Miałem szczerą ochotę odpuścić już sobie temat ustawy hazardowej i całego bałaganu z nią związanego. Sprawa mnie już męczy, a głupota polskich polityków męczy mnie jeszcze bardziej. Ale od jednego z moich czytelników dostałem bardzo ciekawe pismo, po lekturze którego nagle wpadłem na pewną dość szaloną myśl. Sprawa wymaga jednak dłuższego wprowadzenia…
Jak zapewne wszyscy wiecie Polska jest członkiem Unii Europejskiej od 1 maja 2004 roku. Obliguje to nasz kraj do przyporządkowania się unijnym przepisom i regulacjom, a tych są tysiące. Nie wszystkie – powiedzmy to sobie szczerze – są mądre. Ba, jest wiele takich, o których powiemy wręcz idiotyczne. Przykładów nie musimy szukać daleko. Każdy z nas chcący kupić do domu choćby zwykłą żarówkę wie doskonale o tym, że przez jakiś czas było z tym w naszych sklepach dość ciężko. Unia wymyśliła sobie bowiem, że zwykłych żarówek produkować już nie wolno, wprowadzono do obrotu jedynie żarówki energooszczędne. Jak wiadomo Polak potrafi i znaleziono sposób na sprzedaż zwykłych żarówek jako… mini-grzejników. Na głupotę odpowiedziano głupotą.
To jednak nie jest szczyt debilizmu unijnych urzędników. Jeszcze lepsze „kwiatki” znajdujemy w regulacjach dotyczących żywności. Tu bowiem mamy do czynienia z dość niecodziennymi kwalifikacjami niektórych produktów. I tak marchewka została uznana za owoc, a ślimak za rybę. Dodajmy – rybę lądową! Niemożliwe? Idiotyczne? Oczywiście! Ale jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze, a tylko te liczą się w Unii.
Za taką, a nie inną kwalifikacją bardzo mocno lobbowały… unijne państwa członkowskie. Według jednego z unijnych przepisów dżem może być robiony jedynie z owoców, a jednym z przysmaków portugalskich domów jest dżem z marchewki. I nagle w tym kraju nie wolno by było tego dżemu produkować, bo przecież nawet dziecko wie, że marchewka to warzywo. Lobbing zrobił jednak swoje i aby temat załatwić w prosty sposób uznano, że równie dobrze marchewka może być owocem. Portugalscy producenci dżemu odetchnęli z ulgą.
Podobnie sytuacja miała się również ze ślimakami. Tu oczywiście zrobiono wszystko „pod Francję”, bo przecież nikt nie wyobraża sobie tradycyjnej francuskiej kuchni bez ślimaków, prawda? Problem w tym, że Unia w jakimś swoim przepisie stwierdziła, że jedynie hodowle ryb będą przez nią dotowane. Aby francuscy hodowcy ślimaków mogli więc dostać kasę z unijnego budżetu, trzeba było ze ślimaka zrobić rybę. Proste? Proste! Kwestia nastawienia i przymknięcia oka na kolejny absurd.

Zmieńmy na chwilę temat. Po moim tekście pt. „Czas wyjść na ulicę!”, w którym nawoływałem do pisania maili do polskich posłów i polityków, kilka osób wzięło sobie poważnie do serca mój apel i urządziło prawdziwą kampanię mailową. Jeden z nich poszedł nawet dalej i napisał maila do Jean-Claude’a Junckera, przewodniczącego Komisji Europejskiej, która już niedługo zajmie się tematem notyfikacji polskiej ustawy hazardowej. Jak sam autor mówił mi wczoraj podczas naszej dyskusji wysłał takich maili sporo, ale nie spodziewał się, że ktoś mu może odpowiedzieć. A tu – o dziwo! – od Junckera przyszła odpowiedź! W jego imieniu odpisał Przemkowi, autorowi listu, Werner Stengg, szef unijnej komisji zajmującej się usługami hazardowymi. Poniżej prezentuję (za zgodą adresata) całość pisma.

