Kłopoty w raju

0
1807

Czechy wydawały nam się do tej pory pokerowym rajem. Mnóstwo graczy, wiele dobrych kasyn, świetna oferta turniejowa i cashowa. Żyć, nie umierać! Ale nad czeskimi pokerzystami zawisły niedawno czarne chmury…

Odkąd wprowadzono u nas ustawę hazardową w styczniu 2010 roku, Czechy stały się naszym drugim domem. Od lat jeździmy tam grać, organizujemy tam nasze polskie turnieje i festiwale, wielu z nas lepiej zna pomieszczenia kasyn w Ołomuńcu, Pradze czy Rozvadovie, od tych w polskich kasynach. Ja sam przez ostatnie 10 lat byłem w Czechach już pewnie około stu razy, aby grać lub robić tam relacje z turniejów.

Wszystko do tej pory szło tam świetnie, warunki i klimat do gry w pokera były doskonałe, ale – jak to zwykle bywa w tego sytuacjach – do tej sielanki swoje pięć groszy (a w tym przypadku halerzy) chce dorzucić czeski rząd. Niedawno przedstawiono projekt zmian w czeskiej ustawie hazardowej, który drastycznie zmieni przepisy dla czeskich graczy.

O co dokładnie chodzi? Czeskie ministerstwo finansów wpadło na pomysł, aby opodatkować pokerowe wygrane! Znany nam temat, nie? Podatek w wysokości 25% w Polsce to kosmos, wiadomo. Ale w Czechach chcą również wprowadzić podatek w wysokości 15% od każdej wygranej powyżej 100.000 koron!

Czechy

O idiotyzmie takiej regulacji prawnej można napisać pewnie kilka tomów. Sami zobaczcie taki przykład – w turnieju gramy stół finałowy, za piąte miejsce jest np. 90.000 koron, a za czwarte mamy 100.000 koron. Czeskiemu pokerzyście będzie się więc opłacało odpaść na miejscu piątym, żeby nie zapłacić podatku, bo jeśli odpadnie czwarty, to weźmie mniej kasy, niż ten gracz z miejsca piątego! Myślałem do tej pory, że tylko polscy politycy mają wybitne poczucie humoru przy wymyślaniu ustaw, ale czescy urzędnicy wykazali się również nie lada „pomysłowością” w tym zakresie.

O temacie zrobiło się oczywiście od razu głośno w Czechach i wśród graczy zapanowało spore poruszenie. Wiadomo, że nikomu nie jest na rękę takie rozwiązanie – ani pokerzyści, ani kasyna, ani operatorzy nie chcą się na coś takiego zgodzić. Sytuacja jest mniej więcej taka, jak u nas w 2009 roku, gdy wybuchła afera hazardowa i nagle wszyscy mówili o zmianie przepisów, a nam, graczom przyzwyczajonym do luksusów w kasynach, wydawało się, że nikt nam przecież krzywdy nie zrobi, że to przecież nie o pokera chodzi, a potem gówno wrzucone w wentylator obryzgało nam twarze i nie możemy go zetrzeć już 10 lat. Czesi są jednak mądrzejsi o nasze doświadczenia, w końcu widzą nas na każdym swoim festiwalu w kraju. Są też zdecydowanie lepiej zorganizowani i o tym warto z pewnością kilka słów napisać.

Poszperałem tu i tam i znalazłem m.in. facebookowy fanpage Poker není hazard, Poker je sport! prowadzony przez redakcję Poker-Arena, największego czeskiego portalu o pokerze. Jest na nim już ponad 15.000 osób. Dla porównania powiem tylko, że (nieistniejący już) fanpage Wolnego Pokera miał kilka razy mniej fanów, a żyjemy w kraju kilka razy większym od Czech.

Ale przede wszystkim Czesi mają swoją organizację! Jest to Asociace pokerových hráčů ČR, która niedawno połączyła się w związek większy i silniejszy, bo do pokerzystów dołączyli również gracze z bukmacherki. Razem stworzyli Asociace hráčů pokeru a kurzových sázek i mają silną pozycję do rozmów z rządem. I nie są to tylko puste dyskusje, a twarde negocjacje, które doprowadzają skutecznie do zmian w prawie. A związek ma kogo reprezentować, bo w Czechach, kraju z 10 milionami mieszkańców, aż milion osób gra w pokera i/lub zakłady bukmacherskie.

