaje się Wam, że graczy przybywa, zainteresowanie pokerem rośnie, ludzie jarają się polskimi sukcesami, a wszyscy chcą wciąż się uczyć grać, to mówię Wam – nic bardziej mylnego! Aby dać Wam dowód na to, że mam rację, przytoczę tu tylko jedną historyjkę z liczbami w tle.

Gdy w styczniu 2010 roku Kapica wprowadzał w Polsce ustawę hazardową wszyscy myśleliśmy, że oto dla pokera w naszym kraju nadszedł koniec. Horrendalny podatek w turniejach live, zakaz cashówek w kasynach, delegalizacja (teoretyczna, ale jednak) pokera online – czy mogło być gorzej? Jednak to właśnie wtedy polski poker miał się najlepiej! Skąd to wiem? Otóż stąd, że liczby nie kłamią – przez ostatnie trzy lata moich „rządów” na Pokertexas mamy naprawdę bardzo fajne wyniki odsłon, ludzie czytają nasz portal, ale w sumie w tym czasie zanotowaliśmy na stronie tyle odwiedzin, co w latach 2010-2012 mieliśmy w jednym roku! Inaczej mówiąc – zainteresowanie pokerem spadło mniej więcej trzykrotnie. Chcecie jeszcze jeden przykład? Proszę, dla porównania – gdy w 2010 roku Marcin Horecki zdobywał swoje trzecie miejsce na EPT w Londynie, to relacja z tego wydarzenia miała tyle odsłon, ile teraz robimy na Pokertexas w dwa tygodnie! Wierzcie mi, kosmos to był wtedy, a nie teraz! Gdybym miał to wyrazić w jakiś pokerowy sposób, to powiedziałbym, że wówczas mieliśmy wykres grubo powyżej EV, a teraz jedziemy na lekkim downswingu…

Chcę Wam w ten sposób powiedzieć, że prowadzenie portalu pokerowego w obecnych czasach nie jest tylko łatwe i przyjemne. Pisałem, że sukces sprzedaje się bardzo dobrze, ale nie oszukujmy się – o wiele lepiej sprzedają się różnego rodzaju afery! Serio, już nikogo nie porywają wygrane Polaków po 50.000$ czy 100.000$. Lekkie wibracje wzbudzają dopiero strzały powyżej 200.000-300.000 „zielonych” czy euro, a uwagę czytelnika przykuje dopiero stół finałowy na dużym turnieju, w którym nagrody są zawrotnie wysokie. Co z tego wynika? Dam Wam kolejny przykład – ostatnio Piotr Nurzyński wygrał EPT w Barcelonie. Tydzień później na Śląsku celnicy wjechali z nalotem na turniej pokerowy. Zgadnijcie, który news miał trzy razy więcej odsłon od tego drugiego?

Czytelnicy Pokertexas są coraz młodsi, a to powoduje, że „nie mają czasu” czytać newsów z wynikami turniejów czy wywiadów z graczami, o dłuższych artykułach strategicznych czy publicystycznych już nawet nie mówiąc. Pokolenie millenialsów, przyzwyczajone do krótkich i obrazkowych treści, nie czytające już gazet i książek, goniące za szybką informacją, żyjące Instagramem, Snapchatem i Twitterem – z tym musimy również się codziennie zmierzyć. Jest to o tyle dziwne, że my piszemy O POKERZE! A o ile moje informacje są wciąż świeże, to jest to gra, w której dość istotne są takie elementy, jak ciągła nauka, cierpliwość czy long run. Wydaje mi się czasem, że większości naszych czytelników w ogóle to nie dotyczy, bo jak w takim tempie chcą przyswajać podstawy czy zawiłości gry w pokera? Albo ja już jestem tak stary, że zaczynam nic z tego nie rozumieć, albo pokerowy świat poszedł w bardzo złym (lub dziwnym) kierunku…

Wiem, że nie żyjemy w świecie idealnym, ale mi wciąż się marzy, że treści, które ja i moja redakcja przygotowujemy dla naszych czytelników, będą codziennie czytane, oceniane, omawiane. Że gdy napiszę artykuł, to potem po jego lekturze odezwie się do mnie 5, 10 czy 20 osób zadających mi pytania, mających inne zdanie, chcących zganić lub pochwalić mój tekst – jako dziennikarz chciałbym się żywić zainteresowaniem moją pracą wśród ludzi. Że gdy Polak osiągnie duży sukces w pokerze, to całe środowisko będzie o tym huczało, pokazywało reszcie społeczeństwa, że poker to nie takie zło, jak malują to politycy. Że gdy zrobimy wywiad z jednym z naszych graczy, to jego wypowiedzi będą szeroko komentowane. Że gdy będziemy starali się wejść w interakcję z naszymi czytelnikami na social mediach, to odezwą się nie tylko wtedy, gdy będzie to konkurs z nagrodą do wygrania. Że gdy przedstawimy kolejną naszą pokerową promocję, to ludzie nie pomyślą „Znowu chcą na mnie zarobić, łajzy!”, tylko „O, znowu przygotowali dla mnie coś fajnego!”. I wiem, że takich czytelników również mamy, martwi mnie jednak, że jest ich zdecydowanie za mało.

Aby nie kończyć tego felietonu w jakimś minorowym nastroju, powiem na koniec tak – pracujemy dla Was, piszemy dla Was, zbieramy informacje z Polski i świata dla Was, ale będzie nam tak zwyczajnie, po ludzku, niezmiernie miło, jeśli po prostu czasem wesprzecie nas w tej codziennej (tak, my nie mamy wolnych weekendów czy świąt!) pracy. Dajcie nam czasem znać, że przeczytaliście ciekawego newsa czy z zainteresowaniem przejrzeliście artykuł, zostawcie lajka na Facebooku, odezwijcie się do autora tekstu i pochwalcie go za jego pracę. Musicie mi uwierzyć na słowo – pisanie o pokerze to nie jest dla nas tylko praca, to również pasja. Tak samo, jak dla Was gra w pokera. Wspierajmy się więc w tej pasji razem.

Zdradzę Wam jeszcze jeden mały sekret na koniec tego tekstu. Trzy lata temu, zanim jeszcze dostałem propozycję objęcia funkcji redaktora naczelnego Pokertexas, byłem z żoną w maju na Malcie. Moja małżonka była również wówczas na zawodowym zakręcie, bo chciała zakładać swój własny biznes. Pytanie było tylko jedno – zostajemy w Polsce, czy wyjeżdżamy za granicę. Malta była wówczas jednym z kierunków, które bardzo poważnie omawialiśmy, jako możliwą destynację. Przypadek sprawił, że miesiąc przed tym, jak zostałem naczelnym, znalazła lokal pod swój biznes w Warszawie i zdecydowaliśmy się, że zostajemy. Chwilę później otrzymałem szansę reanimacji Pokertexas. Żona otworzyła swój biznes dokładnie w tym samym dniu, w którym zostałem naczelnym. Nie wierzę w przypadki, tak musiało po prostu być. Oboje do dziś nie żałujemy naszych decyzji.

Lubię rocznice. I cholernie lubię tę robotę. Chciałbym pisać co roku o moich kolejnych latach spędzonych z Wami na Pokertexas. Bądźcie więc nadal z nami!

Oto 10 sekretów wygrywających pokerzystów

Redaktor naczelny Pokertexas.net, dinozaur polskiego pokera, fan trash talkingu i 53 w drzewkach