ThaiCAP

Sałatii krap!

Long time no write

Na początek trochę wyjaśnienia czemu siedziałem cicho tyle czasu. Pozornie wygląda to tak, że gdy byłem w Portugalii to chciało mi się pisać, w Polsce mi się nie chciało, a teraz gdy jak wiecie, Warsaw zaprosił mnie do Tajlandii, znów mi się chce. Nie było to tak, przejście do podziemia zaplanowałem już w wakacje zeszłego roku, a podróż do Azji wynikła później.

Uważam, że blog na stronie pokerowej powinien choć trochę traktować o pokerze. Oczywiście gdyby służył tylko raportowaniu codziennego grindu to byłby nudny, opisywanie innych przygód, podróży, celów sportowych, uczelnianych i wszystkiego co ziębi i grzeje jak najbardziej wskazane! Ale jednak warto czasem o tych kartach wspomnieć. Podczas mojego hiatusa, pisałem dużo i o pokerze, i o innych sprawach, ale dopiero teraz zaczynam być gotów by te teksty z szuflady wyjmować i się z chętnymi nimi dzielić.

Zaplanowałem przerwę w pisaniu bloga, ponieważ w sierpniu 2012 postanowiłem spróbować czegoś nowego. Zmieniłem główne gry, a transformacja z Wami byłaby dla mnie trudniejsza. Zwróćcie uwagę, że na początku roku toczyła się zażarta walka pomiędzy AWice a MouldyOnions o najszybszą Elitę w 2013 roku. Obaj prawie codziennie raportowali jak im idzie, ten pierwszy zapowiadał nawet, że zrobi w tym roku 8xSNE. Po pewnym czasie jednak obaj przestali pisać, opisywanie postępów stało się niejako dla nich ciężarem. Skoro dla tak doświadczonych grinderów (w swoich grach) jak Ryan i Alex było to trudne, to tym bardziej dla mnie, osoby, która nigdy w życiu nie grała zawodowo cashy (nawet zachowując proporcje pomiędzy przedsięwzięciami). Wiedząc, że pojawią się trudności, samemu nie znając odpowiedzi na Wasze ewentualne pytania, postanowiłem zacząć po cichutku, w cieniu polskiego pokerowego świata, a o pierwszych krokach opowiedzieć dopiero umiejąc chodzić. Hope it make sense.

Do zeszłorocznych wakacji moje całe pokerowe życie kręciło się wokół sitów. Tak wygląda mój wykres:

Nie jest źle prawda? Skąd więc zmiana? W pewnym momencie, zacząłem czuć, że sity kocham trochę mniej, a w efekcie tego przestaje się w nich rozwijać (czytaj: mniej mi się chce nad nimi pracować). Obrazowo ujmując, doszedłem do ściany (ścianki, nie miałem żadnych grubych problemów, ani bolesnego downswingu) i trzeba było poszukać rozwiązań (jak wiele razy podczas pokerowej (życiowej także) przygody).

Stwierdziłem jednak, że tym razem zamiast mur przeskakiwać lub obchodzić, spróbuję udać się w inną stronę, poszukać nowego wyzwania. Nie to, że gry były dla mnie tak proste, że drukowanie pieniędzy stało się zbyt nudne, dość chłodno oceniam swojego pokerowego skilla. Nie były też tak trudne bym dalej nie mógł wygrindowywać sobie niezłych, jak na polskie warunki, pieniędzy. Grając 180tki, nie miałem chyba nigdy miesiąca na minus, ale z czasem kręcenie się wokół push/fold przestało być ekscytujące (nie żeby w graniu sitów było coś złego lub 'gorszego'). Jasne, mógłbym założyć dużą ilość gier miesięcznie, stawiać cele profitowe lub sharkscopowo-gwiazdkowe, wybrałem jednak inną, raczej trudniejszą drogę. Jak na tym wyjdę we will say what time will tell.

Z pierwszych akapitów być może odczytujecie, że czułem się pokerem znudzony. Pamietam, że podczas podcastu, który nagraliśmy z Warsawem i Fizolem (dla jego projektu), nie chciałem powiedzieć wprost, że coś kombinuje nowego i Fizol odebrał to właśnie w taki sposób-FCProspekt ma już trochę dość. Wspomniał, że może kiedyś przygotujemy razem materiał o wypalonym pokerzyście.

Wśród starszego pokolenia graczy, to uczucie nie jest chyba zresztą takie rzadkie. Gdy byłem na turnieju na promie (pierwsza edycja) siedział obok mnie ziomek (wybacz stary, nie pamietam imienia/ksywki, pamietam za to historię z galerią, dziewczyną i wizytówką 😉 i powiedział do mnie tak: „zazdroszczę Ci, że tak bardzo chce Ci się grać, ja mam już codziennego siedzenia przed kompem dość”. I no właśnie, ta druga wersja jest prawdziwa! Po kilku latach grania w karty chcę ciągle więcej, mocniej i jeszcze, jeeeeszczze!! To uczucie jeszcze się wzmogło po wyjazdach na dwa turnieje w Hiszpanii w zeszłym roku (San Sebastian i Barcelona). Jestem z pokolenia graczy poustawowych, choć online zacząłem grać jeszcze w tych przedcmentarnych czasach. Oznacza to, że live się w naszym kraju nie nagrałem w ogóle, ale zgadzam się z często powtarzanymi stwierdzeniami, że to najfajniejsza forma grania w pokera. Tam też prócz pieniędzy jest sława i tam powolutki chcę podążać! FAME qwa lol!

