Ana Marquez – To zabawne, że niektórzy zakładają, iż grasz tak samo, jak dziesięć lat temu

0
309
Ana Marquez

O Hiszpance Anie Marquez po raz pierwszy usłyszeliśmy sześć lat temu. Wtedy właśnie otarła się o stół finałowy PokerStars Caribbean Adventure – wygrała 155.000$ za dziesiąte miejsce w evencie. Od tego momentu notowała jednak sporo dobrych wyników.

Ana cashowała na turniejach w Madrycie, San Remo, Londynie, Berlinie, Atlantic City, Barcelonie, Los Angeles, Pradze, Wiedniu i wielu innych. W 2013 Hiszpanka zaliczyła swój najlepszy wynik w karierze. Wygrała wtedy Hollywood Poker Open w Las Vegas, za co otrzymała 320.189$. Wygrała również turniej 1.000$ rebuy podczas SCOOP, za co wzięła 255.035$.

W 2014 roku pokerzystka postanowiła zrobić sobie dłuższą przerwę. Powróciła po dwóch latach. Rok temu udało się jej zrobić deep run w Main Evencie. W tym roku cashowała w trzech eventach z ogromnymi fieldami – Marathonie, Monster Stacku i Crazy Eights. Redakcja Cardplayera spotkała się z nią świeżo po drugim miejscu w evencie shot clock podczas Five Diamond World Poker Classic.

– Dla tych, którzy nie znają twojej historii, czy możesz opowiedzieć, jak trafiłaś do świata pokera?

– Czuję, jakby minęło wiele czasu od kiedy zaczęłam grać, bo było to w okolicach 2008 roku. Zainteresowałam się pokerem podczas studiów na American University w Waszyngtonie, gdzie studiowałam historię i ekonomię, bo planowałam chyba robić coś związanego z dyplomacją. Nie jestem pewna, jaki był plan. Poker jednak skradł moje serce. Poznałam grupę graczy z Maryland, Greg Mersona, Tony'ego Gregga i Christiana Hardera. Zaczęliśmy wspólnie grać i traktowała to bardzo poważnie od samego początku. Uczyłam się gry w pokera zanim właściwie zaczęłam grać, bo chciałam być pewna, że będą gotowa. To dzięki Gregowi Mersonowi zaczęłam grać online. Grałam jakieś cashówki live 1/2$, ale on przekonał mnie, co powinnam robić. Dwa lata później zaczęłam grać turnieje.

Ana Marquez
Ana Marquez (foto: Danny Maxwell)

– Kiedy zdałaś sobie sprawę, że poker może być sposobem na karierę?

– Robiłam sobie przerwę od uniwersytetu. Nie mogłam wziąć semestru przerwy, bo pisałam już magisterkę, a więc musiałam zrezygnować na rok. Znudziłam się i zaczęłam grać sporo w pokera. Wtedy zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo go kocham. Podjęłam decyzję, że skończę studia, a następnie przez rok pogram, aby sprawdzić, jak sobie radzę. Miałam niezłe wyniki, a więc nie rezygnowałam z grindu.

– Możesz opowiedzieć o tym, jak zmienił się twój styl gry na przestrzeni lat?

– Początkowo byłam wielkim nitem. Pamiętam, że pierwsze moje podejście do pokera opierało się na książce Phila Gordona Little Green Book i SuperSystemie, a więc byłam nieco surowa przy wybieraniu rąk, które rozgrywam. Przez lata dostawałam porady odnośnie agresji i zauważałam, że taka gra jest skuteczniejsza i właśnie dlatego moja gra się bardziej otworzyła.

Mówiąc szczerze, to przez lata właśnie największym problemem było rozpoznanie, w jaki sposób ludzie postrzegają mnie przy stole. To zabawne, bo ludzie zakładają, że grasz w taki sam sposób, jak dziesięć lat temu, czyli w moim przypadku – bardzo tight. Z drugiej strony, ktoś, z kim grałam w zeszłym tygodniu będzie pamiętał mnie jako bardzo agresywnego gracza i dlatego czasem ciężko jest mi zorientować się, co myślą o mnie inni. Przykładowo, gdy ktoś zagrywa 3-beta, muszę zdecydować czy ich zakres jest szerszy, bo próbują mnie wyrzucić z rozdania albo czy ich zakres jest węższy, bo widzą we mnie nita. To zawsze zależy od stołu, ale powiedziałabym, że ludzie zwykle zmieniają obraną strategię, aby mnie tylko zaatakować. W zależności od kart, to może zaowocować bardzo dobrym albo frustrującym dniem.

Musiała zrobić sobie przerwę

Podróżowałaś po turniejach przez parę lat i zanim zrobiłaś sobie przerwę, odniosłaś znaczące sukcesy. Jesteś przecież na dwunastym miejscu hiszpańskiej All Time Money List. Czemu zdecydowałaś się na jakiś czas przystopować?

– Wydaje mi się, że za bardzo się zmuszałam do gry. Żyłam na walizkach, co dwa tygodnie byłam w innym mieście. Chciałam być w domu. Mieszkałam w Londynie, ale tyle podróżowałam, że nie wiedziałam właściwie jakie to uczucie mieć dom. Tęskniłam za gniazdem, bazą wypadową. Ciągle tylko grindowałam. Gdy nie było turnieju live, to grałam online. Wypaliłam się. Mój tata mówił mi, że jestem jedyną osobą, która nie odpoczywa w weekend. Codziennie gdzieś można było zagrać w pokera. W 2013 roku radziłam sobie świetnie, a kiedy osiągasz sukces, to nie chcesz tego uczucia stracić przez jakiś czas.

Mówiąc szczerze, nigdy nie mogłabym odejść ze świata pokera. Po prostu ograniczyłam mój harmonogram, aby dało się nim łatwiej zarządzać. Próbowałam przestać grać, aby przekonać się, czy mogę zrezygnować, ale za bardzo kocham pokera. Teraz wracam do niego w naturalny sposób. Nie planuję nic, wszystko opiera się na tym, czy chcę grać i kiedy mam na to ochotę. Niedawno opuściłam Rozvadov (WSOPE), które odbywało się tylko cztery godziny drogi od mojego domu i zamiast tego wybrałam się do Las Vegas, aby zagrać w Bellagio. To nie ma sensu, ale czułam, że właśnie tak powinnam była zrobić.

Ana Marquez
Ana Marquez (foto: Jayne Furman)

– Może po prostu Las Vegas lubisz bardziej od Rozvadova?

– Faktycznie kocham Las Vegas. To dla mnie miejsce pracy. Jeżeli szukasz motywacji, chcesz pchnąć siebie do pracy, to przyleć do Las Vegas. Przylatuję do Las Vegas od wielu lat i nie rozpraszają mnie rozrywki na Stripie. Wszystko to mam za sobą. Kiedy tutaj jestem, liczy się dla mnie tylko poker.

    O pokerze pisze od kilku lat - głównie na PokerTexas. Fan czterech kart, tłumacz hazardowy, obserwator e-sportu i sceny Hearthstone'a.