Przy szklaneczce JD odc. 7 – Czas podsumowań

Nieuchronnie zbliża się koniec roku. Wszyscy zasuwają przy świątecznych zakupach, porządkach, prezentach i choinkach. Ja jakoś szczęśliwie w tym roku ogarnąłem wszystkie te tematy bardzo szybko i sprawnie, przez co teraz, na dzień przed Wigilią, siedzę sobie spokojnie w domu, w tle leci nowy album Iron Maiden „The Book of Souls” (tak, ewidentnie świąteczny klimat, ale nowe kawałki Bruce’a Dickinsona i spółki miażdżą system!), a ja mam czas na napisanie nowego bloga. A wydarzyło się ostatnio sporo ciekawych rzeczy w naszym światku, więc kilka tematów wymaga opisania. Podsumuje również mijający rok 2015, który dla mnie był rokiem dość dziwnym…

Zemsta Kapicy? Pudło!

Zacznę od sprawy, która od kilku tygodni bulwersuje dość dużą grupę polskich pokerzystów. Mimo wywalenia Kapicy na zbity ryj z zajmowanych przez niego stanowisk szefa Służby Celnej i podsekretarza stanu w Ministerstwie Finansów, jego „zemsta zza grobu” na polskich graczach właśnie teraz przybrała bardzo wyraźny obraz. Kilkudziesięciu polskich czołowych zawodników dostało wezwania do urzędów skarbowych! Od razu przypomina się nam oczywiście sytuacja sprzed kilku miesięcy, gdy Alex Dreyfus oznajmił na Twitterze, że polskie Ministerstwo Finansów kradnie dane polskich graczy z bazy HendonMob. Można nie wierzyć w przypadki, ale układa mi się to teraz w zgrabną całość – lista została skradziona z bazy (choć przecież jest ogólnie dostępna na stronie i każdy może ją sobie obejrzeć, ale żeby na to wpaść nie można być debilem) i gracze są teraz ciągani po skarbówkach, żeby się tłumaczyć ze swoich wygranych.

Oczywiście wszystko jest zorganizowane w typowy dla Kapicy „profesjonalny” sposób, więc nie można się dziwić, że w pismach skierowanych do graczy są takie oto kwiatki…

Pytania są tak „mądre”, że od czytania ich aż krwawią oczy każdemu ogarniętemu w temacie człowiekowi. Mało tego – z dobrych źródeł wiem również, że urzędy skarbowe niektórym graczom przysłały takie wezwania… mailem!! Mailem kurwa!! Urzędowe wezwanie do złożenia wyjaśnień podatkowych! Ot, dwudziesty pierwszy wiek im się nagle włączył! A na zaświadczenie o niezaleganiu z podatkami często czeka się miesiąc!

Jasną sprawą jest, że cała ta akcja jest tak idiotyczna, że można się co najwyżej z niej śmiać. Wygrane naszych zawodników w 95% pochodzą z krajów Unii Europejskiej i nie są objęte żadnym opodatkowaniem w naszym kraju. Ci, którzy wygrali cokolwiek np. w USA mają na to odpowiednie kwity. Od jednego z graczy wiem już również, że cała wizyta skończyła się spisaniem protokołu, z którego absolutnie nic nie wynika. Gracze zgodnie twierdzą, że panie w urzędach nie mają bladego pojęcia, o czym mają z wezwanymi rozmawiać, a znajomość tematyki podatku od wygranych z pokera jest im tak obca, jak zagadnienia z fizyki kwantowej na poziomie akademickim.

Tak więc panie Kapica – kolejne pudło w pańskiej beznadziejnej karierze! Po raz kolejny chciałeś pan dokopać pokerowi, a wyszedłeś pan na skończonego głupka i żenującego kretyna. Na szczęście czas rządów się skończył i teraz możemy zgodnym chórem powiedzieć – pocałuj nas pan teraz serdecznie w dupę! I z premedytacja piszę „pan” z małych liter, bo nie ma za grosz szacunku do takiego loosera…

Co z nami zrobią Pisiorki?

