JA WIEDZIAŁEM, ŻE TAK BĘDZIE?
Po tradycyjnym wtorkowym łomocie na WLP (rany, jak mi ostatnio tam nie idzie to historia!)
przyszła środa. A środa to turniej freezout za 220 zł w Hiltonie. Nowy turniej ? nowe
możliwości! A więc mimo cholernego niewyspania (musiałem wstać z bladym świtem o 11,
a położyłem się o 8?) postanowiłem stanąć w szranki w Olympicu. Ale coś mi mówiło, że to
będzie ?ten? dzień, więc kiedy Prawiczek zaczepił mnie na Gadu Gadu z pytaniem czy jadę
?do roboty? (o co ? nie wiem po jaką cholerę, bo zawsze jest ta sama odpowiedź ? pyta mnie
codziennie) odpowiedziałem, że oczywiście, jadę, bo L4 sobie nie załatwiłem, więc w fabryce
stawić się muszę, ale dziś jadę TYLKO po zwycięstwo! Dosyć pechowych porażek, honorowych
miejsc w kasie, dosyć drugich czy trzecich miejsc! Dziś interesowała mnie jedynie wygrana w
turnieju! Na to Prawiczek odparł, że życzy mi jak najlepiej, ale będzie mi się starał poutrudniać
życie, więc pewnie spotkamy się w heads up?ie. Mi oczywiście takie rozwiązanie bardzo się
spodobało i ?uzgodniliśmy?, że dziś w turnieju zagramy we dwóch w finale.
Łatwo powiedzieć ? trudniej zrobić. Od wesołej pogadanki na GG do urzeczywistnienia naszych
słodkich pragnień droga daleka. Tym bardziej, że w grupie 22 osób, które stawiły się na turniej
było wielu dobrych graczy, m.in. Jani, Pawcio, Woy czy Deadbug. Ale jak już gra się rozpoczęła
to od początku wszystko dobrze ?zaskoczyło?. Przez pierwszą godzinę z początkowego stacka
7.000 zrobiłem ponad 16.000 trafiając w zasadzie każdego flopa. Jak miałem draw do koloru to
mi zawsze siadał. Jak miałem AK, AQ czy AJ to zawsze trafiałem top parę. Jak chciałem kupić
drugą parę ? kupowałem. No po prostu gra jak z bajki! Grałem więc sporo rąk, rozgrywałem je
agresywnie jak tylko mogłem uważając na pozycję i stacki przeciwników. Nawet, gdy wtopiłem
2 czy 3 tysiące to za chwilę odbierałem 5 albo 6 i wszystko wracało do normy.
Po pewnym
czasie zlikwidowano jeden stolik i do naszego stołu dosiadł się Jani. Moja sytuacja nie była więc
wymarzona ? po mojej lewej siedzieli Deadbug i Jeremi (którym ukraść cokolwiek bez walki to
sztuka), a gdy ja byłem na big blindzie to Jani był na dealerze i starał się kraść co się dało. A że
Jasio tez miał sporo żetonów to zapowiadało się wesoło. Na moje szczęście tuż po tym jak
dosiadł się Jani wygrałem olbrzymią pulę. Na small blindzie dostałem KK. Do mnie doszedł
tylko jeden limp, więc grubo podbiłem. Deadbug wywalił swoje karty, a gracz (częsty uczestnik
gier w Hiltonie, ale zawodnik o nie najwyższych umiejętnościach) dołożył. Flop piękny ? 873 w
tęczy. Zabetowałem prawie za pulę, wiedząc, że jeśli ma dwie wyższe karty niż flop to i tak mi
raczej dołoży. A tu niespodzianka! Dostałem gruby reraise! No cóż, to jedna z tych sytuacji
kiedy trzeba podjąć decyzję z serii ?być albo nie być?. Obliczyłem sobie szybko, że nawet jak
zagram all in i zostanę sprawdzony to jeszcze mi trochę zostanie na grę i zagrałem za wszystko.
Zostałem natychmiast sprawdzony. Martwiąc się, że za chwile zobaczę seta czekałem na
najgorsze, a mój przeciwnik pokazuje mi? parę szóstek! Wow! No dobra, można i tak!
Zastanawiałem się potem czy do tego kroku sprowokowały go moje dwie wygrane z nim grube
pule (w obu trafiałem kolor na riverze) czy właśnie rozpoczynający się w telewizji mecz Polaków
z Czechami. W każdym razie turn i river nie dały mu pomocy i wygrałem pulę około 20 tysięcy.
Miałem więc amunicję na Jasia i jego próby zabierania moich blindów.
