Życie: gra o wszystko – 500tyś w puli

Przesłanie 1: nigdy w życiu nie składaj broni, walcz do końca

Przesłanie 2: nie wstydź sie prosić o pomoc, to nie przynosi ujmy

Opisane poniżej wydarzenia, miały miejsce 2 lata temu… Nie będę wymieniać prawdziwych imion i nazwisk, ani też nie wymienię nazwy firmy. Niech to pozostanie do wiadomości zainteresowanych.

Swego czasu odebrałem telefon od znajomej, że nie może się ze mną spotkać w umowionym miejscu i czasie. Powiedziała mi, że mają kłopoty rodzinne i naszego spotkania nie będzie. Podczas tej krótkiej rozmowy telefonicznej, wywnioskowałem z tonu, że to coś naprawdę poważnego.

Nie myślałem długo i wskoczyłwm do samochodu, aby pokonać drogę do ich domu. Po zajechaniu na miejsce uzyskałem tylko krótka informację, że kłopoty rodziny są poważne i nie chcą mi zdradzać przyczyny. Zgodziłem się na nie naciskanie, pod jednym warunkiem. Mianowicie, że ustalimy kolejny termin szkolenia dla mojej znajomej. Ponieważ kłopoty, kłopotami, a życie jednak płynie dalej.

Dzień przed kolejnym wyznaczonym terminem spotkania dzwoni telefon…. Odbieram i słyszę podobne słowa, ale okraszone solidnym płaczem. Rozmowa zakończyła się słowami, abym nie nalegał bo oni mają problemy i to koniec.

Przetrawiłem tą rozmowę w nocy i rankiem, abarotna w auto i do znajomych. Będąc na miejscu wchodzę na piętro, które zajmowała znajona z mężem i córką (na dole mieszkają babcia, mama, tata i brat). Atmosfera ponownie jak pod zdechłym psem, ale z małym dodatkiem.. Przy stole siedzieli: mama,tata, mąż, moja znajoma i wszyscy ze łzami w oczach! O co chodzi do cholery, pomyślałem w swojej głowie.

Rozpoczęła się rozmowa i te same słowa o problemach rodziny i wielkiej tajemnicy, nie do zdradzenia. Nie wytrzymałem i powiedziałem, że mam w nosie ich tajemnice. Widzę duży problem, który ich dręczy i nie wyjdę z domu dopóki nie poznam faktów. Przyznaję, że myślałem o jakiejś niechcianej ciąży, albo chorobie i niezbyt pewnych wynikach badań. Jednak jak to w życiu, to co uzsłyszałem przerosło moje domysły.

Dowiedziałem sie mianowicie, że brat znajomej miał przepisaną ojcowiznę i niestety z tego powdu jest ta tragedia. Bo on zrobił duży dług… Konkrety! Prawie wykrzyczałem do nich, to jedno słowo. Poddali się, dostałem do ręki operat szacunkowy całego majątku i pismo od komornika, którego treść zjeżyła moje włosy. Przeczytałem, że za 3 tygodnie odbędzie sie licytacja komornicza majątku dłużnika i te 3 pokolenia zamieszkujące posiadłość zostaną z niczym!!! No prawie z niczym, bo dom miał być licytowany poźniej (opis w dalszej części).

Nie mogłem uwierzyć w to co miałem przed oczami. Totalna katastrofa i dramat. Zrobiłem tęgą minę i powiedziałe, że muszę przeczytać to jeszcze raz. To był mój pierwszy blef, gdyż tak naprawdę potrzebowałem chwili czasu, aby coś wykombinować. Trwało to kilka minut, ale wymyśliłem co zrobić.

OK. OK. To jest wasz problem?? Naprawdę uważacie to za problem całego waszego życia? To już drugi blef, bo nie wiedziałem jak będzie, ale wiedziałem co powiem i zrobię dalej. Kto domaga się tej licytacji, kto jest wierzycielem? Firma X usłyszałem. Macie jakieś pismo do nich? Otrzymałem pismo, a na nim adres i numer telefonu. Byłem gotowy do trzeciego blefu.

