My Name Is Daniels, Jack Daniels

19

Przydomek ten wrzuciły mi kelnerki warszawskiej kręgielni ARCO, w której swego czasu byłem tak częstym bywalcem, jak obecnie kasyna w hotelu Hilton. Powód był prozaiczny ? po prostu po każdym treningu siadałem z kolegami na wielkich kanapach i zamawiałem sobie szklaneczkę tego znakomitego trunku. W pewnym momencie usłyszałem jak dwie z nich mówią o mnie Pan Jack Daniels, a moim kolegom wiele nie było trzeba, żeby to podchwycić. I tak już zostało? Moje zamiłowanie do najsłynniejszej amerykańskiej whiskey wzrosło więc jeszcze bardziej i zacząłem się interesować nie tylko kolejnymi wypitymi butelkami, ale również historią tej marki. Rozpoczęło się również gromadzenie najróżniejszych gadżetów oraz kolekcjonowanie ciuchów z logiem JD, z których obecnie jestem znany w światku pokerowym. Posiadam już całkiem sporą kolekcję, która systematycznie się powiększa, również dzięki moim kolegom. Choćby kilka dni temu dostałem dwa cudowne prezenty – od Kirka dostałem wspaniały kalendarz na 2008 rok, który zastąpi od stycznia kalendarz tegoroczny (który przywiózł mi z Niemiec Tesserac!), a aż z Chin pasek z klamrą w kształcie beczki Jacka Daniela przywiózł mi Sławoy. Dzięki chłopaki!!

Jack Daniels – dziennikarz

Co Jack Daniels robił w swoim życiu przed nadejściem ery pokera? No cóż, temat rzeka. Po przebrnięciu przez sieć szkół, z maturą w ręku, postanowiłem pójść na studia. Kierunek znałem już w drugiej klasie szkoły podstawowej – dziennikarstwo, a dokładnie dziennikarstwo sportowe. Kiedy inne dzieciaki marzyły o zostaniu strażakami czy policjantami ja chciałem pisać o sporcie. Na studia o tym kierunku na Uniwersytecie Warszawskim nie było się jednak łatwo dostać. Na jedno miejsce było chyba dziewięciu kandydatów. Dostałem się z czwartym wynikiem, co uznałem za niesamowite osiągnięcie. I chyba mi to wystarczyło, bo na samych studiach nie wytrzymałem nawet rok :). Złożyły się na to dwa czynniki – po pierwsze na świecie pojawił się mój syn i jednak musiałem szukać pracy, aby utrzymać rodzinę, po drugie taką pracę znalazłem… w redakcji „Przeglądu Sportowego! Co prawda miałem wówczas pracę w restauracji Taco Bell, ale podawanie meksykańskich naleśników nie było szczytem moich marzeń? Pracę w „Przeglądzie Sportowym” załatwiłem sobie w swoim stylu – bez żadnego wcześniejszego umawiania się wszedłem do gabinetu redaktora naczelnego i poinformowałem go uprzejmie, że nie wyjdę, jeśli nie da mi szansy. No i co miał zrobić biedak? Mógł wezwać ochronę albo dać mi okazję udowodnienia, że umiem pisać z sensem. Na szczęście wybrał tą drugą opcję… Po przedstawieniu mu moich próbnych tekstów uznał chyba, że mogą być ze mnie ludzie, bo cztery na pięć przedstawionych artykułów wkrótce ukazało się w gazecie. Kilka dni później tenże naczelny załatwił mi drugą fuchę w dziale sportowym istniejącej wówczas gazety „Polska Zbrojna”. Tam również moje artykuły pojawiały się dość często, a ja spełniałem w końcu swoje dziecięce marzenia. W ramach ciekawostki powiem tylko, że chyba jako pierwszy dziennikarz w tym kraju przeprowadziłem wywiad z 16-letnim wówczas siatkarzem Czarnych Radom Robertem Pryglem wróżąc mu świetlaną karierę. Wkrótce Robert został gwiazdą ligi siatkarskiej i reprezentantem kraju!