Oczywiście po szybkiej lekturze tego listu widać wyraźnie, że jest to takie typowe polityczne „bla bla” i wiele do sprawy naszej ustawy nie wnosi. Stengg pisze wprost, że temat hazardu każdy kraj reguluje sobie jak chce i koniec pieśni. Unia sprawdza jedynie, czy przepisy są zgodne z ich wytycznymi, regulacjami i przepisami, czyli notyfikuje krajowe ustawy.
I właśnie po przeczytaniu tej odpowiedzi wpadł mi do głowy bardzo szalony pomysł, który jednak jest chyba w tej chwili najprostszą drogą do legalizacji pokera nie tylko w Polsce, ale w całej Unii Europejskiej! Inaczej – najprostszą nie jest na pewno, bo wymaga to olbrzymiego nakładu pracy mnóstwa ludzi w całej Europie, ale gdyby to się powiodło, to pokerzyści z żadnego kraju UE nie mieliby już żadnych problemów ze swoimi politykami, którzy chcą wciąż im mówić, na co mogą wydawać swoje własne pieniądze i co mają robić w swoim wolnym czasie. A wszystko dlatego, że przypomniałem sobie o kultowym już portugalskim dżemie…
Jeśli bowiem Unia Europejska jest w stanie uznać marchewkę za owoc, ślimaka za rybę, a nawet chciała regulować stopień zakrzywiania bananów (tak było, nie robię sobie jaj), a wszystko to jedynie dlatego, żeby zrobić bardzo głęboki ukłon w kierunku unijnych firm i przedsiębiorstw, to dlaczego ta sama Unia Europejska nie zarządzi odgórnie poprzez swoich urzędników, że poker to gra umiejętności z elementem losowym i nie wyłączy go tym samym z regulacji hazardowych we wszystkich krajach członkowskich? Proste, banalne, ale przy okazji genialne rozwiązanie! Temat pokera musiałby wówczas zostać opracowany raz jeszcze, ale jako gra taka sama jak np. brydż, którego jakoś nikt nie zakazuje, a też gra się w turniejach na grube pieniądze. Krótko mówiąc – można by było świat pokera postawić wreszcie na nogi, a nie na głowie, jak jest obecnie.
Czy to się może w ogóle udać? Nie mam bladego pojęcia, ale uważam, że jest to jedynie kwestia odpowiedniego lobbingu w UE. Kto miałby więc lobbować? Oczywiście wszyscy! Od wielkich korporacji oferujących pokera w swej ofercie (począwszy od PokerStars przez wszystkie inne firmy zarejestrowane w Unii), aż po European Gaming and Betting Association (EGBA), stowarzyszenie reprezentujące wszystkie największe podmioty oferujące usługi gamblingowe, oczywiście licencjonowane w Unii, notabene z siedzibą w Brukseli. Do tego oczywiście największe media pokerowe, znani gracze, działacze (wielkie pole do popisu dla Alexa Dreyfusa, najprężniej działającego obecnie człowieka w branży pokerowej). Z pewnością taki proces nie byłby szybki, nie byłby łatwy, niósłby za sobą sporo problemów natury formalnej, prawnej etc., ale czy nie jest to jedyna słuszna ścieżka postępowania w obecnych czasach? Przepisy i regulacje unijne są świętością, którą musi honorować każdy kraj członkowski, uznanie pokera za grę umiejętności otwiera więc wszystkie drzwi pokerzystom w całej Europie. Otwarty rynek, wolność oferowania usług, zdrowa konkurencja, miliony klientów, ogromna kasa. Wszyscy szczęśliwi. Sytuacja „win-win”.
Istnieje mnóstwo opracowań naukowych, które stwierdzają wyraźnie, że poker to gra umiejętności, z udowodnieniem tej tezy nie byłoby więc raczej większych problemów. Powinien doczekać się odpowiedniej, zgodnej ze stanem faktycznym kwalifikacji unijnej. Jeśli dało się zrobić z marchewki owoc, a ze ślimaka rybę…



![WPT Global: rozpoczęły się satelity do Polish Poker Championship w Bratysławie [darmowe turnieje] WPT Global Polish Poker Championship](https://pokertexas.net/wp-content/uploads/2026/09/800x533-3-100x70.jpg)