Wykręcilem numer fo firmy X, zgłosiła się miła pani z sekretariatu. Odpowiadając na jej powitanie, rzekłem grzecznie i uprzejmie – poproszę z osobą odpowiedzialną za licytacje komornicze. Pan Z już łączę, po chwili usłyszłaem powitanie od tegoż pana i rozpocząłem wspomniany wcześniej trzeci blef. Podałem dane dłużnika i po odszukaniu kartoteki usłyszałem słucham, co ma pan do powiedzenia. No to powiedziałem… Co państwo wyrabiają najlepszego, jak państwo śmią niszczyć dorobek 3 pokoleń, uważam to za nie etyczne. To co chcecie zrobić, da wam częśc pieniedzy z długu i nie będziecie mieli czego i z kogo ściągać. Jeśli nie doprowadzicie przy okazji do jakiegoś samobójstwa! Cisza w słuchawce, która dłużyła się jak rok świetlny. Co będzie… Co będzie… Co on powie… Pan Z przerywa milczenie i mówi do mnie, a co pan proponuje? /tak tak tak, złapałem kontakt z wrogiem/

Na poczatek proponuję 6 miesięcy odroczenia egzekucji komorniczej. W tym czasie rozejrzę się i zobaczę co da się zrobić z częścią majątku. Postaram się poszukac kupca na, którąś z działek rolnych. Jednak w cenie rynkowej, a nie szacunkowej i w dodatku bez obniżek i kosztów komorniczych. Proponowałem coś, czego wykonania nie byłem pewien.

Pan Z rzekł do mnie – dobrze, proszę napisać do nas pismo, niech podpisze je dłużnik. Ja panu to klepnę, dokładnie takiego zwrotu użył. Dziękuję bardzo, tak właśnie zrobię. Od jutra zaczynam działać, jesteśmy w kontakcie telefonicznym. Koniec rozmowy, prowadzonej tyłem do ludzi, którym właśnie zaczynałem pomagać. Po odłożeniu słuchawki i odwróceniu się do nich, zobaczylem ich miny i coś co będę pamiętał do końca życia. Nadzieja w oczach, nadzieja wypisana na twarzach i olbrzymia ulga… Patrzyli na mnie jak na zbawiciela, a ja z niewinną miną powiedziałem – tak się załatwia sprawy w tym karaju.

Zabrałem operat szacunkowy do przeczytania, umówiliśmy się na podpisanie pisma o zwłokę w egzekucji i pojechałem do siebie.

Tutaj zrobię przeskok, ponieważ dalsze działania trwały nie pół roku ale 14 miesięcy. Jednak firma X nie miała problemu z przedłużeniem terminu, gdyż jak to stwierdzono, widać wolę współpracy i ze coś się dzieje. W tym czasie przekształciliśmy największą działkę rolną (prawie 3 hektary) na działki budowlane. Dokładnie wyznaczyliśmy 6 pierwszych działek i opcję na kolejnych 17.

Wartość terenu na operacie szacunkowym grubo ponizej 100tyś (dokładnie 45tyś), a po przekształceniu grubo ponad 500tyś! W trakcie tych działań, miałem okazję rozmawiać z komornikiem. Pani komornik powiedziała mi, że ona też uważała iż można ta działkę przekształcić. Nie wchodziłem w szczegóły, bo logicznym było pytanie – dlaczego pani nie podpowiedziala tego tym ludziom?

Współpraca z gminą przebiegła pozytywnie. Geodeta też do rany przyłóż człowiek, zrobił swoje w tempie błyskawicznym. Skoro już były wyznaczone działki, można było dać ogłoszenie i próbowac je sprzedać. Jednak postanowiłem, pojechać do firmy X i ustalić poziom długu na dzień dzisiejszy. Oczywiście miałem na celu pogranie z nimi w słownego pokera. Miałem przygotowany 4 blef…

Dojechałem do wierzyciela i wchodzę na teren biurowca. Mega wypasiony budynek, kamienie na podłodze, ściany jak w hotelu Bristol. Moja myśl? Będzie ciekawie. Już tylko do przodu, ani kroku do tyłu. Pocieszałem sam siebie.

