Ryan Riess – Dobrze jest mieć hejterów. To oznacza, że coś osiągnąłeś

0
Ryan Riess
Ryan Riess (foto: PokerNews.com)

W 2013 roku Ryan Riess na zawsze zapisał się w pokerowej historii, zwyciężając w Main Evencie WSOP. To był jednak dopiero początek jego karcianych sukcesów. W wywiadzie z Gaelle Jaudon Amerykanin opowiedział o swoim wielkim triumfie, uczestnictwie w turniejach z dużymi wpisowymi czy negatywnych komentarzach, które spłynęły na niego po wygranej w Main Evencie.

– Zacznijmy od pytania, które zadawano ci mnóstwo razy. Wygrałeś Main Event WSOP z 2013 roku już za pierwszym podejściem. Możesz opisać, jak wyglądał twój mindset?

– Wówczas byłem bardzo naiwny. Niezupełnie rozumiałem, jak duży był to turniej. To przyszło może dwa lata później. Ale myślę, że była to dobra rzecz. Gdybym od razu rozumiał znaczenie tego turnieju, mógłbym rozegrać go inaczej. Wtedy byłem początkującym pokerzystą, po raz pierwszy grałem w Main Evencie. Potem pojąłem jednak jego znaczenie i od tego czasu nawet nie zbliżyłem się do podobnego sukcesu.

– To z pewnością spore wyzwanie, kiedy nagle znajdujesz się w centrum zainteresowania i wygrywasz ogromne pieniądze. Co stało się w twoim życiu po tym sukcesie?

– Moje życie nie zmieniło się aż tak bardzo. Mam tę samą grupę przyjaciół, co przedtem. Posiadam jednak dużo więcej wolności. Dzięki wygranym pieniądzom nie muszę martwić się finansami, mogę podróżować po świecie, grać w pokera i być coraz lepszy.

– Czy sukces miał również jakieś wady?

– Wydaje mi się, że nie. Nie popadłem w żadne szaleństwa. Byłem całkiem rozsądny ze swoimi pieniędzmi. Jedynym błędem była gra w turniejach z dużymi wpisowymi – np. za 100.000$ – na które nie byłem gotowy. Nie byłem wystarczająco dobry, aby w nich uczestniczyć.

– Jaką wskazówką mógłbyś podzielić się z przyszłymi mistrzami Main Eventu?

– Po prostu bądź pokorny i zrozum, jak wielkie miałeś szczęście, że mogłeś znaleźć się w takim miejscu. Musisz grać w pokera przez dziesięć dni z rzędu i po prostu musisz mieć szczęście aż do samego końca. Bądź więc wdzięczny i spróbuj również pomagać innym ludziom.

– W 2017 roku wygrałeś bardzo duży event – WPT w Seminole. Jakie znaczenie miało dla ciebie kolejne zwycięstwo w dużym turnieju?

– Dużo to dla mnie znaczyło, ponieważ od 2013 roku grałem w bardzo wielu eventach WPT. Mimo to nie dotarłem do ani jednego stołu finałowego. W końcu udała mi się ta sztuka w evencie za 10.000$. Siedziałem przy stole razem z Jasonem Koonem i innymi świetnymi pokerzystami, więc wygrana była czymś niesamowitym. Zagwarantowała mi również sporo pieniędzy.

– Jonathan Duhamel [mistrz Main Eventu WSOP z 2010 roku – red.] powiedział, że chciał udowodnić pokerowemu środowisku, iż jego zwycięstwo nie było przypadkiem i pokazać, że jest nie tylko mistrzem Main Eventu, ale również po prostu dobrym graczem. Czy też czułeś coś podobnego?

– Tak. Każdy może wygrać jeden turniej. W przeszłości było wielu graczy, którzy zwyciężali w Main Evencie, a potem niczego już nie osiągnęli. Jeśli nie chcesz grać w pokera zawodowo – nie ma problemu. Ale ja zawsze kochałem pokera i chcę w niego grać przez następne 30 lat. Często będziecie mnie oglądać, ponieważ nigdzie się nie ruszam. [Mój sukces na WPT] pokazał ludziom, że potrafię to robić i że nie był to po prostu jednorazowy fart.

