Piątek, 27 listopada 2015 roku, późny wieczór. Siedzę w Hit Casino i relacjonuję przebieg dnia 1C podczas kolejnego finału Polish Poker Series. Wszyscy już od dawna wiedzą, że właśnie jesteśmy świadkiem największego turnieju pokerowego w historii rozegranego w Polsce. Po podliczeniu wychodzi 639 wpisowych do turnieju, Pula nagród przekracza 400.000 złotych, dla zwycięzcy przewidziane jest ponad 90.000 zł. Poprzedni rekord z maja 2015 roku zostaje pobity o blisko 100 buy inów. PPS święci triumf, mimo chorej sytuacji pokera w naszym kraju.
Mija dziewięć miesięcy, sierpień 2016 roku. Dziesiąty, jubileuszowy finał Polish Poker Series to obraz nędzy i rozpaczy w porównaniu do rekordowych finałów w 2015 roku. Wystarczy powiedzieć, że w całym turnieju zagrało tyle osób, co w listopadowym finale w samym dniu 1C. Pula nagród nie osiąga nawet 170.000 złotych (w tym około 30.000 zł dodanych), nagroda dla zwycięzcy ma wynieść ledwo ponad 30.000 zł.
Co wydarzyło się przez te dziewięć miesięcy, że cykl, który odnosił jeszcze przed chwilą spektakularny sukces, nagle został całkowicie olany przez graczy? Gdzie tkwi problem? Co się stało? Kto zawinił? O tym właśnie dzisiaj Wam napiszę słów kilka.
Zacznijmy może od kilku liczb, aby pokazać rozwój, a następnie upadek cyklu.

(* tylko jeden dzień eliminacyjny)
Po tych liczbach widać jak na dłoni, że po pierwsze w 2014 roku pomysł na zorganizowanie finałów chwycił i nawet pomimo wysokiego podatku nasi gracze chcieli grać w końcu w Polsce między sobą, a po drugie, że cykl w 2015 roku notował w zasadzie regularne skoki frekwencji, aż do fenomenalnego pod tym względem finału w listopadzie. Widać również sytuację w tym roku – w lutym jeszcze w miarę, choć i tak spadek widać dość wyraźnie, maj i sierpień to już istna katastrofa (bo jak inaczej nazwać spadek liczby graczy między listopadem a sierpniem po 61%?).
Powodów tej sytuacji jest z pewnością kilka i postaram się dzisiaj opisać te najważniejsze. O czymś pewnie zapomnę, coś pominę, ale myślę, że wnioski będziecie mogli sobie wyciągnąć sami po lekturze tego felietonu bez problemów.
Zacznijmy od tournament directorów, jakby nie było osób dość ważnych przy organizacji takiego cyklu. Całość rozpoczynał w 2014 roku Artur, który poprowadził trzy pierwsze finały. To on zbudował od zera pokera turniejowego w Hit Casino. Ci, którzy pamiętają początki tych gier w Hicie doskonale wiedzą, że Artur wykonał wówczas mnóstwo doskonałej pracy, aby od poziomu kilku stołów w głównej sali kasyna przejść do dużego poker roomu w dolnej sali kasyna. Nie na wiele się to wszystko jednak Arturowi zdało. To właśnie trzeci prowadzony przez niego finał w listopadzie 2014 roku stał się przyczynkiem do nieporozumień pomiędzy nim, a dyrekcją Hita. Został zwolniony i nawet głośna swego czasu petycja do władz kasyna niewiele dała – Artura przywrócono do pracy, ale w kasynie w Krakowie, skąd również szybko go pożegnano.
