Polish Eagles – Genesis

6

Long time no see… – czyli Kądziel wraca do pisania bloga. Witam serdecznie wszystkich Czytelników. Po kilku latach powracam z blogiem na PokerTexas. Nie ukrywam, że dość długo nie pisałem, jednak mam nadzieję, że nie wyszedłem z wprawy i moje wpisy będą równie dobrze odbierane, jak te kilka lat temu.

Tak, szybko ten czas leci… Pamiętam jakby to było wczoraj, ten moment, w którym wszedłem do lokalnego pubu i zobaczyłem przy zielonym stole ludzi przerzucających żetonami i kartami. To było 10 lat temu. Podszedłem, spytałem czy można zagrać, usiadłem, zagrałem i tak mi się spodobało, że gram do dziś. Poker – hobby, pasja, które przerodziły się w sposób na życie.

Zacznijmy od tego, co mnie skłoniło do powrotu do pisania bloga.

Bardzo, bardzo niedawno temu, bardzo, bardzo daleko stąd, podczas wakacji dwóch przyjaciół businessmanów, pasjonatów pokera, wpadło na pomysł stworzenia polskiego teamu pokerowego. Minęło kilka tygodni, doszło do kilku rozmów i Arek „Thetan” Olszowy wraz z Michałem „Miszą” Wejnerem postanowili wdrożyć swój plan w życie. Około dwóch tygodni temu dostałem telefon od Arka, którego znam jeszcze z czasów, kiedy dla PokerTexas prowadziłem relacje live z turniejów. Wielu z was może tego nie pamiętać, bo było to dość dawno temu. Tak, kiedyś zamiast livestreamów prowadzone były relacje pisemne. Nawiasem mówiąc Arek „Thetan” Olszowy zajął wtedy drugie miejsce podczas Unibet Open Ryga. Arek przedstawił mi wizję powstania polskiej drużyny pokerowej, która miałaby walczyć pod jednym godłem na arenach europejskich, podczas średniej wielkości festiwali pokerowych. Jakiś czas temu byłem członkiem „UvsPoker Team Poland” i wiedziałem z autopsji, że uczestnictwo w takich przedsięwzięciach to czysta przyjemność, masa doświadczenia, zwiedzenie wielu miejsc i poznania dużej grupy świetnych ludzi, z którymi koleguję się i przyjaźnię do dziś. Te wszystkie czynniki, super skład oraz świetne warunki spowodowały, że wykonałem najszybszy call na świecie.

Kilka dni później odezwał się do mnie mój znajomy Błażej „Wombat” Przygorzewski i oznajmił, że będziemy kumplami z drużyny. Wombata poznałem jakiś czas temu podczas festiwalu w Pardubicach. Błażej to młody, świetny pokerzysta, z roku na rok niesamowicie się rozwijający. Byłem bardzo zadowolony z wyboru szefostwa teamu, gdyż jest to zawodnik, który będzie osiągał bardzo dobre wyniki (przypomnijmy trzecie miejsce na Eureka Poker Tour w Wiedniu), co zaowocuje rozwojem teamu. Przecież jasne jest, że im lepiej nam będzie szło, tym więcej i wyżej będziemy grać. Obiecaliśmy sobie, że damy z siebie wszystko i przeszliśmy do obmawiania szczegółów, planowania wyjazdów i przede wszystkim wymyślenia dobrej nazwy dla teamu. Wombat napisał mi, że zajebistym pomysłem są nazwy drużyn zawierające groźne zwierzę w nazwie, tak jak jest to w przypadku Global Poker League. Tam mamy między innymi Moscow Wolverines czy Berlin Bears. Pierwsza myśl to Polska, więc niech będzie Polish, druga to jakie zwierzę kojarzy mi się z Polską. Od razu pomyślałem – orzeł. Rzuciłem do Błażeja – A może „Polish Eagles”? Usłyszałem, wooooo, dobre :D. Zaproponowaliśmy nazwę Michałowi i Arkowi, a ta szybko im przypadła do gustu. Tak HTC Lumifil Poker Team czyli pierwotna nazwa, przekształcił się w Polish Eagles Poker Team.