Odbyły się wybory parlamentarne i Kapicę i jemu podobnych zastąpiły Pisiorki. Oczywiście podniósł się ogólnonarodowy lament, że zaraz wybuchnie wojna domowa, że robią co chcą, że są nienormalni, pojebani i wypuścili ich z domu wariatów (głównie Maciara), a kraj stoi na krawędzi zagłady. No pewnie jest w tym trochę racji, ale ostatnio postanowiłem w ogóle nie brać w tym cyrku udziału i nawet wykasowałem ze swojego Facebooka wszystkie kanały informacyjne, które zasypywały codziennie moją tablicę politycznym syfem. Rzygam już tą wojną polsko-polską i mam serdecznie dosyć wzajemnego opluwania się przez wszystkie strony i obozy. Moje zdanie jest takie, że przez ostatnie osiem lat wcale nie było lepiej, a teraz po prostu proplatformerskie media mainstremowe, te wszystkie Lisy, Olejniki i Michniki, robią większy hałas wokół działań Pisiorów, co nie znaczy że są one do końca dobre. Generalnie zaczyna mnie to już serdecznie pierdolić, dla mnie mogą się pozabijać nawzajem na środku Sejmu.

Mimo wszystko zbieram sobie dochodzące do mnie ziarenka informacji i mimo wszystko widzę w tej całej sytuacji iskierkę nadziei dla pokera. Dlaczego? Otóż pisiorkowy obóz w swej kampanii wyborczej obiecał ludziom mnóstwo nowych przywilejów, dodatków finansowych i generalnie rozrzucał wyborczą kiełbasę na prawo i lewo. Teraz nie mogą dać ciała, bo stracą wielu wyborców, którzy już i tak przez ten cały medialny szum patrzą się na nich przez palce, nawet jeśli na nich głosowali. Na to wszystko potrzeba świeżego dopływu gotówki do budżetu państwa. Dodam – sporej gotówki! A gdzie leżą niezbadane pokłady grubej kasy dla budżetu? Otóż, moi drodzy – w hazardzie! Uwolnienie (czy też legalizacja, zwał jak zwał) bukmacherki, pokera czy e-hazardu, da państwu do kasy wiele milionów (lub nawet miliardów) złotóweczek, których nie chciało brać PO po aferze cmentarnej. Pisiorkom nasza kasa śmierdzieć nie będzie, choć wizerunkowo im to może nawet nie pasuje, ale kabzę można napchać i zacząć rozdawać, jak się obiecało.

Ktoś pewnie powie, że to mało realne, ale mi ten obraz sytuacji pasuje. Ba, dochodzą do mnie już słuchy, że obóz rządzący poczynił w tym kierunku już pewne kroki. O szczegółach pisać ani nie mogę, ani nie chcę, ale tak, jak można było być pewnym, że Kapica nam pokera nie zalegalizuje, tak teraz mam dziwne przeczucie, że jest to kwestia kilku najbliższych miesięcy. Pamiętajmy bowiem o tym, że tu nie chodzi wyłącznie o graczy. Legalizacja bukmacherki i pokera to wpływy do budżetu z wielu różnych stron i dziedzin gospodarki. Nowe miejsca pracy, reklamy, wpływy do polskiego sportu, sponsoring, organizacje turniejów (hotele, transport, gastronomia, rozrywka) – wszędzie tam czekają świeżutkie podatki do zapłacenia. I nie, nie muszą to być żadne nowe podatki, wystarczy, że się sięgnie po te, które są już teraz, a których nikt do tej pory nie płacił, bo nie miał z czego. Wystarczy sobie wyobrazić taką sytuację – w Warszawie organizowany jest np. Redbet Live. Biorąc pod uwagę dotychczasowe doświadczenie można śmiało powiedzieć, że pojawi się na takim turnieju około tysiąca osób. Wszystkie muszą zagrać, spać, zjeść, pobalować, jakoś tu dojechać lub dolecieć. Każdy, kto był ostatnio w Pradze widział doskonale, jak to wygląda i ile kosztuje każdego gracza taki turniej. Wystarczy wziąć do ręki kalkulator i sobie policzyć…

Czego by więc nie mówić o politycznej sytuacji w kraju, to ja jestem pod tym względem dobrej myśli. Czego sobie i Wam na te święta życzę!

