„Chasing The Poker Dream” Joe Ingrama – recenzja

0
275
Joey Ingram

Czy można napisać książkę w jedenaście dni? Joey Ingram udowadnia, że tak. Znacznie lepiej zadane pytanie brzmi jednak: czy w jedenaście dni można napisać książkę dobrą?

Joey „ChicagoJoey” Ingram już od dobrych kilku lat odciska piętno na szeroko pojętym środowisku pokerowym, ale jego znaczenie zdaje się wzrastać z każdym miesiącem. Zaczął jako wykonawca szalonych karcianych prop betów, w których udowadniał, że można rozegrać 600.000 rąk w niespełna miesiąc czy uzyskać status Supernova Elite w rekordowo szybkim czasie. Później zasłynął jako sumienny gracz i propagator PLO, ale przede wszystkim twórca przyciągającego największe pokerowe gwiazdy podcastu „Poker Life Podcast”. Ostatnio jego dorobek wzbogacił się jeszcze o posadę gospodarza programu „Major Wager” na kanale PokerGO.

Pod koniec zeszłego roku „ChicagoJoey” założył się ze znajomymi, że w ciągu miesiąca napisze i opublikuje własnym sumptem liczącą minimum 40.000 znaków książkę. Jakość końcowego produktu nie miała w zakładzie żadnego znaczenia, ale Ingram – który ostatecznie podołał zadaniu – nie zamierzał sygnować własnym nazwiskiem czegoś bezwartościowego. „Myślę, że to jedna z najlepszych pokerowych książek jakie kiedykolwiek powstały” – przekonywał zaraz po premierze.

Prawdopodobnie dzięki tym słowom zdołał sprzedać kilka egzemplarzy więcej, ale z rzeczywistością nie mają one wiele wspólnego. „Chasing The Poker Dream: The Qualities of a Successful Poker Player”, bo taki tytuł nosi książka, czyta się bowiem jak skleconą na kolanie pięć minut przed rozpoczęciem lekcji rozprawkę. Brak tu spójności, pisarskiej ogłady, przemyślanego pomysłu na całość, roi się natomiast od literówek, irytujących emotikonek czy innych farfocli, które nie ujdą uwadze nawet czytelnikom nie posługującym się na co dzień angielszczyzną.

Jest słabo i… słabiej

Ale nie jest to największy zarzut wobec „Chasing…”. W końcu pokerowych książek (a już w szczególności tych napisanych w jedenaście dni) nie czytamy dla językowych fajerwerków bądź estetycznych pieszczot, a dla strategicznej wiedzy, ciekawych historii czy oryginalnych przemyśleń. Po prostu – dla przekonującej treści. Lecz i tej jest w debiucie wydawniczym Ingrama jak na lekarstwo.

Chasing The Poker DreamAutor przygotował nam tematyczny misz masz bez ładu i składu. Przeczytamy w książce o cechach niezbędnych do osiągnięcia karcianego sukcesu, dostaniemy kilka motywacyjnych kopów i rad związanych z pokerową strategią, dowiemy się coś niecoś o jego wspinaczce po kolejnych pokerowych szczeblach. To poplątanie z pomieszaniem nie byłoby może aż tak dokuczliwe, gdyby nie fakt, że znaczna część tekstu jest niczym innym, jak odkrywaniem Ameryki na nowo. Joey rzuca frazesami rodem z memów o life coachingu, pisze o konceptach, o których – jak sam zresztą przyznaje – nie ma wiele do powiedzenia, gdzie indziej wchodzi w buty podrzędnego blogera klepiącego teksty typu „najlepsi pokerzyści zdradzają swój przepis na sukces”. Czytamy zatem o konieczności ciężkiej pracy, pewności siebie i wiary we własne umiejętności. Dowiadujemy się o potrzebie ambicji, poświęcenia czy skupiania się na tzw. long runie. Odkrywcze, prawda? A gdy pisze, że chciałby „uniknąć pisania o banałach” – doprawdy trudno nie wybuchnąć śmiechem.

Jako się rzekło, w książce znajdziemy również kilka krótkich rozdziałów poświęconych pokerowej strategii. I przyznajmy – wypadają one dużo lepiej. Wprawdzie jest to jedynie ogólnikowy przejazd przez garstkę dowolnie wybranych zagadnień, w dodatku bardzo chaotyczny i pozbawiony precyzji, ale przy odrobinie dobrych chęci można wyłowić garstkę interesujących sztuk. Wartościowe są choćby fragmenty o różnych typach graczy rekreacyjnych, przystosowaniu do rozmaitych strategii czy różnicach pomiędzy stolikami regularnymi a stolikami zoom/fast forward.

Kilka plusów

Najlepszymi momentami książki są paradoksalnie te, w których autor usuwa się w cień i oddaje głos zaproszonym na łamy książki kolegom po fachu. Dan Colman rzuca ciekawą wypowiedzią o negatywnej stronie obsesji na punkcie pokera, Cole South pisze o zamienianiu swoich słabych punktów w późniejsze atuty, John Beauprez przytacza i analizuje cytat z Tigera Woodsa. Najlepiej wypada jednak współzałożyciel Upswing Poker Ryan Fee, który kradnie show niemal za każdym razem, gdy dzieli się swoimi przemyśleniami na tematy podrzucane przez Ingrama. Gołym okiem widać, że Fee jest już zaprawiony w książkowo-wydawniczych bojach.

Dla gospodarza „Major Wager” był to natomiast sklecony naprędce debiut. Kto wie, może gdyby miał nieco więcej czasu na spokojne zaplanowanie i napisanie swojej książki, wyglądałaby ona zupełnie inaczej? „Chasing…”, łagodnie mówiąc, nie powala, ale biorąc pod uwagę, że jest to stworzone w jedenaście dni dziecko zakrapianego alkoholem zakładu – warto dać twórcy popularnych podcastów kolejną szansę.

A ta zapewne nadarzy się już niebawem. „ChicagoJoey” zapowiedział bowiem, że wyjście kolejnej książki spod jego pióra jest jedynie kwestią czasu. W takim razie czekamy i liczymy na coś więcej. Zdecydowanie więcej.

    Przygodę z pokerem zaczął chwilę po osiemnastce, przygodę z pisaniem - dużo wcześniej. W chwilach wolnych od jednego i drugiego czyta, kibicuje Tottenhamowi i słucha Depeche Mode.