Jak Poker ocalił biznes!

5

Trochę wody upłynęło od ostatniego wpisu. Oczywiście miał to być blog regularny, comiesięczne wpisy z Bitwy o Bankroll i dwa trzy w tygodniu na różne inne tematy. Niestety nie wszystko jest takie proste. Czerwiec nie był dla mnie łatwym miesiącem, choć z wielu względów powinien być inny (pierwsza rocznica ślubu, mistrzostwa Europy i świetny występ Polaków). To nie sesja, ani nie konieczność pisania pracy inżynierskiej spowodowały brak motywacji do dalszego prowadzenia bloga, ale znacznie poważniejsze kwestie, którymi jednak nie chce dzielić się ze światem zewnętrznym. Dodatkowo jak na upartego lipiec jako kolejny rozdział w życiu postanowił stanąć w szranki z czerwcem i niemal ten pojedynek wygrał. Ta demotywacja niestety nie dotyczyła jedynie pisania. Od dwóch miesięcy nie zagrałem niemal ani razu w pokera i powiem szczerze: póki co raczej nie mam chęci do odpalania softu.

Pomimo to postanowiłem wziąć się w garść i wróć do pisania. Mam nadzieję, że uda się znaleźć pokłady motywacji do ponownych częstych tekstów na łamach portalu, tym bardziej teraz gdy środowisko pokerowe staje przed trudnym okresem niepewności i zwątpienia. Dzisiaj jednak temat trochę z przymrużeniem oka o tym jak to poker ocalił biznes od klęski.

Jakiś czas temu prowadziłem rekrutację pracowniczą na jedno ze stanowisk. Dodam tylko iż jest to posada wymagająca od pracownika, inteligencji, samodzielność, bardzo dobrej komunikatywności. Jak to niestety bywa coraz część aplikacji do pracy było jak na lekarstwo. Staje się to powoli normą mimo medialnego hałasu o jakimś bezrobociu, które raczej winno być bohaterem programów ktokolwiek widział ktokolwiek wie. W takiej rzeczywistości niestety brać trzeba z reguły co popadnie, koncentrując się raczej na cechach osobowości, niż wykształceniu czy doświadczeniu zawodowym. Zazwyczaj zakładam zatem, że zatrudniony pracownik musi od 3 do 6 miesięcy porządnie się uczyć zanim zacznie być osoba produktywną. Dlatego tak ważne jest aby nie pomylić się co do wrażenia jakie sprawia kandydat. Prowadzenie bezowocnego przyuczenia do pracy przez cztery czy pięć miesięcy to nie tylko zmarnowane pieniądze ale i czas. Niestety jak wszyscy chyba doskonale wiemy pierwsze wrażenie często bywa mylne. Dlatego z reguły prowadzę dość długie rozmowy rekrutacyjne oraz staram się o kandydacie dowiedzieć czegoś więcej z innych źródeł lub kanałów.

