Nie wyobrażam sobie pokerzysty, który ma problem z ryzykiem – wywiad z Chesterem

1
1778
Chester - WSOP Circuit w Rozvadovie

Na polskiej scenie pokerowej znany jest od dobrych kilku lat, choć grywa głównie online. Wielokrotnie podejmował duże ryzyko i przeżywał spore swingi. Z trudnych momentów zawsze wychodził jednak obronną ręką. Przed Wami wywiad z Chesterem!

Nie jesteś nową osobą w środowisku pokerowym. Grasz już od dłuższego czasu, choć początki były chyba dość typowe?

Zaczynałem od freerolli i turniejów po parę centów. Kiedyś zobaczyłem reklamę PokerStars w telewizji, pracowałem wtedy jako magazynier. Zawsze lubiłem gry strategiczne, więc postanowiłem spróbować. Pamiętam, jak koledzy śmiali się z tego, ile centów wygrałem. Później z centów zrobiły się dolary, dziesiątki dolarów, setki. Zacząłem się uczyć i rozwijać. Na początku było to hobby, ale gdy zobaczyłem, że bankroll się powiększa, to w głowie coś przeskoczyło. Któregoś dnia wkurzyli mnie w pracy, więc stwierdziłem, że spróbuję.

Skąd pomysł na założenie bloga?

Szczerze mówiąc ledwo pamiętam. Wyszło to spontanicznie, nie było w tym wielkiej historii. Robię to dla siebie, zawsze podchodziłem do tego tak, jakbym pisał dla paru osób. Jest dobrze – piszę, jest źle – piszę, i tak to się kręci. Nigdy nie przejmowałem się tym, ile osób to czyta.

Przydał Ci się kiedyś ten blog?

Najbardziej wtedy, jak upadł Full Tilt Poker i nie miałem bankrolla. Wtedy popularność mi się przydała, bo znalazło się kilka osób, które od ręki pożyczyły mi pieniądze. Poza tym dzięki niemu poznałem wielu wartościowych ludzi. Nigdy jednak jakoś specjalnie nie żyłem tym blogiem. Przychodzi wena, to piszę… Teraz przenoszę to po części na fanpage.

Czytałeś kiedyś swoje stare posty?

Nie, nigdy. Podobno to świetna lektura na zimowe wieczory, ale szczerze mówiąc nie wiem, czy chcę to robić (śmiech). Kiedyś życie wyglądało zupełnie inaczej. Pamiętam, jakie głupoty czasem tam pisałem, oczywiście z dzisiejszej perspektywy. Czy chciałbym się cofać? Nie wiem, może kiedyś to zrobię.

Ludzie rzadko piszą o swoich porażkach, raczej wolą się chwalić. U Ciebie bywało z tym inaczej.

Wiadomo, że jak idzie dobrze, to fajnie się pochwalić. Ja mojego bloga nigdy nie traktowałem jako miejsce, w którym będę się dowartościowywał. Każdy ma w życiu górki i dołki, trudne okresy. Ja zawsze pisałem to, co mi leżało na sercu. Fajnie, że inni lubią o tym czytać. Nigdy nie miałem problemu z napisaniem, że coś mi nie wyszło czy zrobiłem jakąś głupotę.

Jak radziłeś sobie z motywacją przez te wszystkie lata? Swingi Cię nie omijały, miałeś moment, w którym byłeś bliski rzucenia pokera?

Myślałem o tym nie raz, ale nigdy nawet nie szukałem innej pracy. Dla mnie poker jest zbyt dużą wolnością. To zbyt wielka wartość, aby to przepuścić. Cały czas myślę o tym w kontekście przyszłości, lecz nigdy nie byłem na tyle sfrustrowany, żeby faktycznie zacząć szukać pracy. Często słyszę, że ludzie nie mają motywacji. Ja się nie dziwię, skoro nie stawiają sobie ambitnych celów i stronią od ryzyka.

Jaką miałeś najdłuższą przerwę, jeśli chodzi o granie w pokera?

Nie miałem (śmiech). Najdłuższa wynosiła dwa tygodnie, jak byłem w górach. Teraz byłem na Punta Canie, ale tam graliśmy w pokera. Czasami robię luźniejsze okresy, ale generalnie zawsze mam ochotę pograć w pokera, więc raczej większych przestojów nie ma.

