Sihanoukville – pokerowy raj w Kambodży

0

Czy Sihanoukville, niepozorny kurort w dalekiej Kambodży, ma szansę stać się drugim po Makau „azjatyckim Las Vegas”? Na to pytanie postara się dać Wam odpowiedź nasza specjalna wysłanniczka, która spędza tam właśnie kilka dni, aby zobaczyć na własne oczy, czy da się w tym miejscu grać w pokera!

Miesiąc temu pisaliśmy na Pokertexas o niesamowitym wyzwaniu, jakie postawiła przed sobą jedna z polskich pokerzystek – Aneta Trzaska. Jedzie ona rowerem z Tajlandii do Polski, aby przy okazji zebrać pieniądze na cele charytatywne (szczegóły tego niecodziennego wyzwania znajdziecie tutaj).

Jednym z założeń wyjazdu Anety był również pobyt w Sihanoukville, kambodżańskim kurorcie, w którym ostatnio pokerowo dzieje się sporo ciekawych rzeczy i powoli staje się kolejnym „azjatyckim Las Vegas”. Nasza pokerzystka jeszcze przed swoim wyjazdem obiecała nam, że opisze swój pobyt w tym miejscu i oto teraz możecie już poczytać o tym egzotycznym raju pokerowym na końcu świata. Zapraszamy!

Sihanoukville

Sihanoukville to kambodżańskie miasto, które w ostatnim czasie przeszło sporą rewolucję przez liczne inwestycje chińskich biznesmenów, którzy postanowili stworzyć sobie tutaj sobie swój własny mały hazardowy raj. Pieniądze zostały zainwestowane głównie w hotele, kasyna i coraz więcej pojawiających się chińskich restauracji. Kasyna można znaleźć wszędzie, na każdej ulicy, w każdym rogu, w każdej małej uliczce. Gdyby tego było mało, to nowe kasyna są budowane cały czas, coraz bardziej ekskluzywne i w bardziej dogodnych lokalizacjach, czyli po prostu przy samej plaży. To miejsce było kiedyś rajem dla backpackerów, czyli osób podróżujących z plecakiem – teraz zamienia się w raj dla osób z wypchanym portfelem i ta tendencja się już nie zmieni. Być może kiedyś to wszystko upadnie, kiedy Chińczycy znajdą sobie inne, lepsze miejsce na hazard, ale póki co, to miejsce staje się mniejszą – i biedniejszą – wersją Las Vegas.

Samo miasto nie ma zbyt wiele do zaoferowania. Większość restauracji i barów znajduje się przy samej plaży, wystarczy się trochę od niej oddalić i zaczynasz zwracać na siebie uwagę. Plaże rzeczywiście mają swój urok, nie są zapełnione, wręcz przeciwnie w wielu miejscach ma się dość spory kawałek plaży tylko i wyłącznie dla siebie.

Kambodża to kraj, gdzie bieda jest widoczna gołym okiem i jest obecna wszędzie. Pracownicy w hostelu, w którym mieszkałam zarabiają około 100 dolarów miesięcznie, a w związku z tym, że jest to branża turystyczna, to i tak są to zarobki wysokie. Dla porównania – wiele osób tutaj przyjeżdżających 100 dolarów wydaje dziennie. Średni budżet kogoś, kto podróżuje z plecakiem, to jakieś 20-25 dolarów. Takie kontrasty.

Ceny i tak są oczywiście robione pod turystów, co i tak nie zmienia faktu, że dla nas, ludzi z „zachodu”, jest tutaj po prostu bardzo tanio. Piwo na plaży to koszt dolara, woda kokosowa – dolar, cena obiadu waha się od dwóch do ośmiu dolarów, w zależności od miejsca, ale oczywiście można też zapłacić o wiele więcej.

Kasyna

Wracając do tematu, który interesuje nas najbardziej – poker i kasyna. Nie byłabym w stanie wejść do każdego podczas pobytu tutaj, ale odwiedziłam każde, w którym dało się zagrać w pokera. Ze wszystkich kasyn, które tutaj są, tylko kilka oferowało regularne gry w pokera – Lion City, Kampong Som i Yaduoli. Tutejsze kasyna skupiają się na klientach z Chin, więc gier karcianych owszem jest mnóstwo, ale głównie te, które są popularne właśnie za Wielkim Murem. Spory jest również wybór maszyn – miałam wrażenie, że zawsze były zajęte, więc z pewnością też cieszą się dużą popularnością.

Stoliki pokerowe otwierają się codziennie o godzinie 19. W większości miejsc jest to po prostu jeden pełny stolik, tylko w jednym kasynie były dwa, 10-osobowe, które rzeczywiście były pełne przez całą noc aż do rana. Cała zabawa z graniem w pokera tutaj zaczyna się tym, że każdy gracz dostaje popielniczkę i rozpoczyna się kopcenie o tworzenie „mgły”. Osobom niepalącym zdecydowanie polecam maski smogowe, które można dostać w kasynie. Przepływ powietrza w pomieszczeniach nie należy do najlepszych i można się zwyczajnie udusić.

