Słuchaj, tylko jedno pytanie… odc. 2

1

Motto życiowe może być przesłaniem, rodzajem myśli przewodniej, którą kierujemy się w życiu. Prawie każdy z nas ma swój ulubiony cytat, sentencję czy aforyzm, który stale mu towarzyszy. I właśnie o takie „złote myśli” zapytaliśmy niedawno naszych rodzimych pokerzystów.

Jedni z tych, którzy mają swoją ulubioną maksymę, odpowiadali krótko i zwięźle, inni pokusili się o prawdziwie filozoficzne rozprawy. Długo się zastanawialiśmy, które motto umieścić w naszym cyklu jako pierwsze, a którym zgrabnie zakończyć i odesłać Was do pokerowych stolików z motywującym nastawieniem. Postanowiliśmy jednak skorzystać z rady Bąbla92 i krok po kroku przedstawić Wam wszystkie po kolei.

Bąbel92: Jeżeli chodzi o moje motto, zwłaszcza w kontekście pokerowej kariery, to na pewno „Step by step”, czyli „krok po kroku”. Wzięło się ono od byłego selekcjonera reprezentacji Polski w piłkę nożną – Leo Beenhakkera, który powtarzał je wielokrotnie i swego czasu powstała nawet reklama telewizyjna z tym hasłem.

Gdy zabrałem się na poważnie za cashówki, mając 40$ i grając NL2, założyłem bloga o takiej właśnie nazwie. Założyłem sobie, że krok po kroku będę starał się pokonywać kolejne stawki dzięki ciągłemu rozwojowi pokerowemu. Jak czas pokazał, wszystko poszło zgodnie z planem – a nawet lepiej, gdyż pierwotnym celem było bodaj wygrywanie na NL10 po roku gry, a w efekcie a tym czasie wszedłem aż na NL100.

Motto to towarzyszy mi także w życiu. Niekiedy zdarzają się sytuacje na pozór beznadziejne, gdy przeciwności jest sporo i wydaje mi się, że sobie nie poradzę. Wtedy najważniejsze jest zrobić te pierwsze kroki, wykonać jedną rzecz, później drugą, pokonywać przeciwności po kolei. To napędza do dalszej pracy i zwykle efekty są dużo lepsze, niż pierwotne założenia.

Gdybyście napotkali przy tym przeszkody, to pamiętajcie o słowach obecnego pretendenta do miana polskiego Gracza Roku GPI.

Piotr Sowiński: Za dzieciaka wszystko przychodziło mi łatwo, zbyt łatwo… W pokerze również. Ale czasy się zmieniają i zrozumiałem, że aby coś osiągnąć trzeba włożyć dużo pracy. Dlatego teraz w trudnych momentach zazwyczaj motywuję się hasłem „nobody said it's gonna be easy”, czyli „nikt nie mówił, że będzie łatwo”.

Ciekawą maksymą podzielił się z nami pokerzysta znany z licznej obecności na turniejach z cyklu EPT.

Remi Wyrzykiewicz: „Odważni nie żyją wiecznie, ale ostrożni nie żyją wcale” – nie wiem, skąd to znam, ale definiuje to jaką drogę obrałem w życiu.

Znany Wam z pewnością trener MTT i Sit&Go Hero odpowiedział nam z kolei jaką radą się w życiu kierować absolutnie nie chce.

Timooo: Nie mam żadnego sprecyzowanego motta życiowego. W tym sensie, że nie chcę zamykać swojego życia w zdaniu, które wypowiedział ktoś inny. Swoje życie chcę przeżyć na swój sposób.

Natomiast jeśli miałbym się już do czegoś odwołać, to pewnie byłoby to zdanie „ucz się na błędach innych”. I z tym mottem nie zgadzam się prawie wcale. Co prawda lepiej uczyć się na błędach innych, niż na swoich, ale unikanie błędów nie jest gwarancją sukcesu. Lepiej uczyć się na zwycięstwach tych, którzy w życiu coś osiągnęli. Błędy można, a czasem i należy popełnić, bo wtedy sami lepiej zapamiętujemy odebraną lekcję życia. Ale to właśnie podpatrywanie tych, którzy do czegoś w życiu doszli i wyciąganie z tego wniosków, da nam najwięcej wskazówek, jak samemu zostać zwycięzcą na własnej drodze.

