Przy szklaneczce JD odc. 23 – Syndrom sztokholmski

W sierpniu 1973 roku w Sztokholmie doszło do jednego z historycznych napadów na bank. Uzbrojeni napastnicy wdarli się do Kreditbanken przy placu Norrmalmstorg w stolicy Szwecji i przez sześć długich dni przetrzymywali w nim grupę zakładników. Po prawie tygodniu działań policji udało się złapać złodziei i uwolnić osoby uwięzione w budynku banku.

Wówczas stało się jednak coś, co przeszło do historii światowej psychologii i kryminalistyki. Oswobodzeni zakładnicy – wbrew wszystkiemu, co można było przypuszczać – nie chcieli w żaden sposób współpracować z policją. Wszyscy, jak jeden mąż, odmówili zeznań przeciwko napastnikom, wręcz zdecydowanie ich bronili. Zachowania i stan psychiczny ofiar napadu opisał szwedzki kryminolog Nils Bejerot, który pomagał wtedy policji. Wyrażanie sympatii i solidarności przez zakładników w stosunku do sprawców nazwane zostały wówczas syndromem sztokholmskim.

Przykładów takich zachowań jest wiele. Bardzo często kobieta gwałcona zakochuje się w swym prześladowcy. Ofiary porwań lub pasażerowie uprowadzonych samolotów stoją murem za porywaczami. Bite żony wciąż są ze swymi mężami, choćby dostawały manto codziennie. Aby nie szukać daleko, to nawet w bajkach dla dzieci mamy przykłady syndromu sztokholmskiego, bo czyż Piękna nie zakochała się w Bestii?

Dlaczego o tym dzisiaj piszę? Ano dlatego, że wychodzi na to, że pokerzyści również przejawiają wszelkie objawy takiego stanu psychicznego, jakim jest syndrom sztokholmski. Zacznę jednak od tego, że do napisania tego tekstu sprowokował i zmobilizował mnie wczorajszy wpis Ace’a Bestiniego, którego niezmiernie szanuję, jako obserwatora sceny pokerowej, uwielbiam jego teksty od zawsze, a prywatnie po prostu bardzo lubię, bo to świetny gość. Ace napisał wczoraj tak:

Pięć lat. Za pięć lat nie będzie czego zbierać. Chociaż „The Deal” na Starsach powisiało tylko chwilkę, to stanowi wisienkę na gównianym torcie, który kroimy od kilku dobrych lat. Zaczęło się to już dawno, Spiny były dopiero gdzieś po drodze. Dziś mówicie: „na Spinach można zarabiać” – tak będzie na hiper-sitkach SuperKO, tak będzie też nawet z Beat the Clock, bo edge znaleźć można nawet tam, gdzie skill stanowi marny procent. Wszystko to, plus Zoom/Rush poker, ruleta w Lobby, All-in-Shootout, losowanie stołów z wejściówkami do MondayMillion i pedalskie promocje rodem z Lotto to produkt, jakiego oczekuje gracz rekreacyjny. Bo rekreacyjny gracz gra w pokera nie dlatego, że akurat poker to jego konik i broszka – gra w pokera, bo pierwiastek hazardu jest języczkiem u wagi. Ten gracz nie wybiera się na „ósemki”, Party i nigdzie indziej, bo żaden room nie ma oferty pokerowej tak zbliżonej do pure hazardu. Dziś mamy sytuację taką, że regulars (a także okazjonalny pasjonat, grający nieregularnie) jest notorycznie dymany przez operatora kosztem mamienia niedzielnych klikaczy z drinem w ręku i kompletnych gumbolów, szukających świeżości po większej wtopie na slotach czy nawet w STSie. Jednym z priorytetowych celów włodarzy PokerStars jest marginalizacja pozycji gracza regularnego/zawodowego, bo to jeden z milowych kroków w kierunku zanęcenia ławicy ryzykantów, którzy w sobotni wieczór nie wiedzą, co zrobić z pieniędzmi, gdy za oknem taka pizgawica. Za pięć lat ponad 50% turniejów będzie miało format hiper-turbo, niszowe gry znikną z niskich/średnich stawek, 50% stołów będzie anonimowych, panował będzie kompletny zakaz używania programów trackujących, a pokerowe lobby wygrzebywać będziemy po zamknięciu pierdyliarda okienek szybkiego siadania do super-rulety 4rollz. Cztery stoły w secie to będzie max. A gdy upadnie dla nas PokerStars, upadnie poker online, bo wszystkie rybki pływać będą w akwarium z gwiazdką, w którego wodzie rekiny nie będą mogły oddychać. Myślicie sobie: „skoro wszyscy najlepsi odpłyną, ja tam zostanę i będę łowił garściami pomimo niekorzystnej aury” – zostaną tam gówno- i pseudo-redzy, blokujący opłacalność. A na „ósemki” czy Party nie przypłynie prawie nikt, bo prawdziwy poker nie będzie miał żadnego przebicia. Kurwa, „The Deal”… True story. Sad story.

