Ikony pokera – Steve O’Dwyer

3
24

Specjalista od turniejów high roller, niezwykle utalentowany, a jednocześnie bardzo skromny. Lista jego wyników pokerowych jest nie tylko bardzo długa, ale i niezwykle efektowna. Panie i Panowie – przed Wami Stephen O'Dwyer.

Możecie nazywać go Stephen, możecie również Steve – tak czy inaczej kilka chwil uwagi mu się z pewnością należy. Urodzony w Colorado Springs pokerzysta stoi na czele korowodu zawodników, którzy wzbudzają zazdrość wśród innych graczy oraz podziw u tych, którzy pokerowymi wydarzeniami ekscytują się jedynie z pozycji obserwatora.

Swoją przygodę z pokerem rozpoczął podczas studiów na East Carolina University. W czwartkowe wieczory pojawiał się na kampusie, by w gronie znajomych grywać w małych turniejach z wpisowym 5$. Szybko zauważył, że sprawia mu to ogromną przyjemność i chciał grać coraz częściej.

„W lutym 2004 roku dostrzegłem na forum internetowym post dotyczący tego, że witryna Full Tillt Poker poszukuje testerów. Po rozegraniu tysiąca rozdań na wirtualne pieniądze, można było otrzymać wejściówkę do turnieju z pulą 5.000$. W jednym z takich turniejów wygrałem bodajże 7.5$ i było to moje pierwsze zetknięcie z grą na prawdziwe pieniądze.”

Po kilku dniach przeglądania internetu w poszukiwaniu informacji o grze, Steve zaczął odkrywać magię bonusów za depozyty w poszczególnych poker roomach. Postanowił, że spróbuje pogodzić życie studenta z możliwościami, jakie wiążą się z pokerem. Na ostatnim semestrze studiów wymyślił plan spędzania całych nocy przed komputerem, aby grywać we freerollach i wyrabiać punkty potrzebne do uzyskania bonusów.

„Spędziłem kilka pierwszych dni na bardzo wyczerpującym graniu, starając się wyrobić różne bonusy od depozytu. Miałem kilka przyzwoitych wyników, udało mi się nawet wygrać duży niedzielny turniej na platformie Bodog. Pieniądze z wygranej przeznaczyłem na opłacenie ostatniego semestru na uczelni oraz podjąłem decyzję o tym, by wybrać się do Las Vegas i spróbować swoich sił w poważnej grze.”

Z zaledwie 14.000$ w kieszeni, Steve postanowił przeprowadzić się do Las Vegas, by skupić się na szkoleniu swoich umiejętności pokerowych. Zabrał się za cashówki na niskich stawkach i choć notował wygrane, nie mógł pochwalić się jakimś spektakularnym wynikiem.

„Walczyłem przez lata. Byłem w stanie opłacić rachunki, ale nie mogłem osiągnąć kilku solidnych wyników w krótkim odstępie czasu. Na szczęście miałem wielu życzliwych pokerowych przyjaciół, którzy szczerze we mnie uwierzyli. Mam za sobą bardzo ciężki okres w Las Vegas, na szczęście nie byłem wtedy sam. Ogromnie doceniam to, że nie stracili wiary we mnie i w moje umiejętności.”

W skład wspomnianego grona przyjaciół wchodziło kilku topowych pokerzystów.

„Latem 2007 roku Isaac Haxton i Scott Seiver nakłonili mnie do tego, bym grał w sieci pojedynki heads up. Zwykle były to stawki 1$/2$, nigdy w zasadzie nie przeniosłem się na wyższy poziom niż 5$/10$. Było to jednak na tyle dochodowe, że przez dwa lata byłem w stanie opłacić samodzielnie rachunki i się utrzymać.”

Choć wyniki były coraz lepsze, Steve'a męczyła już bliskość zagłębia hazardu. Stwierdził, że musi wrócić w swoje rodzinne strony i odetchnąć. Niestety, jak wielu pokerzystów w tamtym czasie, również i jego nie ominęły nieprzyjemne wydarzenia związane z „Czarnym Piątkiem”. Pozostał praktycznie bez środków nie tylko na dalszą grę, ale i na życie.

„W lecie po „Czarnym Piątku” wróciłem do Las Vegas i spędziłem wiele nocy śpiąc na podłodze w apartamencie Scotta Seivera. Na WSOPie poszło mi fatalnie i chociaż nie wylądowałem na ulicy, sprawy wyglądały na tyle źle, że musiałem pożyczać pieniądze na jedzenie.”

Na szczęście dzięki pomocy życzliwych ludzi nie tylko udało mu się pokonać przeciwności losu, ale z miesiąca na miesiąc szło mu coraz lepiej. Być może dzięki tej ciężkiej drodze, jaką przebył, mimo swojej obecnej popularności nadal pozostaje bardzo skromny i zamknięty w sobie. Jak sam o sobie mówi – „Jako nastolatek byłem potwornym introwertykiem. Można powiedzieć, że jestem nim nadal. Staram się żartować i uśmiechać do ludzi, jednak bardzo niekomfortowo czuję się w towarzystwie nieznajomych osób”.