To dość niespotykane, większość graczy potrzebuje przerwy, w której chce odpocząć od gry.

Uważam, że to dobre. Pewnie przyjdą okresy, w których będę potrzebował przerwy. Jestem człowiekiem, który nie lubi marnować czasu. Gram, bo lubię, chcę, mam coś do osiągnięcia. Aby grać w pokera, musisz być w dobrej formie. Jeżeli chcesz grać dobrze, to musisz grać dużo. U mnie tak to działa. Lubię to robić, nie trzeba mnie do tego zmuszać. Po ostatnich wygranych motywacja jest może trochę mniejsza, lecz chęć do gry nadal jest. Pod tym względem jestem dość obowiązkowy. Znam wielu ludzi, którzy mają z tym problem. Po prostu idą na łatwiznę, bo są leniwi.

Chester Punta Cana

Przyznajesz się do tego, że jesteś pokerzystą?

To jeden z moich ulubionych tematów (śmiech). Ostatnio pisałem o tym na blogu. Gdy pomyślisz sobie o wszystkim, co musisz ogarnąć, aby być profesjonalnym pokerzystą, to jest tego naprawdę wiele. Gdyby ktoś mi powiedział, że powinienem się tego wstydzić, to zaśmiałbym mu się w twarz. Uważam, że to powód do dumy. Przyznawanie się bycia pokerzystą to świetny filtr na innych ludzi. Jeżeli widzę po czyjejś reakcji, że ktoś nigdy tego nie zaakceptuje, to po prostu nie marnuję czasu. Jeśli ktoś ocenia mnie tylko przez pryzmat pokera, to mnie zbytnio nie obchodzi. Ważniejsze jest to, kim jestem jako człowiek. Poker jest częścią mnie, ale to mimo wszystko nie jest najważniejsze.

Poker zmienił Twoją osobowość?

Na pewno, ostatnio dobrze to widzę. Jeden ze świetnych niemieckich graczy powiedział w jednym z wywiadów, że nie przejmuje się wieloma rzeczami, którymi przejmują się normalni ludzie. Ja się z tym zgadzam. Zawsze miałem duży dystans do świata, a teraz widzę to jeszcze wyraźniej. Mam nad czym się skupiać, życie przynosi mi dużo wrażeń. Kolejna sprawa to podejście do ryzyka. Nie wyobrażam sobie pokerzysty, który ma problem z ryzykiem.

Ty podejmujesz chyba większe ryzyko niż przeciętny pokerzysta…

To na pewno. Ostatnio poznałem kilku dobrych graczy, którzy mają problemy z ryzykiem. Zbyt sztywne podejście do pieniądza Cię hamuje. Byłem zdziwiony, bo niektórzy mają całkiem „normalne” podejście do pieniędzy. Ja potrzebuję mniejszego komfortu i jestem w stanie relatywnie więcej ryzykować. Myślę, że to kwestia charakteru. Choć poznałem i takich, na których moje gamblowanie nie robi większego wrażenia, ale to raczej skrajne przypadki.

Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, czy ważniejsze jest to, co możesz osiągnąć w życiu, czy będzie Cię blokował strach przed stratą. Jestem po części marzycielem i w większości przypadków jestem w stanie podjąć ryzyko. Nie interesuje mnie przeliczanie wygranych i cyferki. Czasem ktoś wygra spore pieniądze, ale nikt nie zwraca uwagi na to, ile wcześniej zainwestował.

Mówił też o tym Teges, który podczas zeszłorocznych WCOOP-ów wygrał sporą kwotę, ale na wpisowe poszło jeszcze więcej. Profit osiągnął nie tylko dzięki jednemu wynikowi, ale też innym miejscom płatnym.

Zgadza się. U mnie jest podobnie. Niedawno śmiałem się z piątego miejsca w Sunday Stormie, bo i tak przegrałem ostatnio 20.000$. Zawsze pisałem także o przegranych. Zdaję sobie jednak sprawę, że niektórzy patrzą na to powierzchownie.

Nie jest trochę tak, że czujesz się niekomfortowo wtedy, kiedy nie ryzykujesz?

