JD Express odc. 4

0
938

Po przerwie spowodowanej relacją z Poker Fever Series wracam do cyklu „JD Expresss”. A jest o czym pisać, przez ostatnie dwa tygodnie wydarzyło się kilka ciekawych historii, więc od razu przejdźmy do rzeczy!

Polska – Czechy 9:3, ale…

Zakończył się kolejny festiwal Poker Fever Series i można go już jakoś podsumować. Pod względem ilości zdobytych trofeów wyszło świetnie, bo na dwanaście możliwych pucharów, do Polski pojechało aż dziewięć. Ale… No właśnie, czy ilość przeszła w jakość? Otóż tutaj mam mieszane odczucia, bo naprawdę była szansa na zmasakrowanie czeskich rywali na praktycznie każdym polu, a wyszło jak zawsze. Pierwsza i podstawowa sprawa – znowu nasi gracze nie dali rady sięgnąć po zwycięstwo w Main Evencie.

Nie wiem o co chodzi, nie wiem co się dzieje, nie wiem dlaczego tak jest, ale wiecznie dostajemy bęcki w tym turnieju głównym. Niby jest super (w końcu mieliśmy trzech graczy w TOP4), ale puchar zawsze nam jakiś Czesio sprzed nosa sprzątnie. I to jest trochę smutne, trochę zastanawiające, ale fakty są takie, że na siedem festiwali Poker Fever Series aż sześć padło łupem obcokrajowców (pięciu Czechów w Ołomuńcu i jeden gracz z Izraela w Rozvadovie). W tym samym okresie Polacy wygrali pięć z siedmiu Main Eventów podczas minifestiwali Poker Fever Cup. Co więc dzieje się na „dużych Feverach”?

Jeśli do tego dodamy przegraną w Super High Rollerze z „bezdomnym” (jak to w swoim tekście ujął ostatnio Doro, zaraz do tego dojdziemy), to wychodzi na to, że owszem, mamy dziewięć zwycięstw, mamy wygrane i puchary za Poker Fever Cup, High Rollera czy Mastersa, ale tych dwóch najbardziej prestiżowych trofeów nam jednak brakuje.

Optymiści mówili jednak na koniec, że i tak najważniejsze, że znowu nie rozwalił nas Roman Papacek. OK, jeśli komuś to wystarcza to spoko.

Styl pijanego mistrza

To jest w ogóle ciekawa akcja z tym Super High Rollerem. Doro opisał swoje wrażenia po finale tego eventu i praktycznie został na maxa skrytykowany za swój tekst. Napisał w nim prosto z mostu, dlaczego nie podoba mu się fakt, że ktoś taki wygrał tak prestiżowy turniej. Nazwał zwycięzcę „bezdomnym”, ale nie ze względu na jakąś awersję do niego, czy chęć obrażania kogokolwiek, tylko raczej opisując jego wygląd zewnętrzny i ogólną charakterystykę. Sam nazwałem go w swojej relacji najpierw „wsiowym głupkiem”, czy mianem kandydata do programu „Rolnik szuka żony”. I jeśli się ktoś oburza z tego powodu, to tylko dlatego, że nie był na miejscu, nie widział (a również nie poczuł!) tego gracza oraz nie musiał „podziwiać” jego występów przy pokerowym stole czy (to chyba przede wszystkim) po zakończeniu turnieju.

Sam pisałem o nim w relacji tak:

Gra tego zawodnika od samego początku budzi wiele wątpliwości każdego, kto ma jakiekolwiek pojęcie o pokerze. Overbety 5x pot – proszę bardzo! Open za 6 czy 8 blindów? Jak najbardziej! Potężne all iny po niewielkich betach? A czemu nie!

Dokładnie tak samo jest na stole finałowym. Na blindach 10k/25k otwarcie za 140-160k to norma, ale za chwilę leci taki sam open za 100 czy 120k. Gracz ten operuje „garśćbetami” i jedynym kryterium jest to, ile akurat złapie mu się w rękę. Na dodatek co chwila pokazuje dobre ręce, ale miesza to z totalnym szrotem, więc jest kompletnie nieprzewidywalny.

