Przy szklaneczce JD odc. 40 – Selekcja subiektywna

0
Leon Tsoukernik

Jak świat długi i szeroki od wielu lat w środowisku pokerowym zdarzali się ludzie, których nieczyste zagrywki, oszustwa, afery i skandale kładły się wielkim cieniem na pokera. Większych i mniejszych afer mieliśmy w ostatnich latach całkiem sporo, ich bohaterowie (a w zasadzie antybohaterowie) w większości przypadków zostali przez świat pokera odesłani w niebyt, a wymiar sprawiedliwości miał często przy nich mnóstwo roboty.

Afera goni aferę

Spójrzmy na wydarzenia z ostatnich lat i największe afery w pokerze (pewnie kilku młodych adeptów naszej gry nawet o większości z nich nie słyszała). Jedną z największych afer ostatnich lat była ta z udziałem Russa Hamiltona, zwycięzcy Main Eventu WSOP z 1994 roku. Chodzi oczywiście o słynne „superkonta” na platformach Absolut Poker i Ultimate Bet. Były mistrz świata był posiadaczem jednego z takich kont, dzięki któremu podczas gry online widział karty swoich przeciwników. Po wypłynięciu afery na światło dzienne Russ został skutecznie skreślony przez środowisko pokerowe i słuch o nim zaginął. Obie platformy upadły, a smród ciągnie się do dzisiaj, bo nie wszyscy gracze otrzymali do tej pory swoje pieniądze.

Wciąż w pamięci mamy również afery związane ze słynnym swego czasu festiwalem Partouche Poker Tour, jednym z największych w Europie, który miał skutecznie rywalizować nawet z samym EPT. I nawet do pewnego momentu tak było, bo na turniejach tego cyklu pojawiały się wszystkie największe gwiazdy pokera na świecie. Jednak już pierwsze problemy spowodowały skandal – organizatorzy obiecywali pięć milionów euro w puli gwarantowanej, ale gdy frekwencja nie dopisała, natychmiast pokasowali ze strony wszystkie informacje na jej temat i obniżyli ją o prawie milion euro, czyli do kwoty uzyskanej z wpisowych.

Wszystko to działo się w 2012 roku, a również wtedy wyszło na jaw oszustwo, w którym brali udział dwaj gracze… trzy lata wcześniej, podczas ścisłego finału PPT. Jean-Paul Pasqualini i Cedric Rossi podczas finałowej rozgrywki dawali sobie znaki przy stole, pokazując sobie jakie mają karty. Doszło do komicznej wręcz sytuacji, gdy będący na shorcie Pasqualini dostał AK, ale wyrzucił je preflop, bo jego rywal/wspólnik pokazał mu swoimi gestami, że jest akurat w posiadaniu dwóch asów na ręku! Obaj gracze zajęli ostatecznie w turnieju dwa pierwsze miejsca i za swe oszustwo nigdy nie ponieśli kary.

Partouche Poker Tour wcześniej przyjął jeszcze jeden cios. W 2010 roku Ali Tekintamgac został złapany na tym, że podczas finałowej rozgrywki korzystał z pomocy podstawionych „dziennikarzy”, którzy – stojąc za plecami jego rywali – podglądali ich karty i dawali mu znaki według ustalonego szyfru. Ali został zdyskwalifikowany, ale organizatorzy nie umieli udowodnić mu winy, w związku z tym gracz przeszedł do kontrofensywy i zażądał sporego odszkodowania. I to był klasyczny błąd oszusta – zamiast siedzieć cicho i cieszyć się, że mu się udało uniknąć sprawiedliwości, narobił rabanu i udawał niewiniątko. A jak to mówią oliwa sprawiedliwa, zawsze na wierzch wypływa – pojawił się wkrótce film z wygranego przez Ali Tekintamgaca WPT Barcelona, na którym widać było dokładnie, w jaki sposób korzysta z niedozwolonej pomocy swoich „dziennikarzy”. Szybko okazało się również, że podobne praktyki stosował on podczas EPT w Tallinie. Ali został skazany na karę kilku lat więzienia, a o Partouche Poker Tour już prawie nikt dziś nie pamięta (lub tylko wtedy, gdy mowa jest o dużych aferach).