Większe ryzyko generuje większe napięcie, a ja działam lepiej właśnie pod napięciem. W przeciwnym wypadku nie mam takiej motywacji. Lubię grać wielkie turnieje, chyba jak każdy. Czuję się niekomfortowo wtedy, kiedy jestem nieprzygotowany albo zmęczony, kiedy nie daję najlepszej jakości. Jeśli mam poczucie, że daję z siebie wszystko, to nie mam z tym problemu. Większe wpisowe jest tylko dodatkową motywacją.

Miałeś taki okres, kiedy przez dłuższy czas obawiałeś się o pieniądze podczas gry?

Tak, miałem duży downswing i zostało mi parę tysięcy w bankrollu, a do tego się nie uczyłem. To właśnie tu jest pies pogrzebany. W 2013 roku wygrałem ponad 100.000$, a później tylko zjeżdżałem w dół. Nigdy nie myślałem o tym, że na pewno przegram pieniądze. Niektórzy tak mają, wtedy lepiej w ogóle nie grać. Zawsze myślę pozytywnie i chcę się odbić. Gdybym myślał o tym, co może się zdarzyć, to nie byłbym pokerzystą albo dawno bym się wykończył. Czasami nie było mi lekko, lecz trzeba mieć wytrzymałość psychiczną, aby przez to przejść. Było parę trudnych okresów. Szedłem wtedy po bandzie, nie traktowałem tego zbyt poważnie. Wiedziałem, że jakoś to będzie. Później było już inaczej.

W minionym roku też miałem trudny okres. Zrobiłem wiele wyrzeczeń, aby być lepszym pokerzystą, a przez pół roku przegrałem większość bankrolla. Wtedy zastanawiałem się, po co to robię. Wróciłem do normalnego trybu życia, wolę być szczęśliwy niż bogaty. Wartość portfela nie jest wartością człowieka. Nie wartościuję samego siebie przez pryzmat pieniędzy.

Chester Punta Cana

Kiedy zacząłeś przywiązywać wagę do nauki?

Na początku bardzo dużo się uczyłem i to właśnie na tym się wybiłem. Poświęcałem na pokera 14 godzin dziennie. Potrafiłem analizować rozdania nawet przed siedem godzin. Później przeprowadziłem się do Wrocławia i wszystko się zmieniło. Musiało się to skończyć przegranymi. Poziom poszedł do góry, a ja się nie uczyłem, albo robiłem to tylko czasami. Po pierwszym wielkim upswingu zacząłem grać po dwa razy w tygodniu. Nie dbałem o jakość, więc życie to zweryfikowało i przyszedł wielki dołek.

Dopiero później przyszło właściwe podejście i dotarło do mnie, że wszyscy mi odjechali. Zdałem sobie sprawę, że albo będę się cały czas uczył, albo powinienem zmienić zawód. Teraz wpisuję to w codzienność i obecnie jest to jeden z moich głównych celów. Na pewno chcę w tym roku osiągnąć pewien poziom i faktycznie zdobyć umiejętności. Ważna jest efektywność, a nie tylko poświęcony czas.

Uczysz się sam czy korzystasz z pomocy innych pokerzystów?

Głównie samemu. Wolę rozmawiać z ludźmi o zupełnie innych rzeczach, a nie o pokerze. Kilkukrotnie próbowałem analizować rozdania z innymi, ale zbytnio mi to nie wychodzi. W większości korzystam z różnych pokerowych narzędzi. Jest dużo stron szkoleniowych, które zapewniają dopływ różnych spostrzeżeń i innego podejścia.

W przerwie turnieju na żywo wychodzisz, aby nie słuchać o bad beatach?

To jedna z bardziej męczących rzeczy. Większość ludzi narzeka, właśnie dlatego nie lubię o tym rozmawiać. Niewielu zapyta o poprawność rozegranej ręki i zdanie na ten temat. Ludzie bardzo rzadko skupiają się jednak na konstruktywnych rzeczach. Ja nigdy nie pozwalam sobie na biadolenie tylko dlatego, że przegrałem ważnego flipa. Choć czasami pojawia się frustracja, to nie możesz pozwolić, aby była ona nawykiem.

Ogólnie atmosfera turniejów live Ci jednak odpowiada?