– Bierzesz również udział w High Rollerach i Super High Rollerach. Po odpadnięciu z turnieju za 100.000$ napisałeś na Twitterze: „Popełniłem zdecydowanie za dużo błędów. Muszę być lepszy”. Publiczne przyznawanie się do błędów nie jest czymś powszechnym.

– W Super High Rollerze popełniłem duży błąd i straciłem mnóstwo żetonów. Byłem na siebie wściekły. Popełniałem błędy, których w normalnych okolicznościach nie popełniam. Chciałem to po prostu z siebie wyrzucić, a przy okazji pokazać ludziom, że błędy są czymś normalnym. Uczysz się na nich, aby być lepszym graczem.

– Przede wszystkim nad czym musisz pracować?

– Nad tym, żeby się nie śpieszyć. Czasem zagrywam zdecydowanie zbyt szybko. Myślę, że zawsze wiem, co trzeba zrobić, więc zagrywam szybko. Ale nie zawsze mam rację. Mogę podjąć złą decyzję tylko dlatego, że zagrałem zbyt szybko. Myślę więc, że muszę nieco zwolnić, zastanowić się nad każdą decyzją i nie blefować tak często, jak teraz!

– Po zwycięstwie w Main Evencie powiedziałeś „Myślę, że jestem najlepszym graczem na świecie”. Spotkałeś się dużą falą krytyki. Jak sobie z tym poradziłeś?

– Ludzie często się ze mnie naśmiewali, rzucali niekiedy żartami. Patrząc wstecz, nie byłem najlepszy, ba, nie byłem nawet tego bliski. Wówczas myślałem jednak, że byłem.

Jeszcze rok temu myślałem, że należę do grona najlepszych pokerzystów na świecie. Kiedy jednak spojrzałem na niektóre rozegrane przeze mnie rozdania, pomyślałem: „Co ja robię?”. Najlepszy gracz świata nigdy nie popełniłby takich błędów!

Myślę jednak, że zawsze trzeba być pewnym siebie. Każdy, kto gra w turniejach za 10.000$ czy 25.000$ musi przynajmniej myśleć, że jest jednym z najlepszych. W innym wypadku nie powinien w ogóle w nich uczestniczyć.

– Pokerowa społeczność potrafi być niekiedy naprawdę twarda względem pewnych ludzi. Co myślałeś o tych wszystkich negatywnych komentarzach?

– Cóż, nie przejmuję się nimi. Ludzie, którzy je wygłaszali, nigdy mnie nie poznali. Ludzie, którzy mnie znają, moi przyjaciele, nigdy nie powiedzieliby tego typu rzeczy, więc nie przejmuję się tym, co mówią jakieś internetowe trolle. Dobrze jest mieć ludzi, którzy cię nienawidzą – to oznacza, że coś osiągnąłeś i dobrze ci idzie.

– Jak wygląda twoje życie w Las Vegas, w którym mieszkasz?

– Mamy tu świetną pogodę. Lubię spacerować, mam tu mnóstwo przyjaciół. To dobra baza z niskimi podatkami. Vegas naprawdę mi się podoba – to rozrywkowe miasto, a koszty życie są niskie.

– Zabawne, że wygrałeś Main Event i WPT z dokładnie tą samą ręką – AK. Jak się czujesz, gdy obecnie dealer rozdaje ci tę właśnie rękę?

– Nigdy nie spasuję AK, nie ma szans. To moje ulubiona ręka, zaraz obok asów!

Pokerowe teorie – Efekt Lindy’ego

    Przygodę z pokerem zaczął chwilę po osiemnastce, przygodę z pisaniem - dużo wcześniej. W chwilach wolnych od jednego i drugiego czyta, kibicuje Tottenhamowi i słucha Depeche Mode.