Do Ameryki na wschód, zawsze, na wschód

A na razie Azjo, krótkie słowa dwa – moje uszanowanie

Przeprowadzka z Azji Południowo-Wschodniej do Ameryki Północnej (nie, Meksyk to nie Ameryka Środkowa :P), zajęła mi, nie licząc samego przelotu… 15 minut. Z czego byłem naprawdę dumny. Wyjazd na weekend za miasto, czy zmiana kontynentu, na którym mieszkam, stały się dla mnie wydarzeniami z tej samej kategorii wagowej 🙂 Wrzucić wszystko z pokoju do torby i jazda. Choć muszę przyznać, że w efekcie takiego tempa zostawiłem w Bangkoku figurkę Buddy kupioną jako pamiątkę, pudełko soczewek i parę klapek…

Nie przeszkodziło mi to specjalnie, ale specyficzny problem napotkałem za to na lotnisku. Miałem przesiadkę w USA i nie wszystkie loty były na jednym bilecie. Tajka obsługująca bramkę AirAsia powiedziała mi, że system nie pozwoli na check-in, jeżeli nie podam adresu pod jakim będę mieszkał w Stanach Zjednoczonych (ech, te Amerykańców fobie imigracyjne). Kazała mi latać po lotnisku do kafejki i drukować jakieś dokumenty. Po piętnastu minutach, przy trzecim podejściu powiedziałem jej, żeby wpisała po prostu adres lotniska LAX, bo w sumie to była najsensowniejsza odpowiedź na pytanie „Gdzie (przez cztery godziny) będę mieszkał w Stanach?”.

Jak przeszliśmy ten etap, to zostałem trafiony kolejnym pytaniem. A gdzie mam bilet wylotowy z Meksyku. Wylotowy z Meksyku dokąd?! Do Polski. Meksykańskie prawo mówi, że trzeba mieć bilet powrotny do kraju ojczystego. No ja je…

Wszystkie te zabawy zajmowały dużo czasu, a ja dotarłem na lotnisko w swoim stylu, czyli na ostatnią chwilę. Do zakończenia check-in’u została… minuta. Pojawiła się jakaś przełożona kobiety obsługującej bramkę i na szczęście doszła chyba do tego, że raczej jestem podróżnikiem (duh?), a nie próbuje zostać nielegalnym pracownikiem w Meksyku dostając się tam przez USA… Powiedziała swojej podwładnej, żeby zignorowała już te siedemnaste formalności i po prostu dała mi bilety. GG.

Spontaniczną przeprowadzkę wykorzystałem do zadziwienia bliskich. Do matki zadzwoniłem z Chin.

– „A co Ty robisz w Shanghaiu?!”

– „Mam przesiadkę, bo przeprowadzam się do Meksyku. I nie pozwolili mi wyjść z lotniska, a miałem ochotę zobaczyć główny budynek HSBC. Swoją drogą wiedziałaś, że to skrót od Hong-Kong Shanghai Banking Corporation?”

– „Jak to przeprowadzasz się do Meksyku?!?!?”

W końcu udało mi się ją zdziwić, bo jak wpadłem do rodziców na obiad powiedzieć im, że się przeprowadzam na pół roku do Bangkoku, to moja mama odpowiedziała po prostu „OK. Możesz podać ziemniaki?”. True story.

Mechiko…

Osiedliłem się w Akumal i przez pierwszy tydzień po prostu się relaksowałem: oglądałem okolicę, czytałem – książki i Internet, siedziałem dużo na Skypie nadrabiając zaległości w rozmowach z rodziną i przyjaciółmi. Z lokalnych atrakcji: poszedłem popływać z żółwiami morskimi (w oceanie :). Fajna sprawa.

