CHECK/RAISE – odcinek 1

Obudził go kac. Ogromny, rozsadzający głowę od środka, przejmujący kontrolę nad każdą myślą, nad każdym neuronem, każdym mięśniem. Tym razem nie był to jedynie kac, spowodowany nadmiarem „eliksiru baśniowego”. Był on również moralny, wywołany wspomnieniem poprzedniej nocy…

Kacper z ogromnym wysiłkiem wstał z łóżka, powłócząc powoli nogami dotarł do okna. Po pierwsze żeby je otworzyć i wpuścić nieco świeżego powietrza do pokoju w którym panował nieprzyjemny zapach trawionego alkoholu. Po drugie aby nieco mocniej przykręcić żaluzje, wpuszczające do pokoju Kacpra nieznośne światło dzienne. Włączył TV – akurat puszczali powtórki „Jaka to melodia” – no ładnie zatańczyłem – pomyślał Kacper, sięgając po swojego Samsunga Galaxy. Czas ustalić co dokładnie stało się poprzedniego wieczoru, poprzedniej nocy, poprzedniego poranka…

Kacper od 2 lat był mało ważnym accountem w dużej agencji reklamowej, trybikiem w maszynie umiejscowionej w Mordorze. Typowy ork. Przyjechał do Warszawy 6 lat temu z Przemyśla i wynajmował ze znajomym niezbyt ładne mieszkanie na Wrzecionie. Marzył o największych turniejach pokerowych na świecie. Na pokera poświęcał dużo czasu wolnego, niektórzy mówili, że zbyt wiele, biorąc pod uwagę, że od dłuższego czasu był break even. To jednak nie było jego głównym problemem i w ten letni piątkowy wieczór uświadomił sobie to po raz kolejny…

Razem z dwójką znajomych Kacper udał się do popularnego w Warszawie kasyna „Szlagier” na piątkowy freezout. Głębokie stacki, blindy rosną nieco rzadziej niż na codzień – czas coś shipnąć, tak powtarzał sobie tydzień w tydzień, jakby nie pamiętając o tym, że w kasie był zaledwie kilkukrotnie w ciągu ostatnich miesięcy, a jeśli dodać do tego alkohol i od czasu do czasu inne używki…. I ten złodziejski podatek… „Niech to szlag trafi, że w bądź co bądź cywilizowanym kraju, panują zasady jak u jakichś, nieprzymierzając, albańskich kozojebców” – pomyślał pewnego dnia Kacper, gdy wypłata za 4 miejsce z 1350zł zamieniła się w 1012. Mimo to grał. Był to jego swoisty piątkowy rytuał, nie miał kobiety, nie miał wielu przyjaciół, nie interesował się piłką nożną… Miał pokera. Był on jego odskocznią, od country managera czepiającego się o każdy szczegół, od zarozumiałego kolegi z pracy, od małomiasteczkowych ziomków z Przemyśla, którzy sądzili, że Kacper łapie Boga za nogi w „Warszafce”…

Tego wieczora siadając przy stole numer 3 i układając kolorowe kółka w wieżyczki, nie sądził, że jego do bólu przewidywalne życie, niebawem ulegnie zmianie…

Kod do rejestracji: POKERTEXAS

-“Raise”- obwieścił gracz na UTG +1, call, call, fold… Kacper zajrzał w swoje karty I zobaczył ślicznie wyglądające pikowe AK. 650 – zarządził, rzucając niedbale w kierunku nieco otyłej krupierki, żeton o nominale 1000. Tylko jeden z graczy się wystraszył, a rozdająca – Żaneta widniało na jej plakietce – naświetliła flopa – 3-7-9 off. Kurwa nawet jednego pika. Cóż idziemy w c-beta, prawda? Jak pomyślał, tak zrobił i ku swojemu zdziwieniu dostał tylko jedno sprawdzenie. Zaskakująco sprawna manualnie Żaneta, odsłoniła turn, na widok którego Kacprowi przyspieszyła praca serca – As karo. W myślach, zaczął liczyć pulę i zastanawiać się, czy jest wogóle sens dawania temu donkowi na BB jakiegoś zakresu z jakim calluje flopa… „Dwa tysiące” – głos krupierki wyrwał go z zamyślenia – standardowa akcja w „Szlagierze”, koleżka postanowił zagrać donk beta za pół puli. Kradnie? A może ma grubo? Jakby trafił seta, przecież nie leadował by na turnie… Uwielbiał tą gonitwę myśli. Sięgnął po szklankę zawierającą brunatną substancję, lekko zamoczył usta – przecież nie zrzucam tu AK, pomyślał, dorzucając do puli. Dawaj Żaneta, krzyknął głos w jego głowie, one time!!! Gdy na stole pojawił się A w drzewku, serce jeszcze przyspieszyło, ale dobry humor Kacpra szybko prysnął, gdy zawodnik z dużego blinda, o twarzy pokrytej trądzikiem – uderzył po raz kolejny, tym razem z 4700.

Kurwa, kurwa, kurwa… Coś mi mówi, że mogę być z tyłu – rozkminiał Kacper. Czemu on leadował tego turna – A3s, A9…. Starał sobie poukładać w głowie linię przeciwnika… Popatrzył na swojego oponenta, w poszukiwaniu jakiegoś tella, ale ten zdążył zarzucić kaptur na twarz. Przynajmniej ukrył niedoskonałości swojej cery, dobre i to – pomyślał z właściwym sobie sarkazmem Kacper. Jeszcze jeden łyk, płynnej esencji doskonałości…. Jestem dobrym graczem, nie jak te bezmózgi, jestem lepszy, bo potrafię zrzucić monstera – jak pomyślał, tak zrobił muckując swoją rękę. Dosłownie w tej samej sekundzie dotarło do niego, że może podjął błędną decyzję, ale było już za późno – chłopak z trądzikiem, błyskawicznym ruchem zerwał z siebie kaptur (miał również zaawansowany łupież, zauważył nie bez satysfakcji Kacper) i z dumą wymalowaną na twarzy odsłoniło T-8 off. Kurwa jego jebana mać, zaklął siarczyście Kacper, uderzając jednocześnie ręką w stół… Jaki ja jestem przechujowy…

CDN….

Kod do rejestracji: POKERTEXAS