Swoją drogą z osobą Artura wiążą się nie tylko dobre wspomnienia dla warszawskich graczy. W chwili swego „bezrobocia” zaczepił się na krótko w warszawskim Sharku, gdzie był jednym z dealerów podczas gier turniejowych i cash. Mając dobrą opinię wśród graczy i sporo zaufania zaczął pożyczać na prawo i lewo kasę, której warszawscy gracze nie zobaczyli do dziś. Artur zniknął, ślad po nim zaginął, z nikim się nie skontaktował, kasa przepadła. Taka sytuacja…
Pozycję Artura zajął Kamil. Pomimo początkowych problemów wynikających ze zwyczajnego braku doświadczenia, to do niego według mnie zależy w głównej mierze sukces PPS. Potrafił się szybko pozbierać, wyrobić sobie szacunek wśród graczy, miał fajne pomysły, prowadził wszystko naprawdę na wysokim poziomie, zarówno na finałach, jak i podczas turniejów codziennych rozgrywanych w Hicie. Jednak – o dziwo! – po rekordowym finale w listopadzie 2015 roku Kamil nagle sam zrezygnował z dalszej pracy w Hicie! Wydawać by się mogło, że mając fajne stanowisko i rozbujany doskonale cykl turniejów powinien on siedzieć sobie spokojnie i robić swoje. Kamil jednak jest chłopakiem bardzo ambitnym i interesował go ciągły rozwój, na który zwyczajnie nie pozwalała mu sytuacja w Hit Casino i całej spółce ZPR, do której m.in. to kasyno należy. Jego kolejne pomysły były blokowane na całej linii, więc unosząc się trochę honorem i nie widząc szans na dalszy rozwój zawodowy poszedł swoją drogą.
Naturalnym następcą Kamila został więc od początku roku wspomagający go do tej pory (tak jak wcześniej Kamil Artura) Bartek. Posiadał już również spore doświadczenie nabyte przy Kamilu, z którym współpracował podczas turniejów w Hicie, więc nikogo taka sytuacja absolutnie nie zdziwiła. Problem w tym, że o ile Bartek jest fajnym gościem, to w sytuacjach kryzysowych gubi się, nie umie podejmować racjonalnych decyzji i zwyczajnie brak mu często jaj do tej roboty. A co gorsza dostał do pomocy Anię, młodą krupierkę, która stała się – moim zdaniem – jednym z pierwszych gwoździ do trumny cyklu Polish Poker Series. O ile w codziennych turniejach liczne zatargi pomiędzy Anką i graczami przechodziły bez echa, a jej bezczelność i arogancja jakoś bardzo mocno jeszcze nikogo nie wkurzały, to pierwszym poważnym ostrzeżeniem powinna być sytuacja, jaka miała miejsce pomiędzy nią i mną podczas półfinału na początku maja tego roku.
Kończył się dzień eliminacyjny tego półfinału, gdy nagle na tablicy zostały wyświetlone dwie informacje – lista wypłat i godzina rozpoczęcia dnia finałowego tego turnieju. Przy ponad 130 buy inach do turnieju miejsc płatnych było jedynie dziesięć, a zamiast standardowej godziny 19:30 turniej w sobotę miał się nagle zaczynać (nie wiadomo czemu, bo wcześniej tak był zapowiadany, między innymi w newsie na Pokertexas, wg informacji otrzymanych z samego Hita) o 17:00. Wielu graczy przy stołach podniosło od razu dyskusję na ten temat, bo nie każdemu takie rozwiązanie po prostu pasowało, a kilku mówiło wręcz, że gdyby wiedzieli, że turniej w dniu drugim ma się rozpocząć o tej godzinie, to zwyczajnie zrezygnowaliby ze startu. Podczas jednej z przerw poszedłem więc do Bartka i Anki, aby sytuację wyjaśnić. Pytam „Czemu jest tylko 10 miejsc płatnych?”, dostaję odpowiedź „Bo zawsze tyle było na półfinałach”. Mówię więc – mocno zdziwiony taką argumentacją – że owszem, było, ale wówczas wejściówek do turnieju było zazwyczaj około 80-90, a nie ponad 130, więc należy to zmienić. Bez echa, oni wiedzą lepiej. O godzinie rozpoczęcia dnia drugiego nie usłyszałem żadnego konkretnego wytłumaczenia, a rozmowa stawała się coraz bardziej nerwowa. Gdy w końcu zobaczyłem, że walczę z betonem, od Anki usłyszałem na odchodne takie oto słowa:
– A za to, co teraz zrobiłeś, odpoczniesz sobie po przerwie przez trzy rozdania na sitoucie.
