MAIN EVENT
Pierwsze dwie godziny gry w zasadzie nie angażowałem się w grę. Obserwowałem sobie
tylko stół i moich przeciwników. Jak już byłem w rozdaniu to zawijałem małe pulki, aby
utrzymać stack na wyjściowym poziomie 10-11k. Jak się okazało baczna obserwacja moich
rywali pozwoliła mi na pierwszy double up?
Na stole miałem w zasadzie jednego dobrego, groźnego gracza. Prowadził grę na stole, grał
dość agresywnie i zbudował spory stack. Jednak tuż przed pierwszą przerwą przegrał bardzo
dużą pulę i zastanawiałem się jak to się odbije na jego dalszej grze. Tuż po przerwie przyszło
pierwsze rozdanie, które dało mi sporo żetonów. Dostałem TT na pozycji CO. Do mnie kilka
limpów (standard na stole!!) więc separując rywali mocno podbiłem. Sprawdził mnie tylko
ten gracz, którego wspominałem. Flop to 775, w tym dwa piki. Flop dla mnie niezły, ale z możliwymi drawami, zagrałem więc cbeta prawie o pulę, on call. Turn to 8 kier i sytuacja się
powtarza ? on check, ja bet o prawie pot, on call. River to kolejna piątka i nagle mój rywal
gra all in. Hmmm? Do tej pory dość agresywnie rozgrywał swoje układy, więc czyżby teraz
szykował jakąś pułapkę? Raczej nie. Obstawiłem go na nietrafiony draw do koloru i po chwili
namysłu sprawdziłem. Pokazał A3 w piku i odpadł z turnieju.
Z dodatkową amunicją i bez ciężkiego rywala przejąłem prowadzenie gry na stole często
zgarniając blindy i mniejsze pule. Trzeba jednak przyznać, że karty dostawałem niezłe i miałem
czym grać. Po 5 levelu mój stół został skasowany i przesiadłem się na nowe miejsce. A tam
zupełnie inna gra niż na poprzednim stole ? agresja, ciągła akcja na stole zarówno preflop jak i
po flopie, przeciwnicy z dość dużymi stackami. Postanowiłem więc czekać na swoją szansę i
nie angażować się w bezsensowną walkę bez dobrej karty. I okazja trafiła się dość szybko i
dość niespodziewanie. Będąc na BB dostałem A4o. Do mnie tylko jeden limp z późnej pozycji
od dobrego gracza i call od SB. Flop marzenie ? 235! Mam strita z flopa i bije mnie jedynie 64.
W tym momencie SB zagrywa za pulę. Ja nie chcąc mu dać szansy na ewentualne drawowanie
przebijam i dostaję natychmiastowy re-reraise od gracza z LP. Gracz na SB folduje karty, a ja
obawiając się ewentualnego seta (limp z niską parą dość możliwy) gram all in. Mój przeciwnik
zagrał instant call i pokazał KK! Slow play, you pay, sir! Po tym rozdaniu miałem już 35k i
dobrą pozycję do dalszej gry.

Karta nadal szła mi nieźle. Trafiłem z AA, QQ i TT sety z flopa, ale musiałem je rozgrywać
agresywnie, bo za każdym razem miałem flopy z możliwymi drawami do koloru i strita. Nie
ugrałem więc na nich nic po flopie, ale za to były dobrze opłacone preflop, bo rywale mieli
również dobre ręce. Tuż przed końcem zmagań pierwszego dnia, gdy miałem już około 28k
(przegrałem kilka tysięcy do tego gracza, który limpował KK ? tym razem ponownie zagrał
tylko call z AA i oddałem trochę żetonów z QTs na boardzie Q22T6) przyszło takie rozdanie.
Na buttonie dostałem KTs. Do mnie doszło 5 limpów! Więc i ja sprawdziłem z pozycją. Flop
T93 w tęczy i wszyscy do mnie check. Zagrałem za pół puli i dostałem jeden call od gracza z
CO siedzącego przede mną. Turn to dama i obaj czekamy. River to kolejna dziesiątka i mój
rywal zagrywa za pot. Tylko sprawdziłem jego zagranie i wygrałem sporą pulę, bo pokazał T7s.
W zasadzie mogłem starać się wyciągnąć z tego rozdania co się da, ale jednak biło mnie kilka
układów (choćby AT, QT, T9 czy KJ oraz każdy set). Wiedziałem, że jeśli podbiję i dostanę
reraise to nie będę wiedział gdzie jestem w tym rozdaniu, a dobry gracz i tak mi nie zapłaci ze
słabą ręką. Po tym rozdaniu wszedłem na poziom ponad 41k, z którymi skończyłem grę w
pierwszym dniu turnieju.
O drugim dniu Unibet Open chciałbym jak najszybciej zapomnieć. Od początku nic nie układało
się po mojej myśli. Po pierwsze tuż przed pierwszym rozdaniem podszedł do mnie tournament
director i poinformował mnie, że zmieniam miejsce. Siadam do stołu, rozglądam się po moich
rywalach, a tam każdy ma stack zbliżony do mojego lub większy. Trochę słabo trafiłem, bo na
poprzednim stole miałem drugi co do wielkości stack, dobrze rozpracowanych rywali i mogłem
sobie pozwolić na prowadzenie mojej gry. A tu? Od samego początku bombardowanie! All iny
tylko latały w powietrzu! Widać było, że gracze mają ze sobą na pieńku po pierwszym dniu gry
i wyraźnie walczyli o dobra pozycję przy stole. Mi karta nie szła, więc spokojnie czekałem na
dobra rękę. No i się doczekałem ? dostałem KK. Oczywiście jak na złość nikt nie chciał ze mną
grać po miniraisie i zwinąłem same blindy? Kilka rozdań później przegrałem pierwszą większą
pulę w turnieju. Na pozycji CO dostałem JJ. Do mnie same foldy, więc ja przy blindach
500/1000 zagrywam za 2500 i dostaję od gracza z BB reraise do 8500. Zawodnik ten miał
przed sobą jeszcze ponad 18k i zastanawiałem się nad all inem, ale w końcu tylko sprawdziłem.