Skład podczas rozmów: ja zwykły robaczek vs pani prawnik, pan prawnik. Powitanie i od razu atakuję – to ile jest tego długu? Po obliczeniach uzyskałem informację, że kwota wraz z odsetkami i kosztami komorniczymi wynosi 485tyś z groszami. Tak dobrze czytacie! Ja się sprężałem kilkanaście miesięcy, a komornikowi należy się 5% tylko za to, że miał papiery u siebie w kancelarii. Oj oddać trzeba, że zajął dłużnikowi konto i zabrał kilkanaście tysięcy z dopłat unijnych do posiadanych hektarów. Napracowali się jak diabli…

Kod do rejestracji: POKERTEXAS

No to zaczynamy grę w omaha, oczywiście zamiast kart słowa. Jednak kasa jakby większa niż standardowe pule, które miałem okazję widzieć w swoim życiu. Co pan proponuje słyszę od pani prawnik. Proponuję 150tyś i niewinnymi oczkami patrzę jaka będzie reakcja. Nikogo nie zaskoczę że to był szok! Jak to, przecież długu jest prawie pół miliona! Szanowni państwo, wiem bo jeszcze nie zapomnialem. Jednak chce przypomniec, że licytacja kmomornicza miała dać wam 90tyś. Ja proponuję uczciwie 60tyś wiecej, napracowalem się solidnie na państwa zysk. W licytowanej kwocie 90tyś nie było finansów za dom, ponieważ ten ze względów proceduralnych nie był wystawiony na licytację. Trwało wyjaśnianie służebności.

Pani prawnik odrzekla, że to niemożliwe i musi isć do pani dyrektor. Proszę bardzo, ja poczekam. Narada trwala u dyrektorki jakieś 5 minut. Po powrocie usłyszałem, że proponują kwotę 300tyś i sprawa może być zamknięta. Nie da rady, niemożliwe aby tyle wpłacic. Proponuję spotkać się w połowie wzajemnych oczekiwań. Nastąpiła powtórka i pani prawanik pobiegła do pani dyrektor. Po powrocie powiedziała, że jest zgoda i kowta 225tyś może zamknąc sprawę. O! dotarliśmy do rivera, pomyślalem i zapytalem… oczywiście na poczet ustalonej kwoty zaliczacie to co otrzymaliście państwo wczesniej od komornika? Chwila zastanowienia i odpowiedz…. Dobrze, ale czas na spłatę 4 miesiące (do końca roku).

Wchodząc miałem na plecach dług 485tyś. Wychodząc miałem już tylko 235tyś, tyle ponieważ dochodził komornik. Twarz miałem roześmianą od ucha do ucha. Ugrać w 2 godziny 250tyś nie każdy ma taką okazję w życiu. Zadzwoniłem do znajomej i powiedziałem, żeby wystawili tablicę na działkach. Byłem gotów do pomocy w szukaniu kupca, ale nie byłem pewien czy takowy w tych czasach znajdzie się w miarę szybko. Jakby nie spojrzeć, nadal miałem najważniejszy argument w rękach – nadzieję.

Po wystawieniu tablicy odebrałem 4 telefony. Trzy to typowi ciekawscy, a ile pan chce? Czwarty był w miarę konkretny, właściciel firmy transportowej myśłał o przenieniu jej na ten teren. Umówilismy sie, że porozmawia ze wspólnikiem i oddzwoni. Niestety nie oddzwonil, a wiedział jaka jest sytuacja i że to sprawa mega ważna. Jak już wspominam o ludziach, nie moge pominąć jednej kwestii. Chodzi o zachowanie rodziny i sąsiadów. Wiedzieli, że dzieje się coś złego u mojej znajomej. Nikt nie przyszedłi i nie zapytał, jak można pomóc. Teraz uwaga!!! Wiekszość z nich udała się do komornika wpłacić wadium na licytacje, bo jest okazja kupić coś taniej. W tym miejscu postaram się napisac delikatnie… Pies wam wszystkim mordy lizał !!

Odebrałem piąty telefon. Przedstawił się mężczyzna i pytał o wielkość działki oraz cenę. Powiedziałem, że to sprawa która ratuje wielu ludzi i że grunt jest wart jako budowlany 690tyś. Planują sprzedać go za 390tyś, ale jak Pan się zdecyduje w miarę szybko, to może go pan kupić za 330tyś. Na mój rozmówca mówi – jadę właśnie z żoną na zagraniczny urlop, wracamy za 2 tygodnie. Proponuję 300tyś i może pan szykować dokumenty do notariusza. OK. Jesteśmy umówieni, zadzwonie do pana za 2 tygodnie. Udanych wakacji!

