Pokerowa majówka

Wyjazd zaplanowaliśmy na czwartek z samego rana. Jak przystało na zwariowaną grupkę pokerzystów już w pociągu razem z Jackiem Danielsem i Gondarem rozpoczęliśmy partyjkę 3-5-8, która zakończyła się moją niewielką wygraną. Potem jeszcze szybka partyjka w tysiąca, tym razem Jack Daniels nas wręcz zmiażdżył i już dojeżdżamy do Sopotu.

Dojeżdżamy do hotelu (Villa Aqua) naprawdę rewelacyjne miejsce i po szybkim obiedzie i krótkim odpoczynku całą grupą udajemy się na basen. Tam kilka godzin szaleństw na zjeżdżalniach i dzikiej rzece zakończone kilkoma siniakami, na koniec wizyta w saunach i wracamy do hotelu.

Po kolacji sala konferencyjna hotelu zamienia się w pokerroom z prawdziwego zdarzenia. Przygotowujemy do gry dwa stoły i rozpoczynamy turniej, w którym zagrało 15 osób. Dla mnie niestety turniej zakończył się bardzo szybko, kiedy moje QQ spotkało się z dwoma asami Palo. Udało mi się więc zająć zaszczytne ostatnie miejsce i mogłem spokojnie obserwować wydarzenia na bu stołach. Wszystkim w pamięci zapadło rozdanie pomiędzy Jackiem Danielsem i Sylwkiem. Obaj zagrali alliny preflop – JD pokazał KK, a Sylwek AA. Pierwsza karta na flopie to As zaraz za nim Król, na turnie kolejny Król i JD wygrywa to niesamowite rozdanie. Okazało się, że nie był to koniec ciekawych rozdań…

Wraz z odpadaniem kolejnych graczy otworzyliśmy stolik. Ja pograłem tak sobie, bez większych rewelacji, ale udało się odrobić wpisowe do turnieju i jeszcze zrobić mały plusik. Szalał za to Gondar, który trafiał wszystko, a każdy river poprawiał jego układ. Wystarczy tylko przytoczyć jedno rozdanie, w którym podbicie Soprano zostało sprawdzone przez kilku graczy, więc i Gondar postanowił poszukać szczęścia ze swoim 2-8 :). Niski flop oczywiście z dwójką i ósemką i dwie damy Soprano zostają pokonane i tak przez całą noc…

Na piątek specjalne atrakcje mieliśmy zaplanowane dopiero na wieczór więc po śniadaniu, na które udało się dotrzeć o czasie – śniadanie było do 11:00, ja dotarłem do restauracji o 10:58 :), odpaliłem laptopa i sprawdziłem jak nadmorski klimat wpływa na grę online. Okazało się, że całkiem nieźle więc spokojnie można było udać się na obiad. Po obiedzie, ryzykowna decyzja o powrocie do hotelu spacerem, wszystko było dobrze prawie do samego końca, gdzie czekały na nas umiarkowanej wysokości schody. Zasapani i zmęczeni, ale w końcu dotarliśmy do hotelu. Przed wieczornym bowlingiem, jeszcze szybka partyjka 3-5-8 z JD i Gondarem, po raz kolejny zakończona moim zwycięstwem i sromotną porażką Gondara i w dobrych humorach udaliśmy się na kręgielnię.

Bowling

Wszyscy ciekawi byli co pokaże były reprezentant Polski w tej dyscyplinie, czyli Jack Daniels. Trzeba przyznać, że rzucać kulkami to Jack naprawdę umie bardzo dobrze. Niezrażony jego popisami przystałem oczywiście na side bety, otrzymałem 40 punktów handicapu i zacząłem przegrywać partię za partią. Muszę się jednak pochwalić, że pomimo zakończenia bowlingowego wieczoru na minusie udało mi się wygrać jedną grę z Jackiem i to bez handicapu!!! Może też powinienem spróbować swoich sił w reprezentacji 🙂

Po bowlingowej sesji część naszej grupy postanowiła ponownie zasiąść do gry, a część udać się na miasto i pozwiedzać sopockie kluby. Ja tym razem zostawiłem karty z boku i udałem się na wycieczkę Sopot by night. Na początek bad beat, prawie przed każdym klubem kolejki do wejścia. Stanęliśmy więc w kolejce do "Tropikalnej Wyspy" i po prawie 30 minutach stania zorientowaliśmy się, że ta kolejka nic a nic się nie porusza. Po prostu klub przepełniony i nikogo nie wpuszczali. Przenieśliśmy się więc do innej kolejki, ta już na szczęście poruszała się dość szybko i w końcu znaleźliśmy się w środku. Najpierw wizyta przy parze, później parkiet, na którym prym wiódł Sienia, dla którego taneczny wieczór zakończył się kontuzją nogi :). Ja dość szybko bo już przed czwartą wracam do hotelu, w końcu z samego rana mamy zaplanowaną poważną walkę podczas paintaballowej rozgrywki.