Do tego buja się na stołku, podskakuje, gada do siebie, kiwa głową na wszystkie strony… Zachowuje się tak nienaturalnie, jak na warunki pokerowego stołu, że nawet ciężko jest wyłapać na niego jakieś telle. Do tego oczywiście od samego początku przyjmuje „element baśniowy” i w tej chwili jest już wyraźnie zrobiony…

Dodajmy do tego fakt, że gracz ten znalazł się cudem w tym turnieju, bo najpierw brakowało mu tysiąca koron na wpisowe do satelity za 2.500 koron, a gdy w końcu je pożyczył, to w kluczowym momencie krupier zmuckował rękę Rataja, gdy był z nim na all inach preflop z lepszą ręką! Rataj w SHR nie zagrał, a on ostatecznie ticket wygrał… Wspomnijmy też, że grał cały turniej na dobrej bani i na swojej alkoholowej fantazji wywalił kilku graczy z gry z totalnym szrotem na ręku. A na koniec zniknął na 45 minut przed robieniem zdjęć po zwycięstwie (m.in. pił w tym czasie w barze), a potem wrócił i… zasnął mi kilka razy podczas robienia fotek z pucharem! Aby tego było mało, to ten sam gracz okupował przez kilka kolejnych dni wszystkie możliwe automaty w kasynie w Ołomuńcu. W tych samych ciuchach każdego dnia…

Gdy weźmiemy pod uwagę wszystkie te fakty, to naprawdę szkoda, że ten turniej wygrał taki ancymon. Oczywiście, w myśl zasady „i ślepej kurze ziarno” mogło się to stać. I tak, wiem, że w turniejach MTT wariancja to dziwka i on teraz pewnie nic nie wygra przez rok czy dwa z taką grą. Wiem też, że to dobrze dla pokerowego ekosystemu, że tacy gracze wygrywają i dają innym przykład, że każdy może zrobić swój życiowy wynik w najmniej spodziewanym momencie. Lecz powtarzam – po prostu szkoda. Oczami wyobraźni widziałem jednak inny scenariusz…

Fenek miał wylew

Nie, ze zdrowiem (przynajmniej fizycznym, bo o psychicznym można zapewne dyskutować) mojego serdecznego kolegi wszystko jest w porządku. Fenek miał wylew na swoim fanpage’u, a wylały mu się zwykłe ludzkie przemyślenia, żale, pretensje, obserwacje i emocje. O co chodzi? Najpierw dostało się kasynu Go4Games za pewne niedociągnięcia w organizacji festiwalu Poker Fever Series, ale zaraz potem, w kolejnym wpisie, oberwało się… polskim graczom! Jakieś dwa lata temu napisałem duży, trzyczęściowy artykuł pt. „Dlaczego polscy pokerzyści są głupi” i w zasadzie wpis Fenka mógłby być jego kontynuacją. Post jest długi, każdy znajdzie w nim pewnie coś interesującego, ale chciałbym skupić się na jednym fragmencie…

Wkurwiają mnie pokerzyści. Tak, Wy. Wkurwiacie mnie niemiłosiernie.

Nie ma chyba na świecie mniej atrakcyjnej intelektualnie, a jednocześnie tak egocentrycznej i przekonanej o własnej wielkości grupie społecznej. 95% z Was nie ma absolutnie nic do zaoferowania w rozmowie poza historiami rozdań oraz – hehe – pokerowymi żarcikami. Tak, będę boleśnie uogólniał. Macie wąskie horyzonty, głupie tudzież brak zainteresowań, a ostatnią książkę jaką przeczytaliście to najpewniej coś z repertuaru Twardocha albo Żulczyka, albo innego Paolo Koalo języku polskiego.

