„Molly’s Game” – recenzja filmu

1
1851
Mollys Game

Od piątku w polskich kinach możecie już oglądać długo oczekiwany film „Molly’s Game” (polski tytuł „Gra o wszystko”). Swoją recenzję filmu postanowił napisać nasz redaktor naczelny – Rafał „Jack Daniels” Gładysz. Czy warto udać się do kina, aby obejrzeć film? Poczytajcie!

Aaron Sorkin wie, co robi

Osoby Aarona Sorkina nie trzeba mocno przedstawiać fanom kina. Jako scenarzysta zdążył się on już wielokrotnie zaprezentować z jak najlepszej strony na przestrzeni ostatnich 25 lat, a liczne nagrody i nominacje za te dzieła potwierdzają, że należy on do absolutnej czołówki Hollywoodu. Debiutował w 1992 roku genialnym scenariuszem do „Ludzi honoru” z Jackiem Nicholsonem, Tomem Cruisem i Demi Moore. Na jego koncie widnieją również takie kinowe hity, jak choćby „Wojna Charliego Wilsona” ze świetną kreacją Toma Hanksa, „The Social Network”, za którego dostał Oscara w 2011 roku, „Moneyball” z rewelacyjnymi rolami Brada Pitta i Jonaha Hilla czy chwalony „Steve Jobs” z Michaelem Fassbenderem w roli tytułowej. To również Aaron Sorkin stoi za sukcesami seriali „Newsroom” czy „Prezydencki poker”.

Choć liczba kinowych sukcesów Sorkina jest długa, to jednak sprawdzał się on do tej pory jedynie jako scenarzysta. Teraz postanowił sam stanąć za kamerą i spróbować swoich sił w reżyserii. I był to bardzo dobry wybór! Ekranizacja książki Molly Bloom, organizatorki najgrubszych pokerowych gier w Los Angeles i Nowym Jorku, udała się znakomicie!

molly's game

To nie jest film o pokerze

Zacznijmy może od sprawy najważniejszej – to nie jest film o pokerze! Wiele osób wychodząc z kina mogłoby być zawiedzionych, gdyby tak postawić sprawę. To nie jest obraz w stylu kultowych „Rounders”, nie mamy tu pasjonujących rozdań (z nielicznymi wyjątkami potwierdzającymi regułę), nie oglądamy wielkich pul i walki rywali przy stoliku. Poker jest w tym filmie jedynie tłem, pretekstem do pokazania niesamowitej historii „Księżniczki Pokera”, jak nazywana była Molly Bloom. Jednak to właśnie wokół pokera kręci się cała fabuła tej produkcji, a my poznajemy kulisy gier na najwyższe stawki. Gier, w których brały udział nazwiska z pierwszych stron gazet – aktorzy, sportowcy, celebryci, biznesmeni, a także sami gracze. I choć nazwiska prawdziwych bohaterów tych gier również tu nie padają, to jednak historia opowiedziana w filmie Sorkina wciąga i interesuje.

Postać Molly poznajemy już na początku filmu, a wraz z nią wyłania się również obraz jej ojca (w tej roli Kevin Costner). Ojca wymagającego, twardo wychowującego swoje dzieci, apodyktycznego i nieznoszącego sprzeciwu. Wychowana w takich warunkach Molly, była sportsmenka z szansami na udział w igrzyskach olimpijskich, której na drodze do sukcesu stanęła okropna kontuzja, szybko „pokazała rogi” i uwolniła się spod toksycznej władzy swego ojca.

Czysty przypadek sprawił, że wpadła w świat pokera. A co za tym idzie w świat wielkich pieniędzy, męskiego ego, rywalizacji i używek w każdej postaci. Historia opowiedziana w „Molly's Game” jest czasem wręcz nieprawdopodobna, ale dla osób, które choć trochę poczytały o głównej bohaterce i organizowanych przez nią grach nie ma tu specjalnych zaskoczeń. Przez pokerowe stoły podczas tych gier przelewały się kosmiczne wręcz kwoty, sama wspominała nawet w jednym z wywiadów, że na jej oczach jeden z graczy przegrał sto milionów dolarów w jednej sesji. Jako organizatorka tych gier radziła sobie jednak doskonale, szybko dała się poznać jako świetna biznesmenka, a w jej ręce trafiały olbrzymie napiwki.

