LECH ? MÓJ PRYWATNY PRZEŚLADOWCA!
Do kasyna Olympic w piątek stawiło się kilkanaście głodnych gry osób, w tym i oczywiście
ja. Miałem już taką chęć pograć, że aż mnie skręcało! Jako, że nie gram w sieci nie miałem
już kart w ręku od jakiegoś tygodnia. Dramat! W związku z tym postanowiłem czerpać jak
najwięcej radości z samej gry i przy okazji postarać się o dobry występ (czytaj ? dojść do
miejsc płatnych). Już w pierwszym rozdaniu zagrałem radosnego all ina z 7 3 w treflach, bo
przecież stara zasada mówi, że ?małe drzewka rządzą?. Poza tym to ulubiona ręka mojego
serdecznego przyjaciela Clippera, więc musiałem na nią zagrać, bo by miał potem do mnie
pretensje. Nie wiem dlaczego nie wygrałem? No cóż, rebuy! I znowu petarda! 4 3 kier! Nie
namyślając się zbyt długo zagrałem po raz drugi ?olelajnen?. Kurde, znowu nic! Hmmm?
Nie tak miało być! No dobra, rebuy! W czwartym rozdaniu podnoszę karty i widzę dwa króle.
Może teraz? Jakiś raise, ktoś tam call, ktoś tam all in? Skończyło się tym, że jeszcze przed
flopem pięciu graczy miało swoje żetoniki pośrodku stołu. Po rozdaniu stały już przede mną.
No dobra, można zacząć swoją grę, czyli oglądalność flopa na poziomie 93%, sprawdzanie do
końca z byle parą czy drawem i atakowanie, gdy mam choćby cień szansy na wygraną. Po to
w końcu jest faza rebuy, nie? Plan powiódł się znakomicie i gdy uformował się stół finałowy
miałem niezły stack w wysokości około 17 tysięcy i na stole najbardziej ?nagranu?. Już za
chwilę wywaliłem z gry short stacka i było jeszcze lepiej. Od tej pory zaczął się mój zjazd po
równi pochyłej ku upadkowi?
Teraz troszkę historii. Przez ostatni okres miałem dość pechowe występy w turniejach w
kasynie. Odpadałem w różny sposób, w różnych fazach turniejów, na różne karty. Za to
zawsze byłem ogrywany przez tego samego gracza!! Ostatnich sześć występów to sześć moich
porażek z kolegą Lechem. Nieważne, że przeważnie miałem lepszą kartę. Nieważne, że jak
był coin flip to albo on trafiał, albo ja nie. Nieważne, że jak ja miałem np. dwie pary po flopie
to Lech łapał brakującą kartę do koloru czy strita. Ważne, że zawsze byłem all in! Lech to taki
dziwny gracz (co zresztą powiedziałem mu w piątek jeszcze przed turniejem). Gra niezłego
pokera, miksuje fajnie grę, robi niewiele błędów, wie kiedy zablefować. I nagle jak przychodzi
jakieś rozdanie ze mną to robi najgłupszą rzecz jaką można sobie wyobrazić i zamiast zapłacić
za swój błąd to wygrywa. No żesz w mordę!
Wracamy do piątkowego turnieju. Po serii nieudanych rozdań mój stack spadł do wysokości
około 7500. Na małym blindzie dostaję 85 off i po kilku limpach dokładam i ja. W puli było
około 1600 (blindy 150/300, ante 25), a na flopie pokazuje się 8 6 2. Czekam co się będzie
działo, następnych dwóch graczy za mną również. Gracz z późnej pozycji, totalny amator,
grający beznadziejnie i bez żadnej koncepcji zagrywa za 500, Lech za nim po dłuższym
namyśle sprawdza. No za mocno to oni nie mają, myślę sobie i zagrywam za 2000. Dziadek,
który pierwszy podbijał tak jak myślałem wyrzucił karty. Na to Lech popadł w zadumę i po
chwili? stawia mnie na all inie! Tego się raczej nie spodziewałem, bo to było zagranie za
większą część jego stacka. Czyżby miał aż tak dobrze? Ale czemu tylko sprawdził dziadka?
Ech, będzie, co ma być! Sprawdzam! Lech najwyraźniej zły, że sprawdziłem pokazuje mi asa
i szóstkę mówiąc, że myślał, że kradnę pulę. Ja tam zmartwiony nie byłem. Aż do turna?
Szóstka dała mu tripsa i nawet piątka na riverze już mnie nie uratowała. Siódmy turniej z rzędu Lech wywala mnie z turnieju. Do miejsc płatnych zabrakło dwóch pozycji? Jak to mam w zwyczaju poinformowałem o swoim nieszczęściu pół kasyna, mówiąc mojemu pogromcy co myślę o nim, jego grze i pokerowej przyszłości? Na moje szczęście stali
bywalcy kasyna są już do tego przyzwyczajeni, turyści mają to gdzieś, a ochrona mnie nie
wyprowadza, bo wkurzony sam wychodzę? 🙂
Tak sobie myślę, że mój ?najwierniejszy fan? ? mowa o Danizie oczywiście – powinien
wysłać Lechowi jakąś butelkę dobrej whiskey za powodowanie u mnie stanów lękowych?