Związek czeskich pokerzystów dzięki rozmowom z rządem doprowadził do tego, że z zapisów ustawy hazardowej najprawdopodobniej zniknie wkrótce przeklęty paragraf 59. Mówi on o tym, że czescy gracze nie mogą się rejestrować do gry w turniejach online, jeśli w danym evencie nie będzie zapewniona przynajmniej połowa puli gwarantowanej. Nie trzeba chyba mówić o tym, że stawia to czeskich graczy w gorszej pozycji w stosunku do graczy z innych krajów, jeśli wchodzą do gry dopiero z late rega z mniejszą ilością blindów na start. Przed zmianą tego zapisu jeszcze długa droga, ale proces legislacyjny już ruszył i jest to raczej kwestia „kiedy”, a nie „czy w ogóle” zmieni się prawo w tym zakresie.

Wróćmy jednak do tematu głównego, a mianowicie propozycji wprowadzenia podatku od wygranych powyżej 100.000 koron. Nie ma co się rozwodzić nad tym, że ten przepis jest idiotyczny, jak choćby podatek w Polsce. Jak więc Czesi zamierzają walczyć o swoje i co robią, aby do wprowadzenia tego podatku nie dopuścić?

Trzeba powiedzieć, że jestem pozytywnie zaskoczony organizacją pracy związku czeskich pokerzystów. Wzięli się za robotę od podstaw, a mianowicie opublikowali w sieci petycję, którą mogą podpisywać wszyscy zainteresowani. Zostanie ona wysłana do Ministerstwa Finansów i czeskiego Parlamentu.

W obszernej petycji wyszczególniono i opisano wady wprowadzenia tego typu regulacji. Są to:

Gracze, którzy nie zarabiają na pokerze w longrunie również będą płacić podatek dochodowy

Jeśli gracz przegra w przeciągu roku np. 200.000 koron, a potem wygra w jednym turnieju 150.000 koron, to mimo straty w wysokości 50.000 koron w skali roku, będzie musiał i tak zapłacić podatek od jednorazowej wygranej. Znamy to z Polski, prawda?

Całkowita zmiana strategii w turniejach pokerowych

O tym pisałem już powyżej. Graczowi będzie się opłacało odpaść szybciej, żeby zarobić więcej. Istny absurd, który może doprowadzić do komicznych sytuacji podczas gry w turnieju na FT.

Czechy

Duże problemy z administrowaniem nowym podatkiem

Tu problem jest dość złożony. Otóż wraz z wprowadzeniem nowego podatku od wygranych wzrosnąć mają również podatki od operatorów i organizatorów gier (czyli np. poker roomów online czy kasyn). Wiadomą sprawą jest, że pośrednio wszystkie te podatki i tak płacą gracze wpłacający wpisowe, płacący rake czy obstawiający kupon u bukmachera. Teraz wprowadza się kolejny podatek, tym razem od wygranych. Gdy szykowano nową ustawę hazardową w Czechach (weszła ona w życie 1 stycznia 2017 roku) ministerstwo robiło analizy, z których wynikało jasno, że podatek od wygranych jest słabym rozwiązaniem. Dlatego wprowadzono dość duży podatek pobierany od operatorów, który… właśnie ma również wzrosnąć!

Jednak zagraniczni operatorzy nie są objęci czeską administracją podatkową. Podatków od wygranych nie muszą więc odprowadzać. I teraz cały obowiązek spaść ma na graczy – to oni mają „spowiadać się” przed fiskusem, gdzie dana wygrana została osiągnięta. Czy było to na poker roomie z licencją czeską, ale działającym za granicami Czech? A może w kasynie poza Czechami? Tak, podatek obejmuje również wygrane poza granicami Czech, bo opodatkowani mają zostać czescy gracze, a nie wygrane na terenie tego kraju!

A gracz jak to gracz – pewnych rzeczy wiedzieć nie musi. Jemu jest wszystko jedno, może grać to gra. Nie musi więc podawać w swoim zeznaniu podatkowym prawidłowych danych, bo zwyczajnie może nie posiadać takiej wiedzy. Tak więc każdego gracza i jego wygrane trzeba będzie i tak osobno „prześwietlać”. Robota administracyjna – level master! Tu może nawet bardziej dla graczy online i osób grających u zagranicznych bukmacherów, którzy posiadają czeską licencję, ale nie zmienia to faktu, że kosmiczny bajzel może się zrobić natychmiast!