Jack Daniels – windykator

Praca w redakcjach nie trwała jednak zbyt długo. Dostałem dość nietypową jak na tamte czasy propozycję pracy. Przyszedł do mnie koleś i mówi „Słuchaj stary, jest taka i taka firma, ja w niej pracuję, ściągamy długi od ludzi, którzy nie spłacają swoich kredytów, ty jesteś taki wyszczekany i bezczelny to sobie poradzisz”. Hmm, w pierwszej chwili pomyślałem sobie to co każdy – mafia jakaś czy co? Ale chciałem się sprawdzić i zacząłem pracę w tej firmie. Co by nie mówić, spodobało mi się! A najważniejsze, że miałem dobre wyniki i wysokie odzyski, a co za tym idzie niezłą kasę! I tak zostałem windykatorem należności. W branży windykacyjnej pracowałem jakieś 12 czy 13 lat, przechodząc po drodze przez wszystkie możliwe aspekty tej pracy, włącznie z prowadzeniem własnej firmy o tym profilu.

Jack Daniels i sport

Sport był od zawsze nieodzowna częścią mojego życia. W drugiej klasie szkoły podstawowej zacząłem trenować siatkówkę. Zaczęło się to wszystko dość nietypowo. Któregoś pięknego dnia biegałem sobie po szkolnym korytarzu lejąc po drodze połowę moich kolegów z klasy. Wtem poczułem na swoim ramieniu silny uścisk i zobaczyłem nad sobą nauczyciela wf-u. Nic nie mówiąc zaczął mnie ciągnąć za sobą, a ja już myślałem, że po raz kolejny wyląduję na dywaniku u dyrektora. Jednak gabinet dyrektora minęliśmy w szybkim tempie. Co jest? Gdzie on mnie ciągnie? Czyżby był jakimś pedofilem i w młodym wieku moja niewinność zostanie skalana? Ufff, na szczęście okazało się, że moje bieganie zwróciło jego uwagę przez mój wzrost i chciał mnie tylko… zmierzyć! Poinformował mnie, że w szkole odbywają się treningi siatkówki i że mam się na nich od jutra pojawić. Nawet mnie nie pytał o zdanie. A ja ze strachu przed wizytą u dyrektora w razie mojej odmowy karnie zgłosiłem się następnego dnia na pierwszy trening.

I to był dla mnie strzał w dziesiątkę! Od tej pory przez najbliższych kilka lat nie liczyło się dla mnie nic innego. Żyłem siatkówką, treningami, obozami sportowymi, kolejnymi meczami. Na jednym z obozów sportowych w miejscowości Gawrych Ruda piłeczki za mną i kolegami nosili między innymi Piotr Gruszka i Marcin Nowak – kilka lat później byli już gwiazdami reprezentacji Polski, wtedy młodymi „kotami”, którzy dopiero uczyli się grać. Szybko dojrzeli mnie trenerzy z klubu MKS MOS Wola Warszawa, warszawskiej kuźni talentów siatkarskich i zostałem zawodnikiem tego klubu. Niestety, po kilku latach czar prysł. Moje kolana nie wytrzymały obciążeń i przed kolejnym sezonem lekarz sportowy nie dał mi zgody na dalsze czynne uprawianie sportu.

