Niedoszłe umowy, które mogły zmienić historię pokera cz. II

0
729
Chris Ferguson
Chris Ferguson

W pierwszej części tego artykułu przedstawiłem Wam nieprawdopodobną historię o niedoszłym dealu PokerStars z Amarillo Slimem. Historia była długa i zajęła cały odcinek, dziś opowiem kilka krótszych, ale równie ciekawych opowieści o umowach, które nie doszły do skutku, a mogły zmienić bieg historii pokera na świecie.

Niedoszłe umowy, które mogły zmienić historię pokera cz. I

Dlaczego Jezus nie został zbawicielem PokerStars?

Musimy wrócić jednak do pierwszej historii, bo zaczęła się ona w miejscu, gdy kończyła się ta opisana poniżej. Ludzie z PokerStars od początku szukali godnego reprezentanta dla swojego kiełkującego na rynku poker roomu. Mierzyli bardzo wysoko. Jak wysoko? Najwyżej, jak się dało – celowali w mistrza świata!

Chris Ferguson zdobył tytuł mistrzowski po wygranej w Main Evencie World Series of Poker w 2000 roku. Był więc osobą doskonale znaną w środowisku pokerowym, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Uważany był też za bardzo miłego i sympatycznego faceta. Co równie istotne w tej opowieści – „Jesus” miał doktorat z informatyki. Czy nie był więc idealnym kandydatem do bycia ambasadorem wchodzącego na rynek poker roomu online?

Dokładnie tak samo pomyśleli ludzie z PokerStars. Znany pokerzysta, były mistrz świata, postać znana i lubiana w środowisku, na dodatek mająca w małym palcu problemy informatyczne – kandydat idealny! Z Chrisem Fergusonem skontaktował się więc założyciel i właściciel PS, Isai Scheinberg. Rozmowy przebiegały wieloetapowo, raz było bliżej umowy, raz dalej, ale ostatecznych ustaleń nie można było wypracować, aby obie strony były zadowolone.

Różnice w zdaniach polegały przede wszystkim na zupełnie innym podejściu do prowadzeniu takiego biznesu. Scheinberg szedł zdecydowanie w stronę korporyzacji przedsięwzięcia, Ferguson zdecydowanie bardziej wolał politykę „wolnej ręki” w biznesie i swobodę działania (choćby dlatego założony później Full Tilt Poker nie wszedł nigdy na giełdę). Na tym polu obaj panowie kompletnie nie mogli dojść do porozumienia.

Nie można dzisiaj mówić o tym, że do podpisania takiej umowy było bardzo daleko, ale jednak różnice w filozofii biznesowej nie pozwoliły na ostateczne dopięcie deala. Chris Ferguson nie został twarzą PokerStars, za to… chwilę później otworzył Full Tilt Poker, czyli swój własny poker room online! Zamiast promować PS, stworzył dla niego największą wówczas konkurencję. I zrobił to według swojego pomysłu na biznes.

Chris Ferguson

Jak to się skończyło? Najkrócej można to ująć w ten sposób – skończyło się to Czarnym Piątkiem w 2011 roku. Skończyło się potężnym skandalem na cały świat, setkami milionów zaginionych dolarów, wielkim wstydem dla osób zarządzających FTP, ogromnym oszustwem, na którym ucierpiały tysiące pokerzystów na całym świecie. Chyba każdy zgodzi się ze stwierdzeniem, że gdyby nie działania ludzi z Full Tilt Poker, działającego niczym pokerowa piramida finansowa, to do Black Friday najprawdopodobniej nigdy by nie doszło.

Jak dzisiaj można ocenić różnice w podejściu do prowadzenia biznesu, które ostatecznie nie doprowadziły do umowy pomiędzy Scheinbergiem i Fergusonem? Może podajmy tu taki przykład – gdy doszło do Czarnego Piątku na koncie Full Tilt Poker było około 60 milionów dolarów, w tym żadnej rezerwy odłożonej „na czarną godzinę”. Z kolei gracze na tym roomie trzymali wówczas… 390 milionów dolarów! W tym czasie PokerStars Scheinberga odkładał co miesiąc ogromne ilości pieniędzy i gdy przyszło do wykupu FTP mieli na koncie 731 milionów dolarów, które trzeba było zapłacić, aby kupić platformę i spłacić zadłużenie wobec wszystkich graczy. Dodajmy tu koniecznie, że Full Tilt Poker utrzymywał potężną stajnię najlepszych graczy na świecie, a takiemu Philowi Ivey wypłacał… 900.000$ miesięcznie pensji wynikającej z kontraktu reklamowego!

