Relacja EPT Campione – część 1

We wtorek 27 marca obudziłem się jakieś 5 godzin przed moją normalną ku temu porą i udałem się na lotnisko Gdańsk-Rębiechowo, aby złapać samolot do Bergamo. O godzinie 12:00 byłem już we Włoszech i w punkcie wynajmu samochodów Avis bez problemu odebrałem kluczyki.

Ponieważ podróżowaliśmy tylko we dwóch (Jeff Sarwer i ja), to zarezerwowaliśmy samochód klasy A. Obawialiśmy się, że przyjdzie nam jeździć jakimś Fiatem Pandą. Zostaliśmy pozytywnie zaskoczeni, gdy do naszej dyspozycji dostaliśmy praktycznie nowego Fiata 500. Nie sądziłem, że mały miejski samochód może mi się tak spodobać. Nie ma porównania do jakichkolwiek Fordów Fiesta, Citroenów C3 czy innych Toyot Yaris. Jeżeli kiedykolwiek będę potrzebował pojazdu tej kategorii to nie będę miał problemu z wyborem. Moje serce jest przy dwudziestoletnich lub starszych Porschakach, ale to trochę inna kategoria i póki co nie mają takowych w wypożyczalniach na lotniskach.

Late registration i “table draw”

Dojazd zajmuje nam lekko ponad dwie godziny. Campione D’Italia to część Włoch poza ich głównym terytorium, znajdująca się w środku Szwajcarii1. Miejsce to jest przepiękne. Jezioro, za nim miasteczka, za nimi zielone góry, za nimi kamieniste góry, za nimi ośnieżone Alpy. Do tego jest tam już środek lata, 25 stopni i wszystko kwitnie. Bajka.

Do kasyna docieramy około godziny 14:30. Od 30 minut trwa już dzień 1B. Jak na południowców rejestracja przechodzi nadzwyczaj sprawnie. Nie zostajemy jednak całkiem zawiedzeni. Jest szybko, ale za to nie do końca dobrze. Do stolików, a właściwie do stolika, zostajemy posadzeni w takiej kolejności w jakiej się rejestrowaliśmy. W efekcie siadamy z Jeffem do jednego stołu razem, ja dwa miejsca na lewo od niego. Na szczęście sytuację tą zauważa Theresa, główna tournament director EPT, która zna nas obydwu i informuje nas, że te idiotycznie stworzone stoliki late registration zostaną rozbite jako pierwsze.

EPT Campione – Main Event

Czas na trochę pokerowego mięsa. Nie licząc Jeffa, nad którym mam pozycję, stół okazuje się łatwy. Sporą jego część stanowią EPT-owi regularsi, ale raczej słabi i z tendencją do rozdawania żetonów. Poza tym jest paru Włochów w różnym wieku. Pasowanie nie jest w modzie i sporo rąk dochodzi do showdownu „zciekowośći”. W wyniku tego granie jakichś kreatywnych linii mija się z celem i po prostu utrzymuję agresję na takim poziomie, żeby kiedy trafi mi się mocny układ, to zostać opłaconym. Niestety łotrzyk nie daje2. Przez pierwsze dwa poziomy blndów nie łapię nic ciekawego.

[Ręka 1] Większa akcja trafia mi się dopiero na trzecim poziomie, czyli 100/200 bez ante. 3-beta do około 1400 z późnej pozycji wykonuje kiepski włoski gracz, który grał w bardzo spolaryzowany sposób i nie wykonywał thin value betów (wcześniej mając pozycję na bezpiecznym riverze przeczekał seta dwójek!). Ja mając około 25000 na SB widzę AKo i postanawiam sprawdzić. 4-bet nie ma tam sensu, gdyż ten gracz nie 3-betował by AQ, nie chcę wpakować się w all-ina przeciwko QQ+, ani nie chcę wyrzucić go z rozdania, jeżeli akurat postanowił być light. Flop przyjaciel A82 różne. Ja czekam, gracz, który otworzył pulę i potem wyrównał 3-bet czeka, a Włoch wykonuje duży C-bet. Tak samo jak przed flopem raise z mojej strony nie wyciągnąłby value z niczego (może jeden bet z Ax), więc tylko sprawdzam, a trzeci gracz odpada z rozdania. Turn 7 offsuit ja czekam, Włoch szybko czeka. River Q offsuit. Ja czkekam, a Włoch mówi do mnie „Are you trying to slowplay me?” i wrzuca beta 6000 do puli niecałe 10000. To stwierdzenie *niesamowicie* śmierdzi monsterem. Ale co on tam może mieć? Setów nie przeczekałby tak szybko na turnie. Zastanawiam się nad AQ i dochodzę do wniosku, że nie betowałby tam dwóch par. Jego zagranie na tym riverze oznacza albo czysty blef albo nutsa. Sprawdzam i przeciwnik pokazuje mi jedyną value rękę, jaką mógł mieć – QQ.