Jack Daniels – reprezentant kraju

 Po kilku latach znalazłem więc sobie kolejną dyscyplinę. Bowling, czyli amerykańską wersję kręgli! I po raz kolejny moim życiem rządził przypadek. Pierwszy raz grałem w kręgle na dyskotece – warszawskim Labiryncie. Byłem jednak mocno „pod wpływem” i sam następnego dnia niezbyt dobrze pamiętałem jak mi szło. Więc musiałem to sprawdzić ponownie i wylądowałem na kręgielni. Poszedłem tam raz, poszedłem drugi, po jakimś czasie byłem już tak nagrzany na ten sport, że prawie mieszkałem na kręgielni. I znowu wydarzenia potoczyły się szybko. Ktoś mnie zaczepił czy nie chciałbym grać w lidze amatorskiej, potem ktoś mnie spytał czy nie chciałbym się zapisać do klubu, ja oczywiście za każdym razem wyrażałem zgodę. Nowi koledzy z kręgielni szybko zostali moimi serdecznymi przyjaciółmi (Dzidziuś, Mario – pozdrawiam serdecznie!), z którymi spędzałem godziny na wspólnych treningach. To właśnie na kręgielni poznałem nikogo innego jak naszego kierowcę Formuły 1 – Roberta Kubicę, który również z zamiłowaniem rzucał kulą (teraz z wiadomych przyczyn już nie gra). Zaczęły się też sukcesy, wygrane turnieje, zdobywane puchary, mistrzostwa, zarówno indywidualnie jak i drużynowo. Udało mi się zostać reprezentantem kraju, dzięki czemu mogłem być uczestnikiem Mistrzostw Świata i Europy, zwiedziłem również pół świata jeżdżąc po turniejach. Naprawdę, piękne czasy!

Jack Daniels i poker

A że duża część bowlingowców to straszni hazardziści, szybko nasze towarzystwo zainteresowało się kartami, w szczególności pokerem. Co prawda sami do końca nie znaliśmy reguł „tej nowej amerykańskiej odmiany”, ale od czego jest internet? Od tego momentu texas hold'em był nieodłączną częścią każdego turnieju bowlingowego w Polsce, każdej dłuższej podróży, każdego wieczoru po wspólnym treningu. Pamiętam jak dzisiaj – wracałem z Dzidziusiem z turnieju w Mińsku i graliśmy w pokera we dwóch siedząc w zaparowanym samochodzie na granicy polsko-białoruskiej czekając kilka godzin, aż łaskawie zostaniemy wpuszczeni do kraju przez celników Łukaszenki, a za oknami panował trzaskający mróz. W warszawskiej braci bowlingowej wyodrębniła się grupa pokerzystów, która siłą rzeczy musiała w końcu trafić na Warszawską Ligę Pokera. I trafiła, a wśród nich ja.

I tak się zaczęło…

Reprezentacja Polski w bowlingu na Mistrzostwa Świata w 2003 roku w Malezji. Już wtedy przejawiałem zamiłowanie do czarnych okularów 🙂

 

19 KOMENTARZE

  1. …..siemaneczko!! no stary po raz kolejny mnie zadziwiasz,wydawałoby sie że lekko łatwo i przyjemno…jak wiesz ja wiem bywało różnie ..przyj stary przyj i nie odpuszczaj..pozdro…..

  2. nie wiem Jack czy pamiętasz mnie, ale jestem porażony Twoimi tekstami. nie gram w pokera i grał zapewne nie będę, ale będę tu zaglądał czytając wszystko co piszesz. tak 3maj. jesteś wielki !!! ps. wpadnij czasem na jakiś “moherowy” turniej ;D

  3. hmm a jak czytałem ostatnio na forum WLP to miał być z Ciebie taki burak, prostak jakich mało… Gratki za tekst i oby tak dalej… liczę na relacje z większych turniejów.

  4. Diados, przyjmował mnie pan Górski. I nie, to nie jest Tomasz Sianecki 🙂 Hehehe!Thx boys za ciepłe słowa. Będę się starał trzymać poziom 🙂 Nawet bez wulgaryzmów, choć mi z tym ciężko i niedobrze 🙂

  5. a kto by pomyslal, taki cham 😀 a jednak umie cosik sensownie napisac nie wykorzystujac przy tym wulgarnego dialektu polskiego 🙂

Comments are closed.