WESOŁY ROM(EK)
Niezrażony niepowodzeniem z piątku, w sobotę stawiłem się tuż przed 19 w kasynie. Pierwsza
informacja znakomita ? nie ma Lecha! W dziesięć osób zasiedliśmy więc do stołu. A wśród
nas między innymi jeden ze stałych bywalców kasyna, nudzący się chyba trochę Cygan.
Romowie to duża grupa klientów kasyna Olympic, grają grubo (głównie na ?wiatraku?), ale
ostatnio kilku z nich zainteresowało się holdemem. Problem z nimi polega na tym, że szybko
gra im się nudzi i zaczynają się przy stole dziać cuda. Nie inaczej było i tym razem. Ale o tym
za moment?
Ja od początku zacząłem swoją radosną pokerową twórczość i już po kilku pierwszych
rozdaniach byłem uboższy o 3500 z 10000 startowych żetonów. Ale jako, że to u mnie norma
grałem sobie dalej wesołą grę, aż potroiłem się trafiając z moim J 10 strita opłaconego przez
dwóch graczy na stole, w tym Cygana. Potem jeszcze kilka fajnych pul i nagle stało przede
mną 25 tysięcy! Nice! I tu wracamy do wątku kolegi Roma. Ogłosił on bowiem przy stoliku,
że jemu się już nie chce grać i chce już odpaść. Taka informacja, rzucona przy stole pełnym
głodnych na żetony sępów, działa mniej więcej tak, jak w stanie wojennym pojawienie się
papieru toaletowego w osiedlowym sklepie ? każdy chce wyrwać z tego jak najwięcej dla
siebie! A że nasz kolega miał jeszcze przed sobą jakieś 4-5 tysięcy to pokusa była wielka.
Problem polegał jednak na tym, że nasz kolega chciał się pozbyć wszystkich żetonów
jednorazowo, więc po prostu grał za wszystko w każdym rozdaniu nie patrząc nawet w karty.
Nie wiem sam, kto był w tej sytuacji bardziej sfrustrowany ? on, bo nie mógł odpaść, czy
reszta graczy, bo nie miała go z czym sprawdzić?
MARIO, PRZEPRASZAM!
Jedno z kolejnych rozdań i Cygan na dużym blindzie. Już podczas tasowania kart przez
krupiera postanowił postawić wszystkie swoje żetony, ale upomniany, że jeszcze nie może
cofnął je i położył samego blinda. Prawie cały stół wyrzucił w tej sytuacji karty, aż przede mną
Kuba robi raise do 700. Widzę, że Cygan już wrzuca swoje wszystkie żetony na środek stołu,
ale podnoszę karty i widzę? magiczne 5 3! Rany Julek, i co teraz? Przecież ja tej karty nie
wyrzucam preflop! Ale przede mną raise, tam zaraz będzie all in? No cóż, miejmy nadzieję,
że Kuba ma dobra kartę na walkę z dwoma losowymi kartami naszego radosnego kolegi. Fold,
choć serce mi krwawiło. Cygan all in, Kuba call i flop? A 4 2!! Aaaaaaaaaaa!!!!! Mario, jak
mogłem nie dać?? Przecież już tysiąc razy mi powtarzałeś ? zamknij oczy i uwierz w moc tej
ręki popychając swoje wszystkie żetony na środek stołu! Co za brak wiary! Oczywiście w
dwóch swoich kartach Cygan znajduje asa, którego nie ma Kuba i nasz ?allinator? gra z nami
dalej bogatszy o 4 tysiące?
Już za chwilę, bo w następnym rozdaniu, dostaję AJ. Robię raise i dostaję uderzenie za ponad
8 tysięcy od Roma. I tu mała dygresja ? w ostatnim numerze Card Playera czytałem artykuł,
w którym Mike Sexton pisał o ?wielkim niwelatorze?. W skrócie chodziło o to, że najlepszym
zagraniem słabego gracza w walce z dużo lepszym od siebie przeciwnikiem jest zagranie all in.
Dlaczego? Bo potem już nie ma znaczenia kto jak gra, kto jakie zagranie zrobi czy też kto ma
większe ?cohones?. Po prostu decydują karty i ślepy los. Przypominając sobie ten artykuł
myślałem o tym, jakie są szanse, że jego karty (których nawet nie widział grając za wszystko)
mogą być lepsze od mojego asa i waleta. Chcąc nie chcąc sprawdziłem. Nie wiem czy to jakaś
?czutka?, ale jak zobaczyłem jego 8 6 w piku to pomyślałem sobie, że wolałbym tą jego kartę
niż swoją. I myślałem tak nawet wtedy, gdy pojawił się przyjazny dla mnie flop J 10 7. A już
byłem tego pewien, gdy na turnie pokazała się dziewiątka? To kara, pomyślałem sobie. Kara
za brak wiary w 5 3! Gdybym wtedy go sprawdził już by go nie było w turnieju. Teraz siedział
z nami dalej, a przed nim sterta żetonów, w większości moich?