Ali Tekintamgac

Kilka osób pamięta też do dzisiaj słynne portugalskie „cudowne dziecko pokera”, Jose Macedo, grającego w sieci pod nickiem „Girah”. Uczestniczył on aktywnie w kilku grupach dyskusyjnych na Skype, stworzonych dla graczy high stakes. Ufający sobie zawodnicy spotykali się online i wspólnie analizowali sesje, dyskutowali o strategii oraz analizowali przebieg rozdań rozgrywanych w tym samym czasie. Kilku członków jednej z grup zorientowało się, iż „Girah” cały czas namawiał wszystkich do gry z zawodnikiem o nicku „sauron1989” w sieci iPoker. Twierdził, że jest to bardzo słaby gracz. Okazało się szybko, że był to sam Macedo, który grając ze swoimi kolegami widział ich karty na żywo podczas rozmów na Skype. Takiego oszustwa środowisko nie wybaczyło i Portugalczyk zniknął na zawsze z horyzontu.

Niechlubnym bohaterem „ToiletGate” w kasynie Borgata był Christian Lusardi. Znalazł on genialny (według niego) sposób na to, aby pomóc sobie w zwycięstwie podczas Borgata Winter Poker Open – podrobił kasynowe żetony, których używano do turniejowych rozgrywek, a następnie dołożył je sobie do swojego stacka. Nie na wiele mu się to zdało, bo odpadł dość szybko, ale afera została wykryta przy dwudziestu siedmiu graczach w grze. Turniej wstrzymano, rozpoczęto śledztwo, a oszust wpadł w momencie, gdy hydraulicy w hotelu przyszli przetykać kibel, w którym Lusardi spuścił „lewe” żetony. Za swoją wyjątkową przedsiębiorczość odpoczywał on w więzieniu z pięcioletnim wyrokiem na koncie (wyszedł podobno po siedmiu miesiącach).

Wciąż mamy w pamięci również inne afery. Jamie Gold nie rozliczył się ze swej wygranej w Main Evencie WSOP ze swym partnerem-udziałowcem. LockPoker upadło i gracze z Win Poker i Cake Poker do dzisiaj nie ujrzeli swoich pieniędzy. Vladimir Geshkenbein sprzedał udziały w swoim występie na turnieju, a następnie olał swoich udziałowców nie wypłacając im kasy. Bardzo ciekawym przypadkiem była też dyskwalifikacja zwycięzcy Main Eventu WCOOP, gracza o nicku „TheVOid”, bo okazało się, że zamiast Natalie Teltscher, na którą założone było to konto, grał jej brat, Mark, zawodowy pokerzysta. Z kolei Greg Raymer, mistrz świata z 2003 roku zamieszany był w poważną aferę z agencją prostytutek. Nie można zapominać oczywiście o całkiem świeżych wydarzeniach, o których wielokrotnie pisaliśmy na łamach Pokertexas, czyli niedawnym prezesie Amayi, Davidzie Baazovie i jego przekrętach na rynku akcji oraz próbach taniego wykupienia całej firmy za bezcen.

David Baazov

Również i u nas nie brakowało mniejszych czy większych skandali. Wszyscy pamiętają pewnie wielką aferę z Pucharem Polski organizowanym przez prezesa PFPS, Pawła Abramczuka. Słynny „TobetGate” był zdecydowanie największym oszustwem, jakie miało miejsce na naszej scenie pokerowej, ale mniejszych i większych afer nie brakowało, choć nie pisało się o nich zbyt szeroko, a jedynie opowiadano sobie pokątnie o ich niechlubnych aktorach.