Przecież kto nie chciałby być „polskim orłem”?

Tak powstał Polish Eagles Poker Team. Wydaje mi się, że nazwa jest świetna, łatwa do zapamiętania i będzie się dobrze kojarzyła, a zarazem siała postrach przy stołach :p Chciałbym nadmienić, że jestem niesamowicie szczęśliwy mając możliwość brania czynnego udziału w tym projekcie i jestem pewien, że wiele razem osiągniemy.

Obecnie jesteśmy w trakcie prac nad logo teamu, ale już niebawem zostanie ono przedstawione.

Kilka dni później okazało się, że jedziemy do Bukaresztu na Eureka Poker Tour. Bilety i hotel zabookowane, my zwarci i gotowi meldujemy się na lotnisku Okęcie w Warszawie i wyruszamy na pierwszy wspólny festiwal.

Po szybkim śniadaniu wsiadamy do samolotu, lecimy do stolicy Rumunii z przesiadką w Belgradzie. Odbieramy bagaże, pakujemy się do busa i ruszamy po Bukareszcie w kierunku hotelu. Meldujemy się, zostawiamy bagaże, chwila na odświeżenie i idziemy na wspólną kolację do nieopodal położonej restauracji. Poker room, w którym rozgrywana była Eureka, mieścił się w Hotelu Intercontinental, położonym 50 metrów od naszego hotelu. Najedzeni i z bojowym nastawieniem ruszamy na satelitę do Dnia 1b Main Eventu. 215 buy inów i 30 wejściówek uzbierało się w puli. Początek dość spokojny, jednak z biegiem czasu powiększałem swój stack. 8.000 żetonów udało mi się zamienić w 30.000. W satelicie zostało już tylko 50 osób, blindy wynosiły 800/1600/ante2000. Lokalny gracz na UTG podbił 4000, a gdy akcja doszła do mnie podniosłem KK. Niedługo myśląc zagrałem za wszystko, licząc na sprawdzenia. Dostałem szybki call i przyszło mi się mierzyć z AK. Niestety, as spadł na flopie i zostałem z 2bb, a pot praktycznie dający wejściówkę uciekł do rywala. Odpadłem w kolejnym rozdaniu i zniesmaczony poszedłem spać.

Main Event – kolejnego dnia o 12:00 lokalnego czasu rozpoczynał się dzień 1b Main Eventu. Po śniadaniu udaliśmy się zapisać do turnieju i wszyscy w czwórkę usiedliśmy do gry. 25k chipsów na start, to sporo i wydawało by się, że ciężko jest szybko to stracić. Tak też myślałem, aż do blindów 50/100, na których miałem już 30.000 w stacku. Lokalny gracz zlimpował z UTG, UTG+1 przebił do 400, na co ja odpowiedziałem 3betem do 1.150. Obaj przeciwnicy dołożyli i trzech obejrzeliśmy flopa A44 z dwoma pikami. Szybkie checki do mnie, ja mając AK off decyduję się cbet w wysokości 1400, na który UTG odpowiada raisem do 5.000, kolejny gracz spasował i akcja doszła do mnie. Gracz do tej pory rozgrywał wiele rąk, jednak widać było, że jak trafia to nie pasuje. Szybko wykluczyłem, że przebija mnie z 4ką lub dwoma, więc zostały dwie opcje – słabszy as lub flush draw. Postawiłem przeciwnika na all inie za 23k total, a ten sprawdził w sekundzie. Odkryłem swoje karty, a ten pokazał 89 w pikach. Turn bezpieczny, ale na river spada 3pik i wielka pula odjeżdża, a ja spadam na niecałe 7.000 w stacku. Welcome to Romania, sir. Przez ponad 2h mój stack wahał się miedzy 4 a 10 tysięcy i kiedy na blindach 200/400/a50 na 14bb na małym blindzie dostałem parę 66, to zagrałem all in w odpowiedzi na podbicie z buttona. Gracz sprawdził i pokazał parę AA.. Niestety dość pechowe rozdanie z AK spowodowało, że odpadłem dość szybko i byłem bardzo niezadowolony z wyniku.

