Steffen Sontheimer – Short Deck to głupia gra z bardzo wysoką wariancją

0
534
Steffen Sontheimer

W ostatnim podcaście PokerNews Steffen Sontheimer miał sporo do powiedzenia na różne tematy. Jednym z nich był oczywiście Short Deck. Okazuje się jednak, że niemiecki pokerzysta nie jest wielkim fanem tej odmiany, która z tygodnia na tydzień zyskuje coraz większą popularność.

– Short deck to na pewno fajna zabawa. Sam nie grałem w niego zbyt dużo, ale zacząłem się o nim uczyć, ponieważ kilka osób poprosiło mnie, żebym ich szkolił w tym wariancie. Nie mogę powiedzieć kto dokładnie, ale są to uczestnicy gier na najwyższe stawki. Gdy się uczyłem, wszyscy myśleli, że przygotowuję się do turnieju, ale nawet w nim nie zagrałem. Raczej unikam gry w Short Decka.

Short Deck to stosunkowo nowa gra, więc nie została jeszcze rozłożona na czynniki pierwsze. Na razie większość pokerzystów twierdzi, że gra „na czuja”, ale Steffen Sontheimer jest jednym z tych, którzy chcą porządnie wgryźć się w temat. Robi to za pomocą metod, które przyniosły mu sukces w No Limit Hold’em.

– Do nauki gry korzystaj z prostej metody: rozkładam karty i tworzę różne sytuacje. Gram przeciwko sobie i wszystko zapisuję na kartce papieru. Stosuję matematykę, robię obliczenia, tworzę tabele, a także korzystam z pomocy różnych programów. Cztery czy pięc lat temu to samo robiłem z No Limit Hold’em. Wtedy nie było jeszcze solverów. Fajnie jest wrócić tak do przeszłości.

Steffen Sontheimer

Co ciekawe, opinia Niemca na temat tej coraz bardziej popularnej odmiany daleka jest od pozytywnej.

– Moim zdaniem rozwój Short Decka w pewnym momencie się zakończy. Szczerze mówiąc jest to dosyć głupia gra i nie nadaje się do formatu turniejowego. Na turniej w Las Vegas pomagałem Dominikowi Nitsche w przygotowaniu technicznym do gry, aż do finałowego stołu. Zauważyłem wtedy, że niezależnie od twojej strategii gry preflop, w Short Decku zawsze jest 40% do 60%. Nie zdziwiłem się więc, gdy Dominik nagle odpadł, chociaż grę na final table zaczynał jako chipleader. Wariancja jest o wiele większa niż w Pot Limit Omaha, a przecież wszyscy widzieliśmy wykresy z PLO i to jak bardzo potrafią skakać. Przewaga umiejętności ma na razie niewielkie znaczenie, ale istnieje.

Steffen Sontheimer opowiedział też dlaczego nie wziął udziału w tegorocznym Poker Masters.

– Byłem nieźle wkurzony opuszczając Las Vegas tego lata. Musiałem zrobić sobie 2-3 tygodnie przerwy i odpocząć. Obecnie nie mam ochoty ciągle podróżować po świecie. Podoba mi się w Wiedniu, podoba mi się w Niemczech. Wolę więc jechać w miejsce, które lubię, żeby mieć też jakieś prawdziwe doświadczenia z takich podróży. Ewentualnie mogę jechać gdzieś, gdzie czeka na mnie prawdziwa wartość z finansowego punktu widzenia. Ale Poker Masters nie spełniało żadnego z tych warunków. Bardzo nie miałem ochoty jechać do Vegas. Jeśli popatrzycie na field, to nie było tam żadnych słabych punktów. Moje ego nie jest tak wielkie, żeby się tam pchać.

Jakie w takim razie niemiecki pokerzysta ma plany na najbliższą przyszłość?

– Na pewno zagram w Caribbean PartyPoker 2018. Byłem tam w zeszłym roku i bardzo mi się podobało. Miejsce eventu jest tak niesamowite, że każdego dnia wstawałem przed 9, a to rzadko mi się zdarza. I chociaż miejsce będzie teraz inne, to jednak na pewno będzie równie super. Poza tym umówiliśmy się już z innymi graczami na mecz siatkówki.

Steffen Sontheimer

Nie mogło zabraknąć też pytania o grupę niemieckich pokerzystów. A przede wszystkim o to, dlaczego po odniesieniu tak dużych sukcesów duża ich część decyduje się zająć czymś innym, zamiast dalej wygrywać pieniądze w pokerze.

– Każdy z nas pracuje przede wszystkim dla siebie. Poza tym to nie jest ciągle ta sama grupa. Oczywiście kilku z nas trzymało się bliżej niż reszta: ja, Rainer Kempe, Fedor Holz, Julian Thomas, Dominik Nitsche i kilku innych, ale pokerzystów z Niemiec jest o wiele więcej. Faktycznie kilku z nas nie gra już zbyt dużo, ja sam zresztą już nie czerpię z pokera takiej radości. Solvery sprawiły, że to w pewien sposób nie jest już moja gra i praca nad nią nie jest już tak fajna jak kiedyś. Każdy więc szuka czegoś poza pokerem.

Co ciekawe, większość niemieckich pokerzystów mieszka w tym samym mieście: w Wiedniu. Gramy razem w tenisa, koszykówkę czy piłkę nożną, ale zawsze jest to inna grupa. A potem imprezujemy z jeszcze innymi. Jesteśmy więc otwarci i wszyscy się przyjaźnimy.

Rozgrywanie KJ przeciwko wysokiemu otwarciu

    Poker to jedno z moich licznych zainteresowań. A o każdym z nich lubię też pisać, co robię już od kilku lat.