Pokerzysta w wywiadzie dla ALL IN Mag opowiada o początkach kariery, grze z Andym Bealem i tym jak radzi sobie w biznesie.
Phil Ivey to pokerzysta, który zdecydowanie nie jest zwolennikiem udzielania wywiadów. Robi to niezwykle rzadko, a media ostatnio żyły raczej zamieszaniem związanym z pozwem kasyna Borgata, który oskarżyło Ivey'a o oszustwo przy stołach baccarata. Redaktorom ALL IN Mag udało się jednak z Ivey'em porozmawiać, a kwestia kasynowych gier także się tam przewinęła.
Ivey opowiada jednak najpierw o początkach swojej kariery i tym jak zbudował swój kapitał. Wspomina, że udało mu się na grach Limit Holdem wygrindować do kwoty 170 tysięcy dolarów. Wtedy postanowił zagrać w duże grze Larrego Flynta (właściciela magazynu Hustler), co zakończyło się stratą 150 tysięcy. Znów jednak wrócił na stoły limit (80/160$) i wkrótce mógł ponownie zagrać u Flynta. Początek znów był kiepski – jednego dnia stracił 50 tysięcy, a w drugim został mu tylko kilka tysięcy dolarów. Obiecał sobie, że w razie niepowodzenia, po raz kolejny wróci do grania Limit Holdem, ale nie było to potrzebne – odrobił straty: – Już nigdy nie patrzyłem za siebie… Miałem kapitał na grę. To był dla mnie punkt przełomowy.
O ile początki kariery Phila właściwie obrosły legendą, to gra z Andym Bealem przeszła do historii pokera, również dzięki książke Michaela Craiga. Ivey mówi, że Beal to dobry i agresywny gracz. W momencie gdy Ivey zasiadał do gry z rywalem, „Korporacja” pokerzystów była sporo na minusie. Phil miał już wtedy jednak spore doświadczenie w grze limit, a więc zdołał ograć rywala. Stawki były ogromne: Gdybym go wtedy nie pokonał, to świat pokera byłby w ogromnych tarapatach.
Dzisiaj Ivey oprócz gry w pokera zajmuje się też kilkoma projektami biznesowymi. Jednym z nich jest strona Ivey Poker, oferująca zarówno darmowe pokera, jak i możliwość nauki gry. Phil uruchomił też Ivey League, która jest już typowym serwisem treningowym. Kilka tygodni temu jego strona została sponsorem Dusty'ego Hernandeza-Harrisona. Bokser ten stoczył swoją 20 walkę, podczas której pokonał Michaela Balasiego, co udało mu się, mimo że w pewnym momencie leżał na deskach. Ivey mówi, że po tym zwycięstwie był dumny z młodego sportowca.
Phil mówi, że lata w biznesie nauczyły go pewnych rzeczy. Przede wszystkim zrozumiał, komu może ufać, a kogo powinien unikać. Nie ma dzisiaj problemu z tym, aby angażować się w nowe projekty, ale nie czuje jednocześnie, że koniecznie musi coś robić. – Po prostu robię, to co chcę. Przez lata Phil związany był z Full Tilt Poker. Teraz wypowiada się o firmie bardzo krytycznie. Wspomina, że zawiodła go postawa zarządu, który nie płacił graczom. On sam nie był zaangażowany w żadne decyzje, ale ludzie mieli do niego sporo pretensji, bo był przecież twarzą Full Tilt. Phil mówi, że pozew o 150 milionów, który złożył wtedy przeciwko właścicielom, nie miał być skokiem na kasę, ale próbą uwolnienia się od firmy: – Oto firma, która nie ma pieniędzy dla graczy i mówi mi, że mam z nimi zostać, nawet jeżeli będą szargać moje dobre imię. Dla mnie było to nie do przyjęcia. Powiedziałem im, 'Słuchajcie, chcę zostać uwolniony od mojej umowy, chcę iść i zarabiać pieniądze, a także nie być już łączonym z tą stroną.
Phil stał się jakiś czas temu negatywnym bohaterem mediów, po tym jak ujawniono, że kasyno Borgata złożyło pozew i żąda od pokerzysty zwrotu 9 milionów dolarów, które wygrał dzięki wadliwym rewersom kart na stołach baccarata. Wcześniej to Ivey złożył pozew wobec kasyna Crockfords w Anglii, które z kolei wstrzymało wypłatę jego wygranych ze stołu Punto Banco. Ivey mówi, że gra przy stołach kasynowych na wysokie stawki to adrenalina i ekscytacja, ale kości nie poleca innym. Przyznaje też jednak: – Lubię mieć podczas gry jakiś rodzaj przewagi. Czasem jej nie mam, czasem mam.
Ivey dość wyraźnie oddziela pokera od baccarata czy kości. Gra może nie jest tak ekscytująca, ale trzeba zdecydowanie więcej myśleć. Bitwa z rywalami rozgrywa się czasem w głowie, ale wszystko jest znacznie wolniejsze. Phil dodaje: – Nie lubię mówi, że to „hazard”, kiedy gram w pokera, bo poker to nie jest hazard. Poker to gra umiejętności.
Amerykański pokerzysta jest optymistą. Mówi, że w związku z prowadzeniem biznesu nie czuje żadnej presji – zawsze może bowiem udać się do Makau, czy w jakieś inne miejsce, gdzie trwają gry na wysokie stawki („trzeba tylko chcieć podróżować”). Ivey ma też nadzieję na kolejny pokerowy boom. Być może wkrótce poker online będzie legalny w Kalifornii, za czym przyjdą pieniądze i sponsorzy – później dołączą inne stany.
Wywiad w wersji filmowej zobaczyć możecie na kanale ALL IN Mag.
Źródło: ALL IN Mag.



