Ktoś kiedyś powiedział, że człowiek, który wie „jak” zawsze znajdzie pracę, ale to człowiek, który wie „dlaczego” zawsze będzie jego szefem. Zdanie to ma się idealnie do naszego podejścia do gry w pokera. Ilu z nas wie bowiem jak grać? W zasadzie każdy, kto poznał reguły tej gry. Dlaczego jednak tylko niewielki procent graczy odnosi regularne sukcesy i sukcesywnie wygrywa pieniądze?
Wprowadzając Was delikatnie w temat chcę wspomnieć o swoich dawnych czasach, gdy zawodowo zajmowałem się jeszcze windykacją należności. Zawód windykatora na początku lat dziewięćdziesiątych (gdy zaczynałem się tym zajmować) to nie był lekki kawałek chleba. Wszyscy kojarzyli nas albo z komornikami albo z bandytami latającymi z kijami do baseballa po mieście i rozwalającymi ludziom łby za kasę. Nie miało to żadnego związku z rzeczywistością, bo nasza praca polegała przede wszystkim na skutecznych negocjacjach z dłużnikami i – w przypadku braku możliwości spłaty zadłużenia – przejęciu towaru zakupionego na kredyt.
Przez 13 lat wykonywania tego zawodu, bez względu na firmę, w której pracowałem, zawsze miałem w niej doskonałe wyniki. Potrafiłem rozwiązać najbardziej popieprzoną sprawę, choćby zajęło mi to rok. Szerzej o swojej pracy w windykacji pisałem kilka lat temu na blogu na Pokertexas, więc możecie sobie o tym poczytać. Ważne jest jednak to, że dla mnie nie było sprawy nie do załatwienia. Nie było długu nie do odzyskania. Nieważne było, czy był to kredyt na telewizor czy kuchenne meble, dług za telefonię komórkową czy leasing na flotę ciągników siodłowych. Ściągałem wszystko i od wszystkich, a moja skuteczność zawsze była dla innych zagadką. Przez te wszystkie lata odebrałem osobiście blisko tysiąc samochodów, setki sprzętu RTV, AGD, mebli i wszystkiego, co tylko ludzie kupowali na raty lub w leasingu, choćby tak dziwnego, jak linia produkcyjna do wyrobu brykietu. A do tego tonę gotówki.
Cała tajemnica nie leżała jednak w cudownych sposobach, których używałem na ściąganie pieniędzy z dłużników. Wszystko zależało tylko od jednego czynnika – motywacji do pracy. Dla mnie taką motywacją zawsze była kasa, bo wiadomo było, że ile się zrobi, tyle się zarobi. Akurat system pracy prowizyjnej w windykacji jest najlepszą jej częścią, bo windykator wie, że tylko od jego umiejętności i ilości pracy zależeć będzie jego pensja. A ja zarabiałem naprawdę dobrze. Gdy inni ledwo wyciągali 2.000 złotych miesięcznie, ja odbierałem minimum trzykrotnie tyle, bo miałem o tyle lepsze wyniki. Ale ja zapieprzałem! Potrafiłem pracować po kilkanaście godzin na dobę, w samochodzie prawie mieszkałem, a przez te kilkanaście lat pracy zrobiłem spokojnie milion kilometrów jeżdżąc po Polsce za dłużnikami. Mój pierwszy przełożony mówił o mnie wprost – „upierdliwa menda, która wejdzie oknem, jeśli ją wyrzucą przez drzwi”.
Zawód windykatora ma jednak to do siebie, że w zasadzie sami sobie jesteśmy szefami. Nikogo nie obchodziło, w jaki sposób dług zostanie ściągnięty. Można było pisać listy, dzwonić, monitować, albo – tak jak robiłem to ja – osobiście odwiedzać dłużnika w domu i załatwiać sprawę na miejscu. Cały plan na odebranie należności robiłem sobie sam i do każdej sprawy podchodziłem indywidualnie, bo każda z nich była inna. Byłem sam sobie szefem i tak pracowało mi się najlepiej, za to uwielbiałem tę robotę.
