Gdy akurat nie grają w pokera, bądź też właśnie znaleźli się przy prawdziwym zielonym stole, który przecież wszelkim rozmowom oraz rozmówkom sprzyja wyśmienicie, pokerzyści zwykli dyskutować na temat różnych zagadnień w grze live i online.
Podczas rozmów takich skupiają się przede wszystkim na strategii, statystykach, kwestii multitablingowania, czy roli trash talkingu; mogą również zauważyć, jak to nie podoba im się siedzenie przy stole z bandą nieustannie sobie na wszelkie możliwe sposoby dogryzających facetów, bądź też nie lubią uczucia wyobcowania przy komputerze, krupierka irytuje lub właśnie dla odmiany bardzo się podoba, a w dodatku trzeba pamiętać o tym, żeby nie stosować string betów czy uważać na misslicki w grze online. I tak, choć rozważania na temat tych dwóch rodzajów gier oraz praw nimi rządzących stanowią dla statystycznego pokerzysty chleb powszedni, w czasie rozmów tych często uciekać wydaje się pewna wcale niebanalna, a jednak traktowana wciąż po macoszemu kwestia: slow roll.
Czymże zatem ów slow roll właściwie jest? Wyobraźmy sobie sytuację, w której na flopie 9 T J nasz przeciwnik obstawia za 2/3 puli, my mając na ręce K Q czyli nutsowego strita przebijamy go za wszystko, po czym błyskawicznie otrzymujemy ku naszej wielkiej radości call. W tym momencie nasz oponent z szerokim uśmiechem i przekonaniem o wyższości ręki własnej pokazuje przy showdownie strita skompletowanego dzięki 8 7 i choć elementarne zasady przyzwoitości nakazywałyby, aby w odpowiedzi na to szybko wyprowadzić biedaka z błędu, my karmimy przeciwnika iluzją wygranej jeszcze przez czas jakiś, po czym dopiero wtedy łaskawie odsłaniamy wreszcie ku zaskoczeniu nieboraka naszego nutsa. I tak właśnie sprzedaliśmy oto brzydkiego slow rolla. A fe!
Innym przykładem slow rolla, spotykanym zresztą także i w wersji online, jest z kolei sytuacja takiego oto pokroju: na boardzie 4 7 9 4 8 decydujemy się na całkiem zrozumiały all-in z parą 77 na ręce, przeciwnik się zastanawia, my z każdą przemijającą sekundą nabieramy coraz to większego przekonania, że pula należy właśnie do nas oraz modlimy w myślach, aby nasz oponent miał akurat kolor i zdecydował się na sprawdzenie, po czym gdy wreszcie godzimy się w myślach, że więcej już nie zarobimy, on w końcu opieszale wyrównuje. I co? Kareta czwórek!
Slow roll nie jest oczywiście działaniem zakazanym jak string bet, chip dumping czy obrażanie przeciwników; nie grozi nam upomnienie tournament directora, nie doczekamy się sit outu, nikt też nie będzie miał prawa mieć do nas o cokolwiek pretensje, a jednak owo świadczące o nad wyraz złym pokerowym wychowaniu zachowanie budzi powszechny niesmak i niechęć, żeby nie powiedzieć wręcz ? agresję? Dlaczego?! ? zapytać mogłaby ta czy owa pozbawiona elementarnego poczucia empatii pokerowa duszyczka ? dlaczego niby slow roll to taka wielka zbrodnia przeciwko pokerowej etykiecie, i co w końcu za różnica, czy pokażę karty po sekundach 5 czy 15?
Otóż slow-rollować przeciwnika, moi mili, to jak dawać dziecku zabawkę, a po chwili bezlitośnie ją zabierać, rzucać tonącemu brzytwę, aby już za moment ją wyrywać, powiedzieć komuś coś miłego, po czym z iście Boratowym uśmiechem dorzucić: ?żartowałem!?. Slow roll jest więc zatem bardzo skutecznym w pognębieniu oponenta okrucieństwem, szpilką wbitą w lewy odsłonięty pośladek, bezczelną próbą doprowadzenia kogoś do stanu tiltowego wrzenia i to metodami wielce szemranymi. Trash talking w porównaniu do slow rolla to jak wyzwanie kogoś na honorowy pojedynek w porównaniu do wbicia komuś noża w plecy, a przecież w pokerze, jak każdej innej dyscyplinie sportowej, chcemy grać uczciwie.
Pamiętajcie więc: jeśli chcecie grać przy stole w przyjaznej atmosferze, zyskać sobie szacunek przeciwników i z szacunkiem traktować tych, z którymi sami walczycie, unikajcie slow rolla jak choroby! Pieniądze pieniędzmi, ale w pokerze jak z w życiu – warto trzymać poziom.