Pewnie zastanawiacie się co to wszystko ma wspólnego z pokerem. Otóż w jeden piękny majowy dzień na rozmowie pojawia się osoba, oczywiście bardzo chętna do pracy, odporna na stres, umiejąca pracować w grupie, pod presją czasu, szybko ucząca się, komunikatywna, z CV pełnym frazesów, z których jak zazwyczaj, nic kompletnie nie wynika. Po chwili rozmowy okazuje się, że mieliśmy już przyjemność się kiedyś poznać czego ja kompletnie nie skojarzyłem. Po prostu twarz nie wydała mi się znajoma. Na moje szczęście, sądząc pewnie, że dzięki koleżeńskiej koneksji uda się łatwiej uzyskać posadę, osoba ta postanowiła odświeżyć mi pamięć. I rzeczywiście poznaliśmy się już z dwa lub 3 lata temu przy pokerowym stole w czasie jednej z domowych gierek. Oczywiście pamiętałem ten dzień i pomimo, że nie skojarzyłem twarzy to doskonale pamiętałem osobę siedzącą teraz naprzeciwko mnie, wymieniającą właśnie kilka kurtuazyjnych towarzyskich uprzejmości. Jeżeli mieliści kiedyś do czynienia z trollem przy stole, który gra pierwszy raz i całkowicie nie łapie o co w tej grze chodzi to wiecie o czym będę mówił. O tak, osoba ta była wyjątkowo oporna na wiedzę. Sam uważam, że zasady gry w pokera można zrozumieć w 15 minut. Jeżeli ktoś generalnie nie przepada za grami i ma z nimi problem może to zająć nieco dłużej. Powiedzmy 30 minut. Ale żeby przez 7 godzin pieprzonej gry nie nauczyć się kiedy kto i dlaczego wpłaca blindy? Serio? Czy to w ogóle możliwe? Jak po 3 godzinach gry przy stole można mówić czekam po becie przeciwnika. Jak to możliwe, że pomimo kilkakrotnego wałkowania siły układów i posiadania pisemnej ściągi można nie rozumieć, że trójka przegrywa z kolorem, albo że kolor nie może składać się z czterech kart. Naprawdę to był szczyt odporności na pokerową wiedzę. Oczywiście wystarczy jedna taka osoba przy stole aby gra się ciągnęła i stawała się raczej parodią samej siebie. Sam uważam, że poker jest dobrym sprawdzianem inteligencji gracza. Jeżeli do gry siadają sami całkowicie początkujący to pierwszą po szczęściu cechą przeważającą szalę zwycięstwa będzie właśnie inteligencja. Bo to ona powoduje, że dostrzegamy niuanse gry, że zaczynamy kombinować i próbujemy różnych sposobów rozgrywek. Jeżeli od początku założymy, a znam takich, że ta gra to jedynie dwie karty plus to co spadnie to jesteśmy na straconej pozycji. Wracając jednak do nieszczęsnej rozmowy rekrutacyjnej moje zadanie zostało nad wyraz ułatwione. Stało się wręcz niezwykle klarowne, a szanse na to, że się nie pomylę wzrosły do poziomu przewagi Asów nad Królami. Oczywiście po krótkiej pogawędce towarzyskiej i zadaniu kilku pytań bez znaczenia, uprzejmie podziękowałem za przybycie i złożenie aplikacji, informując, iż odezwę się w późniejszym terminie. Poker ocalił nie tylko mój cenny czas, nie tylko moje pieniądze, ale też od późniejszej trudnej sytuacji potrzeby podziękowania za pracę osobie z kręgu moich znajomych.

5 KOMENTARZE

  1. Wiesz co jest wkurwiające przeważnie? Jak rekrutujący mówi Ci odezwie się w pozniejszym terminie, a potem ma Cie generalnie w d00pie i żadnego odzewu po czym po 4-8miesiacach dzwoni i pyta czy wciaz jestem zainteresowany pracą. Nie, nie jestem zainteresowany. Pracodawcy w ch99ja tną i będą cieli dopóki braknie im rąk do pracy i ludzie w koncu zrozumieją ile jest warta ich praca na danym stanowisku. Na szczęscie w koncu coś sie z tym ruszyło.

    • Nikt Ci nie broni zostać pracodawcą i sobie w ch*** ciąć. Praca jest warta tyle na ile zostanie wyceniona, a to, że w naszym kochanym kraju ok 50% zabiera Państwo nie jest winą pracodawcy. A nieoddzwanianie rzeczywiście nie jest zbyt eleganckim zachowaniem, jednak nie przesadzałbym. Kandydaci o pracę zazwyczaj też nie grzeszą elegancją. Postaw się po drugiej stronie. Widziałeś kiedyś skrzynkę mailową rekrutera? Wyobraź sobie, że jedna osoba potrafi odpowiedzieć na 10 tych samych ogłoszeń o pracę. Jeżeli to samo ogłoszenie ukazuje się na tej samej stronie co godzinę, odpowiada na każde z nich. Podejrzewam, że nawet nie czyta co jest w nim napisane. Większość zgłoszeń jest typową masówką. Ludzie myślą, że liczy się ilość wysłanych CV i nie zwracają żadnej uwagi na treść ogłoszenia. A już mistrzostwem świata w CV jest znajomość języków obcych. 100% kandydatów o pracę zna angielski na poziomie komunikatywnym. Tak wynika z CV. A na rozmowie kwalifikacyjnej 90% nie jest wstanie jednego zdania wydukać.

  2. nice story bro 😉 było rozegrać z nim HU o posadę i byś widział skilla, może wkońcu coś skumał 😉

Comments are closed.