Big in Japan

0
514

Gdybym musiał wybrać tylko jedno słowo do opisania jakim krajem jest Japonia, specyficznym wydaje się być na miejscu. Żadne miejsce, które do tej pory odwiedziłem nie różniło się tak bardzo od „zachodniego świata” – przynajmniej, pod względem mentalnym. Kraj spektakularnych wieżowców, w którym ciężko porozumieć się po angielsku nawet w hotelach czy też restauracjach. Niezwykle uczynni ludzie, zawsze skorzy do pomocy, a jednocześnie lekko zdystansowani.  Japonia jest niezwykle homogenicznym krajem pod względem demografii, ponad 98% ludności stanowią rodowici mieszkańcy z dziada pradziada. Byłem zdumiony tym, iż przechadzając się ulicami Tokio, nie raz przez kilkanaście minut nie spotkałem żadnego białego człowieka.

Japońska stolica zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Ład i porządek jaki panuję w tej gigantycznej metropolii budzi ogromny szacunek. Dużym zaskoczeniem było dla mnie to jak mało samochodów przemieszcza się po tokijskich ulicach. Jednakże mając tak znakomity system transportu szynowego, czterokołowiec wydaje się być jedynie niepotrzebnym problemem. System transportu publicznego który stworzyli Japończycy, powinien być wzorem do naśladowania dla każdego kraju. Kilometry podziemnych tuneli, pozwalają przemieszczań się pomiędzy kilkoma liniami znajdującymi się na jednej stacji. Również dywersyfikacja pod względem zabudowy była bardzo interesująca. 2 minutowa jazda pociągiem pozwala przenieść się z dzielnicy 30 piętrowych wieżowców, na spokojne suburbia wypełnione urokliwymi jednorodzinnymi domkami, gdzie życie zdawało się płynąć wolniej. Sposób w jaki funkcjonuje ten gigantyczny organizm jest godny podziwu.

Rzeczą, która zachwyca jest na pewno jedzenie. Sushi w barach szybkiej obsługi powala na kolana, jakość przydrożnych ramenarni jest zniewalająca, a smak przyrządzanej na własną rękę wołowiny odbiera ochotę na konsumowanie europejskich steków. Podczas podróży miałem również okazję skosztować kilkunastu ramenów, każdy kolejny różnił się od poprzedniego małym elementem, który wpływał na to , iż zwykła zupa stawała się nowym doświadczeniem kulinarnym.

Widok z hotelu w dzielnicy Asakusa

Tokyo Bay

Statua Wolności na wyspie Odaiba

Brama Tori

Tokyo Metropolitan Government Building – widok z dołu

Widok z góry

Przyrządzana na własną rękę wołowinka, marynowane na ostro ogórki inne wynalazki oraz stara dobra ryba z ryżem;]

Pokerowo marzec był kolejnym najlepszym miesiącem w mojej karierze. Już w miesiąc po zanotowaniu najlepszego wyniku w karierze, przyszedł jeszcze lepszy, tym bardziej symboliczny, gdyż pierwszy raz wynik EV adjusted pre-rb przekroczył 30k$. Dodając do tego fakt, iż z powodu rozpoczętej 21 marca podróży rozegrałem niespełna 70 godzin, moje adjusted hourly wyniosło prawie 500$/h. Całkiem znośnie..  🙂

Jednakże w kwietniu ciężko spodziewać się wyniku zbliżonego do tego, który udało się osiągnąć w miesiącu poprzednim. W momencie pisania tego wpisu, na liczniku widnieje niespełna 10 „słabych” godzin, a 1/3 miesiąca jest już za nami. Przed wyjazdem miałem bardzo ambitne plany, byłem jednak świadom iż ciężko będzie grindować w podróży, dlatego moim celem było jedynie granie takiej ilości aby nie stracić „szarpkości”. Strefa czasowa w Japonii nie była zbyt korzystna dla pokera, gdy w Europie był godzina 20, zegar w kraju kwitnącej wiśni wskazywał 3 nad ranem. Starałem się pograć nieco w godzinach porannych, po spożyciu solidnego śniadanka.  (bardzo solidnego, było to najlepsze śniadanie jakie kiedykolwiek jadłem w hotelu).

Jednak w dzisiejszych czasach ciężko o dobre gry po godzinie 24, a granie 150-200 rozdań na godzinę jest dla mnie niezwykle nużącym zajęciem.  Do tego płynnie przeszedłem z fazy ogingu do fazy degingu – walenie gazu było na porządku dziennym – a jak wiadomo deging jest odwiecznym przeciwnikiem sumiennego grindu. Od września ubiegłego roku pracowałem bardzo sumiennie, z przerwa jedynie na święta, dlatego zapracowałem na dłuższy urlop. Obecnie przebywam na Phuket, raju dla każdego rasowego degenerata (me not). W Tajlandii spędzę jeszcze tydzień, a następnie z naładowanymi bateriami powrócę do Zjednoczonego Królestwa, by znów pchać powoli pokerowy kierat. Okres lenistwa przyjdzie odpokutować w późniejszym terminie, zarówno przy pokerowych stołach jak i na siłowni.