John Cynn – Sukces w Main Evencie zawdzięczam szczęściu, ale i odpowiedniemu mindsetowi

0

W 2016 roku zaliczył deep run w Main Evencie WSOP, kończąc ostatecznie rywalizację na 11. miejscu. W tym roku poprawił ten wynik, dostając się na stół finałowy. Ba, więcej nawet – zwyciężył w całym turnieju i został pokerowym mistrzem świata. John Cynn, bo o nim oczywiście mowa, w wywiadzie z Cardplayerem opowiada o swoich karcianych początkach, tegorocznym sukcesie, a także planach na przyszłość.

– Czy mógłbyś powiedzieć nieco więcej o swoich pierwszych pokerowych krokach? Jak wyglądał twój karciany rozwój?

– Zacząłem grać w pokera jeszcze w liceum. Prędko w niego wsiąkłem. Przez cztery czy pięć lat grałem bardzo źle, potem w końcu zacząłem wychodzić na zero. Po studiach poznałem nowego przyjaciela, który bardzo wiele nauczył mnie o pokerze. W końcu doszedłem do momentu, w którym uznałem, że moje umiejętności są wystarczająco dobre. Gdy zostałem wyrzucony z pracy, zadecydowałem, że przez rok skupię na pokerze. Później ponownie wróciłem do normalnej pracy, ale ostatecznie całkowicie poświęciłem się pokerowi.

– W jakich grach uczestniczyłeś przed zaliczeniem swojego pierwszego deep runu w Main Evencie WSOP? Czy coś się w tym temacie zmieniło po tym, jak o mały włos nie dostałeś się na stół finałowy?

– Zacząłem pojawiać się w odbywających się w Los Angeles prywatnych grach na średnie i wysokie stawki. Na początku szło mi całkiem w porządku, ale potem było tak, że gdy przegrywałem, musiałem zapłacić, a gdy wygrywałem – nikt nie chciał zapłacić mnie.

Przez błędne decyzje dość szybko straciłem lwią część mojego bankrollu, nawet pomimo faktu, że po deep runie w Main Evencie zaliczałem również niezłe rezultaty w innych turniejach. Wszystkie te doświadczenia wiele mnie nauczyły. To niesamowite, że popełniając tyle błędów, otrzymałem jeszcze jedną, nawet większą, szansę.

Tony Miles i John Cynn
Tony Miles i John Cynn (foto Winamax)

– Które doświadczenia zebrane w Main Evencie z 2016 roku pomogły ci w tegorocznym zwycięstwie?

– Myślę, że uczysz się tego, jak zachować koncentrację przez dłuższy czas. W 2016 roku niemal bez przerwy grałem na short stacku. Kładłem się spać, myśląc, że odpadnę na początku następnego dnia.

W tym roku dopisywało mi nieprawdopodobne wręcz szczęście. Dzięki temu niemal przez cały czas trwania turnieju dysponowałem mnóstwem żetonów. A nawet jeśli przez moment grałem short stackiem, szybko wynajdowałem odpowiedni spot na podwojenie. W tej edycji Main Eventu grałem dużo luźniej, otwierałem zdecydowanie więcej rąk niż w 2016 roku.

– Niewielu graczom udaje się dwukrotnie zaliczyć deep run w Main Evencie. Co odczuwałeś w trakcie tegorocznej edycji?

– Grając w turnieju, zawsze chcesz zaliczyć deep run, ale nigdy nie wiesz, czy coś takiego się wydarzy. Moje zwycięstwo zawdzięczam w dużej mierze szczęściu, ale również mentalności. Nie przejmowałem się, w którym momencie zakończę rywalizację. To może wydawać się szalone, ale nawet gdybym zajął 12. miejsce, byłbym bardzo szczęśliwy – pod warunkiem, że grałbym na miarę swoich możliwości.

– Nie odczuwałeś żadnej dodatkowej presji związanej z awansem na stół finałowy? W końcu dwa lata wcześniej byłeś tego bardzo bliski.

– Żartowałem razem z kibicującymi mi przyjaciółmi, że nagle może dopaść mnie zła passa i znowu odpadnę na 12. miejscu. Myśleli, że zwariowałem, opowiadając takie rzeczy. Ale gdybym grał dobrze, byłbym z tego miejsca w stu procentach ukontentowany. Powtórzę: to właśnie ten mindset pozwolił mi na końcowe zwycięstwo… Skoro gram dobrze, nieważne, na której pozycji odpadnę z turnieju. Ów mindset zawdzięczam mojej przyjaciółce, która zmarła w ubiegłym roku. Nauczyła mnie, że musisz cieszyć się podróżą niezależnie od tego, jak się ona zakończy.