O dealach FTP opowiem jeszcze w dalszej części tekstu, ale najpierw inna historia…

Phil Ivey nie dotarł do raju

Od samego początku pokera online na świecie, jeden poker room uznawany za numer 1 na świecie w pewnym momencie był wyprzedzany przez swojego bezpośredniego konkurenta. Na początku był tylko Planet Poker, pierwszy poker room na świecie, który wkrótce został przegoniony przez Paradise Poker. Firma ta miała w pewnym momencie 90% rynku w garści i była prawdziwym hegemonem. Potem została wyprzedzona przez PartyPoker, a ta platforma została następnie przegoniona przez PokerStars. Każda z tych platform korzystała na rynku tym, że w pewnym momencie zaczęła robić coś lepiej, niż jej najgroźniejsza konkurencja.

Zajmijmy się jednak czasami, gdy niepodzielnie rządził w branży Paradise Poker. W mniej więcej tym samym czasie, gdy PokerStars starał się zatrudnić w swych szeregach Chrisa Fergusona, Paradise Poker zagiął parol na wschodzącą gwiazdę pokera – Phila Ivey. Było to zaraz po tym, jak młody pokerzysta wygrał w imponujący sposób swoją pierwszą bransoletkę WSOP (pisałem o tym szerzej w swoim tekście TUTAJ).

Nie były to czasy, gdy pokerowe teamy były czymś na porządku dziennym, jak jest dzisiaj. Panowała bardziej moda na opłacanie jednorazowych występów graczy na turniejach, najczęściej wtedy, gdy awansowali oni na stół finałowy dużej imprezy. Nakładali wówczas na siebie naszywki z logiem sponsora i obie strony coś na tym zyskiwały – gracz dodatkową kasę, poker room trochę rozgłosu. Nawet wówczas, gdy umowa była na dłuższy okres, to opiewała zazwyczaj na drobne dzisiaj kwoty, rzędu 10.000-20.000 dolarów rocznie.

Umowa Paradise Poker z Philem Ivey miała być jednak inna. Platforma postanowiła się „szarpnąć” na największą umowę w swej historii. Był początek 2002 roku, gdy przez dwa miesiące Paradise Poker negocjował deala z Philem Ivey, któremu chciano zapłacić aż 25.000$ rocznego kontraktu. Ostatecznie do takiej umowy w końcu nie doszło…

I tu mamy chyba najciekawszy wątek tej historii. Dosłownie chwilę później, na przełomie kwietnia i maja 2002 roku, Phil Ivey zdobył na jednym World Series of Poker trzy bransoletki. Z miejsca stał się najgorętszym nazwiskiem na pokerowym rynku i ostatecznie został graczem sponsorowanym przez Full Tilt Poker założony przez Chrisa Fergusona. Dziś możemy tylko gdybać, co by było, gdyby umowa Phila z Paradise Poker doszła do skutku. Niewątpliwie platforma musiałaby szybko wyskakiwać z o wiele wyższym kontraktem dla swojego ambasadora, ale czy nie opłacałoby się to w takiej sytuacji? Przypomnijmy – rok później Main Event WSOP wygrał Chris Moneymaker, który został natychmiast ambasadorem PokerStars i – mówiąc krótko – wykopał swoim nazwiskiem i sukcesem PS na szczyty pokerowego biznesu. Czy doszłoby do tego, gdyby rok wcześniej Phil Ivey zdobywał trzy bransoletki WSOP jako gracz w barwach Paradise Poker? Pamiętajmy też o tym, że to Moneymaker wyrzucił z gry Phila Ivey na bubble’u tego Main Eventu… Cała historia pokera mogła wyglądać zupełnie inaczej.