Praktycznie wszyscy zamieszani w  opisane powyżej afery zostali przez środowisko pokerowe wykluczeni, odrzuceni, zbanowani i przylgnęła do nich łatka kanciarzy, oszustów, złodziei, aferzystów, hochsztaplerów i skandalistów. Pokerowe środowisko tego nie wybacza. Gracze chcą czystości i przejrzystości, a uczciwość gry i transparentność są jednymi z podstawowych rzeczy, które pokera mają cechować, bo i tak odbierany jest on na całym świecie bardzo niechętnie, często kojarzony jest też właśnie z tego typu oszustwami. Każdy, kto dopuści się czynów brudzących wizerunek pokera jest więc praktycznie natychmiast odrzucany przez pokerowy świat.

Ale aferą najbardziej spędzającą pokerzystom na całym świecie sen z powiek jest niewątpliwie afera z Full Tilt Poker i dziesiątkami milionów dolarów zaginionymi w akcji. Dwóch najbardziej obwinianych za to ludzi – Chris Ferguson i Howard Lederer, doskonale znani gracze, twarze tego poker roomu i jego współwłaściciele – do dzisiaj są w środowisku uważani za wyklętych. Przez wiele lat nie pokazywali się publicznie i nie brali udziału w turniejach na żywo, a gdy już się pojawili, niechęć do nich widoczna jest na każdym kroku. Obecnie mamy do czynienia z kolejną falą nienawiści do „Jesusa”, bo prowadzi on niespodziewanie w  klasyfikacji Player of the Year World Series of Poker 2017, a to jest zadrą w oku dla dziesiątek, jeśli nie setek czy tysięcy pokerzystów. No bo jak to? Kto mu w ogóle pozwolił grać na WSOP? Kto go dopuścił? Jak pozwolono, aby ten arcyoszust mógł święcić triumfy nad resztą graczy? I przede wszystkim – co się stanie, jeśli rzeczywiście zostanie on Graczem Roku na WSOP i jego ogromny portret będzie musiał zawisnąć w sali turniejowej kasyna Rio w Las Vegas?

Chris Ferguson

Dziś omawialiśmy ten temat szerzej na naszych łamach. Ferguson nie będzie miał zbyt poważnej konkurencji podczas WSOP Europe i ma duże szanse na sięgnięcie po zaszczytny tytuł Gracza Roku. Po części spowodowane jest to zmienionymi zasadami w naliczaniu punktacji do tej klasyfikacji, a po części jego naprawdę niezłym występem podczas ostatniego WSOP i wieloma miejscami płatnymi w eventach. Tak czy inaczej wejściówkę do turnieju głównego WSOP Europe dostał za darmo i wiele wskazuje na to, że pojawi się w Rozvadovie, aby walczyć o tytuł.

Komu wolno więcej?

Wszyscy będą patrzeć zapewne spode łba na Fergusona i każdy będzie mu życzył jak najgorzej. Mnie w tym wszystkim ciekawi i zastanawia jednak coś zupełnie innego, a również związanego z WSOP Europe, a dokładnie rzecz ujmując z miejscem rozgrywania tego turnieju. Właściciel King’s Casino, Leon Tsoukernik, jest bowiem zamieszany w dwie duże afery związane z pokerowymi długami. Jego wierzycielami jest dwóch bardzo znanych na pokerowym rynku graczy, a kwoty jego długów wynoszą kilka milionów euro. Ba, były to pożyczki zaciągane przy pokerowych stołach przez przegrywającego w cashowych grach high stakes Leona. I co? I nic! Zarówno Matt Kirk, jak i Elton Tsang są w tej nierównej walce z pokerowym magnatem sami i opuszczeni. Co się stało, że oszust (tak póki co trzeba niestety nazwać Tsoukernika) jest stawiany na piedestale, w Las Vegas przyjmowany jest jak król, najlepsi gracze świata zabiegają o jego atencję i zainteresowanie oraz przyjmują jego zaproszenia do prywatnych gier cashowych (to już jest chore!), na dodatek jego kasyno jest oficjalnym partnerem WSOP i dostaje organizację europejskiego przystanku tego najbardziej prestiżowego cyklu? Dlaczego nagle, po tylu przykrych doświadczeniach, pokerowe środowisko nabiera wody w usta, nie piętnuje oszusta, a zamiast tego wykazuje się podwójną moralnością? Czemu nikt nie mówi wprost, że Tsoukernik z pełną premedytacją pożyczał pieniądze od swoich rywali, nie mając nawet zamiaru zwracać im kasy? Zamiast tego właścicielowi King’s Casino wszyscy wchodzą w dupę, chwalą i promują jego kasyno, a Leona określają mianem swojego przyjaciela? Co się stało???