Okazało się, że do naszego spięcia doszło już wkrótce. Z batona Jani zagrał raise do 600 (blindy
100/200), a ja zobaczyłem na ręku A J w piku. Szybki call, a na flopie bajka ? walet i dwa niskie
piki! Jako pierwszy zagrałem za 1200, a Jani szybko mnie sprawdził. Turn przyniósł K , więc uderzyłem ponownie, tym razem za 1800. I tutaj już Jani odwinął mi się przebiciem
o 3000. Nie chciałem jednak pozbywać się tak łatwo tej ręki. Postawiłem Janiego na seta króli
lub (ewentualnie) seta już z flopa, w ostateczności AK. Sprawdziłem więc jego zagranie. River
ze snów ? spadła 5 ! W puli było już jakieś 16.000, więc bez zastanowienia zagrałem
all in. Jani po chwili namysłu wyrzucił jednak karty. Pewnie mogłem od niego coś jeszcze wyrwać
po riverze, wystarczył value bet za 3 czy 4 tysiące, ale szczerze mówiąc trochę mi się zrobiło żal
Janiego, bo co chwila dostawał mega bad beaty i postanowiłem, że dam mu jeszcze trochę pograć
w turnieju 🙂 W przerwie Jani powiedział mi, że miał seta waletów, ale czy tak było naprawdę wie
tylko on sam? 🙂
Wkrótce potem wyrzuciłem z turnieju kolejnego gracza. Sprawdziłem niewielki raise Deadbuga
z K4 i na flopie spadły J 76 . Wojtek zagrał po moim checku
continuation bet, a ja bez namysłu jego all ina. Już po tym jak się długo zastanawiał wiedziałem,
że nie ma nawet waleta, ani tym bardziej over pary. Mimo wszystko będąc na shorcie sprawdził
moje zagranie i pokazał 99. Turn spadł jeszcze dla mnie nieciekawy, ale na riverze spadła 5 i było nas o jednego mniej.
Niedługo potem z turnieju odpadł Pawcio grający na drugim stole i utworzony został stół finałowy. Byli na nim m.in. Żeremi, Jani, Woy i oczywiście mój serdeczny kolega, miejscowy głupek czyli
Prawiczek. I on był właśnie dla mnie największym zagrożeniem, bo nie dość, że miał nade mną
pozycję i co kółko starał się kraść moje blindy to miał przed sobą olbrzymią stertę żetonów. Po
raz kolejny zapowiadała się więc ciekawa gra. Po odpadnięciu dwóch pierwszych graczy z final
table miałem dobrze ponad średni stack, ale przez agresywną grę Prawiczka szczerze mówiąc nie
czułem jakoś, że dominuję na stole. Przyjąłem więc tryb pasywny gdy był on w rozdaniu (nie
chciałem w końcu ścierać się z big stackiem w głupiej walce), a agresywny gdy foldował on karty
i mogłem trochę poszaleć. W jednym z takich rozdań dostałem KQ off na batonie. Do mnie same
fordy, a na blindach Jeremi i Jani, więc oczywiście dość mocno przebiłem. Jeremi szybko wywalił
karty, a Jani popadł w krótką zadumę, po czym wsunął na środek wszystkie swoje żetony. Blindy
wynosiły już wtedy 400/800, ja zagrałem za 2900, musiałem więc dorzucić jeszcze prawie 7000,
aby sprawdzić Janiego. Co może mieć? Oczywiście mógł trafić jakiegoś monstera, ale czy na
pewno? W końcu to dobry gracz, wie że mogłem próbować kraść blindy z pozycji, więc jego
re-steel mógł zdecydowanie obniżyć wartość jego ręki do takiego zagrania. Zdecydowałem się
więc na sprawdzenie obstawiając asa ze słabym kickerem albo niską parkę. W obu przypadkach
przegrywałem, ale miałem jeszcze outy na wygraną, a mój stack pozwalał mi na takiego calla bez
większego wpływu na moja dalszą grę w przypadku porażki. Jani pokazał parę ósemek, ale ja
szczęśliwie trafiłem damę na riverze i Jasio pożegnał się z turniejem. Najwyraźniej nie był on w
tym momencie najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, bo dowiedziałem się jakim jestem
fishem, ale nadal uważam, że moja decyzja była słuszna.
Chwile później Prawiczek wyeliminował Jeremiego i wszyscy byliśmy w kasie. Ja co chwila
miałem spięcia w dużych pulach z Prawiczkiem, trzaskaliśmy się co drugie rozdanie próbując
wyrobić sobie jak najlepszą pozycję przed nieuchronnym heads up?em. Trochę to wyglądało jak
walka dwóch kogucików o to, który ma ładniejszy grzebień, ale był w tym sporo
naprawdę świetnego pokera, tym bardziej, że mniej zwracaliśmy uwagę na to co mamy w kartach,
a bardziej na to kto kogo zostawi w pokonanym polu w kolejnych rozdaniach. Po drodze, przy
okazji, pozbywaliśmy się po kolei shortów. Pierwszy padł na polu walki Woy, któremu odpłaciłem
się za wszystkie ostatnie porażki z nim (choćby w moim turnieju urodzinowym czy finale
Terminatora) i złamałem jego parę siódemek setem moich trójek zabierając mu ponad 18.000.