Jesteście nudni. W dodatku uparcie gnoicie naprawdę interesujących ludzi w tej grze, mianowicie graczy rekreacyjnych. Fakt, że oni mają do opowiedzenia wiele więcej ciekawych historii jest oczywisty, bo oni mają życie. Fakt, że są w stanie zaoferować wachlarz tematów do rozmowy szerszy niż Wasz range 3-beta również nie powinien być zaskakujący. Ale kompletnie nie rozumiem, dlaczego uparcie uważacie ich za durniów. Bo źle grają w dwie karty? Bo klikają zły sizing? Jasne, dla kogoś znającego temat może to być powód do wywołania uśmiechu raz czy drugi, ale na tym się kończy. Ktoś się w życiu dorobił kasy robiąc coś innego, potem sobie ten hajs bezstresowo przepierdala stackując jop trzy of, a wy uważacie go za debila? Dajcie się ludziom bawić i nie obrzydzajcie graczom rekreacyjnym tej rozrywki swoim ponuractwem. Gracze rekreacyjni uciekają od pokera, bo w towarzystwie zakapturzonych nudnych gówniarzy klikających w telefon nie ma dla nich w tym żadnej frajdy. Zostają tylko najwytrwalsi. Nie mówię, żeby od razu robić z siebie pajaca przy stole, ale na Boga, otwórz czasem japę, kiedy ktoś do Ciebie mówi. Tylko proszę, miej coś ciekawego do powiedzenia.

I zanim ktoś złapie ten słynny już ból dupy – oczywiście, że na tym festiwalu są ludzie, których intelekt cenię. Uwielbiam ich poczucie humoru, nocne rozmowy. Morda mi się cieszy na spotkanie niektórych już tydzień przed wyjazdem. Naprawdę, są ludzie, za którymi (tfu) tęsknię i cieszę się na ich widok. I te osoby doskonale wiedzą, że powyższy akapit ich nie dotyczy. Mało tego, pewnie mają podobne zdanie do mojego. Smutna prawda jednak jest taka, że naszemu środowisku brak pokory i jakiejkolwiek wyobraźni.

Znam Fenka od kilku lat i od pierwszego momentu uważam go za jednego z najbardziej inteligentnych ludzi w naszym pokerowym środowisku. Ba, mogę powiedzieć wprost, że ludzi równie mądrych, ogarniętych, błyskotliwych, z genialnym poczuciem humoru, mogących porozmawiać na każdy temat, jest w naszym światku dosłownie garstka. I ja wiem, że wielu z Was kojarzy Fenka jedynie ze słynną akcją z frytkami i żartobliwymi wpisami na Facebooku, ale wiecie… Stańczyk też był nadwornym błaznem, a do dziś uznawany jest za jedną z najmądrzejszych postaci w polskiej historii.

W pełni popieram Fenka w tym, co napisał na swoim fanpage’u. Już nie będę wchodził nawet mocniej w temat traktowania graczy rekreacyjnych jak zła koniecznego przez „prosów” (tu sam biję się w piersi, bo sam często miałem kiedyś takie ciągoty do obrażania „donków” przy stołach). Za to bardzo zainteresował mnie temat nudziarstwa polskich graczy, ich wąskich horyzontów, nielicznych zainteresowań lub też hobby innych niż poker. W zasadzie to powinien być jeden z rozdziałów tego mojego wspomnianego artykułu, bo to w 100% prawda. Czasem ktoś pogada o jakimś filmie czy serialu, bardzo rzadko ktoś opowie o książce czy odbytej podróży, na tym tematy się praktycznie kończą. Za to na przykład tematyka imprezowania, balang, alkoholowych ekscesów, pijackich rekordów… Oooo, tu naszych graczy nie pobije w dyskusjach nikt!

Mam wrażenie, że Fenek wylał na Facebooku myśli, które od jakiegoś czasu dręczą większość tych, których IQ jest zdecydowanie wyższe od temperatury ich ciała. Możecie mi wierzyć lub nie, ale czasem zastanawiam się, w jaki sposób ten czy inny gracz trafił w ogóle do pokera, skoro nazywamy tę grę „grą umysłową”, porównujemy do szachów, mówimy, że potrzeba jest szeregu zalet, od dobrego liczenia, aż po zdolności psychologiczne. Zawsze wydawało mi się, że inteligentni ludzie powinni mieć szereg różnych zainteresowań, powinni wiedzieć, co się dzieje na świecie, mieć swoje zdanie na wiele tematów, rozwijać się jako ludzie. A patrząc na niektórych graczy mam wrażenie, że albo w ogóle sam pomysł grania w pokera (nawet amatorsko czy rekreacyjnie) ich przerósł, albo poker jest jedyną rzeczą, która ich w życiu interesuje.