Odpowiedź jest prosta – duży i znany może więcej. Jest to ohydne, ale taka jest właśnie prawda. Daleko nie szukając mamy za chwilę kolejny przykład – Phil Ivey oszukał kilka kasyn na świecie na kilkanaście milionów dolarów podczas gry w baccarata. Dowody przeciwko niemu są ewidentne, a rozmawiać możemy jedynie o tym, czy jest to wina kasyn, że dały się w głupi sposób ograć, czy po prostu Ivey to lepszy cwaniak (czytaj: oszust). Ale tak z ręką na sercu – kto uważa, że Ivey powinien ponieść za to karę? Nikt, zupełnie nikt, bo środowisko pokerowe broni jednego ze swoich największych bohaterów. Kasyna dały się ograć, ich wina, że są frajerami, nikt nie ma prawa atakować teraz Phila. Koniec, kropka. Ivey jest ikoną, więc jest święty i jako taki traktowany. Tylko co by było, gdyby wyszło na jaw, że tego samego czynu dopuścił się Ferguson? A co by było, gdyby Lederer dzisiaj wypowiedział słowa Daniela Negreanu, że „more rake is better”? Płonące krzyże i stawiane szubienice czekałyby na nich w każdym zakątku świata, to pewne!

Podwójna moralność i bardzo subiektywna selektywność w wyborze odrzucanych przez środowisko osób jest niestety kpiną graczy z samych siebie. Tych małych i nieważnych bez najmniejszego żalu wywalamy na śmietnik historii, najczęściej dlatego, że są ofiarami publicznej nagonki, własnego wstydu lub po prostu organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Tym dużym dajemy z kolei bezkarnie popełniać błędy, bo są przecież nietykalnymi gwiazdami. Dajemy się ponieść emocjom i chętnie palilibyśmy na stosie oszustów i skandalistów, ale tylko wtedy, gdy nie okazuje się, że jednym z nich jest nasz idol. Choć na pewno kilka lat temu Ferguson i Lederer byli wielkimi gwiazdami, to akurat ich winy są tak wielkie, że nawet oni zostali w tym kotle nienawiści ugotowani, a dzisiaj temu pierwszemu odbiera się prawo do walki o tytuł Gracza Roku na WSOP. Leon Tsoukernik nie pożyczał przecież pieniędzy od nas. Phil Ivey nie ogrywał naszego kasyna z pieniędzy. Za to Ferguson i Lederer? Oooo, tu wina jest wielka, bo to my straciliśmy swoje pieniądze leżące na Full Tilcie! To nasze sto, tysiąc czy sto tysięcy dolarów sprzeniewierzyli swoimi brudnymi łapskami! A jak oszukali nas, to my im nie wybaczymy nigdy! Tylko co z tego, jeśli nie idą za tym żadne konsekwencje dla nich jako graczy i wciąż mogą siedzieć z nami przy stołach na turniejach?

Chichotem historii będzie tytuł Player of the Year dla Chrisa Fergusona. Zagra on na nosie całemu pokerowemu światu i najprawdopodobniej będzie się ze swoim sukcesem bezczelnie obnosił w przyszłym roku w Las Vegas. I będzie to świetna nauczka dla pokerowych decydentów, bo albo wobec każdego stosujemy te same zasady i wyrzucamy z naszych pokerowych kręgów wszystkich zamieszanych w grube afery (tak, w tym również takiego Leona czy Phila), albo udajemy dalej, że się nic nie stało i pozwalamy na to, aby poker dalej był często umorusany w błocie machlojek, kantów i skandali.

Redaktor naczelny Pokertexas.net, dinozaur polskiego pokera, fan trash talkingu i 53 w drzewkach