Oki, ale co to ma do zmiany gier? Po powrocie z Barcelony do portugalskiej chatki, pod wpływem hiszpańskich wojaży, naszła mnie myśl, że droga na szczyt przez sity będzie długa i warto poszukać sposobu by ją skrócić. Wielu graczy z powodzeniem łączy sity z MTT, ja postanowiłem spróbować sił w cashach. Uznałem, że granie ich sprawi mi na tym etapie najwięcej przyjemności. We wrześniu wróciłem do Polski, mając rolla i budżet życiowy na kilka miesięcy, rozpocząłem naukę nowej gry.

FCProspekt w gnieździe os

Mój wybór padł na niezbyt w naszym kraju popularną, mocno zaregowaną (stąd te osy) odmianę, CAPy. Czemu akurat one przyjdzie mi jeszcze opowiedzieć, na razie przedstawię o co w nich chodzi. Są to gry, w których nigdy nie gramy większą ilością żetonów niż 20bb. Nie znaczy to jednak, że swingi są mniejsze, czytałem o takich na 5000bb (wygrywający gracz). Nie jest również tak, jak niektórym mogłoby się wydawać, że nie ma gry postflop. Co więcej bez niej trudno mięc pozytywny winrate. Najniższym limitem jaki można grać na Pokerstars to 0.25/0.5$, na tym limicie zacząłem grę w formacie short handed (full ringi także są dostępne). Tego typu stoły należy grać inaczej niż stoły 40-100bb, a z moich obserwacji wynika, że gracze, którzy próbują przenieść strategię z 'normalnych' stołów na CAPy, źle na tym wychodzą.

Z tego co przez ostatnie miesiące zauważyłem, to nie ma dużo Polaków grających regularnie te gry. Widziałem kiedyś naszego zwycięzcę Sunday Million walczącego na capowych high stakesach, ale chyba się tam nie zadomowił. W grupie oznaczonych regów mam tylko jednego Polaka, on jednak na PS gra z Wielkiej Brytanii i dowiedziałem się, że to Polak z rozmowy na chacie.

Kod do rejestracji: POKERTEXAS

Nagrałem dla Was filmik pokazujący jak to w praktyce wygląda. PapaWarsaw będzie mi wypominał mojego asjopka, podobno brzydko tak mówić (coś jak zamiast deuce powiedzieć two) 🙂 Grałem z HUDem, ale chyba coś źle ustawiłem i on się nie nagrał. Nie będę nagrywał jeszcze raz, ponieważ tak jak wspominam podczas nagrania, dla potrzeb tego video stworzyłem nowe puste database i grałem nie mając żadnych rozdań na przeciwników (tak jak Wy byście zaczęli grać). Wszystkie błędy popełnione podczas gry zrobiłem specjalnie by potencjalni rywale utwierdzili się w przekonaniu, że jestem słaby!

Plusem CAPów jest to, że można na nich wyrobić bardzo dużą ilość VPP. Minusem natomiast fakt, że ciężej na nich wyrobić pozytywny winrate. W efekcie oczywiście większość zysków pochodzi z rakebacku. Często na forach, z niezrozumiałych dla mnie przyczyn, piętnuje się graczy, którzy bazują na zwrocie rake'u. Tym z Was, którzy myślą podobnie polecam zastanowić się nad następującymi liczbami.

Na CAP10 (0.25/0.5$) rozegrałem 382k rozdań, rake który zapłaciłem można przedstawić jako bb/100, z moim stylem gry wychodzi to 5.2bb/100. Zakładając, że mój winrate wynosiłby 1bb/100, oznaczałoby to, że ja od innych graczy wygrywam 6.2bb na każde 100 rozdań, z czego ogromną część pochłania rake. Dlaczego więc na rakeback, ile by on tam % nie wynosił, miałbym się obrażać? Wielu graczy nie zdaje sobie sprawy jak duży jest rake widząc tylko niepozorne 4.5% od każdej puli postflop. W naszych obliczeniach można pójść dalej, zastanowić się co się wydarzy gdy np. kosztem 1bb/100 (czyli efektywnie wychodząc z gry na zero) zwiększyć dwukrotnie ilość stołów. Opłacalne czy nieopłacalne? Wstyd, bo nagle wykres z gry robi się płaski i już nie jest tak miło go publikować czy duma z wyższych zarobków? Pozostawiam te pytania zainteresowanym osobom.