Zgadzam się z każdym słowem napisanego tutaj tekstu. Wczoraj pogadaliśmy trochę o całej tej sytuacji z Acem i wyszło nam na to, że pokerzyści – ludzie wydawałoby się inteligentni i wiecznie szukający okazji do wyciągnięcia ze swojej gry jak największego value – ostatnimi czasy przestali używać swoich mózgów. Postaram się Wam wyjaśnić tę tezę poniżej.

PokerStars od momentu przejęcia przez Amayę stał się największym mordercą pokera. Smutne to, ale prawdziwe. Od miesięcy trwa degrengolada giganta, który wprowadza swoje liczne zmiany mające na celu jedynie dwie rzeczy – wydojenie graczy z jak największej kasy (pseudopokerowe loteryjki, kasyno, bukmacherka, cofnięcie wszelkich przywilejów dla graczy itd.) oraz totalne zmarginalizowanie graczy regularnych na własnym sofcie. Klientem numer jeden, tym najbardziej pożądanym i chcianym przez PS, stał się obecnie pokerowy amator, który wpłaci kilka dolarów, poklika, przegra i nic nie będzie chciał w zamian. Za jakiś czas wpłaci ponownie i ten cykl powtarzał będzie wielokrotnie.

Kod do rejestracji: POKERTEXAS

Takim graczom dziwić się nie można, oni mało wiedzą o pokerowym ekosystemie, chcą sobie jedynie miło spędzić czas przy grze w pokera. Ale jak wytłumaczyć zachowanie tysięcy graczy, którzy do tej pory wciąż grają na PokerStars, pomimo tych wszystkich niekorzystnych zmian, jakie tam zaszły w ciągu ostatnich dwóch lat? Chyba ciężko powiedzieć, że są oni nieświadomi tego, że są zwyczajnie – jak to ujął Ace w swoim poście – dymani przez operatora. Przecież każdy, kto już trochę gra w pokera wie doskonale, że polityka największego poker roomu na świecie daleka jest od tej przyjaznej graczom. Oprócz doskonałego softu nie zostało im już tak naprawdę nic. A oni wciąż są wierni i wciąż wracają. Ba, wciąż sobie chwalą i bronią tego operatora! Przypomnijcie sobie teraz początek mojego tekstu…

Akcja policji podczas napadu na Kreditbanken  w 1973 roku

Poker online na PokerStars został już w zasadzie skazany na śmierć. Wy wszyscy, którzy wciąż tam gracie i łudzicie się, że przecież „to się i tak wciąż opłaca” jeszcze o tym nie wiecie, ale ja mówię o tym od dawna, mówię teraz i powtarzać to będę, aż do dnia, w którym gliniane nóżki kolosa nagle się rozpadną. W Czarny Piątek też ciężko było przecież uwierzyć, choć przebąkiwano o tym od dłuższego czasu. PS upadnie i nie jest to kwestia pięciu lat, jak przewiduje Ace. Stanie się to o wiele szybciej. A wówczas będzie tylko płacz, lament i zgrzytanie zębów.