Spadam do około 15000. Przez dwa okrążenie niewiele się u mnie dzieje. Raz próbuję 3-beta z AQo, po czym pasuję na nieprzyjaznym flopie. Innym razem mój raise z pozycji spotyka się z 3-betem od murka z blinda.

[Ręka 2] Blindy to nadal 100/200, ja mam 12000 i gdy wszyscy pasują do mnie na buttonie, to mając QQ zagrywam standardowe 525. Włoch z SB odwija się za 1450, ja mu na to 3450, on all-in za 11200. Sprawdzam i moje QQ przegrywa z jego KK. Chcę już wstawać od stołu, ale widzę, że zostało mi 800 w żetonach. 4 blindy. Jeff mówi mi „You’re not dead yet” i uzgadniamy sidebeta, że jak się odrobię się do conajmniej 10000, to zrobimy sobie ślubne zdjęcie pod drzewem magnolii i ja będę panną młodą. Dwa rozdania później przychodzi tournament director i rozbija nasz stolik.

Do nowego stołu podchodzę pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach. W końcu przejmowanie się coolerami jest bez sensu. Bez nich nie było by tyle value w pokerze. Wywołuję też uśmiechy u innych, gdy pokazuję, że mój stack to mniej więcej 1/40 średniego.

Wchodzę w praktycznie automatycznego all-ina i sprzedaję suckouta Q9 > AQ wyłapując dziewiątkę klasycznie, na riverze. Pojawia się ante i zaczyna się poziom czwarty 100/200/25. A ja mam w stacku niecałe 2000.

Szybko rozpoznaję kto jest table captain na moim nowym stole. Jest to, siędzący dwa miejsca na prawo ode mnie, młody gracz w białych okularach ze złotymi szkłami. Dzień później zostaniemy sobie przedstawienie i dowiem się, że jest to Kevin MacPhee, zwycięzca m.in Sunday Million i EPT Berlin.

Kod do rejestracji: POKERTEXAS

Sytuacja jest świetna. Mam pozycję na głównego agressora na stole. Do tego między nami siedzi Włoch, który gra pasywnie i dużo calluje. Wykonuję dwa razy resteal na otwarcie Kevina. Potem wykonuję dwa razy squeeze resteal na otwarcie Kevina i call Włocha. Wszystkie zagrania działają i nikt mnie nie sprawdza. Na koniec, drugi najaktywniejszy gracz na stole otwiera z wczesnej pozycji, Kevin go 3-betuje, panowie zaczynają ze sobą rozmawiać i widzę, że mają jakąś historię. Ja wykonuję 4-bet all-in. Oryginalny agressor pasuje po namyśle, a Kevin szybko, czym wywołuje smutek na twarzy tego pierwszego. W efekcie dochodzę do około 10000 w żetonach bez showdownów. Nie ma to jak zdwunastokrotnienie stacka.

[Ręka 3] Na blindach 150/300/25 otwieram z UTG+1 za 700 mając na ręce AhAc. Sprawdza mnie kiepski Włoch ze środkowej pozycji, który przegrał z AQ do mojego Q9 (był chyba o to na mnie zły, mimo iż była to mikro pula :). Kevin z BB wykonuje squeeze do 1700. Ponieważ on może być tam light, to ja tylko wyrównuję i tak samo robi Włoch. Flop miły – 972dd. Kevin do puli 5500 zagrywa mały C-bet za 1200, ja raisuję do 2700 (w ten sposób, nie zagrywając tam all-ina, jestem zbalansowany i mogę mieć też blefy w rangeu). I wtedy dzieje się coś dziwnego. Włoch calluje. Po dłuższym namyśle Kevin pasuje (później dowiedziałem się, że miał TT). Na turn spada Ad. W puli jest 12000, a ja mam jeszcze około 6000. Jeżeli mój przeciwnik ma flusha lub seta, to i tak dojdzie tu do allinów, a ja chcę mu dać opcję blefu, jeżeli ma innego drawa, jak np. T8, więc czekam. On czeka. River As. To co było prawdą na turnie, jest prawdą i teraz. Więc znowu czekam, a mój przeciwnik czeka z 97o. Dziwna ręka, ale rozegrana poprawnie. Dziewczyna z Thee Best Hands, która wykonuje masaż jednemu z graczy przy stole, się z tym nie zgadza i tłumaczy mi, uśmiechając się do mnie ślicznie, że ona by zabetowała ten river, bo quadsy to bardzo mocna ręka 🙂