Praski maraton

Dwa pierwsze tygodnie grudnia były dla mnie prawdziwym sprawdzianem sił. Zrobiłem w swoim życiu już kilka relacji pokerowych, ale czegoś takiego nie przeżyłem jeszcze nigdy. Prawie dwa tygodnie codziennej pracy na wielkim festiwalu pokerowym, po kilkanaście godzin dziennie, wśród dziesiątków stołów pokerowych wypełnionych graczami. Każdemu, komu wydaje się, że to praca lekka, łatwa i przyjemna, powiem tylko tyle – przez cały pobyt w Pradze widziałem kasyno, dwa hotele (Panoramę, w której spałem i Corinthię, w której znajdowało się kasyno) i dworzec kolejowy. Poza tym nic, kompletnie na nic innego nie miałem czasu, sił i ochoty. Tylko praca i sen. Na balet w nocy załapałem się raz i to przez przypadek (za to jak już poszło…).

Na szczęście praca w dobrej ekipie szła dobrze i wykonaliśmy chyba kawał niezłej roboty, bo spływające z wielu stron propsy od ludzi świadczą o tym, że się podobało. Postawiliśmy na model wielkiej relacji multimedialnej, z dużą ilością informacji, wywiadami z graczami, mnóstwem zdjęć, z relacjami pisanymi i live streamami. Każdy wiedział co ma robić i był za coś odpowiedzialny, więc praca szła w miarę nieźle, mimo sporych kłopotów np. z wynikami od organizatorów. Często zmieniały się też nasze plany już na miejscu, ale ogarnialiśmy to szybko na miejscu. Doskonałe doświadczenie w dziennikarskiej pracy pokerowego reportera.

Kod bonusowy: POKERTEXAS

Udało mi się też zagrać w jednym turnieju festiwalu Redbet, ale niestety wywaliłem się tuż przed bubblem. Dobre było i to…

Niewątpliwą atrakcją dodatkową była możliwość obcowania z topowymi graczami z całego świata w zasadzie codziennie. Podczas WPT obsada była tak silna, że aż ciężko wymienić wszystkie najlepsze nazwiska. Co prawda pisząc relację nie za bardzo jest czas na to, aby podpatrzeć jak grają ci najlepsi i poobserwować ich grę pod względem szkoleniowym, ale i tak co człowiek z tego wyniesie, to jego. Fajnie też, że w tej stawce coraz częściej oglądamy Polaków, bo to też jest jakaś odpowiedź na to, jaki poziom obecnie mają nasi gracze. W pamięć zapadł mi tekst Janka podczas jednego z dni Main Eventu WPT, gdy wyraźnie zszokowany i lekko podłamany wstał do mnie i wyjechał z tekstem „Stary, ja nie wiem, co ja tu robię! Poniewierają mną na stole, jak chcą! Ja nie umiem tak grać, ja się jeszcze mnóstwo muszę nauczyć”. Nie wstyd się do tego przyznać, sztuką jest za to się do tego przyznać i Janek bardzo mi tym stwierdzeniem zaimponował, muszę to przyznać.

Jeszcze jedna super sytuacja, którą przeżyłem na miejscu, to możliwość dokładnego „zbadania” i obejrzenia sobie pucharu mistrzów World Poker Tour. Doskonale znany, olbrzymi puchar dla zwycięzców każdego turnieju WPT miałem okazję poznać podczas nagrywania materiału właśnie o tym trofeum. Serio, jeśli jakiś puchar robi wrażenie, to właśnie to potężne bydlę, ważące dobre 15 kg. Nagrany przeze mnie materiał o nim możecie obejrzeć tutaj.

