RIP

SMUTEK I ROZCZAROWANIE

MipiNiestety – 5 marca 2011 po długiej i ciężkiej chorobie zmarł Michał „MIPI” Piesiewicz. W pokerowym środowisku słyszeli o nim i jego problemach zapewne wszyscy. Nie wszyscy mieli jednak możliwość i zaszczyt znać go osobiście. Ja miałem. Nie byłem może nigdy jakąś jego bliską osobą, przyjacielem. Był to jeden z moich pokerowych znajomych. Mam też pewne szczególne wspomnienie z nim związane, gdyż siedział on przy moim stole podczas pierwszego turnieju live jaki w życiu rozegrałem (chyba każdy pamięta swój pierwszy turniej). Potem wielokrotnie spotykaliśmy się przy pokerowym stole podczas wielu większych i mniejszych turniejów. Niestety, już się nie spotkamy. Jest mi z tego powodu bardzo smutno i przykro. Przykro, bowiem MIPI był młodym, bodajże 33-letnim facetem. Smutno, bo wiem, że miał kochającą rodzinę, w tym dwójkę małych dzieci. Smutno, bowiem ze świecą szukać człowieka, który nigdy nie był wobec nikogo złośliwy, nigdy nikogo nie obrażał, nigdy na nikogo nie krzyczał, nigdy swoją postawą nie zasiał ziarna wątpliwości, że jest po prostu porządnym, dobrym człowiekiem. Denerwują mnie teksty pod tytułem „zagramy w niebie”, „siądziemy przy stole w lepszym świecie” itp. Ja wiem, że to kwestia wiary, światopoglądu. Prawda jest taka, że każdy z nas prędzej czy później wyląduje w piachu. I Ty i ja. Po prostu nie przyszedł na nas jeszcze czas. I boli w tym wszystkim to, że według każdej jednej osoby, z którą rozmawiałem, na MIPIego także nie powinien jeszcze przyjść czas. To jest w tym wszystkim najbardziej niesprawiedliwe. Ja zawsze zapamiętam zadowolonego, uśmiechniętego MIPIego, pochłoniętego grą i zastanawiającego się nad kolejną decyzją. Zrzucić, a może przebić? Niech myśli nad swoim zagraniem wiecznie.

SAM SOBIE SZEFEM

Z końcem ubiegłego miesiąca dojrzałem do pewnej decyzji. Kiedyś, gdy pracowałem jako specjalista do spraw marketingu dla jednej z firm miałem w pracy pewnego pana, który był bodajże dyrektorem sprzedażowym. Czas mijał, ja przestałem tam pracować, on później również, ale zawiązała się między nami (i jeszcze kilkoma osobami z tej firmy) sympatyczna znajomość polegająca na okazjonalnych spotkaniach pubowych podczas to których przy piwku i wyświetlanym meczu dyskutowaliśmy na różne tematy. Ów kolega (cieszę się, że mogę tak go nazwać, mimo dzielących nas wiekowo kilku dekad), który „przeszedł” podczas swojej zawodowej kariery przez wiele różnych stanowisk, także tych najwyższego szczebla w bardzo dużych firmach, postanowił zaszyć się gdzieś w północno – wschodniej Polsce. Dojrzał do decyzji, którą przedstawił mi w kilku zdaniach: „Co chwila powstają nowe biznesy, otwierają się nowe firmy, inne upadają. Jednym się udaje przetrwać, innym nie, jedni dorabiają się dużych pieniędzy, inni bankrutują. Wiem jednak, komu na pewno nie udało się osiągnąć na tym polu sukcesu. Sukcesu nie udało się osiągnąć temu, który nie spróbował”. Właśnie to zdanie w dniu dzisiejszym ja także postanowiłem przekazać światu. Trzymajcie kciuki – wkrótce więcej szczegółów.

Kod do rejestracji: POKERTEXAS

OJCZYZNA WZYWA – ODCINEK DRUGI

 Kilka dni temu otrzymałem „powołanie” na kolejne wyjazdowe spotkanie Polskiej Federacji Pokera Sportowego. Ponieważ należę do wszystkich ogólnopolskich federacji i związków pokerowych (do wszystkich dwóch) oczywiście zawsze chętnie będę bronił ich barw. Nie zamierzam rezygnować z tego typu inicjatyw. Już nie dlatego, że po prostu nie wypada, ale głównie dlatego, że szykuje się bardzo ciekawy wyjazd pod względem pokerowym, a i na inne atrakcje nie zabraknie pewnie czasu. Tym bardziej, gdy w grę wchodzi dotychczas całkowicie obca mi destynacja (Word z uporem maniaka zmienia mi to słowo na „destylacja”, ale to akurat może okazać się synonimem…), czyli Litwa. W przyszły czwartek (24 marca) pakuję się do busa i pędzę naszymi autostradami do Wilna (czyt. tłukę się pół dnia jakąś syfiastą, „pozimowodziurawą” ścieżką). Tam dzień później rozgrywamy mecz Litwa – Polska. Przypadł mi zaszczyt bycia kapitanem naszej ekipy. Przypadek sprawił, że tego samego dnia i w tych samych godzinach nasza reprezentacja piłkarska zagra mecz towarzyski z Litwinami kilkadziesiąt kilometrów od nas, czyli w Kownie. Tak się ciekawie składa, ze następnego dnia to właśnie w Kownie będziemy grać turniej pokerowy, ale nasi piłkarze odlatują wtedy do Grecji. W kuluarach mówi się, że może zaczekają na nas kilka godzin. Może mały mecz pokerowo – piłkarski na obczyźnie?

Ponadto, z racji różnych spraw, które wiążą się z akapitem „sam sobie szefem” nie mam zbyt wiele czasu na pokera. Nie odpuszczam jedynie czwartkowej ligi u Clipcia w Alternatywnym, a wszystko przez zakład z Pomsą o to, kto będzie wyżej w klasyfikacji generalnej. Pomimo zbliżającej się czwartkowej absencji spowodowanej wyjazdem reprezentacyjnym jestem raczej pewien zwycięstwa w tej rywalizacji – kogo jak kogo, ale Pomsę to powinien ograć nawet mój syn 🙂

Z PIERWSZYCH STRON GAZET

 Za chwilę minie rok od katastrofy smoleńskiej. Przepychanki trwają i nic się nie zmieniło. Ruscy dalej twierdzą, że winni jesteśmy my, a my, że to wina ruskich. Macierewicz ciągle twierdzi, że Putin nas zestrzelił a chorzy w wariatkowie, że samolot zestrzelił się sam. Do tego co chwila dochodzą wątki, że generał był pijany, że za sterami siedział ktoś inny, że to i że tamto. Rozpoczyna się także batalia kto pojedzie na jakie uroczystości, kto z kim wsiądzie do samolotu, kto na kogo się wypnie i kto najwięcej na tym zyska „w słupkach”. Tradycyjne polskie bagno. I co to wszystko zmieni? Ci, którzy zginęli i tak już nie wrócą.

O Japonii już w następnym odcinku, bo jak to mówią „sprawa jest w toku”.

PÓŁKOLEK MUZYCZNY

Zacząłem od śmierci i na śmierci kończę. W półkolku bardzo lubiany przeze mnie Glasvegas w utworze dotyczącym sprawy 15-letniego Krissa Donalda. Kto zna temat, ten wie o co chodzi, a kto nie to może sobie zgooglować. W skrócie rzecz ujmując dzieciak został porwany, był brutalnie torturowany i wreszcie zamordowany w Glasgow w 2004 roku przez pięciu Pakistańczyków. Skurwieli powinni powiesić.

Kod do rejestracji: POKERTEXAS