Najgorszy blef świata

Było to w przedwojennej Łodzi, a grali: synek lokalnego nababa i trzej bogaci przemysłowcy. Jeden z nich, mając „karetę” asów, otworzył za pomocą 50 tysięcy złotych pulę 100-tysięczną.

Delfin nababa przebił za 100 tysięcy, ale wówczas przemysłowiec zażądał wyłożenia tej sumy na stół. Okazało się, że synalek nią nie dysponował. Nie chcąc stracić pewnej wygranej (miał najwyższy możliwy układ kart – „pokera”) zadzwonił do ojca, błagając o potrzebną sumę. Nie wróżono mu sukcesu, gdyż ojciec uchodził za wroga hazardu i za wyjątkowego kutwę. Ale ojciec przyjechał.

Obejrzał karty syna i bez słowa położył na stole 100 tysięcy złotych. Przestraszony posiadacz ,,karety”, pewien, że stary skąpiec nie zaryzykowałby takiej sumy, gdyby szczeniak nie miał „pokera” – zrezygnował z gry, oddając całą pulę przeciwnikowi. Wówczas ów ojciec, który dobrze znał potęgę bluffu, zgarnął pieniądze do kieszeni i zanim wyszedł rąbnął syna w gębę, mówiąc: – Idioto! Jeśli już grasz o takie sumy, to naucz się najpierw odróżniać „pokera” od „strita”!

Historyjka pożyczona od Waldemara Łysiaka z jego kapitalnego „Asfaltowego saloonu”. Dość przerysowana sytuacja ale sugestywna, aby pokazać laikowi siłę blefu. Siła ta jednak nie jest absolutna, czego doświadczył każdy pokerzysta. Każdy też zna ten ścisk w żołądku, kiedy po naszym zagraniu żetony przeciwnika jednak wędrują na środek stołu, choćby ze słowami: „a, z ciekawości”…

Są blefy dobre, które mimo wszystko trafiają na dyletanta, który je sprawdza. Są blefy niedobre, które kończą się sukcesem – ręka niefortunnego blefującego dobiera do zwycięskiego układu. Są też blefy beznadziejne. Autorem takowego był Victor Blom, który chyba zapomniał, że wszyscy już znają jego ultra agresywną grę, i nie dają się już tak często nabierać i wyrzucać z rozdania. Zwłaszcza ci przedstawiciele gromady nieparzystokopytnych, dla których as na ręce jest potęga a drugi as u przeciwnika nieprawdopodobnym scenariuszem.

Kod do rejestracji: POKERTEXAS

Urocze, nieprawdaż? Czy naprawdę wierzył, że Anglik nie ma asa? A może aż tak wysoko cenił Munnsa, że liczył, że ten mając asa uwierzy w jego dwie trójki czy mocniejszego asa? Trzeba by zapytać Bloma. W każdym razie zmykał od stołu z miną nietęgą i nie trzeba być wielkim druidem aby się domyślić, co pomyślał o swoim pogromcy.

Co łączy te dwie historyjki? Czemu udało się dyletantowi a przegrał zawodowiec? Na klawiaturę cisną mi się już w kolejce banały i pseudo-odkrywcze frazesy z pogranicza psychologii, socjologii i innych -logii… No więc czemu? That's poker, bejbe! A w pokerze – jak w życiu – nie ma nic pewnego i czasami największy matoł okazuje się zwycięzcą.

(To jest pierwsza wprawka po latach nieobecności, nie wiem czy już o tym rozdaniu było, wiem, że nic odkrywczego i same komunały ale to zajawka i próba mikrofonu. W kolejnych wpisach mam zamiar przedstawiać ciekawe historyczne opowiastki z pokerem w tle. Będzie choć jeden czytelnik?)

Kod do rejestracji: POKERTEXAS