Jednak stwierdzam z całą stanowczością, że jestem już chyba naprawdę starym dziadem, bo po całym tym maratonie byłem naprawdę zajechany jak koń po westernie. W międzyczasie miałem już naprawdę poważny kryzys, nie tyle fizyczny, co mentalny. Chciałem wszystko pieprznąć i wracać do domu, było mi źle, tęskniłem za domem. Widać wyraźnie, że życiowe priorytety zmieniają się z wiekiem, bo kiedyś dziękowałbym wszystkim bogom na niebiosach, że mam dwa tygodnie na balety przez całe noce, lały by się hektolitry alkoholu, a imprezy kończyłyby się o poranku. Cóż, czas przyznać się do tego, że nadchodzi starość… Co nie zmienia i tak faktu, że już czekam z niecierpliwością na kolejne relacje!

Pokertexas – misja udana?

Niedawno minęły trzy miesiące od chwili, gdy objąłem stołek naczelnego Pokertexas. Nie mi oczywiście oceniać, czy moja misja podniesienia portalu z kolan zakończyła się pełnym powodzeniem, ale na bazie posiadanych informacji, jakimi są niewątpliwie statystyki strony, mogę chyba z czystym sumieniem powiedzieć – udało się! Portal przeżywa obecnie swoją druga młodość, czytają go codziennie tysiące ludzi i jest mi z ta myślą naprawdę bardzo, bardzo dobrze. Wiecie jak to jest, gdy podejmujecie się zadania, które wielu na starcie uważa za niemożliwe, głupie, beznadziejne, a wy i tak osiągacie zamierzony cel? Satysfakcja z wykonanej pracy jest wówczas naprawdę ogromna i ja taką właśnie teraz mam. Nie będę się tu skarżył teraz, że wymagało to naprawdę heroicznej pracy, bo doskonale wiedziałem, że taką trzeba włożyć w reanimację Pokertexas, będę się za to chwalił tym, że mi się udało. Bo udało się i nikt mi teraz tego już nie zabierze. Gorzej natomiast, że dotarło do mnie teraz coś innego – stary, masz kilkaset tysięcy czytelników w miesiącu, co więc teraz zrobisz, żeby tego nie spierdolić?

O, tu jest zagadka! Każdy wie dobrze, że wejść na szczyt jest o wiele łatwiej, niż z niego szybko nie spaść. Co prawda każdy kolejny miesiąc to coraz lepsze wyniki strony, ale przecież wzrost nie będzie trwał wiecznie i kiedyś przyjdzie załamanie. Nie można więc spocząć na laurach, trzeba wciąż wprowadzać nowe rzeczy, kombinować nad nowymi pomysłami. W tym roku kończymy wspólny projekt z Wolnym Pokerem, jakim był podcast prowadzony przez Kubę Suszkę i Pawcia, ostatni odcinek pojawi się po świętach. Za to już wiem, co pojawi się w jego miejsce i również będzie to podcast we współpracy z jednym z członków innej redakcji. Będzie to…

Wraz z Timooo z redakcji PokerGround zaproponujemy Wam coś, czego jeszcze nie było na pokerowym rynku – satyryczny, ironiczny, wręcz prześmiewczy momentami podcast będący naszym subiektywnym podsumowaniem ostatnich wydarzeń w polskim i światowym pokerze. Krótko mówiąc – będziemy cisnąć bekę z kogo się da i nie będziemy się patrzyli na „polityczną poprawność”. Po dupie dostanie się każdemu, kto na to zasłuży, kto nam podpadnie, z kogo będziemy po prostu chcieli porobić sobie jaja. Nie będzie świętych krów, nie będzie autorytetów, nie będzie tematów tabu. Pojedziemy po wszystkich i po wszystkim. Zabijemy każdego śmiechem i powiemy wprost, co o nim myślimy. Skończy się więc słodkie pierdzenie i słodzenie naszym najlepszym graczom, bo jak ktoś da dupy, to my to na pewno wyłapiemy i oberwie mu się po piórach. Mamy również nadzieję, że taka forma spodoba się czytelnikom obu portali.