Z taką osobowością z pewnością ciężko jest mu niemalże codziennie przyjmować gratulacje od nieznajomych osób, które zaczepiają go i proszą o zdjęcie lub autograf niemalże wszędzie, gdzie się pojawia – „Za każdym razem, gdy jem lunch w restauracji, wiele osób podchodzi, gratuluje, prosi o zdjęcie lub autograf. Jest to dla mnie potwornie dziwne i zaskakujące”.

Niezależnie od tego, czy taka popularność jest mu na rękę czy nie – bez wątpienia na nią zasłużył. Jego znakomita dyspozycja, którą utrzymuje od dobrych kilku lat, budzi podziw i zazdrość. Steve stawia sobie poprzeczkę każdego dnia coraz wyżej. Nie znaczy to jednak, że ogranicza on swoje życie jedynie do pokera. Wraz ze swoją żoną Kathy są szczęśliwymi rodzicami dwójki dzieci – Stephena i Nicolasa.

Ponadto Amerykanin ma na swoim koncie trzy wydane książki, pracuje również nad biografią. Z pewnością ciężko będzie mu ją dokończyć, skoro praktycznie non stop dokłada do worka z napisem „trofea” kolejne pozycje.

Jego pierwsza książka, „Play poker like a pros”, okazała się bestsellerem na liście New York Timesa. Przetłumaczono ją między innymi na język turecki i birmański. Świadczy to z pewnością o popularności jego osoby w najodleglejszych zakątkach świata. Oprócz wspomnianego tytułu z nazwiskiem O'Dwyer wiążą się jeszcze dwie pozycje – „Bad beats and lucky draws” oraz „Texas Holdem”.

Gdy zechcemy przyjrzeć się wynikom Steve'a O'Dwyera, szybko zauważymy, że ubiegły rok był dla niego nie tylko niezwykle pracowity, ale obfitował również w niesamowite wyniki. Wkroczył w nowy rok z ogromnym przytupem – wygrywając turniej High Roller z wpisowym 10.000$ podczas festiwalu PCA na Bahamach, ustanowił swój rekord, jeśli chodzi o największą wygraną w dotychczasowej karierze – 1.872.580$. Następnie stanął na najwyższym stopniu podium w turnieju w Makau oraz uplasował się na trzecim miejscu w High Rollerze w Monte Carlo.

Ogólnie rzecz biorąc, uznawany jest w środowisku pokerowym za jednego z niewielu pokerzystów, którym gra w turniejach z najwyższym wpisowym przychodzi z tak dużą łatwością. W 2015 roku zgarnął tytuł mistrza HR na Malcie, a także okazał się najlepszy w evencie Super High Roller podczas festiwalu Eureka w czeskiej Pradze.

Wygląda na to, że rok 2016 będzie w jego wykonaniu jeszcze lepszy, niż poprzedni. W ciągu minionych trzech miesięcy ma na koncie już cztery tytuły i oczywiście – wszystkie zdobyte w turniejach High Roller.

W tym momencie odpowiednie będzie zastosowanie parafrazy powiedzenia znanego z piłki nożnej – „w turnieju bierze udział wielu pokerzystów, a na końcu i tak wygrywa O'Dwyer”.

Popularność, sława, piękne kobiety i zawrotne pieniądze – pewnie tak właśnie wyobraża sobie większość z Was życie Steve'a O'Dwyera. On sam jednak, widzi to trochę inaczej. Poker jest dla niego stale rosnącym wyzwaniem, które każdego dnia z ochotą podejmuje.

„Nie gram w pokera dla pieniędzy, w zasadzie mam je totalnie gdzieś. Nie jestem rozrzutny, cenię sobie wygodne życie, ale bez przesady. Gram, bo lubię wyzwania. To, co sprawia mi największą przyjemność to nie tyle wyniki, co podejmowanie właściwych decyzji, które sprawiają, że jestem coraz lepszym graczem.”

„Moim zdaniem, radzę sobie lepiej z różnymi przeciwnościami losu, niż większość ludzi. Pytanie o sukces, który osiągnę, nie było nigdy stawiane w formie „czy to się stanie?” ale „kiedy to nastąpi?”. Za nic w świecie nie chciałem być jednym z tych pokerzystów, którzy do „Czarnego Piątku” byli całkiem solidnymi graczami, jednak ich droga zakończyła się przez błędy innych ludzi.”

Niech przykład znakomitego pokerzysty, Steve'a O'Dwyera będzie dla Was wszystkich dobrą wróżbą na przyszłość. W końcu ludzi sukcesu nie poznaje się po tym, ile udało im się zarobić, ale po tym, że codziennie mają motywację, by wstać rano z łóżka.
Eks -krupierka, Legionistka, pasjonatka pokera i wszystkiego co z nim związane.

3 KOMENTARZE

  1. ktoś początkujący kto to czyta pomyśli sobie, jakie to życie pokerowe jest łatwe, a Ci którzy znają temat wiedzą ile wyrzeczeń trzeba żeby cokolwiek osiągnąć w pokerze

  2. Przeczytałem „ikony pokera” myślę – o artykuł o mnie, a potem jakiś steve o (dwyer)

    • O tobie jeszcze długo nie, a potem już wcale. Chyba, że powstanie cykl „Klauni pokera”, to o tobie będzie pierwszy odcinek.

Comments are closed.