Encyklopedia PWN podaje, że za uzależnienie uznać możemy wszystkie nawykowe zachowania z zatraceniem indywidualnej niezależności (np. od seksu, komputera, zakupów). W Internecie aż roi się od portali wsparcia dla anonimowych -ików, gazety obnażają kolejne kuriozalne uzależnienia (począwszy od plotkowania, poprzez czytanie codziennych wiadomości, a na grze w bierki kończąc), u przeciętnego obywatela zaś strach rośnie w oczach w postępie niemal geometrycznym: czy jego własna wychuchana latorośl nie wpadła aby w sidła takiego czy innego nałogu?
W takim kontekście oczywiście ujawnienie swej skądinąd wstydliwej słabości (czytaj: ?wiesz, że jestem w jakimś stopniu od pokera uzależniony??), zazwyczaj nie robi na otoczeniu najlepszego wrażenia (de facto można nawet założyć, że zastosowanie takiego wyznania stanowi jeden z co bardziej skutecznych sposobów na zrażenie do siebie dopiero co poznanych ludzi), czy rzeczywiście jednak musi to zawsze oznaczać koniecznie coś złego?
Oczywiście fenomen uzależnienia charakteryzuje się zróżnicowanym natężeniem w zależności od tego, jak bardzo (nie) radzi sobie z nim jego ?ofiara?. Mamy więc osobników, co by tu nie mówić, zdegenerowanych, którzy nieustannie i konsekwentnie przegrywają wszystkie swoje (i cudze) pieniądze, całe swoje życie podporządkowując konsekwentnie grze, mamy również z kolei i takich, którzy w obrębie własnej słabości podchodzą do zagadnienia gry w pokera rzeczowo i poważnie. I to właśnie o tych ostatnich traktuje niniejszy artykuł.
Przyjrzyjmy się zatem owym ?rozsądnie uzależnionym? z bliska: tak, dzień bez choćby trzech godzin spędzonych przy zielonym stole jest dniem straconym, język codziennego użytku dawno już zdążył przesiąknąć ?bad beatami?, ?tiltem ? czy?donkami? (wraz z innymi wytworami terminologii pokerowej i to nawet w chwili, gdy mowa jedynie o spóźnieniu się na pociąg), jeśli oglądać filmy, to najczęściej te z Philem Hellmuthem i Patrikiem Antoniusem w rolach głównych, zaś pod hasłem ?nauka? rozumiemy oczywiście nagrania, książki oraz artykuły szkoleniowe traktujące o pokerze. Czasem nawet zdarzy się człowiekowi także i o kartach śnić, ale to akurat zjawisko opcjonalne…
Brzmi chociaż trochę i dziwnie niepokojąco znajomo…? Całkiem prawdopodobne, że w opisany powyżej sposób zachowuje się Twój kolega, sąsiad, kuzyn, a może nawet podobne symptomy wykazujesz, o zgrozo (!), także i Ty sam. Tak, spora rzesza pokerzystów jest zwyczajnie od swojej ukochanej gry uzależniona po uszy, wcale jednak nie musi to prowadzić od razu do finansowej i emocjonalnej ruiny ? bardzo często wręcz przeciwnie!
Powszechnie wiadomo, że jeśli chce się odnieść w danej dziedzinie sukces, potrzebny nam jest do tego talent, determinacja, zamiłowanie do tego, co robimy, a przede wszystkim – mnóstwo pracy. Dobry tancerz musi dużo tańczyć, dobry sportowiec – trenować – zaś dobry pokerzysta po prostu dużo grać. Weźmy na przykład takiego durrrra , Ziigmunda czy Davide'a Benyamine'a : panów tych można zastać przy stole codziennie z żelazną konsekwencją, nie będzie zatem chyba zbytnim uproszczeniem założenie, iż są oni w efekcie choć częściowo od pokera uzależnieni?
Tak, uzależniony pokerzysta potrafi przestrzegać zasad bankroll management , trzeźwo oceniać swoje umiejętności, odnosić sukcesy, a do tego mieć dziewczynę i czas na piłkę nożną. De facto, osobnik taki niczym w zasadzie nie różni się od zwykłego Kowalskiego poza tym, że czymś się zawzięcie interesuje. A zresztą gdzie tak naprawdę kończy się pasja, a zaczyna już uzależnienie…?