I coś czuję, że ten temat pojawiać się będzie coraz częściej, nie tylko we wpisach Fenka.

PPS czyli Popłuczyny Po Sukcesie

Gdy duża część z nas walczyła w Ołomuńcu i zapychała kasyno Go4Games do granic możliwości, w Warszawie – po cichutku i niezauważony – odbył się kolejny finał zapomnianego już cyklu Polish Poker Series. Zacznę w ogóle od tego, że „genialny” pomysł zrobienia tego finału w tym samym terminie, co festiwal Poker Fever Series, godny jest określenia „strzał w stopę”. Z drugiej strony od dawna wiemy przecież wszyscy, że w Hicie już dawno każdy ma pokera w dupie i nie jest ważna frekwencja. Trzeba tylko to zrobić dla tych kilku osób, którym nie chciało się ruszać do Czech, zakończyć turniej jak najszybciej i zamknąć temat.

Starałem się dowiedzieć od kilku bywalców Hita, ile w końcu tych wpisowych było, bo w pierwszym dniu eliminacji nie mieliśmy nawet trzech pełnych stołów. Skomentowałem to zresztą na swoim fanpage’u…

Czwartek, kasyno w małej miejscowości w Czechach. Przy kilkudziesięciu stołach rywalizuje w czterech dużych turniejach…

Publiée par Jack Daniels – Poker & Media sur Samedi 24 novembre 2018

Okazało się, że ostatecznie zanotowano około 80 wpisowych w finale. Czyli jakieś 7-8 razy mniej, niż w czasach rozkwitu tego cyklu. I jakieś 13-14 razy mniej, niż w tym czasie zagrało w Main Evencie Poker Fever Series 500 km dalej, w Ołomuńcu. I jakieś 4 razy mniej, niż w tym czasie grało w finale Legalnego Pokera w Bratysławie, 700 km dalej.

Jak już wspomniałem – faktów nie da się oszukać. Poker w kasynach w Polsce nie umarł. On zdechł w bólu i męczarniach.

Jak dostać raka od czytania Men’s Health?

Przyzwyczaiłem się już do tego, że co jakiś czas jeden z „topowych”, „trendy” czy „modnych” magazynów czy portali odwali numer i ni z gruszki, ni z pietruszki zajmie się na swoich łamach tematem pokera czy hazardu. Tym razem padło na Men’s Health, podobno coś o zdrowym stylu życia wśród facetów (nie wiem, preferuję tryb jak najbardziej niezdrowy, więc nie czytam).

Materiał opowiada o tym, jak to pewien gość przegrał w kasynie dużo pieniędzy. Historyjka jest sprzed 20 lat, ale wspomina się o tym tylko raz i mówiąc szczerze łatwo jest ten drobny szczegół przeoczyć. Nie da się za to na pewno przeoczyć innej sprawy – że mimo tego, że gość ten przegrywał hajsy na automatach, to co chwila mowa jest o pokerze.

Nie byłbym sobą, gdybym nie rozpętał awantury na facebookowym fanpage’u tego magazynu. Oczywiście redakcja w idiotyczny sposób broniła się i pisała mi pierdoły w stylu „Ma Pan prawo do własnego zdania, szanujemy opinię bla bla bla”, ale fakty są takie – słowo „automaty” pada w tekście dwa razy, słowo „poker” dziesięć, a „hazard” siedemnaście (tak, policzyłem z wkurwienia!).

Oczywiście już na początku tekstu wali po gałach wielki nagłówek „Poker wciąga jak cholera”. Nie automaty, nie maszyny, nie jednoręki bandyta – to poker jest złem w oczach autora i jego bohatera! A gdy ktoś ma tekst w dupie i przeleci same nagłówki, to dostanie po kolei:

Poker wciąga jak cholera
Dyskretny urok kasyna
Dzisiaj się odegram
Spirala śmierci

I dalej w podobnym stylu… Nie wiem, jak Wam, ale mi to śmierdzi paskudną manipulacją. I ponownie ktoś sobie pokerem wyciera mordę.