W każdym miejscu gra się na blindach 1/2$. Niektóre czasami oferują 0,25/0,50$ i 2/5$, a dla wariatów otwierają stoliki 10/20$ i wyższe. Na tych stawkach gracze mają dostęp do specjalnego pokoju VIP i niestety dla widzów wstęp jest wzbroniony. Na stawkach 1/2$ minimalne wpisowe to 100 dolarów, maksymalne to 500 dolarów i o ile to minimum było bardzo przestrzegane to, to maksimum już nie. Zdarzało się, że w miarę na równym stoliku, jeżeli chodzi o stacki, dosiadał się ktoś, kto zażyczył sobie 2.000$ na stole i tyle dostawał. A parę miejsc dalej ktoś trzyma w stacku 100$ – taka to gra. Przy stolikach siedzą głównie Chińczycy, ale sporo też osób z Europy, które są na wakacjach, albo przejazdem i wpadły na kilka dni pograć. Jest też parę osób, które tutaj mieszkają i utrzymują się z grania.

Crazy poker

Kilka słów o tym, jak wygląda sama gra tutaj i dlaczego nie przypomina ona niczego, co możecie znać ze stolików cashowych w Europie. Nawet o 5 rano w Ołomuńcu z pijanymi Czechami nie ma takiej magii! Zacznijmy od tego, że open raise z UTG x15, gdy ktoś ma 50BB w stacku, to coś zupełnie normalnego. Jeszcze bardziej normalne jest zrzucenie później tych kart przez tą osobę, kiedy ktoś wchodzi all in ze stackiem podobnej wielkości. Ogromne pule i betowanie aż do rivera, tylko po to, żeby na końcu A-high wygrało rozdanie? Normalne. Chińczycy kochają złapać cokolwiek na flopie. Będą się trzymali drugiej lub trzeciej pary tak długo, aż nie przebijesz ich swoim all inem, ale jest szansa, że i wtedy nie zrzucą swojej ręki. Generalnie zrzucanie kart jest tutaj strasznie „niemodne”.

Zdecydowanie bardziej lubianą opcją są all iny połowy stolika, bo każdy „coś” złapał. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że pule często sięgają od 500 do 1.000 dolarów. Kiedy któryś z naszych chińskich kolegów akurat przegrał swoje 500 dolarów (bo mu nie doszedł kolor, kiedy to „callował” z UTG+1 z 39s i postanowił wrzucić all ina, bo miał flushdraw), to wyciągał portfel i kompletnie nieprzejęty sytuacją wchodził do gry za kolejne 500 dolarów i magia dalej się działa. Nie liczyłam, ile przeciętnie taka osoba zostawiała pieniędzy przy stoliku, ale nigdy nie widziałam, żeby któryś z nich robił cash out. Zwykle rozdawali pieniądze na stoliku i takim sposobem pod koniec gry stacki graczy były naprawdę ogromne.

Takie i podobne sytuacje nie są przy stolikach w Sihanoukville czymś dziwnym czy sporadycznym – to się tam dzieje cały czas. Bardzo mało pokera w pokerze. Chińczycy wprowadzili sporo gamblingu do tej gry i żeby w ogóle przyzwyczaić się do ich konceptu, to trzeba grać tutaj regularnie i przez dość długi okres. Ja w pierwszy dzień w ogóle nie rozumiałam co się dzieje, bo moje pojmowanie pokera zostało tutaj skrzywione. Atmosfera przy stolikach jest na pewno bardzo luźna, ludzie są rozmowni. Chińczycy nieco mniej, ale jest sporo Francuzów, Niemców, Anglików, z którymi można naprawdę miło spędzić czas grając przez całą noc.

Jeżeli chodzi o samo porównanie poker roomów, to na najniższe stawki i mniej agresywną grę najlepsze jest Yaduoli. W Kampong Som gra sporo regularnych graczy z Europy, którzy zarabiają na życie grając w kasynie codziennie. Zdecydowanie mniej magii przy stoliku, gra najbardziej przypomina tutaj prawdziwego pokera, ale zdarzają się też różni kreatywni gracze. Dość szybko kończą przygodę przy stoliku i rozgrywka wraca do normalności. Lion City jest właśnie tą największą „krainą czarów”. Można przyjść popatrzeć, co tam się wyprawia, ale nie polecam siadać przy stoliku, chyba że z bardzo wysokim stackiem i gotowością na dorzucanie sporych kwot do praktycznie każdego rozdania.

W Lion City managerami kasyna jest dwójka Francuzów, którzy również regularnie grają przy stolikach. W tym miejscu gra podobno największy „fish” Sihanoukville. Pan pochodzi z Izraela, zawsze wchodzi do gry za 1.000 dolarów i sprawdza każdego all ina, niezależnie od tego, co sam ma. Nie tylko jest największym „fishem”, ale znany jest również z największego szczęścia przy stoliku. Osobiście widziałam jak w przeciągu 15 minut sprawdził trzy all iny, za każdym razem miał QQ i za każdym razem trafiał seta przeciwko KK, AK i JJ. Chodzą plotki, że nigdy nie zrzucił żadnej ręki suited, niezależnie od tego, czy był raise i jak wysoki on był.

Grając w pokera w Sihanoukville na pewno można doświadczyć czegoś nowego, poznać ciekawych ludzi i dobrze się przy tym bawić. Mówi się, że to miejsce to nowe Makau. Być może będzie tak w przyszłości. Póki co, jest to miejsce, gdzie zagraniczni turyści, w tym głównie Chińczycy, przyjeżdżają by wypocząć i przy okazji spędzić czas w kasynach. Makau jest zdecydowanie droższe, to nie podlega wątpliwości. Myślę, że to miejsce jest skierowane do osób z nieco mniej wypchanym portfelem, a którzy mimo wszystko chcą miło spędzić czas wolny. Jeżeli ktoś chce właśnie tak wykorzystać kilka dni podczas swojej podróży w tym rejonie, to myślę, że nie będzie żałował.

Rowerem z Tajlandii – niesamowite wyzwanie polskiej pokerzystki!