MOLLY'S GAME

Niestety, taka działalność nie mogła zostać niezauważona. Poczynaniami Bloom zainteresowało się FBI, głównie ze względu na listę jej pokerowych gości, na której nie brakowało osób zamieszanych w działalność mafijną. I tu wkraczamy w główną historię opowiedzianą w filmie – walkę Molly z wymiarem sprawiedliwości. Przy pomocy swego prawnika (w tej roli doskonały Idris Elba, znany widzom choćby z serialu „Luther”) musi ona wyjść obronną ręką z zarzutów wobec niej kierowanych. A te są wyjątkowo poważne…

Od sukcesu do upadku

Obraz Aarona Sorkina nie jest przyjemną historyjką o graniu w karty na wysokie stawki. To prezentacja specyficznych związków i stosunków, jakie łączyły Molly Bloom z mężczyznami stającymi na jej życiowej drodze – z ojcem, z szefem, z graczami, czy ostatecznie z prawnikiem. Pokazana jest jako kobieta sukcesu, twarda, niezależna, silna swoim wewnętrznym uporem i pewnością siebie, ale jednocześnie samotna, pozostawiona sama sobie w ciężkich chwilach, uzależniona od alkoholu i narkotyków, zrezygnowana i bezsilna w momencie kryzysu. Jej chęć pokazania światu, jak dobra jest w tym, co robi, daje jej sukces, ale jednocześnie prowadzi na krawędź, z której droga prowadzi praktycznie jedynie do upadku.

W tym miejscu trzeba koniecznie wspomnieć o odtwórczyni głównej roli w filmie. Jessica Chastain w roli Molly Bloom wypada bardzo przekonująco. Znamy ją już z ról, w których grała twarde kobiety (kto nie pamięta choćby genialnego „Wroga numer jeden”?) i teraz ponownie potwierdza, że taki charakter pasuje jej postaciom. Chastain świetnie buduje swoją postać w filmie w każdej kolejnej scenie. Doskonale pokazuje emocje „swojej” Molly. Choć na pozór jest w filmie osobą zimną, nawet momentami bezduszną i pozbawioną skrupułów, to jednak wciąż posiadającą duże pokłady empatii. To chyba dzięki niej osiągnęła w tym świecie tak wielki sukces, bo nie liczyły się dla niej jedynie zarabiane pieniądze, a również człowiek, który za nimi stał.

Molly's Game

Czy „Molly’s Game” jest filmem dobrym? Na pewno tak. Powiedziałbym nawet, że bardzo dobrym. Czy dałoby się w nim jeszcze coś poprawić? Oczywiście. Zapewne każdy z oglądających dodałby tam jeszcze coś od siebie, aby uatrakcyjnić to filmowe widowisko. Osobiście z pewnością uwypukliłbym jeszcze bardziej kilka wątków, aby jeszcze mocniej pokazać ciężki kawałek chleba, za jaki wzięła się Bloom.

Po bardzo satysfakcjonującej premierze filmu czekam teraz na książkę Molly Bloom (polska premiera 8 stycznia). Zapewne po jej lekturze film będzie można ocenić jeszcze precyzyjniej, ale już teraz polecam wszystkim gorąco wycieczkę do kina!

pokerowe książki

Redaktor naczelny Pokertexas.net, dinozaur polskiego pokera, fan trash talkingu i 53 w drzewkach

1 KOMENTARZ

  1. Właśnie wróciłem z kina. Jeden z lepszych i ważniejszych filmów o… pokerze, ogólnie ale jednak o pokerze. Przedstawia gorzką prawdę o każdej łatwej grze na wysokie stawki na melinach, która prędzej czy później przyniesie poważne problemy w najróżniejszej postaci (długi, narkotyki, konkurencja, zemsta wpływowych przegranych, problemy z prawem/władzami organizatorów i uczestników gry). Ciekawy choć może nieco pobieżnie potraktowany psychoanalityczny wątek tytułowej bohaterki. Film choć o pokerze, przystępny nie tylko dla laików ale również dla osób którym całkowicie nieznana jest ta gra. Kwestie pokerowe i rozdania przedstawione w sposób zrozumiały dla wszystkich. W polskojęzycznym tłumaczeniu, rozczarowało mnie tłumaczenie frazy „I am pot comitted” w kontekście sytuacji życiowej Molly. Zapewne dałoby się to wierniej przetłumaczyć lub przynajmniej oddać pokerowy sens tych słów. Pozdrawiam

Comments are closed.