Samobój podczas Paintballu

Paintball miał się rozpocząć o 10:30, w związku z tym poranek był bardzo ciężki, ale 12 osób stawiło się na zbiórce w recepcji. Reszta odsypiała nocne szaleństwa. Po dotarciu na miejsce przebraliśmy się w kombinezony, podzieliliśmy na dwie drużyny i rozpoczęła się super zabawa. Moja drużyna wygrywała pojedynek za pojedynkiem. Z ciekawszych wydarzeń to udało mi się ustrzelić Maćka, który dostał dwie kulki w plecy z 1 metra. Co ciekawe Maciek był w mojej drużynie 🙂 No cóż, czasami na wojnie człowiek nie panuje nad nerwami :P. Sorry Maciek.

Kod do rejestracji: POKERTEXAS

Mnie udało się jeszcze zaliczyć jeden ciekawy upadek podczas, którego prawie zgubiłem zęby i pistolet, ale szczęśliwie wszystko skończyło się dobrze i nie licząc kilku siniaków u każdego bez większych obrażeń. Na koniec wygrana drużyna otrzymała beczułkę piwa, którą skonsumowaliśmy wszyscy razem na miejscu. W rolę barmana wcielił się Krawiec, po nalaniu kilku pierwszych kufli, w których znajdowała się sama piana zaczęliśmy mieć pewne wątpliwości, czy uda nam się cokolwiek wypić, jednak trening czyni mistrza i potem poszło już z górki. Krawiec ma nowy fach w ręku.

Popołudnie Side Betów

Zmęczeni wróciliśmy do pokojów i razem z Soprano i Gondarem postanowiliśmy pojechać na obiad. Po obiedzie czekając na resztę grupy postanowiliśmy najpierw udać się do…kasyna. Niestety kasyno było otwierane dopiero o 17:00 i nie chciało nam się czekać. Po drodze był mały salon z automatami i od tego zaczęło się popołudnie side betów.

Najpierw zagraliśmy w salonie w koszykówkę i wygrałem, jak się okazało był to dopiero początek mojej dobrej passy. Za chwilę obstawiamy po jednej cyfrze jaka powinna się znajdować na rejestracji samochodu. Szybki bieg i okazuje się, że zarówno ja jak i Soprano trafiamy nasze cyfry, a Gondar wypłaca. Jak można obstawić, że na rejestracji będzie szóstka – ewidentny brak skilla 🙂

Potem jeszcze obstawiamy cenę kukurydzy w budce, tym razem to ja i Gondar wygrywamy, a Soprano przegrywa. Następnie obstawiamy imię kelnerki w restauracji, niestety żaden z nas nie postawił na Judytę. Po drugiej stronie ulicy jest kantor więc teraz przyszedł czas na obstawienie kursu dolara i po raz kolejny to ja wygrywam – pomyliłem się tylko o 1 grosz.

Tego dnia po Sopocie maszerowały różne orkiestry dęte więc gdy usłyszeliśmy muzykę szybko obstawiliśmy ilość grajków orkiestrze. Soprano 24, ja 28, a Gondar zaskoczył wszystkich mówiąc 48!!! W orkiestrze szło 19 muzyków i pierwszy side bet przegrany. Potem jeszcze szybka zgadywanka, z którego roku będzie pierwsza wyciągnięta z kieszeni przez Krawca moneta i po raz kolejny wygrywam. Złapałem dwóch dawców i dzięki temu miałem bardzo udane popołudnie 🙂 Jednak tylko do czasu…

Poszliśmy do knajpki na plaży i tam zasiedliśmy do konsumowania drinków. Kiedy przyszło do płacenia Soprano zaproponował "Credit Card Roullete", czyli losowanie, którą kartą płacimy za rachunek. Niestety tym razem to mi zabrakło skilla i wylosowana została moja karta. A już było tak miło 🙂

Ostatni wieczór musiał oczywiście upłynąć pod znakiem Holdema. Najpierw szybki 10-osobowy turniej potem cash. Turniej zakończony bez sukcesu, jednak tym razem cash dużo lepszy niż pierwszego dnia i zakończony całkiem solidnym zyskiem. Grę zakończyliśmy wcześniej niż zwykle, ponieważ już o 9 rano mieliśmy powrotny pociąg do Warszawy.

Pokerroom by PKP

Nie był to jednak koniec pokerowych atrakcji majówki, ponieważ w pociągu postanowiliśmy z Soprano sprawdzić czy nadal działa beret i czutka Gondara. Jak się okazało dla Gondara nie znaczenia czy gra w Sopocie w hotelu czy też w pociągu. River zawsze mu pomaga i nie ma na niego mocnych. Ja dzięki dwóm szczęśliwie wygranym rozdaniom z Soprano kończę grę na lekkim plusie i w końcu docieramy do Warszawy.

Poniżej zdjęcie "Pociągu do pokera" – W środku Gondar, niestety na zdjęciu nie widać jego mega beretu z trzema antenkami 🙂

Podsumowując super wyjazd, extra atrakcje, świetni ludzie. Dzięki bardzo dla Paradise Poker za zorganizowanie tej majówki i czekamy na kolejne 🙂

Kod do rejestracji: POKERTEXAS