Ucieczka graczy do szarej strefy

Znamy to doskonale u nas w kraju, więc tłumaczyć tego nie trzeba chyba nikomu. Jeśli gracz zostanie opodatkowany grubym podatkiem (jak np. u nas 25% od wygranych live e kasynach czy 12% u buków), to będzie szukał miejsc, gdzie tego podatku po prostu nie będzie. Obecnie Czesi nie muszą szukać „rozwiązań alternatywnych”, ale naturalną koleją rzeczy jest przepływ sporej grupy (głównie w bukmacherce) do operatorów bez licencji. Tym bardziej, że sami gracze według prawa nie są karani za grę u nielegalnych operatorów.

Czechy

Cała ta petycja jest naprawdę bardzo dobrze przygotowana, argumenty są logiczne i poparte trafnymi przykładami, całość z pewnością przedstawia prawdziwy obraz świata gamblingu i zasady nim kierujące. Od razu pomyślałem o tym, że przez ostatnie 10 lat nikt w Polsce nie wpadł na taki pomysł, choć różnych związków, federacji i stowarzyszeń działało ponoć nad legalizacją pokera w Polsce.

I teraz sprawa dla Polaków najważniejsza – podatek ma dotyczyć tylko i wyłącznie graczy płacących podatki w Czechach! Z jednej strony nie musimy się więc martwić, że nasz polskie wygrane zostaną opodatkowane i jest to dla nas dobra wiadomość. Z drugiej strony jednak doskonale wiemy, jak podatek od wygranych odbił się na frekwencji w polskich kasynach i jak szybko poker z tych kasyn zniknął. Nie mówię, że od razu taka sytuacja będzie miała miejsce w Czechach, ale przecież nie jest to wykluczone, prawda? Gracze rekreacyjni nadal będą wpadać pograć, ale całe mnóstwo czeskich regów będzie wolało szukać gry bez podatku.

Kolejną stroną w tym całym sporze na linii gracze-rząd jest lobbing operatorów. A mówiąc „operatorów” mam tu na myśli przede wszystkim jednego hegemona na czeskim rynku – Leona Tsoukernika. Wyobrażacie sobie sytuację, w której w King’s Casino czescy gracze będą stali z góry na straconej pozycji, w tym choćby pupil Leona, Martin Kabrhel? Setki czeskich klientów kasyna w Rozvadovie może zniknąć, a to oznaczać będzie spore straty dla największego poker roomu w Europie w skali każdego miesiąca czy roku. Ludzi tam nie brakuje, przyjeżdżają gracze z całego świata, ale jednak co swoi, to swoi. Jestem dziwnie przekonany, że kasynowy baron z Rozvadova tak tej sprawy raczej nie zostawi. A wspomogą go zapewne inni właściciele kasyn, którym takie rozwiązania też klientów nie przysporzą.

Czechy

Sytuacja jest z pewnością nieprzyjemna dla czeskich pokerzystów, ale na szczęście nic nie jest jeszcze przesądzone i proponowane zmiany wcale nie muszą wejść w życie. Czesi są zorganizowani, walczą, pokazali już, że ich zdanie jest ważne i z opinią reprezentacji grupy miliona osób czeski rząd musi się liczyć. Z jednej strony trochę im współczuję całego tego zamieszania, ale z drugiej bardzo zazdroszczę, że potrafią tak skutecznie prezentować swoje racje i walczyć ze stroną rządową na rzeczowe argumenty. My nie mamy ani swoich reprezentantów, ani porządnego związku, ani nawet nie mamy z kim rozmawiać, bo wszyscy mają nas w dupie…

Moim czeskim kolegom pokerzystom życzę pomyślnego zakończenia sprawy!

PS. Przy pisaniu tego artykułu korzystałem z materiałów na czeskich stronach używając translatora, więc jeśli jest gdzieś jakiś błąd lub przekłamanie, to wynika to jedynie z mojej nieznajomości języka czeskiego i błędów w tłumaczeniu. Mam jednak nadzieję, że temat przedstawiłem dość rzetelnie. Inna sprawa, że rozmawiałem z kilkoma graczami z Czech oraz ludźmi z kasyna Go4Games i tak naprawdę do końca nikt nie wie, jak niektóre przygotowywane przepisy w tej chwili interpretować…

Poker Fever – czy nowe formaty turniejowe są potrzebne?

Redaktor naczelny Pokertexas.net, dinozaur polskiego pokera, fan trash talkingu i 53 w drzewkach