Przyznaję, dostałem szału. Nie, nie zdenerwowałem się. Dostałem prawdziwego szału, co nie zdarzało mi się już od dawna podczas gry! Prawdziwego mega wkurwienia, podczas którego byłem w stanie rozpieprzyć całe to kasyno w drobny mak! Decyzja Anki była tak irracjonalna, tak idiotyczna, tak nie na miejscu, że po prostu dostałem białej gorączki. Oczywiście nie chcąc się zgodzić z sitoutem wlepionym mi za nic (bo uważam, że rozmowa podczas przerwy nie może być powodem do dania mi kary w turnieju, a już na pewno nie może być nim fakt, że pytam się organizatorów o popełniane przez nich błędy) usiadłem do stołu i w trzeciej ręce (podczas której teoretycznie nie powinienem dostać kart, ale krupier mi je rozdał, bo ani Bartek ani Anka nie stali przy stole i go nie pilnowali) wyeliminowałem gracza. Ten oczywiście poleciał na skargę, więc została podjęta decyzja, aby oddać mu kasę za wpisowe i re-entry (WTF??) i po prostu skreślić go z listy uczestników turnieju. Powiedzieć „burdel”, to jakby nic nie powiedzieć. Ogarnął mnie tylko pusty śmiech, a żaden z graczy nie chciał reagować, bo po co się narażać na kolejne sitouty? Jedna debilna decyzja miała być tylko początkiem całej serii kolejnych, nie mniej idiotycznych.
Dwa dni później dostałem bana na miesiąc od dyrekcji kasyna za moje zachowanie. Absolutnie to rozumiem, przegiąłem i to mocno, co zresztą przyznałem od razu podczas rozmowy. Zachowałem się fatalnie, co musiało się spotkać z konsekwencjami. Gorzej jednak, że po całej tej sytuacji Anka oraz Bartek nie dostali nawet słowa nagany od dyrekcji. Wręcz przeciwnie – wszystkie decyzje podjęte były w porządku, nie ma się do czego czepiać. Godziny nie zmieniono (następnego dnia graliśmy o 17), ilości miejsc płatnych również.
Od tej pory nie zagrałem już w ani jednym turnieju w Hit Casino. Wiedząc jednak o całej sytuacji z półfinału gracze co chwila informują mnie o różnych fanaberiach Anki jako prowadzącej turnieje. Straszenie sitoutami to już podobno normalka. Dostała od dyrekcji „zielone światło”, to czym ma się przejmować?
Wróćmy do tournament directorów podczas samych finałów. Jak zapewne większość z Was wie, na finały przyjeżdżają również TD z innych kasyn należących do ZPR w Polsce. Nie każdy jednak wie, że pomiędzy tymi osobami trwa od dawna zażarta walka (już od czasów Artura), choćby o to, kto ma być głównym TD podczas finałów. Ambicje kilku osób sięgają dużo dalej, niż zajmowane obecnie stanowiska, więc tradycyjne „podpierdolki” i podkładanie sobie świń są na porządku dziennym od dawna. Pomimo faktu, że wszystkie finały odbywają się zawsze w Hicie, nie wszyscy potrafią pogodzić się z tym, że to warszawscy TD mają mieć w pewnych kwestiach ostatnie słowo. Trwa więc cicha rywalizacja, o której się oficjalnie nie mówi, ale wszyscy wiedzą, że taka jest. Inna sprawa, że często bardzo ciężko o prawidłowe decyzje, gdy ludzie z innych ośrodków grają na co dzień według innych regulaminów. Tak więc zdarza się, że jeden TD zawołany do stołu podejmuje decyzję X, a niezadowolony gracz woła „swojego” TD, aby uzyskać dla siebie lepszy werdykt Y.
Osobną kwestią, która bardzo często wkurza graczy, jest poziom krupierów na finałach. Powiedzmy sobie szczerze – na turniejach pokerowych w Hicie nie rozdają najlepsi dealerzy. Ci mają za zadanie skubać graczy w grach kasynowych, bo tam przynajmniej mogą dostać napiwki, których za rozdawanie w finale nie zobaczą na oczy. Z dwóch powodów – po pierwsze mało kto je w ogóle daje, a jeśli już coś skapnie, to i tak jedynie dla tego, który rozdaje jako ostatni w turnieju (wiecie już więc chyba, dlaczego tak chętnie warszawscy TD siadają do rozdawania na stole finałowym). Stąd taki, a nie inny poziom rozdawania. Jako że dealerzy przyjeżdżają również z innych kasyn w Polsce, to ci przyjezdni rzadko wybierani są na delegację wśród tych dobrych i doświadczonych w rozdawaniu turniejów (zdarza się wręcz, że ci wyznaczeni na wyjazd uczeni są zasad tuż przed wyjazdem do Warszawy), a i miejscowi to najczęściej świeżaki, początkujący posadzeni do stołów zaraz po kursach krupierskich. Czego więc można się spodziewać?
