Michael Mizrachi – w tym szaleństwie jest metoda

0
515
Michael Mizrachi
Michael Mizrachi (foto: Drew Amato dla Poker Central)

Parę dni temu Michael Mizrachi dokonał czegoś, co wydawało się niemożliwe – wygrał trzeci tytuł Poker Players Championship, pokazując, że nie stracił nic ze swoich umiejętności, a jego szalona i agresywna gra, jest ciągle skuteczna. O sukcesie i karierze grindera pisze dla PokerCentral.com Remko Rinkema.

Niecały tydzień temu, w noc z wtorku na środę, Michael Mizrachi znowu uniósł ręce w geście zwycięstwa. W Amazon Room, przy dopingu znajomych i kibiców, wygrał Poker Player Championship.

„The Grinder” w ostatnim rozdaniu złapał kolor, którego nie mógł pokonać John Hennigan, ostatni przeciwnik, który stał pomiędzy nim, a rekordowym, trzecim tytułem turnieju i 1.200.000$ nagrody za pierwsze miejsce. Pokerzysta wygrał swoją czwartą bransoletkę i zdaje się być solidnym kandydatem do Pokerowej Galerii Sław, a jego styl gry pokerzysty spędza niektórym rywalom sen z powiek. Nic pod tym względem nie zmieniło się przez lata…

Kocha ryzyko

Jakiś czas temu PokerGO opublikowało film dokumentalny o grinderze. Wszyscy, którzy go oglądali, już po paru minutach zrozumieli, że profesjonalista urodził się, aby gamblować – prowadzi nieustanną pogoń za wielkimi wygranymi, zdając sobie sprawę, że ryzyko powoduje, że może wszystko stracić. To dlatego stał się jedną z najbardziej spolaryzowanych postaci w pokerze – jedni go uwielbiają, a inni nienawidzą. Przez turniejowe fieldy przedziera się w sobie tylko znany sposób i wielokrotnie stawał na krawędzi pokerowego bankructwa.

Aby znaleźć korzenie tego życia przepełnionego adrenaliną, sięgnąć musimy prawie dwadzieścia lat wstecz, do wydarzenia, które ukształtowało gamblerski umysł „Grindera”.

Kiedy skończył osiemnaście lat, jego starszy brat Robert (dzisiaj czterokrotny zwycięzca WSOP), położył przed nim siedem kopert. Wszystkie były ponumerowane. We wszystkich były pieniądze – łącznie 1.000$. Rob zabrał wtedy brata na pierwszą wizytę w kasynie. Każda z kopert oznaczała pieniądze na kolejne dni gry w Gila River Casino w Arizonie.

Parę godzin później wszystkie koperty były rozerwane, a pieniędzy już nie było. – Ten gość to zwierzę, nie mógł się powstrzymać – wspomina Rob, przywołując pierwsze doświadczenia „Grindera” z grą w hazardowym przybytku. Michael dodaje, że nawet dzisiaj otworzyłby od razu wszystkie siedem kopert.

Te koperty symbolizują dzisiaj styl gry Michaela. Niesamowita i niekończąca się agresja, odwaga, ryzyko i zmuszanie rywali do podejmowania ciężkich decyzji. Kiedy w 2016 roku „Grinder” zapytany został o radę odnośnie gry, odpowiedział – Po prostu nie grajcie, tak jak ja.

Zapisanie się w annałach pokera

Parę dni temu w Amazon Room czuć był ekscytację i napięcie. Nie dzieje się tak często – maksymalnie parę razy każdego lata. Oglądanie pokera live, gdy nie da się stuprocentowo podążać za akcją, może być dla widzów na miejscu nieco nudne. Zupełnie odwrotnie zachowywała się jednak grupa trzydziestu kibiców – przyjaciele, rodzina i fani, którzy oglądali historycznego runa jednego z najbardziej niekonwencjonalnie grających pokerzystów. W Amazon Room słychać tylko było miarowe: – Grinder! Grinder! Grinder!

Doping jeszcze zyskał na sile, kiedy na trzecim miejscu turniej opuścił Dan Smith. Mizrachi w heads-upie zmierzył się z doskonałym pokerzystą „Johnnym Worldem”. Chodzi oczywiście o znakomitego gracza Johna Hennigana, który w tym turnieju wygrał w 2014 roku.

Doping nie zmalał przez następną godzinę. Około sześćdziesiąt minut później pokonany Hennigan wstał i uścisnął trzykrotnego mistrza eventu.

Mizrachi dokonał czegoś w zasadzie niemożliwego. Trzeci wygrał jeden z najtrudniejszych turniejów roku, prowadząc na koniec drugiego, trzeciego i czwartego dnia! Dzieła zniszczenia dokończył na scenie PokerGO.

Pierwsza wygrana była wspaniała, druga cudowna, a trzecia wręcz niesamowita – powiedział Mizrachi tuż po tym, kiedy udało mu się uwolnić z uścisków fanów, którzy śledzili jego grę. Przylecieli oni aż z Florydy, aby mu kibicować. Nie było innego wyjścia – musiał to wygrać.