Błażej z Michałem walczyli w Main Evencie do końca i obaj przeszli do dnia 2 Eureki. Arek poszedł odpocząć, a ja zacząłem walkę w Side Evencie Pot Limit Omaha 8max. W turnieju zagrało 24 zawodników, a organizatorzy przewidzieli 4 miejsca płatne. Dość szybko nabudowałem się wyrzucając po kolei dwóch rywali. Blindy 800/1600 i zaczyna się Final Table, na który wchodzę z trzecim stackiem. Po kilku rozdaniach wchodzę na BB i dokładam na 5tego z AT86 double suited w kierach i pikach. Flop AT7 rainbow, jest dla mnie jednym z lepszych, Zdecydowałem się zagrać jako pierwszy za 12.000, spasowali wszyscy do buttona, który był ostatnim przeciwnikiem, a ten zagrał raise pot i doszło to all inów. Przeciwnik pokazał AQ94, spodziewałem się w najgorszym wypadku seta 777, ale głównie drawów do strita. Showdown zatem świetny. Turn 7, river 7 i obaj zostaliśmy z tripsem w ręku. Niestety moje kickery to AT, a przeciwnika AQ i odpadam w gigantycznej puli, gdzie znajdowało się ponad 1/3 wszystkich żetonów w grze…

No cóż, nie od razu Rzym zbudowano. Kolejnego dnia Wombat i Misza ruszyli do walki o główną nagrodę, jednak niestety pożegnali się z turniejem przed miejscami płatnymi. Szczególnie szkoda Błażeja, który miał już sporo żetonów i wpadł z AK pod AA, w efekcie czego nie udało mu się doczołgać do miejsc płatnych i odpadł około 5 osób przed kasą. Tego dnia zagraliśmy jeszcze w Bucharest Cup za €330 i wieczornym turbosie za €220. Niestety kolejny raz nie udało się osiągnąć satysfakcjonującego wyniku. Z Cupa poleciałem 2 levele przed końcem dnia przegrywając 77 na AQ i na shorcie KJs vs K4o vs AK 🙁 W turbosie doszło do jednego z najdziwniejszych rozdań w moim życiu. Mianowicie po limpie na 150/300 a25 przebiłem do 1200 i dostałem call. Flop 934 przeczekany. Turn 9 zagrywam z pozycją za 800, przeciwnik sprawdza i po A na riverze zagrywa 2300. Ja all in za 7k on call i wyświetlam rękę, a przeciwnik niezadowolony muckuje. Jako że na all inach ręce muszą być pokazane, krupierka odwraca – uwaga uwaga KQ. Tak też byłem mocno zdziwiony. Gracz ten dość szczęśliwie dwukrotnie się podwoił i sprawdził raise do 900, ja dołożyłem z buttona na 3ciego i dołączył jeszcze big blind. Mam JT w treflach, flop AKQ dwa kara, jest chyba jednym z lepszych dla mnie. Blind i agresor czekają, a pan od KQ zagrywa overbet za 5000. Ja przebijam all inem i zostaję sprawdzony przez A2of z dwójką karo. Turn 9 karo, river 5 karo i kolejny potężny badbeat staje się faktem. Chwilę później gram 3bet all in z AQ w trefach i trafiam na JJ rywala. Pomoc nie nadchodzi i żegnam się z turniejem.