To miła odmiana od klikania w internecie. To bardzo zabawne, obserwować reakcje ludzi po przegranych rozdaniach. Uświadomienie sobie tego, jak słabo niektórzy kontrolują emocje, jest fajnym doświadczeniem. Na Punta Canie zbyt wiele nie pograłem, ale w Rozvadovie miałem kilka ciekawych sytuacji. Lubię grać w pokera na żywo i mam nadzieję, że w lutym znów zjawię się w Rozvadovie. Jednak z punktu widzenia grindera online nie jest to zbyt ekonomiczne.

Dużo rozmawiasz z innymi przy stole?

Jestem raczej kontaktowy i gdy jadę na turniej, to chcę być człowiekiem, który wprowadza dobrą atmosferę przy stole. Nie chcę być kimś, kto siedzi wpatrzony w tablet przez osiem godzin i raz na jakiś czas rozgrywa rozdanie. Chętnie rozmawiam z ludźmi przy stole, bo z racji swojej pracy na co dzień nie mam ku temu wielu okazji. Przy stołach można spotkać dużo indywidualności i fajnych ludzi, ale traktuję to cały czas jako uzupełnienie pokera online i trochę rozrywkę, a nie poważne źródło zarobku. Na razie nie mam takich planów, choć o tym myślałem. Praktyka pokazała, że nie jestem obieżyświatem. Lubię rzeczy, które pozwalają mi dobrze funkcjonować u siebie, lecz po każdym wyjeździe mam większą motywację do gry online.

Miałeś kogoś, kto wybitnie denerwował Cię przy stole?

Na razie nie. Słyszałem wiele historii o ludziach, którzy byli nie do zniesienia. Jeszcze mi się to nie zdarzyło i nie wiem, jakby się to skończyło. Jestem człowiekiem cierpliwym i raczej stronię od utarczek słownych, ale jeśli ktoś przekroczy moją granicę, to odpalam tryb wojny (śmiech). Dlatego się cieszę, że nikogo takiego nie spotkałem i mam nadzieję, że nie spotkam.

Chester krav maga

Poznałby siłę krav magi?

Wolałbym nie, ale nie mogę wykluczyć. Na pewno musiałby mocno się postarać, bo ciężko mnie sprowokować do użycia siły.

Trening sztuk walki też ma wpływ na pokera?

Na mnie ma to bardzo duży wpływ, więc na pokera siłą rzeczy też. Krav maga i regularne treningi nauczyły mnie dyscypliny. Regularnie trenuję, cieszy mnie to i chcę być lepszy. Znam paru pokerzystów, którzy potrafili wstać o 17 i iść na imprezę. Ja w życiu czegoś takiego nie akceptowałem. W tym zakresie zawsze trzymałem jakiś umiar. Czasami grywam po treningach. Są to bardzo fajne sesje, na dużym luzie. Trening nie jest dla mnie wielkim wysiłkiem, ale daje mi świeżość. Krav maga pozwala zrzucić mi wszystkie napięcia, które przynosi poker. Przy takiej pracy bardzo ważne jest miejsce, gdzie można wszystko z siebie wyrzucić. Polecam to każdemu.

Przejmujesz się ustawą hazardową?

Na pewno, choć nie panikuję. Dotyczy mnie to, bo żyję w Polsce. Jeżeli chodzi o wiadomości, to jest to jedna z bardzo niewielu rzeczy, która mnie interesuje. Na początku tego roku chciałem wyprowadzić się do Pragi, cztery razy w tygodniu uczyłem się czeskiego. Myślałem przyszłościowo i nie chciałem obudzić się w kwietniu z ręką w nocniku. Podchodzę jednak do tego realnie, prawo było martwe i niewiele zapowiadało, że się to zmieni. Nie przeprowadziłem się, bo w Czechach zepsuli ustawę i nie okazała się ona tak dobra, jak się zapowiadało. Koniec końców lubię mówić po polsku i lubię Polaków. Chcę tu mieszkać, jeśli tylko będę miał taką możliwość.

O pokerze pisze od 2013 roku, głównie na Pokertexas. Dziennikarstwem zajmuje się jeszcze dłużej, choć głównie w wydaniu piłkarskim i tenisowym. Pasjonat sportu i gaduła.

1 KOMENTARZ

Comments are closed.