Phil Ivey

Full Tilt Poker – dobre pomysły w drodze do upadku

W czasach swojej świetności Full Tilt Poker miał sporo ciekawych akcji marketingowych i kilka dobrych pomysłów na promocję. Jednym z nich był kontrakt reklamowy z największą organizacją walk MMA – UFC.

Wszystko szło doskonale. Reklamy pojawiały się zarówno na ringach, jak i spodenkach największych gwiazd UFC. W końcu podpisano wielką umowę reklamową pomiędzy obiema firmami, która miała być potężnym skokiem FTP na rynek. Marka Full Tilt Poker miała się dosłownie wylewać z ekranów telewizorów podczas relacji z kolejnych gal UFC.

I wszystko by było doskonale, gdyby nie… Black Friday! Zanim umowa weszła w życie do głosu doszły władze USA, które zamknęły poker room. Zaraz potem wyszły na jaw ogromne brudy w Full Tilt Poker, zaginiona kasa graczy itd.

Kto wie, co by się wydarzyło, gdyby nie Czarny Piątek w Stanach Zjednoczonych. Może to FTP byłby dzisiaj (albo przynajmniej wtedy, przynajmniej przez jakiś czas) największym poker roomem na świecie? Może przegoniłby PokerStars, zarobiłby mnóstwo pieniędzy, które pokryłyby straty wynikające z opisanego powyżej „rozdawnictwa” dla swoich graczy i akcjonariuszy? Dziś się już tego nie dowiemy… Wiemy jednak co innego – po wielu latach po dokładnie ten sam pomysł sięgnął PokerStars!

Fart czy pech Phila Hellmutha?

Podobnie nie dowiemy się, co by było, gdyby twarzą FTP został… Phil Hellmuth! A było do tego już bardzo, bardzo blisko! Mistrz świata z 1989 roku był praktycznie dogadany z Full Tilt Poker. Dla Phila szczęściem w nieszczęściu stał się bardzo głośny skandal z UltimateBet, po którym środowisko pokerowe miał do niego sporo pretensji. Uważano bowiem, że „Poker Brat” musiał wiedzieć, co się działo w firmie i jakie wałki tam odchodziły. Phil opisał to wszystko w swojej doskonałej autobiografii, więc tam możecie zapoznać się z tą historią.

No i teraz mamy taką sytuację – jest początek roku 2011. Phil Hellmuth długo zwlekał z oficjalnym zakończeniem współpracy z UltimateBet, bo czuł się w obowiązku w jakiś sposób dopilnować sprzątania bałaganu, którego narobił Russ Hamilton, właściciel tej platformy. Odszedł z UB dopiero pół roku wcześniej i już czekał na niego kontrakt reklamowy z FTP. Dodajmy – kontrakt bajeczny! Umowa miała opiewać na 30 milionów dolarów, Phil miał dostać 2 mln dolarów za podpis, a potem dostawać po 120.000$ miesięcznie. Kto by się nie skusił?

Phil pojechał na US Tour i zaraz po powrocie miał podpisać kontrakt. A w tym czasie… wybuchł Black Friday! FTP został zamknięty na cztery spusty przez amerykański Departament Sprawiedliwości, a Philowi przeszła koło nosa ogromna kasa. Ale wyobraźmy sobie teraz, że ten deal doszedł jednak do skutku – czy dwa potężne skandale w tak krótkim czasie z udziałem Phila Hellmutha nie nadszarpnęłyby jego reputacji pokerowego mistrza? Wyobrażacie sobie, że FTP zaczyna potężną akcje reklamową ze swoim nowym graczem (co byłoby przecież nieuniknione), a dosłownie za moment świat dowiedziałby się o oszustwach w Full Tilt Poker? Pieniędzy z kontraktu może szkoda, ale czuję, że Phil uratował się swoim wyjazdem z o wiele większych tarapatów…

Phil Hellmuth

Pokerowe deale, które zniszczyła UIGEA

Gdy poker online rozwijał się na świecie w najlepsze (czyli zaraz po pokerowym boomie w 2003 roku) praktycznie każdy wielki mistrz miał w głowie założenie swojej platformy z pokerem online. W 2004 roku swój poker room założył też Doyle Brunson, żywa legenda pokera, dziesięciokrotny zdobywca bransoletki WSOP.