SŁODKA ZEMSTA
Taka zabawa trwała dalej. Cygan co prawda trochę się uspokoił, ale nadal grał irracjonalnie.
Wysokie raisy, grube bety z niczym? Ktoś powie ? czym tu się przejmować, przecież to
klasyczny przykład ?dead money?! Zgadza się! Tylko kto odważy się postawić na szali swój
udział w turnieju sprawdzając ?Wesołego Romka? ze średnią kartą? Tym bardziej, że oprócz
mnie każdy miał od niego zdecydowanie mniej żetonów! W końcu nadeszło rozdanie, w
którym Cygan okazał łaskę i podbił w miarę normalnie, sprawdził go Losadamos i trafił z
flopa karetę dziewiątek. Zabrał w ten sposób dużą część stacka radosnemu graczowi, bo ten
atakował go bez pary aż do końca. Chwilę potem znowu się jednak na kimś podwoił i zabawa
zaczęła się od początku.
Szczerze mówiąc miałem już dość takiej gry, męczył mnie ten koleś.
Po co tacy ludzie w ogóle zapisują się na turniej? Żeby innym napsuć krwi? Nie kumam tego,
choć oczywiście wiem, że to takich graczy nam trzeba, żeby robili nam pule w turniejach.
W końcu zaglądam w karty i widzę dwa piękne asiory! Zrobiłem zwykły raise, a Cygan nagle
zamiast wpychać wszystko na środek tylko sprawdza, a z nim jeszcze dwie osoby. Co jest?
Miał zagrać all in, ja miałem sprawdzić i modlić się, żeby nie trafił jakiegoś chorego układu!
A on tylko call? No cóż, czekamy na flopa. Pojawia się K Q 9. Nie najlepiej, ale zagrywam za
pulę. Cygan zgodnie z moimi przypuszczeniami natychmiast wrzuca na środek wszystko co
posiada, czyli około 15 tysięcy. Niech się dzieje wola nieba, sprawdzam i natychmiast zaczynam
modły do wszystkich bożków pokera o litość i wsparcie. A nasz kolega pokazuje? gutshota!
Walet z szóstką to dość dobra dla mnie informacja, ale istnieją dokładnie cztery karty dające mu
wygraną. Na moje szczęście dziesiątka nie spada na stół i wygrywam potężną pulę. Na pierwszą
przerwę schodzę podbudowany psychicznie, a mój stack to całe olbrzymie 42 tysiące. Wow!
ZNOWU SIĘ NIE UDAŁO
Jednak jak się okazuje nawet z takim stackiem można nie wejść do kasy. Jako, że byłem
zdecydowanym liderem na stoliku miałem za zadanie dobijać shortów i wyrzucać ich z turnieju.
Jednak za każdym razem jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności przegrywałem takie rozdania.
Potem oddałem 15 tysięcy trafiając dwie pary z flopa na strita Pawcia i nagle mój stack stopniał
do 20 tysięcy. Niedobrze? Jak wygrywałem to małe pule, jak przegrywałem to od razu parę
tysięcy. W końcu gdy zostało nas w grze pięciu zagrałem all in z AQ w treflu, zostałem zaraz
sprawdzony przez Adama i jego dwa ?bałwanki?, które oczywiście utrzymały się do końca i
odpadłem z turnieju. Do płatnych oczywiście dwie pozycje?
W związku z takim obrotem ostatnich turniejów chcę już zakończyć ten rok i wejść z nowymi
nadziejami w następny. Wiem, że przez ostatnie 12 miesięcy zrobiłem znaczne postępy w grze,
wiem też jednak, że jeszcze dużo muszę się uczyć. Moje główne braki ? teoria pokera (co ciągle
wypomina mi Warsaw). Główne zalety ? nieobliczalność i odwaga w podejmowaniu decyzji,
opanowanie gry loose w stopniu ponadpodstawowym. Cel na Nowy Rok ? wyeliminować braki,
jeszcze bardziej popracować nad mocnymi stronami. Poza tym chcę rozwijać moje akcje
dziennikarskie i pisać dużo o pokerze i jego okolicach. Czy moje postanowienia noworoczne
się spełnią? Czy w 2008 roku będę miał więcej szczęścia w grze? Czy będę grał lepiej? Czy będę
pisał dużo i ciekawie? O tym oczywiście poczytacie w moim blogu od stycznia! Życzę każdemu
wszystkiego dobrego, ale sobie najlepszego w Nowym Roku!