Często też gracze podnoszą argument, że grając turnieje „profit jest z gry, a nie z rakebacku”. Ok, tylko skąd pochodzi rake? Został ukradziony? Gracz pracuje w biurze, wpłaca całą swoją wypłatę by opłacić rake byle tylko dostać część w postaci rakebacku? Czy ten rake też pochodzi z gry? Moim zdaniem to taki sam zarobek jak ten wygrany w turnieju, tylko przepływ gotówki jest inny, najpierw operator gry zabiera, a potem część oddaje. Jeżeli komuś zależy by porównywać turnieje z cashami, o wiele lepsze do tego wydaje się wskaźnik $/100 rozdań lub co jeszcze lepsze $/h (bo większość graczy jest w stanie grać naraz więcej turniejów niż stołów cash). Przeliczcie to zanim prześmiewczo (a można powiedzieć „wyśmiewczo”?) napiszecie do kogoś „rakeback pro”. Whatever makes you money bro.

Ziomek ode mnie z osiedla zrobił ładny wynik w ostatnim Sunday Million. Gratulacje Mateusz, cieszę się! 🙂

Operacja Tajlandia 2013

Wypadałoby coś jeszcze o Tajlandii wspomnieć, a że jeszcze przyjemności wrzucenia jakiegoś utworu sobie nie odmówię, dziś o tym krótko o mieszkaniu razem z innymi graczami i trochę zdjęć.

Dzielenie z kimś domu/mieszkania nie jest łatwe. Każdy musi się trochę nagiąć, w którymś miejscu ustąpić, pójść na kompromis by możliwa była wspólna egzystencja (E-GZY-STEN-CJA, muszę zacząć częściej tego słowa używać!). Ja ThaiWara spotkałem trzy razy w życiu (dwa razy na wspomnianych turniejach w Hiszpanii i raz przed samym wyjazdem załatwiając wizę w Warszawie), a ThaiWoya (Tajki chichoczą jeszcze bardziej niż zwykle gdy słyszą „tajłoj”, ciekawe co to znaczy :D) tylko raz właśnie w tej Wawie. Może to dobrze, że nie mam z nimi wspólnej przeszłości, nie mam czego im wypominać. Oni za to zachowują się czasem jak stare małżeństwo 😛 Niemniej, najważniejsze do wspólnego życia wydają się by szanować cudzą pracę i cudzy sen (na tym spędza się najwięcej czasu i to najłatwiej zakłócać). Wydaje się, że wszyscy to rozumiemy, staramy się sobie w tych najważnejszych sprawach nie przeszkadzać, a w tych trochę mniej ważnych szukać wspólnych rozwiązań. Moim zdaniem wychodzi to na razie bardzo dobrze, biorąc pod uwagę, że każdy z tu obecnych ma swoje zdanie w większości tematów, spodziewałem się, że będzie ciężej. Większych zgrzytów, moje naiwne podejście do życia, nie przewiduje.

Zawiozłem chińskie trampy do Azji! Dużo trampów!

Śniadanie z różowym dragonfruitem i zieloną mandarynką

Tak jak wspominał na swoim blogu ThaiWar, mocno się mijamy. To chyba jedyny obiad, który wspólnie zjedliśmy w domu.

Tu jeszcze pojedziemy w słoneczny dzień

Obiad za 8zl.

Jak ktoś pyta to mówię, że to jest tradycyjna narodowa polska fryzura i nosi ją 80% facetów w Polsce!

Mothers! Lock up your daughters, Daughters! Lock up your MILSWANCA's!

(btw. czy ktoś prócz mnie kojarzy taką przedwojenną piosnkę? http://bereciaz77.wrzuta.pl/audio/2bXgoDRTJLP/vespa_-_vespa_-_skutermania )

Jedyny minus to to, ze obecnie w Tajlandii mamy porę deszczową.

ostatnie dwa zdjecia z plaży, na która z domu mamy jakieś 7min skuterem.

Piosnka na dziś radosna

Lubię horror punk, często go słucham podczas grania, poprawia mi humor. A Green Hell Misfits może u mnie lecieć bez przerwy 🙂  Ktoś spostrzegawczy mógł dojrzeć na moim ramieniu buraka zrobionego jak miałem naście lat z logiem Slipknota. Ich perkusista, Joey Jordison, chwycił jakiś czas temu za gitarrę i wraz z charyzmatycznym wokalistą Wednesday 13, nagrał dwie przezajebiste płyty. Niestety wygląda na to, że nie będę miał ich okazji zobaczyć na żywo. Muza pozostała.

My fav, taki wakacyjny song.

Tyle na razie.

Missed me? 😉

PS. W tekście są dwie duże przerwy. Pierwszą dedykuję ThaiWoyowi, a drugą ThaiWarowi. Zwrócili mi uwagę, że brzydko one wyglądają i może powinienem popracować nad edycją. FY! Mój blog, moje przerwy! Nie fikać, bo będą jeszcze większe:P

Kod do rejestracji: POKERTEXAS