Najgorsze jest to, że PokerStars wpadł również na genialny pomysł, że strzeli sobie również w kolano przy swoich turniejach live. Oczywiście zaraz się odezwą głosy, że to przecież jedynie czarnowidztwo i nikt nie ma żadnych dowodów na to, że będzie źle. Przecież nowe festiwale mogą okazać się sukcesem, prawda? Jasne, mogą. Ale nie muszą. I według mnie nie będą. I nie mówię tego tylko dlatego, że pierwszy festiwal w USA okazał się mega klapą pod każdym względem. Mówię tak dlatego, że zrezygnowanie ze świetnego brandu, z fantastycznie prosperującej marki, jaką bez wątpienia był cykl EPT, to idiotyzm w najczystszej postaci. Równie dobrym pomysłem byłoby zrezygnowanie z produkcji serialu „Gra o tron” przez HBO. Równie dobrze Disney mógłby teraz zakończyć produkcję filmów z serii Star Wars. Nie urywa się łba kurze znoszącej złote jajka!

Nie twierdzę tu oczywiście, że nagle gracze przestaną jeździć na eventy PokerStars. Będą, bo to lubią i wciąż do wygrania będzie spora kasa. Ale ile czasu potrzeba będzie na zbudowanie nowej marki praktycznie od nowa? Albo przez ile czasu będzie się mówiło o Pokerstars Championship, że „to takie nowe EPT”? Hasło „mistrz EPT” znaczy obecnie w pokerze bardzo wiele, to wielka nobilitacja dla gracza, sami o tym wiemy doskonale, bo grzaliśmy się strasznie mocno, gdy wygrywali je Polacy. Jak będzie teraz? Splendor już raczej nie będzie taki sam, ale gracze i tak wciąż będą gnać na kolejne eventy, popychani zakodowanym już na dobre w głowach syndromem…

Zastanawia mnie od dawna, co musi zrobić jeszcze PokerStars, żeby gracze powiedzieli naprawdę i szczerze „dość tego!”. Jak bardzo musi zaleźć ten operator jeszcze za skórę ludziom, żeby wreszcie postanowili się zbuntować, a co za tym idzie przenieść się gdzie indziej ze swoimi dolarami. Metoda „małych kroczków” stosowana przez PS jest bardzo skuteczna – niewielkie, acz znaczące zmiany raz na jakiś czas są po prostu łykane przez graczy znacznie łatwiej, niż nagłe ogłoszenie totalnej rewolucji (choć i taka była, choćby przy okazji skasowania przywilejów dla statusu Supernova Elite). Jednak patrząc już bardzo globalnie, wszystkie te zmiany przewróciły do góry nogami wszystko, co znaliśmy jeszcze dwa lata temu u tego operatora.

Dotychczasowe nieliczne próby buntu ze strony graczy skończyły się niepowodzeniami. Dla Starsów było one tym, czym pryszcz dla nastolatka – niemile widzianym wypryskiem na i tak mocno porowatym już obliczu. Do wyciśnięcia lub przeczekania, aż samo przejdzie. Ale liczba graczy wyraźnie i oficjalnie akcentujących swoje niezadowolenia z działań firmy jest tak nieznośnie mała, że operator leje na nich z góry i śmieje im się w twarz, co z pewnością udowodni już wkrótce wprowadzając kolejne „mega promocje”, „super gry” lub „innowacje” do swojej oferty. I każda wciąż będzie miała na celu jedno – wydojenie z kasy kolejnych frajerów, którzy się na to dadzą złapać. Syndrom sztokholmski wśród graczy ma się doskonale…

Kod do rejestracji: POKERTEXAS