Kiedy masz taką grupę przyjaciół, fanów i rodzinę, to osiągasz niesamowite uczucie, które dodało mi pewności siebie. Poczułem się znacznie lepiej – wręcz tak, jakbym grał u siebie.

Michael Mizrachi
Michael Mizrachi (foto: Drew Amato dla Poker Central)

Od Paradise Poker do sławy i pieniędzy

Ksywa Michaela łączy w sobie właściwie wszystkie jego cechy. „The Grinder” to nie tylko doskonały pokerzysta, ale jedyny w swoim rodzaju gracz, który przy okazji jest sympatyczny i bardzo spokojny.

Karierę zaczynał mając piętnaście lat. Wtedy na rynku pokera online istniały tylko Paradise Poker i Planet Poker. Mike kilkaset dolarów wpłacone do tych serwisów zamienił na stałe zyski. Po jakimś czasie zrezygnował ze szkoły. Jego unikalny styl gry, który doprowadził do powstania ksywy „The Grinder”, łączył agresję i odpowiednią dawkę gry tight. Profesjonaliści tacy, jak Gus Hansen nie mogli za nim nadążyć.

Do 2009 roku Michael scashował turnieje na łączną kwotę 7.000.000$. Stał się gwiazdą pokera. W swoim najlepszym okresie wygrał dwa tytuły World Poker Tour. Nick Schulman nazwał go „ekspresem, który nigdy się nie zatrzymuje”. Komentator ESPN Norman Chad znany z trafnych komentarzy określił jego styl jako „wszystko albo nic”. I chociaż dobry run trwał parę lat, to później było już znacznie gorzej.

Agresywne podejście do gry i turniejów spowodowało, że kapitał pokerzysty kurczył się bardzo szybko. Problemem stała się gra w kasynach, a także mało udane inwestycje. – Zdecydowanie wiem, jak wygrać pieniądze, ale wiem doskonale ja można je też wydać – mówił Mizrachi.

W 2009 roku na jego koncie widniało zero, a właściwie jeszcze mniej – załamanie się rynku nieruchomości spowodowało, że miał 360.000$ w długach – nie miał z czego zapłacić podatków.

Poker Players Championship – pokerowy graal „Grindera”

Był 2010 rok i finał Poker Players Championship. W Rio słychać było głośny doping fanów. Żona Michaela płakała. Piątka kier, która pojawiła się na stole, oznaczała, że Michael wygrywa pojedynek z Vladimirem Schmelevem i zostaje mistrzem Poker Players Championship. Jeszcze parę miesięcy temu był na skraju bankructwa. Po tym sukcesie wziął 1.500.000$ i wrócił do gry!

Wiedziałem jak się podnieść po każdym upadku – mówił.

To było dla „Grindera” niezwykle udane WSOP. W zdobyciu tytułu Gracza Roku przeszkodziły dwie bransoletki Franka Kasseli. Ale i Mizrachi miał na koncie niesamowite wyniki. Zaliczył stoły finałowe mistrzowskich eventów Studa i Limit Holdem, a wisienką na torcie był finał Main Eventu. Za piąte miejsce wziął tam 2.300.000$!

Dwa lata później Mizrachi powtórzył swój sukces. Stał się pierwszym pokerzystą, który otrzymał Trofeum Chipa Reese'a. Ponownie wygrał Poker Players Championship i tym razem 1.400.000$.

Michael Mizrachi
Michael Mizrachi (foto: Pokernews.com)

Fani i hejterzy

Czy możesz wejść do Pokerowej Galerii Sław nie mając jeszcze czterdziestu lat? – żartował „Grinder” zapytany o to, jak ocenia na to swoje szanse.

Wyluzowany, ale skoncentrowany. Jak zwykle bardzo miły i łatwy w kontakcie. Tak opisać można zachowanie pokerzysty po triumfie. Przyznaje, że wcale nie planował grać w tym roku zbyt wielu eventów. Po takim sukcesie pojawia się jednak głód kolejnych sukcesów.

W 2012 roku „Grinder” wygrał Poker Players Championship, aby następnie przystąpić do Big One for One Drop za 1.000.000$. Odpadł jednak już w pierwszym dniu. Pytany o to, czy zagra ten event w tym roku, mówi, że wszystko zależy od kolejnych wyników i zamierza zdecydować trochę później.

Chociaż trofeum przyznawane w PPC pozostanie nie zmieni swojej nazwy, „The Grinder” stanie się synonimem turnieju i na zawsze będzie z nim kojarzony. Możemy kwestionować jego decyzje życiowe, krytykować grę, ale na końcu to on wznosi ręce w geście triumfu – robi to dla siebie, fanów i co najważniejsze, rodziny.

Będziesz mieć fanów i hejterów, bo tak działa świat. Zrobiłem wszystko, aby zapracować na szacunek, na który dzisiaj zasługuję – mówi.

O czym w dzisiejszych czasach marzą pokerzyści?