Tyle o obsłudze. Przejdźmy do organizacji. Jak wiadomo o dotychczasowej frekwencji na poszczególnych finałach decydowały przede wszystkim satelity rozgrywane w kasynach w całej Polsce. Nie ma co ukrywać, że głównie rozgrywane w Hicie satelity przynosiły przed poprzednimi finałami mnóstwo wejściówek. Wielokrotnie zdarzały się turnieje, w których do wygrania było po 15 czy 20 ticketów do finału. A im bliżej finału było, tym więcej tych biletów do wygrania było. Nowi prowadzący wpadli jednak na „genialny” pomysł – zróbmy satelity w niedzielę, zamiast wtorków! Brawo! Niejako z automatu frekwencja w satelitach spadła do minimum, a wiele z nich po prostu się nie odbyło. Ale czego się można spodziewać, jeśli nawet początkujący pokerzysta wie, że w niedzielę wieczorem, to się siedzi przed komputerem i gra online, a nie idzie grać do kasyna? Policzcie sobie – trzy miesiące grania satelit cztery razy w miesiącu po średnio 7-8 wejściówek na jeden turniej. Tylu właśnie wejściówek brakuje między innymi na dwóch ostatnich finałach. A teraz doliczcie sobie do tego również wejściówki z satelit online, które już również przez ostatnie pół roku nie są rozgrywane na Redbecie, dojdzie Wam kilka kolejnych brakujących osób.
Teraz czas na omówienie terminów rozgrywania finałów. Te podczas ostatnich dwóch turniejów były po prostu fatalne i z pewnością miało to swoje odzwierciedlenie we frekwencji. W maju można było stawiać pół na pół – czy długi weekend majowy spowoduje wzrost czy spadek ilości graczy na turnieju? Odpowiedź nadeszła szybko. 361 wpisowych było najgorszym wynikiem w historii (nie liczę tu pierwszego finału, który miał tylko jeden dzień eliminacyjny), gracze wybrali weekendowy odpoczynek niż walkę przy pokerowych stołach. Ale to nic, bo termin sierpniowy okazał się jeszcze gorszy. Zorganizowanie finału w środku wakacji to pomysł tak poroniony, że chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć, że musiało się to tak skończyć. Wielu zawodników po prostu było w tym czasie na urlopach i wyjazdach i nawet gdyby chcieli, to by na finał nie dotarli. Osobną kwestia jest w tym przypadku również fakt, że większość najlepszych pokerzystów w tej chwili walczy w Barcelonie i dla nich ten termin jest już w ogóle mega chybionym pomysłem. A jak wiadomo nie od dziś, to również udział naszych największych gwiazd ściągał na finały wielu graczy, którzy chcieli choć przez chwilę poczuć się jak zawodowcy, grając przy jednym stole z Dimą, Frankiem, Sosickiem czy Tegesem. W ostatni weekend nie mieli na to najmniejszych szans.
Z pewnością małą cegiełkę do całokształtu dorzuciła decyzja o zaprzestaniu przygotowywania cateringu dla graczy podczas finałów. Osobiście nie uważam, żeby to miało jakieś kluczowe znaczenie, ale wiem na pewno, że wielu graczy zwyczajnie się wkurzyło na taką sytuację. 60 zł pobierane w każdym wpisowym wydaje się kwotą dość sporą, w której można było zmieścić również posiłek dla graczy. Z pewnością wyglądało to o wiele bardziej profesjonalnie, niż informacja rzucona do mikrofonu podczas lutowego finału (pierwszego bez obiadu) przez Bartka: „Zaczynamy przerwę obiadową. Jeśli ktoś jest głodny, to przed kasynem stoi food track i tam możecie się najeść”. Cała sala gruchnęła najpierw śmiechem, a zaraz potem podniosły się głosy niezadowolenia, choćby dlatego, że nikt o tym graczy nawet nie uprzedził.