Trzy dni za nami, a my bez miejsca płatnego… Gorzej być nie mogło. W sobotę po obiedzie Orły z lekko podciętymi skrzydłami zasiadły do turnieju KnockOut. Zapowiadało się na katastrofę, gdyż dość szybko oddałem pół stacka z 12.000 nie trafiając dwóch drawów. W tym momencie mój stolik został rozwiązany i trafiłem na nowy, na którym usiadłem na UTG+1 i podniosłem TT, a gracz przede mną zagrał all in za 3200, ja swojego za 5700 i big blind kusząc się na 2 bounty po 100€ dołożył z 93 w kierach. O dziwo, udało się utrzymać i zdobyć pierwszy skalp. Chwilę później wyrzucam kolejnego gracza QQ na 88 i następnego K4o vs QT. Mam 3 bounty, niezły stack i dowiaduje się, że Wombat również wyeliminował już trzech rywali. Pierwszy cash stał się faktem. Niestety, po przerwie trafiłem gutshota, a mój przeciwnik tego samego, tylko dającego mu wyższego strita. Oddałem większość stacka i po raz kolejny zmiana stołu. Trafiam na stół z Błażejem, a ten wywala kolejnych dwóch graczy na moich oczach budując się do 100k i terroryzuje stolik. Chwilę po tym skrócony gram all in z 44, a Wombat dokłada z KJ. K na flopie i już się mam zbierać, a tymczasem na river spada dająca mi seta 4. Podwajam się i dochodzi do kolejnego rozbicia stołu. Na nowym gram za 3/4 stacka A8s vs KK. Trafiam dwie pary, ale niestety przeciwnik seta i chwilę później odpadam A8 na 22. Skończyłem około 30 miejsca na 111 graczy. Było nieźle i humory się poprawiły, tym bardziej, że Wombat wjechał na stół finałowy. Za pięknie być nie mogło i po przegraniu 70/30 Błażej przegrywa strit na strita i odpada 9ty. Niemniej jednak udało się łącznie scashować €1500 i w końcu nabraliśmy troszkę wiary w siebie.

Ostatniego dnia zagraliśmy jeszcze w turnieju Hyper Turbo EPT Edition, gdzie szło mi całkiem nieźle, ale wpakowałem się z AQ w pikach na KK rywala, w konsekwencji czego z shorta nie dałem rady JT suited vs KT off. Najdalej doszedł Misza, skończył 15ty, a było 13 miejsc płatnych. Było bardzo blisko ale jego AK przegrało z JJ.

Reasumując zagraliśmy kilka turniejów, ale przy dość pechowym runie nie udało się uzyskać profitu. Niemniej jednak zarówno ja, jak i Błażej jesteśmy bardzo zadowoleni z gry i dyscypliny przy stole. Wszyscy przetarliśmy szlaki i z podniesionymi głowami wróciliśmy do Polski. Był to ciekawy wyjazd, na którym doszliśmy do wielu wniosków i porozumień. Najbardziej cieszy team spirit, czyli duch zespołu, który zrodził się w nas. Cztery różne charaktery i czterech różnych wiekowo gości zaczęło się świetnie dogadywać na każdej płaszczyźnie, dzięki czemu przynajmniej ja czułem się jakbym spędzał czas z najlepszymi kumplami, których znam od lat. Przypuszczam że wszyscy zaczęliśmy się czuć jak drużyna i jedność.

Kolejnym naszym przystankiem będzie WPT National Cannes na początku czerwca. Polish Eagles powinni się tam zameldować z nowym logiem, w którym będzie biało-czerwony groźny orzeł. Trzymajcie kciuki, a może przy odrobinie szczęścia i przede wszystkim dobrej postawie przy stole uda się sięgnąć po duży wynik.

Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do przeczytania kolejnego wpisu tuż po powrocie z Francji.

6 KOMENTARZE

  1. Pytanie do Kądziela czy żeby był w teamie trzeba pozować z rękami w kieszeni? To jakiś Wasz znak firmowy czy tak wyszło?

    • Ciesz się, że w ogóle ktoś Ci chciał dać 10$ za te nędzne wypociny. Zobacz choćby bloga Kądziela i naucz się pisać choć w 10% w taki sposób.

      Kądziel, dobry wpis, czekamy na więcej!

Comments are closed.