Gdybym przegrał do niego prawie 27k w tym rozdaniu to zostałbym z kilkunastoma swoimi
tysiącami i bardzo ciężką sytuacją na tym stole z opcją all in/fold. Flop dla mnie słaby ? KQ8.
Mój rywal zagrywa za 10k, a ja folduję swoje walety face up. Na następnej przerwie gracz ten
powiedział mi, że miał AA, więc decyzja dobra, choć jak stwierdził bał się czy nie trafiłem seta
dam lub króli, ale i tak dołożyłby resztę żetonów po moim ewentualnym przebiciu. Jasne, z AA
też bym pewnie dołożył?
Od tego rozdania zaczął się koszmar. Nie jestem raczej skłonny do marudzenia, że karta nie
idzie, ale to co przynosił mi los przechodziło ludzkie pojęcie! Powiem tylko, że rękę 93off
dostałem 16 razy! A liczyć zacząłem, bo dostałem ją cztery razy pod rząd! Asa zobaczyłem
trzy razy przez 4 godziny ? A3 z UTG, A8 po jakiejś mega akcji przede mną i AT, na które
zawinąłem rywalom blindy. A te rosły nieubłaganie, mój stack się kurczył i w końcu gdy
miałem około 10,5k przy blindach 800/1600 ante 200 zagrałem all in z KT w piku, co było
i tak jedną z najlepszych moich rąk tego dnia. Trafiłem na AA u gościa, z którym przegrałem
swoje walety i wyleciałem z turnieju na 55 miejscu, tuż po Stasiu i Grabsonie. Do kasy zabrakło
mi piętnastu pozycji, czyli około 2 godzin gry w turnieju. Jakiś double up gdy miałem jeszcze
15 czy 20 tysięcy dałby mi spokojnie miejsce w pierwszej czterdziestce.
SIDE EVENT
Niedzielny side event poszedł mi słabo i odpadłem na czwartym poziomie blindów. Ale to i
tak osiągnięcie ? powinno mnie już nie być na drugim levelu. Dostałem na UTG +1 na rekę AK.
Przy blindach 50/100 zrobiłem standardowe podbicie do 300 i dostałem reraise od donka z MP.
Pisząc ?donk? wiem co mówię i proszę mi zaraz nie marudzić, że kogoś obrażam czy coś.
Gość miał takie pojęcie o pokerze jak ja o haftowaniu i łowickich wycinankach ? czyli słabe.
Jego wcześniejsze akcje na stole to był jakiś żart, ale miał przy tym takiego farta, że co chwila
wygrywał kolejne pule. Flop AKx, w tym dwa kara. Marzenie! Postanowiłem zobaczyć co ten
gość zrobi i nie wystraszyć go. Wiedziałem, że z każdym asem odda mi nawet nerkę. A więc
check, a gość leje. Ja tylko call. Turn to następna blotka i znowu gram check-call z zamiarem
zagrania all in po jego zagraniu na river. Jednak na river spadła kolejna blotka w karo i po
moim checku donk chyba pomyślał, że mogłem drawować do koloru i przeczekał pokazując
mi? dwa asy! A więc to ja tym razem miałem szczęście! Nie miałem jednak już ponad połowy
swoich żetonów i wkrótce odpadłem pushując z 99 na flopie T86, gdzie sprawdził mnie koleś
z QQ na ręku (choć widziałem, że już je prawie wyrzucał?). Walet na turnie dał mi jeszcze
jakieś nadzieje na strita, ale ten nie przyszedł i odpadłem z gry.
To tyle wrażeń. Nie mam do siebie wielkich pretensji za turniej główny, bo większych błędów
nie zrobiłem. Pierwszego dnia zagrałem naprawdę niezłego pokera i byłem z siebie bardzo
zadowolony. Drugi dzień to totalna kicha i skończyło się tak jak w tej sytuacji musiało. O wiele
bardziej pechowy był choćby Pawcio, który przegrał dwie duże pule z AK na ręku kontra niskie
pary (pewnie sam to opisze w swoim blogu), a gdyby wygrał te pule miałby świetną sytuację
do dalszej rywalizacji. Podobnie Karelli, który prezentował pokera z najwyższej półki (choć
i tak mu zawsze mówię, że jest dawcą, ale to z sympatii) i przegrał gigantycznego pota z bardzo
agresywnym graczem AJ v AT świetnie readując przeciwnika ? niestety dziesiątka na flopie
zabrała mu wygraną i większość stacka i marzenia o dobrym wyniku odeszły w siną dal.
Sam turniej zorganizowano na absolutnie światowym poziomie i nie można powiedzieć choć
pół złego słowa w tej kwestii. Ja ze swojej strony (a myślę, że i ze strony moich kolegów) chcę
tu podziękować ekipie z Unibetu w osobach Dominiki i Leszka, którzy dopieszczali nas przez
cały turniej i prowadzili relacje na bieżąco z wydarzeń przy stołach. Naprawdę świetna robota!
Następny Unibet Open już w grudniu w Warszawie! Na pewno mnie tam nie zabraknie!

![Co dzieje się na GGPoker we wrześniu? [Wyścigi, WSOP Online, freerolle] Wrześniowe promocje GGPoker](https://pokertexas.net/wp-content/uploads/2026/09/Promocja-GGPoker-wrzesien-100x70.jpg)