W ostatnich tygodniach podniosło się wiele głosów, że finał nie był w żaden sposób promowany i wielu graczy nie znało nawet terminu rozgrywania turnieju. Tu przejdziemy do mojej współpracy z Hit Casino przez ostatnie prawie dwa lata i do tego, jak to się zakończyło. Jak mogliście zauważyć napisałem pięć relacji z finałów PPS. Ostatnią w listopadzie 2015 roku, gdy byłem już redaktorem naczelnym Pokertexas. Ten właśnie finał był rekordowy. Absolutne rekordy poczytności osiągnęła również pisana przeze mnie relacja. Niestety, nie dostałem za nią do tej pory wynagrodzenia… O braku wypłaty dowiedziałem się zresztą już po zakończeniu mojej pracy. Fakt faktem, moje dobre układy z dyrekcją kasyna zaowocowały choćby świetnym festiwalem Jack Daniels Poker Cup w styczniu, ale i tak niesmak gdzieś tam pozostał. Machnąłem ręką…
Siłą rozpędu promowałem jeszcze finał lutowy, ale już w maju (po opisanym przeze mnie zakazie) oczywiście sobie podarowałem. W lutym relacja z finału nie była nawet przewidziana, Raz – nie dostałem przecież kasy za poprzedni, dwa – na Hita ktoś doniósł do Służby Celnej. Donos dotyczył oczywiście tego, że kasyno niezgodnie z ustawą promuje pokerowe turnieje. Plotka głosi, że za donosem stoi kasyno Olympic, ale ile w tym prawdy nie mam pojęcia. Tak czy inaczej kontrola SC w kasynie była, miałem być ponoć nawet wzywany, ale żadnego wezwania nie dostałem. Sprawa rozeszła się po kościach.
Gdy zaczynałem współpracę z Hitem postanowiłem założyć fanpage PPS na Facebooku. Z pewnością wielu z Was go obserwuje. Jako że kasyna nie mogą mieć nawet swoich stron internetowych, a przez chorą ustawę nie dysponują nawet żadnymi środkami promocji swoich turniejów pokerowych (dodam – legalnie organizowanych, co jest już totalną bzdurą), był to dobry sposób, aby dotrzeć do polskich graczy z informacjami o turniejach w Hicie czy Pałacu. Gdy zostałem naczelnym Pokertexas pojawiały się również informacje o satelitach, półfinałach, harmonogramach turniejowych czy samych finałach. Wszystko oczywiście w ramach dobrej współpracy między mną a kasynem. Gdy w maju dostałem bana miarka się jednak przebrała. Nie dość, że zostałem potraktowany jak śmieć przez Ankę, która jest młodsza nawet od mojego syna, to na dodatek moje próby wytłumaczenia się nie były nawet wysłuchane. Chyba sami rozumiecie, że nagle przestałem mieć ochotę na pracę przy promocji finałów, na dodatek pro bono. Relacja z majowego finału była nawet w planach, ale oczywiście przez całą tę sytuację do niej nie doszło. Może to i zresztą dobrze, bo warunki do pracy miałem mieć drastycznie gorsze niż do tej pory (miałem robić relację z turnieju poza kasynem i nie mogłem w niej umieszczać zdjęć robionych aparatem! sic!).