[Ręka 4] Jakiś czas bujam sie na tych kilkunastu tysiącach w żetonach, aż widzę 99 na UTG. Otwieram do 700. Sprawdza mnie jedna późna pozycja i blindy. Flop 834 różne. Blindy czekają, a ja gram C-bet za 1500 do puli lekko ponad 3000. Późna fold, small blind fold, big blind (Włoch w średnim wieku) raise do 3500. W stacku mam jeszcze około 11000. Omówiłem tą rękę z kilkoma graczami i konsensus jest taki, że jestem tu mniej więcej 50/50 przeciwko jego zakresowi. Takie zagranie to często set, ale z drugiej strony mogą tam być też A8, K8, 98, czy dziwnie zagrane 56. Ze względu na dead money w puli muszę zagrać all-in, co też robię i odpadam przeciwko 84o przeciwnika…

Nie gorsz włoskich babć

Pożyczyłem graczom miłego turnieju i podziękowałem za wspólną grę. Na odchodne Kevin pogratulował mi mojej gry. Zbustowanie w dużym live evencie nigdy nie jest przyjemne, ale po raz kolejny – złoszczenie się na przeszłość nijak jej nie zmieni. Idę więc do bufetu przygotowanego dla zawodników  (niestety płatnego) i resztę wieczoru spędzam rozkoszując się włoskim jedzeniem oraz winem i rozmową z innymi graczami. Pokerzyści z różnych krajów to naprawdę ciekawa grupa społeczna i cieżko się w niej nudzić.

Drugi dzień w Campione miałem wolny i spędziłem go wylegując się na pomoście w pobliżu kasyna z Jeffem i Davidem Sonelinem. Niestety nie dane było nam się popalać, ponieważ wezwano na nas policję! Ta sytuacja była naprawdę chora. Bulwarem nad pomostem, na którym leżeliśmy, przechodziły dwie włoskie babulinki. Zatrzymały się wytykając nas palcami i ironicznie pokrzykując coś w stylu „Che bello, che bello”. Poczekały one na przybycie policji, wyśmiały nas, gdy funkcjonariusze zwrócili nam uwagę, żebyśmy ubrali koszulki, po czym poszły dalej. Był to jeden z tych momentów w życiu w stylu „I don’t want to live in this world anymore”. Te babcie zatrzymały się, żeby donieść, że jesteśmy bez koszulek! Jeżeli były tym zgorszone, to dlaczego po prostu nie poszły dalej, tylko zostały chłonąć to zgorszenie przez dziesięć minut? Myślałem, że takie starsze włoskie panie zajmują się wpychaniem mięsa mielonego z sosem bolognese domowej roboty w swoje wnuki (i wszystkich innych dookoła), a nie utrudnianiem życia (wszystkim dookoła). Finalnie mieliśmy przynajmniej z czego się pośmiać i mogliśmy poczuć się jak mafiosi, których muszą ścigać italscy carabinieri.

Tego dnia dobrze wypocząłem, zjadłem lasagne w knajpce o swojskiej nazwie „All-in”, doczytałem do końca Warbreakera Brandona Sandersona3 i w pełni zrelaksowany poszedłem spać, żeby następnego dnia być gotowym na kolejny turniej.

Koniec części pierwszej

Na dziś starczy. W części drugiej opiszę Side Event, imprezę PokerStars na łodzi, którą na początku mieliśmy dla siebie tylko w 4 osoby, wjazd na górę San Salvatore w Lugano i co mi tam jeszcze palce na klawiaturę przyniosą. Wrzucę też trochę zdjęć w lepszej jakości, zwłaszcza tych z góry, bo tamtejsza panorama jest nieziemska.

Jestem niewierzący, ale nie ma nic przeciwko tradycji, tak więc:

Wesołych Świąt 🙂

Grasiu

1 Na takiej samej zasadzie, jak Obwód Kaliningradzki znajduje się poza głównym terytorium Rosji.

2 Fizoloff zdecydowanie zahaczył mnie na to powiedzenie.

3 Mój ulubiony autor. Absolutnie polecam każdemu. Przygodę z jego literaturą najlepiej wg mnie zacząć od powieści Mistborn.

Kod do rejestracji: POKERTEXAS