Abstrahuję już tutaj od totalnych durnot, które są w tym tekście. Naprawdę, poziom idiotyzmu w tym artykule jest na rzadko spotykanym poziomie. Oto kilka najlepszych „kwiatków”:

  • Pamiętam, że pani psycholog wjechała mi na ambicję – powiedziała, że i tak wrócę do hazardu. Dawała mi miesiąc, góra trzy.
  • Kasyno oczarowało mnie wystrojem i klimatem. Piękne kobiety, wszyscy uśmiechnięci, wyluzowani, czuło się zapach przepływających pieniędzy. Jak się później okazało, nie wszystkie kasyna tak wyglądają. Większość jest przeżartych nikotyną, siedzą tam taksówkarze w swetrach, bardzo grubi Cyganie, czasem jakieś kurwy i przypadkowi faceci – żadnych perfum i luksusu.
  • Kasyno to nie instytucja charytatywna i nikt nie będzie odciągał cię od stołu, zresztą taki humanitarny krupier zaraz wyleciałby z pracy, ponieważ kasyno jest monitorowane 100 razy lepiej niż dom Big Brothera. Tylko raz mi się zdarzyło, że przed 4. rano krupierka w przypływie litości powiedziała: „Panie Krzyśku, ma pan 2 tysiące, niech pan idzie do domu” – nie posłuchałem, a za jakiś czas ona już nie pracowała w kasynie.

Wielkie LOL! Szydząca z pacjenta pani psycholog, taksówkarze w swetrach i miłosierni krupierzy wylatujący z pracy… Lodu do głowy!

Nie polecam czytania tego artykułu i nie dam Wam do niego linka. Nie chcę, żeby ktoś od niego dostał raka. Jak ktoś musi poczytać, to niech sobie sam poszuka, ja im odsłon nabijał nie będę…

Photo skills – level up!

Na koniec coś miłego. Może nie dla czytających, ale dla mnie na pewno.

Całą niedzielę spędziłem w warszawskim studiu fotograficznym na kolejnym kursie zorganizowanym przez moją ulubioną Fotoakademię. Tym razem tematem zajęć była sztuka robienia portretów i powiem Wam, że to moja największa pasja w fotografii, więc jarałem się jak dziecko przed szkoleniem. A po kursie wyszedłem zajarany jeszcze bardziej!

Dziś moje fotograficzne skillsy ponownie poddane zostały próbie. Całą niedzielę siedziałem w Plasterstudio na kolejnym…

Publiée par Jack Daniels – Poker & Media sur Dimanche 2 décembre 2018

Zrobić dobry portret nie jest łatwo, a wyrazić tylko jednym zdjęciem człowieka, jego osobowość, życie czy emocje to misja prawie niemożliwa. Ale z drugiej strony właśnie dlatego tak podniecająca, tak ciekawa i dająca tak wiele satysfakcji po wykonaniu tego jednego, idealnego strzału aparatem.

Zdziwilibyście się, jak wiele sztuczek mogą przekazać doświadczeni, zawodowi fotografowie takim młodym adeptom tej sztuki, jak ja. Równie mocno zdziwieni bylibyście, gdybyście zobaczyli w praktyce, jak wielkie różnice w zdjęciach i ich odbiorze daje na przykład zwykłe ustawienie światła skierowanego na bohatera fotografii. Nie miałem o takich tematach zielonego pojęcia, teraz mam głowę napchaną nową wiedzą, więc najchętniej już bym organizował jakieś własne studio i godzinami bawił się aparatem, aby teorię przekuć w praktykę.

A na koniec jedno z moich zdjęć zrobionych podczas zajęć prowadzącemu kurs – Adamowi Kozakowi. Następny kurs już w styczniu!

Adam Kozak

JD Express odc. 3

Redaktor naczelny Pokertexas.net, dinozaur polskiego pokera, fan trash talkingu i 53 w drzewkach