Jaki to wszystko ma związek z pokerem? Otóż ogromny! Chcę Wam na tym przykładzie pokazać, że osiągnięcie wyznaczonego celu wcale nie musi być trudne, jeśli jest się naprawdę zdeterminowanym do jego osiągnięcia. Celem gry w pokera jest przede wszystkim zarabianie pieniędzy. Można sobie mówić o rozrywce, spędzaniu wolnego czasu i aspektach towarzyskich, ale każdy w podświadomości ma przecież potencjalną wygraną, nawet jeśli gra rekreacyjnie. Jeśli podchodzi do tego już poważniej, to myśli tylko o pieniądzach, jakie idą w parze z wygraną. I tu wracamy do początkowego pytania – dlaczego tylko niewielki procent graczy odnosi regularne sukcesy i sukcesywnie wygrywa pieniądze?
Moim zdaniem odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta. Tylko tej niewielkiej grupie naprawdę zależy na tym, żeby być dobrymi pokerzystami. Tylko oni mają motywację na odpowiednim poziomie i są nastawieni na sukces. Tylko oni przygotowują się do tego, aby wygrywać w pokera nie tylko sporadycznie, ale regularnie. To oni stawiają przed sobą cele i dążą do ich realizacji. Krótko mówiąc – są profesjonalni w tym co robią i traktują pokera jako zawód.
Jeśli ktoś nie wierzy w te słowa niech odpowie sobie na kilka prostych pytań dotyczących swojej gry. Ile czasu przeznaczacie na poprawę swojej gry poprzez analizowanie własnych błędów? Ile obejrzeliście filmów szkoleniowych? Ile przeczytaliście książek o pokerze? Czy wyznaczaliście sobie targety do osiągnięcia i robiliście wszystko, aby je zrealizować? Ile razy odpuszczaliście sobie sesję, bo wam w niej nie szło? Ile razy siadaliście do gry z negatywnym nastawieniem? Ile razy tilt stawał wam na drodze do dobrej gry? Jak często nie stosowaliście się do zasad rozsądnego bankroll management?
Niewątpliwą zaletą gry w pokera jest fakt, że jesteśmy sami sobie szefami. Nie mamy nad głową nikogo, kto będzie nam truł, co i kiedy mamy zrobić, sami wyznaczamy sobie godziny pracy, sami wybieramy jak, co, kiedy, gdzie i za ile będziemy grać. Problem polega jednak właśnie na tym, że nie każdy jest predysponowany do tego, aby być szefem. Nawet własnym. A może inaczej – przede wszystkim własnym. Tak, jak nie każdy jest gotowy do tego, aby prowadzić własną firmę, a granie w pokera jest niczym innym, jak jednoosobową działalnością gospodarczą. Aby osiągnąć sukces w prowadzeniu firmy musimy mieć na nią pomysł, czas, budżet, cele do osiągnięcia i zapał oraz motywację do ich realizacji. Czyli dokładnie to samo, czego potrzebujemy do bycia dobrymi graczami. Musimy być ludźmi, którzy wiedzą „dlaczego”, a nie jedynie „jak”.
Doskonałą książką na ten temat jest „Treat Your Poker Like a Business” Dusty’ego Schmidta. Generalnie uważam, że ta pozycja powinna być pierwszą książką, jaką przeczyta każdy, kto myśli poważnie o zarabianiu pieniędzy na grze w pokera. Osobiście myślę, że to najlepsza książka o podejściu do gry, jaką kiedykolwiek napisano. Podręczników „jak grać?” jest na rynku mnóstwo, ale „jak podchodzić do gry?” nie ma zbyt wiele, a to jest absolutnie pozycja numer jeden wśród tych istniejących. Dusty Schmidt (legendarny „Leatherass”, jeden z absolutnych kosmitów w grze online) już na samym wstępie daje tam podstawowe rady graczom, którzy chcą żyć z gry w pokera. Jedną z nich jest takie zdanie – bądź dla siebie najtwardszym szefem, jakiego kiedykolwiek miałeś.
Ja bym dodał – jeśli chcesz osiągnąć coś w pokerze, bądź jak Krzysztof Jarzyna ze Szczecina. Bądź szefem wszystkich szefów.