Drugi meksykański tydzień spędziłem w Xcalak, małej karaibskiej wiosce na granicy Meksyku i Belize, gdzie zrobiłem certyfikat Open Water Diver, nurkując tym razem z butlami. Zejście na kilkadziesiąt minut pod wodę, żeby pooglądać co tam w głębi siedzi, jest zdecydowanie przyjemne. Podejrzewam, że będzie mi się zdarzało od czasu do czasu klasycznie nurkować. Ale to nie to, co freediving. Stan nieważkości jest, ale przez butlę, kamizelkę, rurki, itd., to jednak nie aż takie wrażenie swobody. Za to nie trzeba się martwić, że powietrza zabraknie i walczyć z samym sobą. Freediving to sport, zwykłe nurkowanie to bardziej „pan ma relaks” pod wodą. Mnie bardziej porywa to pierwsze.

Kod do rejestracji: POKERTEXAS

Po kilku dniach zachwycania się podwodnymi rafami oraz krewetkami w kokosie z sokiem z pomarańczy i pikantnym majonezem, wróciłem do Riviera Maya, żeby zacząć robić coś produktywnego.

…i powrót do klikania

Po ponad pół roku obijania się w końcu wziąłem dupę w troki i zabrałem się do pracy. Zacząłem grać, a właściwie uczyć się grać, turnieje wielostolikowe.

Mam to szczęście, że moimi stakerami jest paru graczy ze światowej czołówki MTT. Poza wyłożeniem pieniędzy na moją grę, poświęcają oni czas na szkolenie mnie. Zdecydowałem się na staking właśnie ze względu na naukę – regularne omawianie rozdań, sesji, dostęp do ich hand history, etc. Wpisowe opłacać mógłbym korzystając z własnego bankrolla, ale żadne, nawet płatne lekcje nie dadzą takiego zaangażowania ze strony nauczycieli, jak to, że poświęcają oni czas „swojej inwestycji” 😉

Układ wygląda tak, że będę grał dla moich pracodawców przez rok. Poza codziennymi turniejami będę brał udział w dużych festiwalach on-line (jak niedawny SCOOP) i w turniejach na żywo. Między innymi już za niecały miesiąc, po raz drugi w życiu, dane mi będzie zaliczyć występ w Main Evencie World Series of Poker :D.

Why Leo? Not for money

Co uważniejsi czytelnicy bloga zauważyli pewnie, że mam delikatne wątpliwości, jaką cześć mojego życia chcę poświęcać pokerowi. Skąd więc taka decyzja, żeby oddać mu kolejny rok?

O ile zdecydowanie nie zamierzam do śmierci grindować na chleb, to udziału w turniejach live nie chciałbym porzucić nigdy. Uważam je za świetną formę spędzania czasu, niezależnie czy chodzi o duże eventy pozwalające poczuć sportową rywalizację, jak WSOP lub EPT, czy o te lokalne, dające okazję do spędzenia czasu w doborowym towarzystwie 😉

Nie mogłem odpuścić możliwości uczenia się jak grać MTT od jednych z najlepszych na świecie. Tak więc przez najbliższy rok nadal będzie można mnie spotkać przy stolikach.

Oryginalnie miał to być tylko turniejowy Texas Hold’em, ale po ostatnich SCOOPach zacząłem się zastanawiać, czy może nie zacząć poszerzać repertuaru. Poziom w turniejach w mniej popularne odmiany był nieprzyzwoicie niski. W mojej ulubionej niszówce – BigO (5-kartowa Omaha Hi/Lo Pot Limit) – zająłem 10 miejsce w evencie Mid. No i przede wszystkim granie innych odmian dawało mi zdecydowanie większą satysfakcję. Ja frajdę mam z uczenia się, robienia czegoś nowego, a nie z klikania na 12+ stołach na raz… Zobaczymy, co z tego wyjdzie 🙂

Na dzisiaj starczy. O tym jak na co dzień, jak od święta i jak od strony technicznej wygląda moje granie MTT napiszę w przyszłym tygodniu.

Lagra vida y el beneficio

Grasiu

PS – Zdjęcia z wojaży po Amerykach będzie można znaleźć w kolejnym albumie na FaceBooku, na razie wiele tam nie ma, ale będę go uzupełniał przez następne kilka dni.

Kod do rejestracji: POKERTEXAS