Zapraszamy w każdy wtorek o 20:00 na nasze „występy” na żywo na Twitchu, które oczywiście wcześniej zapowiemy i damy znać co i jak. Pierwszy odcinek „Golimy na łyso” już 5 stycznia!

A o kolejnych projektach na Pokertexas poinformuję już niedługo!

Gwiezdna sraczka

Tak, jestem chory na punkcie Star Wars! Wie to każdy, kto mnie bliżej zna lub chociaż obserwuje mój profil na Facebooku, gdzie wszystkich znajomych zasypuję od dawna starwarsowym spamem w każdej postaci. No nic na to nie poradzę, kocham Gwiezdne Wojny od 1981 roku, gdy miała miejsce premiera „Nowej nadziei” w polskich kinach, a ja w pierwszym miesiącu wyświetlania filmu na ekranach byłem na nim 17 razy. Od tej pory tak mi już zostało i każdy kolejny film z serii przeżywam jak żaba okres.

Nie może więc dziwić nikogo, że na wieść o kręceniu nowej trylogii dostałem drgawek i przez długie miesiące siedziałem jak na rozżarzonych węglach czekając na premierę „Przebudzenia Mocy”. Kupiłem bilety oczywiście na pierwszy publiczny seans w Polsce, o godzinie 0:01 w nocy z czwartku na piątek 18 grudnia. Było to już w październiku, więc czekały mnie długie tygodnie czekania na premierę…

Ale w końcu nadszedł TEN dzień! Z wypiekami na twarzy oglądałem dzieło J.J. Abramsa, jarając się przy tym jak flota Stannisa! Film bardzo mi się podobał, bo wyraźnie nawiązuje do tradycji „starej” trylogii i klimatu „Nowej nadziei”. Nie będę tu oczywiście spoilerował, bo każdy musi obejrzeć film sam, żeby wyrobić sobie o nim zdanie, ale dla mnie bomba! W pierwszy weekend „Przebudzenie Mocy” zarobiło na całym świecie 529 mln dolarów, bijąc oczywiście rekord otwarcia, który do tej pory należał do nowego „Jurassic World” (notabene też w miarę udanego). Miliony fanów już rozpisują się o kontynuacji serii, kto, skąd, z kim, po co, dlaczego, jak…

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że teraz trzeba znowu czekać dwa lata na kolejny film sagi…

Jack Daniels Poker Cup już po raz siódmy!

Nadchodzi! Po raz kolejny! Mój turniej urodzinowy!

Jestem niezmiernie szczęśliwy, że po raz kolejny udało mi się zorganizować swój urodzinowy turniej Jack Daniels Poker Cup. W sukurs przyszli moi przyjaciele – dyrekcja Hit Casino i Marcin z Redbeta, a na nich mogę liczyć zawsze i wszędzie ostatnimi czasy, za co serdecznie dziękuję!

Turniej – a w zasadzie po raz pierwszy w historii festiwal pokerowy! – odbędzie się w dniach 29-31 stycznia w Hit Casino i zagramy tym razem aż trzy turnieje z głównym eventem z wpisowym 770 zł w formule freezout. O szczegółach pisał jeszcze teraz nie będę, wszystko pojawi się już wkrótce w osobnym newsie na Pokertexas, ale już teraz zapraszam gorąco, bo będzie się działo! Dla wszystkich zwycięzców mam też przewidziane nagrody od firmy Redbet, będą puchary, nie zabraknie oczywiście Jacka Danielsa w dużych ilościach!

Wpadajcie koniecznie, nikt nie będzie żałował!

Kod bonusowy: POKERTEXAS