W 2004 roku powstał DoylesRoom.com, czyli sygnowany nazwiskiem wielkiego mistrza poker room. Nie trzeba było długo czekać, żeby zdobył on popularność na bazie takiej gwiazdy stojącej za projektem. A za udanymi przedsięwzięciami zawsze idą też ogromne pieniądze…

W 2006 roku Doyle Brunson otrzymał ofertę kupna DoylesRoom.com za kosmiczną kwotę 230.000.000 dolarów!! Był on wówczas właścicielem połowy udziałów w tej platformie, nietrudno więc obliczyć, że otrzymałby 115 mln dolarów do swojej kieszeni!

Jednak właśnie wówczas amerykański rząd ogłosił słynną ustawę UIGEA (Unlawful Internet Gambling Enforcement Act). Nie wchodząc tu teraz zbytnio w szczegóły – ustawa ta regulowała hazard online w Stanach Zjednoczonych. A mówiąc nieco dokładniej – uniemożliwiała firmom zajmującym się e-gamblingiem przyjmowanie płatności od klientów. To był nóż w serce wszystkich platform pokerowych, które praktycznie nie mogły działać legalnie. Oferta dla Doyle’a Brunsona odeszła w niebyt…

Doyle Brunson
Doyle Brunson

Zresztą nie tylko ona. Dokładnie w takiej samej sytuacji znalazł się inny wielki pokerowy mistrz, Daniel Negreanu. Jego platforma Full Contact Poker (zbieżność nazw z FTP trochę zbyt duża…), którą zbudował od zera wyłącznie za swoje pieniądze, równie szybko zdobyła popularność w sieci. D-Negs dostał więc bajeczną ofertę – klient chciał kupić od niego poker room za 170 milionów dolarów!

Negreanu się nie zastanawiał i chętnie zgodził się na sprzedaż swojego dziecka. Trzy dni później weszła niespodziewanie w życie UIGEA… Z ogromnego deala nic nie wyszło.

Tu jeszcze jedna ciekawostka przy okazji – Negreanu nie ma zbyt dobrej ręki do takich interesów. Gdy Isai Scheinberg zakładał PokerStars, chciał dać Kanadyjczykowi 3% udziałów w firmie za doradztwo w pokerowym biznesie. D-Negs ofertę wówczas odrzucił. Gdy Amaya kupowała PokerStars od rodziny Scheinbergów, zapłaciła za cały ten biznes 4,9 miliarda dolarów. Nietrudno policzyć, że Danielowi przeszło koło nosa około 150 milionów dolarów…

Daniel Negreanu

„PokerStars Royale”?

Na koniec jeszcze jedna historyjka, która mogła odmienić trochę losy pokerowej historii na świecie. W listopadzie 2006 roku swoją światową premierę miał kolejny film z serii przygód Jamesa Bonda – „Casino Royale”. Dzisiaj już nikt nie wie o tym, że było bardzo blisko umowy, dzięki której PokerStars byłby jednym z głównych sponsorów filmu, obok Sony, Omegi czy Aston Martina.

Według pomysłu na tego deala James Bond i Le Chiffre mieli się spotkać na finałowym stole na Bahamach po… satelicie rozegranej online na PS! Oczywiście cała scena pokerowa miała zostać obrandowana logiem PokerStars. Pojawiły się wówczas nawet pierwsze materiały reklamowe PS z logotypem 007. Ostatecznie do deala jednak nie doszło, bo – słusznie – producenci wycofali się z tego pomysłu, bojąc się promowania pokera online. I dosłownie kilka miesięcy później weszła w życie UIGEA, która bardzo poważnie zagroziłaby premierze filmu w USA.

Może to jednak dobrze, że do tego deala nie doszło. PokerStars i tak ma opinię „podkręconego softu”, to jaką miałby teraz po takiej scenie ostatecznego rozdania, jak ma to miejsce w „Casino Royale”?

Redaktor naczelny Pokertexas.net, dinozaur polskiego pokera, fan trash talkingu i 53 w drzewkach