Jeśli ktoś nie rozumie, jaką rolę w turniejach pokerowych spełniają relacje, to mogę powiedzieć – na bazie moich wieloletnich doświadczeń – tylko tyle, że zazwyczaj dodają one do turnieju między 30% a 50% dodatkowych graczy. Szczególnie widać to przy turniejach z kilkoma dniami eliminacyjnymi, gdzie ludzie czytając co się dzieje podczas pierwszych dni, podejmują w ostatniej chwili decyzje o udziale w turnieju i przyjeżdżają po prostu na miejsce dołączając do uczestników z pierwszych dni. To właśnie dlatego ostatnie dni eliminacyjne tak często kończą się brakiem miejsc, głównie przy niższym capie. Na finałach, z których pisałem relacje, widać to było dobitnie, bo często zdarzały się w dniu 1C kilkudziesięcioosobowe waiting listy. Zabrakło relacji, zabrakło promocji, zabrakło więc graczy…
Zresztą o samym marketingu w Hicie można napisać też książkę. Nie będę się tu rozpisywał za mocno, bo nie ma to sensu, podam Wam tylko jeden przykład. Odwiecznym problemem podczas turniejów w Hicie jest brak sponsorów. Najzwyczajniej w świecie ich dział marketingu nie umie takich pozyskać, więc spadało to na innych (przed High Rollerem w sierpniu 2015 sponsorów szukał np. Matt). Przed finałem w lutym 2015 roku w ostatniej chwili załatwiłem sponsora, którym został jeden z legalnych bukmacherów – Totolotek SA. W myśl mojej umowy z prezesem firmy, Totolotek miał dodać do puli nagród dwóch kolejnych finałów po 5.000 zł. Może nie są to jakieś wielkie pieniądze, ale dostaliśmy je na szybko, bez problemów, dodatkowo dostałem gadżety na konkursy, które rozdałem podczas relacji. Sprawę w swoje ręce przejął dział marketingu, bo ktoś musiał przecież podpisać oficjalną umowę. A jak już przejął to dział marketingu, to na kolejnym finale, w maju 2015, nagród dodatkowych od Totolotka nie było… Zamiast tego kasę wzięto na opłacenie reklam Totolotka wyświetlanych w kasynie przez jakiś czas po lutowym finale. Gracze polizali łapę.
A teraz jeszcze „szczęśliwe zakończenie”. Po akcji z moim pierwszym majowym banem odechciało mi się grać w turniejach w Hicie. Za to spędzałem nadal czas w kasynie, grając sobie w ruskiego pokera. Tak, wiem, gra kasynowa, bla bla bla. Ale ja akurat grać w „ruska” lubię, podobnie jak spora grupa ilość warszawskich graczy. Mimo tego, że na różne sposoby chciano mnie z Hita usunąć na dobre (cofnięto mi choćby mój status VIP, który miałem tam od dawna), to regularne wysokie wygrane na ruskim rekompensowały mi inne niedogodności. Gdy wróciłem w dniu 1 sierpnia z relacji z Ołomuńca, gdzie siedziałem cały tydzień, dowiedziałem się nagle, że mam zakaz wstępu do Hita. Na pięć lat! Do kasyna wszedłem normalnie, a o wszystkim dowiedziałem się od jednego z kierowników, gdy chciałem zasiąść do gry.
Ale to nie koniec. Kilka dni po tym wydarzeniu wyjechałem na urlop. Wróciłem w ostatni piątek po dwóch tygodniach nieobecności w Warszawie. Jednak po otrzymaniu informacji o fatalnej frekwencji w dniu 1A finału napisałem na swoim fanpage’u takiego posta…

To było w czwartek, tuż przed moim powrotem do domu. Gdy wróciłem w piątek do Warszawy, pierwszą informacją, jaka do mnie dotarła była taka – JD, masz bana również na wszystkie inne kasyna należące do ZPR. I również na pięć lat.
Wnioski wyciągnijcie sobie sami, nie trzeba wielkiego intelektu, żeby domyślić się, co się wydarzyło. Ja ze swojej strony nie mam na dziś już nic więcej do napisania, a gracze sami zdecydują, czy będą chcieli nadal brać udział w turniejach organizowanych przez Hit Casino i kolejnych finałach PPS. Chętnie poczytam również Wasze przemyślenia dotyczące całej sytuacji (głównie od uczestników finałów i regularnych graczy turniejów na Kruczej).
Na koniec tylko takie moje skojarzenie, słynne słowa Chochoła w zakończeniu „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego:
Miałeś, chamie, złoty róg,
miałeś, chamie, czapkę z piór:
czapki wicher niesie,
róg huka po lesie,
ostał ci się ino sznur,
ostał ci się ino sznur.



![WPT Global: rozpoczęły się satelity do Polish Poker Championship w Bratysławie [darmowe turnieje] WPT Global Polish Poker Championship](https://pokertexas.net/wp-content/uploads/2026/09/800x533-3-100x70.jpg)