John Cynn - Main Event WSOP
Foto: PokerNews.com

– Jak ci się spało podczas Main Eventu? Czy w którymś momencie nerwy zaczęły odgrywać jakąś rolę?

– Sądzę, że spałem całkiem dobrze w porównaniu z innymi graczami, którzy dostali się na stół finałowy. W zaśnięciu pomagała mi przygotowana na tę okazję playlista. Jednak za każdym razem wstawałem z łóżka jeszcze przed dźwiękiem budzika. Przygotowując się do gry, za każdym razem byłem nerwowy, ale z jakiegoś powodu uspokajałem się zaraz po pierwszym rozdaniu. W czasie przerw słuchałem muzyki, która przypominała mi o zmarłej niedawno przyjaciółce. Dzięki temu patrzyłem na wszystko z odpowiedniej perspektywy.

– Czy oglądałeś już transmisję z Main Eventu? Oczywiście jesteś zadowolony z końcowego rezultatu, ale czy były jakieś rzeczy, które teraz zrobiłbyś inaczej?

– Oglądałem fragmenty, ale nie udało mi się jeszcze obejrzeć całości. Zrobię to, gdy na ESPN pojawią się powtórki albo gdy dotrę do nagrania.

W trakcie turnieju zrobiłem wiele rzeczy, których teraz, z perspektywy czasu, żałuję. Niektóre rozdania rozegrałbym inaczej. Wiem, że popełniłem całe mnóstwo błędów – miałem jednak szczęście, że wszystko poszło po mojej myśli.

Miałem również pomysł, żeby siedząc przy stołach, zajadać się ciasteczkami Oreo. Byłby to mój hołd oddany „Rounders”. Kiedyś uwielbiałem oglądać ten film. Cóż, może następnym razem!

– Od twojego zwycięstwa minęły dwa miesięce. Nadal jesteś „bezdomny”? Czy wiesz już, gdzie będziesz mieszkał? Czy za pieniądze z wygranej kupiłeś sobie coś ekstrawaganckiego?

– Przed startem Main Eventu plan był taki, żeby wprowadzić się do domu gościnnego mojego przyjaciela i podróżować przez rok. Żartowałem, że jestem bezdomny, ponieważ nie przeniosłem jeszcze moich rzeczy do jego mieszkania. W trakcie turnieju spałem w mieszkaniach różnych znajomych. Nadal chcę podróżować, ale wszystko odrobinę się zmieniło. Podjąłem jedną czy dwie „głupie” decyzje związane z moimi pieniędzmi, ale nic przesadnie ekstrawaganckiego. Jestem za to rozrzutny, jeśli chodzi o jedzenie – lubię sobie dogadzać.

– Po zwycięstwie w Main Evencie grałeś w Poker After Dark, a także w Ivey Room w kasynie Aria. Jak ci poszły te sesje? Masz zamiar zostać regularnym uczestnikiem gier na wysokie stawki?

– Szło mi naprawdę dobrze. Nadal mam kapitalną passę – to coś nieprawdopodobnego. Obie sesje Poker After Dark zaczynałem od strat, ale kończyłem na plusie.

Bardzo chciałbym być regularnym uczestnikiem gier na wysokie stawki – dostarczają mnóstwa rozrywki. Jednocześnie chciałbym poświęcać dużo czasu podróżom.

John Cynn PAD

– Jako zwycięzca Main Eventu stałeś się niejako ambasadorem pokera. Czy sądzisz, że masz z tego powodu jakieś dodatkowe obowiązki? Niektórzy mistrzowie wzięli pieniądze i uciekli, inni kontynuowali swoje karciane kariery, pozostając na świeczniku. Jakie są twoje plany związane z dalszą pokerową karierą?

– Nadal będę grać w pokera, choć ostatnio trudno znaleźć na to czas. Jednocześnie chcę trzymać się swojego początkowego planu i podróżować po świecie. Pracuję również nad kilkoma ekscytującymi projektami.

Nikt nigdy nie spodziewa się, że pewnego dnia zostanie „ambasadorem pokera”, dlatego trudno powiedzieć, co powinienem, a czego nie powinienem robić. Jeśli jednak uda mi się wykorzystać tę rolę do pomagania innym również w sprawach niezwiązanych z pokerem, będę bardzo zadowolony.

Oto 10 sekretów wygrywających pokerzystów

    Przygodę z pokerem zaczął chwilę po osiemnastce, przygodę z pisaniem - dużo wcześniej. W chwilach wolnych od jednego i drugiego czyta, kibicuje Tottenhamowi i słucha Depeche Mode.