Pozostała w grze dwójka zawodników miała mniej wszystkich żetonów niż ja drobnych i też
zaraz odpadła. A więc tuż przed godzina 2 w nocy sprawdziła się przepowiednia z Gadu Gadu ?
byliśmy z Prawiczkiem w HU!!
Pewnie teraz byście chętnie poczytali o tym jaki to świetny pojedynek ze sobą stoczyliśmy w
walce o zwycięstwo?? Hehehe!! Zawiodę Was! Zrobiliśmy sobie szybkiego deala uznając remis
za najbardziej sprawiedliwy w tym turnieju. Co by nie mówić ? to był naprawdę nasz dzień!
No i jak śpiewał Grzegorz Halama O?Klasky ? ?Ja wiedziałem, że tak będzie??
NIEOCZEKIWANY ZWROT AKCJI CZYLI BACK TO THE GAME!!
Szczerze mówiąc już powoli zaczynałem się oswajać z myślą, że w rywalizacji w konkursie
na Blog Roku 2007 zostałem w pokonanym polu i walki już nie podejmę. Liderzy odskoczyli
daleko, mi głosów nie przybywało tak jakbym chciał i oscylowałem gdzieś w okolicach 5-7
miejsca. Aż tu nagle bomba!! Dzięki staraniom kilku chłopaków z forum (szczególnie wielkie
dzięki dla Alchemika!) nagle w dwa dni zdobyłem więcej głosów niż przez ostatni tydzień!
Mało tego, obecnie jestem już na trzecim miejscu w klasyfikacji w ?mojej? kategorii i cały
czas przewaga liderów maleje. Ale nie ma się co dziwić ? żaden z nich przez ostatnie trzy dni
nie zdobył nawet jednego głosu, a ja zebrałem ich ponad 130! Jest więc nadal szansa na sukces
końcowy ? wygranie kategorii ?Moje zainteresowania i pasje?. A może wtedy Kapituła spojrzy
łaskawszym okiem na moje wypociny? Kto to wie?? Na razie Panie i Panowie ? do telefonów!
Łapać za komórki, wysyłać smsy i liczyć głosy! Stać nas na wygraną!
SPOTKANIA PO LATACH
Pewnie już każdy w Polsce zna portal nasza-klasa.pl. Ten, kto wpadł na pomysł stworzenia u
nas takiej strony był geniuszem. Od momentu zakończenia przeze mnie wszelkiej nauki chciałem
powrócić do szczenięcych lat i spotkać się z moja klasą z podstawówki. 20 lat później, chłopaki
z brzuszkami albo bez włosów, dziewczyny po kilku porodach każda, a jednak to dalej jedna
grupa ludzi. Moja klasa zebrała się już w połowie i w następną sobotę organizujemy pierwsze
spotkanie po latach, Oj, nie mogę się już doczekać!
Ale na portalu tym odnalazłem się również z moimi starymi przyjaciółmi z osiedla. Znajomi ci,
dziś już małżeństwo, kilkanaście lat temu wyjechali do Anglii i w zasadzie wszelki kontakt nam
się urwał. Wtedy nie było jeszcze takich gadżetów jak dziś, więc skontaktować się w jakikolwiek
sposób było bardzo ciężko. Teraz to łatwizna i właśnie dziś zostaliśmy (ja i moja żonka) przez
nich zaproszeni do Londynu! Parę tą darzę olbrzymim sentymentem, ponieważ byli naszymi
towarzyszami podczas naszej podróży poślubnej (sierpień 1992), a w zasadzie wkrótce potem
wyjechali na Wyspy, Mamy więc o czym sobie opowiadać i co wspominać, bo znaliśmy się od
dziecka i wychowywaliśmy się na jednym podwórku. Na 100% skorzystam już niedługo z ich
zaproszenia. No, a że przy okazji zawadzę o Gutshota to temat na zupełnie inną historię? 🙂
Tylko ciiiii?. nic nie mówcie mojej żonie!

![Co dzieje się na GGPoker we wrześniu? [Wyścigi, WSOP Online, freerolle] Wrześniowe promocje GGPoker](https://pokertexas.net/wp-content/uploads/2026/09/Promocja-GGPoker-wrzesien-100x70.jpg)