Arkadiusz Olszowy – znany gracz nieco starszego pokolenia zdradził nam, że „złotych myśli”, którymi stara się w życiu kierować jest wiele, ale chętnie podzielił się z nami tymi, o których pomyślał w pierwszej kolejności. Jednym z nich jest niemieckie powiedzenie „Gewinner geben nie auf. Aufgeber gewinnen nie.” To taka gra słów, którą można przetłumaczyć jako „zwycięzcy nigdy nie rezygnują, rezygnujący nigdy nie zwyciężają.” Pokerzysta jest też zwolennikiem teorii, że „Knapp daneben ist auch vorbei” czyli w dosłownym tłumaczeniu „tuż obok to też obok” a w przenośnym „prawie robi wielką różnicę”.

Byliśmy bardzo zaskoczeni, kiedy zapytany o życiowe motto Sickpastor odpowiedział nam takim oto obrazkiem:

Cóż, najwyraźniej przerwaliśmy mu obfitującą w bad beaty sesję. Jak wiadomo, w takiej sytuacji lepiej szybko zejść pokerzystom z oczu w obawie przed opowieściami z cyklu „właśnie połamali mi asy” więc woleliśmy nie drążyć tematu.

Pomyśleliśmy jednak, że w obliczu takich złych doświadczeń Sickpastor powinien wziąć sobie do serca motto Dimy Urbanowicza, które brzmi „whatever happens, happens for the best”, czyli w wolnym tłumaczeniu „wszystko służy mi ku lepszemu”, lub też „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”. Dima skomentował je tak: Nie ma co się przejmować jak coś złego się dzieje w pewnym momencie, bo i tak w końcu będzie dobrze – możliwe, że nawet przez to. Wielu ludzi tego nie rozumie i niepotrzebnie marnują czas i energię na myślenie o złych rzeczach, które się wydarzyły.

Jeden z polskich graczy, który z pewnością będzie tęsknił za cyklem EPT, w którym regularnie cashował w mniejszych i większych eventach, zaszczycił nas krótkim, ale filozoficznym poglądem.

Norbert Berent: Hasło, które całkiem dobrze obrazuje moje podejście do życia, jest powszechnie kojarzone z racjonalizmem światopoglądowym, a brzmi ono „żyj i daj żyć innym”.

A kiedy już będziecie sobie tak żyli, to zdaniem DaWarsawa warto byście pamiętali, że wszystko w tym życiu jest możliwe.

Grzegorz Mikielewicz: Nie pamiętam do końca, gdzie usłyszałem to powiedzenie, ale brzmi ono mniej więcej tak: „jeżeli coś jest niemożliwe do realizacji, to po prostu zajmuje to trochę więcej czasu”. Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego ludzie zniechęcają się do realizacji swoich dążeń lub marzeń przy pierwszej małej przeszkodzie czy niepowodzeniu. Sporo z nich przeszkody przyjmuje z podświadomym zadowoleniem, bo jest to dla nich wtedy swojego rodzaju wymówka, aby już dalej czegoś nie próbować. Postanowiłem, że takie podejście nie będzie mnie dotyczyć, a powiedzenie o niemożliwym, które zajmuje po prostu trochę więcej czasu bardzo mi podpasowało.

Nie mogliśmy się oprzeć, by zakończyć ten odcinek krótkim, ale siarczystym mottem Lukasa Ra, które w bardzo ocenzurowanej wersji brzmiałoby „trza ino łopatować!”

Rataj: Moje motto: „trzeba za***dalać” (śmiech). A wzięło się chyba z internetów, nie pamiętam dokładnie. W życiu jak i w poxie naprawdę się sprawdza!

Poprzedni odcinek naszego cyklu, w którym pytaliśmy naszych graczy kim by byli, gdyby nie związali swojego życia z pokerem, znajdziecie TUTAJ.

Poprzedni artykułZłapani w sieci: Polska odc. 49 – sezon urlopowy, shipy w internecie
Następny artykułAustralisjki polityk wzywa graczy do buntu przeciwko ustawie hazardowej!

1 KOMENTARZ

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.