Sam Trickett o One Dropie – Myślałem, że wygram

0
Sam Trickett

Sam Trickett to numer jeden na angielskiej all-time money list, stały bywalec gier na najwyższe stawki, a od kilkunastu miesięcy również ambasador PartyPoker. W udzielonym niedawno wywiadzie mówił m.in. o finałowym stole One Dropa z 2012 roku i o tym, jaką radą podzieliłby się ze swoją młodszą wersją.

Sam Trickett swoje pierwsze pokerowe kroki stawiał w legendarnym kasynie Dusk Till Dawn, w którym gra zresztą do dziś.

– Mam tam wielu przyjaciół, dlatego to moje ulubione miejsce do gry w pokera. Gramy w każdy piątek, na różnych limitach. Czasem będą to 50£/100£, czasem 200£/400£, kiedy indziej – 5£/10£. Jeśli mamy ochotę na większą grę, odpowiednio zwiększamy stawki. Ale chodzi przede wszystkim o dobrą zabawę w towarzystwie przyjaciół.

Sam Trickett

Mogło być lepiej, mogło być gorzej

Trickett opowiedział również o pamiętnym stole finałowym The Big One for One Drop z 2012 roku, w którym zajął drugie miejsce – za Antonio Esfandiarim.

– Szczerze mówiąc, byłbym bardzo zawiedziony, gdybym nie zakończył turnieju w pierwszej dwójce. Przed startem stołu finałowego dysponowałem drugim stackiem, z dużą przewagą nad kolejnymi miejscami, a stół nie należał do najmocniejszych. Poza tym miałem pozycję nad Esfandiarim. Wszystko szło po mojej myśli – myślałem, że wygram.

Pamiętam, że dojście do heads-upa było wielką ulgą, przede wszystkim ze względu na skoki w kasie. Za trzecie miejsce dostawałeś 4.000.000$, za drugie – już 10.000.000$. Duże pieniądze. Ze względu na całe to zamieszanie z telewizją (finał pokazywało ESPN), nie przeprowadziliśmy dealu, co było z mojej strony głupotą i bardzo kosztownym błędem.

Po porażce oczywiście czułem się nie najlepiej, ponieważ chciałem wygrać. Chciałem zdobyć bransoletkę i ogromne pieniądze. Ale Antonio grał świetnie, dostawał świetne karty, tego dnia był po prostu nie do zatrzymania. Zasłużył na zwycięstwo. A ja cieszę się z tego drugiego miejsca. W finale także trafiałem dobre karty. Równie dobrze mogłem zająć dalsze miejsce.

Anglik jeszcze do niedawna regularnie uczestniczył w iście maratońskich sesjach cashowych rozgrywanych w Makau. Czy ostatnio nieco zwolnił tempo?

– Każda sesja w Makau trwała od 20 do 30 godzin. To było bardzo męczące i trudne. Prawdziwy sprawdzian dla mojej gry. W końcu dotarło do mnie, że pod koniec tych sesji nie gram już tak dobrze, jak na ich początku. Dlatego obecnie kończę nieco wcześniej, np. kiedy odczuwam zmęczenie.

Ale czas trwania mojej przeciętnej sesji zależy od tego, jak wygląda gra. Jeśli są w niej odpowiedni gracze, którzy nie mają zamiaru odchodzić od stołu, a ja wygrywam – wówczas również nie mam zamiaru kończyć. Gram tak długo, jak tylko mogę. Kocham pokera, więc jeśli gra jest dobra, a ludzie chcą grać dalej, ja także gram dalej.

Odpoczywam w domu. Wtedy przez 2-3 tygodnie nie robię praktycznie nic, więc kiedy wracam do miejsc w rodzaju Makau, gram do granic możliwości. Odpocząć mogę później.

Sam Trickett

Pokerowa rada dla siebie samego

Stałym bywalcem gier na najwyższe stawki w Makau jest również Paul Phua. Jakie jest zdanie Tricketta nt. malezyjskiego biznesmena?

– Kiedy grałem z nim po raz pierwszy, wydawało mi się, że dobrze rozumiem jego grę, że mam na niego odpowiednie ready. On wtedy dopiero uczył się pokera. Gdy wróciłem jednak do Makau po czterech czy pięciu miesiącach, jego gra znacznie się zmieniła. Dostosował się, jego poker stał na znacznie wyższym poziomie. To bardzo bystry człowiek.

Grywałem z profesjonalistami, których gra stoi w miejscu od 10-15 lat. Ale Paul ma inny charakter. Kocha pokera i chce się uczyć: stale myśli o rozdaniach, wyciąga wnioski z błędów, ma fioła na punkcie podejmowania właściwych decyzji, nie patrząc na rezultaty. Myślę, że będzie coraz lepszy.

Trickett mówił także o tym, jaką pokerową radę dałby swojej młodszej wersji.

– Prawdopodobnie powiedziałbym coś w rodzaju: „nie trać czasu na rozdania, na które nie masz żadnego wpływu”. Chodzi przede wszystkim o bad beaty czy inne pechowe ręce, które nie mają już żadnego znaczenia i z którymi nie możesz już nic zrobić.

Bywało, że przez kilka godzin – ba, nawet kilka dni – rozpamiętywałem przegrane rozdanie. „Jak on mógł tam sprawdzić?” – pytałem sam siebie. To błąd. Powinieneś po prostu skupić się na jak najlepszej grze, a jeśli prawidłowo rozegrałeś dane rozdanie, po prostu o nim zapomnij.

Obecnie staram się myśleć o pozytywnych rzeczach, o tym, jak mogę poprawić swoją grę, co zrobiłem dobrze, a co źle. Jeśli grałeś dobrze, o niczym innym nie musisz myśleć. Nie przejmuj się bad beatami i coolerami – na tym przecież polega poker i życie, które wybraliśmy. Po prostu nie trać cennej energii na rozmyślaniu o głupich rozdaniach.

pokerowe książki

    Przygodę z pokerem zaczął chwilę po osiemnastce, przygodę z pisaniem - dużo wcześniej. W chwilach wolnych od jednego i drugiego czyta, kibicuje Tottenhamowi i słucha Depeche Mode.