Po 2 tygodniach w dniu powrotu tego pana, odebrałem telefon i domyślnie miałem wysłuchać co tam nie pasuje. Jakże byłem zdziwiony, gdy klient mówi do mnie – ma pan już te wszystkie papiery? Kiedy możemy umówić się do notariusza? Rany julek, ja bez papierów jednak nie daję poznać i mówię – zgłoszę się za 3 dni. Dostałem namiar na panią notariusz u której miała dojśc do skutku transakcja. Zawitałem do kancelarii natepnego dnia o godzinie 9 rano. Dostałem pokażny spis dokumentów i ruszyłem w miasto, ostra jazda po urzędach.

Sąd i księga wieczysta – pikuś, bo elektorniczna i szybko

Urząd stanu cywilnego – akt zgonu dziadka

Energetyka i Woda – pikus, już były kwity bo wymagał geodeta

Gmina – tutaj kilka kwitków i niestety do jednego brak osoby decyzyjnej (odbiór nazajutrz rano)

Geodezja – pani mówi najwczesniej za 4 dni, ja że sprawa pilna i uśmiechem załatwiam w 4 godziny

Zawożę kwitki do notariusza, dopowiadam że nazajutrz jeszcze jeden z gminy. Tutaj moje zaskoczenie, data spisania aktu możliwa za 3 dni. Dzwonię do nabywcy, pasuje mu jak najbardziej. Dzwonię do znajomej i ustalam datę. Teraz formalność telefon do wierzyciela i…. Kłopoty! Oni chcą kasę na konto, wtedy wydadzą kwit do komornika o zamknięciu sprawy. Dzwonię do nabywcy, on nie wpłaci póki nie będzie aktu. Komornik nie wyda kwitka o zamknieciu sprawy, dopóki nie będzie dokumentu od wierzyciela i wpłaty 5% w jego kasie. Kwadratura koła! Dramat! Dlaczego……… Usiadłem i pomyślałem jak ich pogodzić. Znalazłem wyjście i wykonałem kolejne telefony. Wierzyciel i moja propozycja, proszę przygotowac pismo do komornika. Zapraszam pana mecenasa z tym pismem za 3 dni do kancelarii notarialnej. Zgoda! Kolejny telefon do nabywcy, aby miał ze sobą część ustalonej kwoty w gotówce, ponieważ po odczytaniu aktu notarialnego podpisze go sprzedający, a pan pójdzie z nami do komornika.

Tak jak ustaliłem, tak też się stało. Przyjechał przedstawiciel wierzyciela, który miał ze sobą pismo zamykające sprawę u komornika. Po odsłuchaniu aktu notarialnego, zlecono przelew do wierzyciela (szybki, więc potwierdzenie w 5 minut). Wszyscy udali się do komornika, wierzyciel wiedząc że kasa dotarła, przekazał komornikowi pismo o zamknięciu sprawy, komornik skasował 5% które zapłacił nabywca i wydał pismo o zamknięciu sprawy. Powrót do notariusza, podpisy i końcóweczka ustalonej ceny w gotówce.

RODZINA ZNAJOMYCH URATOWANA!!! SPRAWA ZAMKNIĘTA!!!

Pani notariusz powiedziała, że to co zrobiłem w kilka godzin zbierając kwitki. Niektórzy klienci robiliby kilka dni. Taki komplement dla Widusa.

Wychodząc z kancelarii notarialnej, szedłem z panem Z (przyp. mecenas od wierzyciela). Powiedział  do mnie – wie pan co zaważyło, że koniec jest z happy endem. Nie wiem odpowiedziałem. Zaważył pierwszy telefon, gdy był pan oburzony ale konkretny i zdecydowany. Gdyby ta rozmowa miała inny przebieg, licytacja doszłaby do skutku. Pożegnaliśmy się. 

Stojąc na ulicy pomyślałem, dobrze że zablefowałem aby dać nadzieję….

Kod do rejestracji: POKERTEXAS