Kłaniam się nisko wszystkim Czytelnikom PokerTexas.
Mała część z Was kojarzyć mnie może z turniejów w stołecznym Hicie i Hiltonie, być może niektórym także świtać coś będzie starsowy nick MaTi****ne. Walczę o spełnienie pokerowego snu, aby zostać kiedyś prawdziwym prosem, ale też czerpię ogromną przyjemność z tej gry.
Na blogu opisywał będę przygody z pokerem, skromne relacje z gier live z ciekawszymi historiami, rozkminki na temat gry online, podejścia do pokera, tego jak zwykła gra w karty może dać szkołę życia oraz tego jak sobie radzić, gdy nie jest się „Wonderkidem” pokera, który to zamienił słynne 50$ startowego rolla na grube hajsy nigdy niczego nie wpłacając. Wiadomo, takich blogów już było sporo, jest sporo, będzie jeszcze więcej, postaram się natomiast dodać nutkę oryginalności tym, że grywam od pewnego czasu głównie MTT w Omaszkę i celuję w opanowanie jak największej ilości mniej popularnych odmian, aby tam podczas festiwali szukać value i braceletów w czasie, gdy rekiny będą się zagryzać i levelować w holdemowych regfestach. Czego na blogu nie będzie to na pewno badbeatów i narzekania jaki to świat jest zły, bo Rusek połamał asy one outerem, guys, srsly, nobody caaaares, każdemu się zdarza.
Do pokera przyciągnęła mnie rywalizacja (ofc. poza wizją wygrywania milionów $) ta sama, która wcześniej wciągnęła mnie w świat gier komputerowych. Brzmi to patologiczne ale już w wieku 7 lat chodziłem sam (olaboga) do internetowej kafejki grywać we wczesne wersje Counter-Strike'a (olaboga.v2 przecież to dziecko wyrośnie na mordercę). Parę lat później nawet miałem okazję ograć w CS'a Janka (Janeeeeedużoeeeeek), który, jak się później okazało, jeszcze lepiej gra w karty niż strzela :D. Temat e-sportów postaram się jeszcze kiedyś rozwinąć, obecnie między innymi dzięki Twitchowi jest ogromny napływ ludzi do pokera wywodzących się właśnie z e-sportu i może to być fajne pole do dyskusji.
Jeśli chodzi już o samą pokerową karierę, to tak, prosto z mostu, nie jestem matematycznym geniuszem, który nigdy nie wpłacił dolara i nigdy nie zaliczył torby, toreb było więcej niż tych przy kasie w Biedronce (kiedyś nauczę się walić suchary, jak Monia podczas relacji z EPT). Ciężko było przezwyciężyć lenistwo, tragiczny mindset nie pomagał, ciężko było nabrać pokory i zaakceptować turniejową wariancję. Był jednak punkt zwrotny, który rozpoczął zmiany i dał dodatkową motywację, ale o tym także w kolejnych odcinkach, bo nie chcę, żeby wyszła z tego aż taka ściana tekstu, a o mindsecie można niezłe wypracowanie napisać, lub – tak jak w moim przypadku to było – licencjat ;).
Nie może się także obyć bez wspomnienia o grach live. Stanky sporo na ten temat napisał, ale także postaram się swoją cegiełkę dołożyć. Nie wiem czy poker na żywo byłby tym samym, gdyby nie magiczna atmosfera i ludzie, którzy ją tworzą, nieważne czy jest się studentem czy CEO zarabiającym w godzinę więcej niż pula turnieju, nieistotny jest wiek, płeć, wykształcenie, istotne jest to, co pozytywnego każdy może wnieść do stołu. Nie jestem typem człowieka, który otwiera każdą rozmowę i generalnie do trash talku Stanky'ego, JD czy niektórych regularsów warszawskich to mi jeszcze dużo brakuje, ale staram się zawsze coś dołożyć do dyskusji i cieszyć grą i atmosferą.
Ale jak wiadomo, każdy chce wygrać to i ja nie będę gorszy. Miałem to szczęście znaleźć się na dwóch ft z rzędu finałów kwartalnych Polish Poker Series. W finale majowym poleciałem 9-ty, w finale sierpniowym udało się domknąć i zgarnąć pierwszą statuetkę do kolekcji.
Ciężko było… się skupić.

Powrót do żywych z 2bb i więcej szczęścia niż rozumu, ale ogólnie chyba najlepszy turniej live, jaki zagrałem mając na myśli własną grę, szczególnie jeśli chodzi o ft. Wraz z nagrodą pieniężną wpadła także wycieczka na Teneryfę, co to jest, czy tam się w ogóle da gdzieś w pokera zagrać ? 😀
A tak serio, to grube oklaski dla organizatorów PPS, nie wiem jak wcześniej to wyglądało, ale ostatnie dwa finały niemalże bezbłędne organizacyjnie, w co aż ciężko uwierzyć znając polskie prawo i warunki dla tego typu przedsięwzięć.
A już w piątek i sobotę, półfinał w Hicie.
W kolejnym wpisie będzie trochę o wcoopach, gumbolowaniu main eventu, niszówkowych eventach i jednym ft takiego gówno rega, który dzielnie walczył z fjutkiem i innymi typkami flipującymi sobie z Isildurem o pule większe niż 1st prize tego turnieju. Do tego dojdą pewnie planowane wyjazdy live.



