Arkadiusz Olszowy inspiruje kolejnych pokerzystów do działania!

0
897

Jakiś czas temu w audycji „Na waleta” na antenie radia Weszło FM gościł Arkadiusz Olszowy, polski biznesmen i pokerzysta. Opowiadał m.in. o swojej wieloletniej działalności charytatywnej na rzecz dzieci w Afryce. Jednak najciekawsze rzeczy zaczęły się dziać dopiero po tej audycji…

Arkadiusz Olszowy znany jest w polskim środowisku pokerowym od wielu lat. Pewnie wszyscy wiedzą już też doskonale o tym, że mocno udziela się charytatywnie w Afryce i jakiś czas temu adoptował dwójkę dzieci w Ugandzie. Opowiadał o tym szerzej podczas wizyty w radiu Weszło FM w audycji „Na waleta”. Posłuchajcie koniecznie – temat zaczyna się od 50 minuty programu.

Twitter, audycja, akcja!

Zaraz po emisji audycji odezwał się do mnie mój znajomy pokerzysta, Marcin (nie chce podawać on swoich danych do publicznej wiadomości). Był on bardzo zainteresowany tematem i poprosił mnie o kontakt do Arka. Po kilku dniach okazało się, że wraz ze swoją żoną zdecydowali się adoptować jedną z dziewczynek w Ugandzie o imieniu Treasure!

W jakich warunkach żyła do tej pory Treasure? Najlepiej zobrazuje to chyba ten filmik wrzucony przez Arka na Twitterze…

Kilkaset złotych na zmianę życia

Marcin nie myślał długo. Arek skontaktował go z dyrektorem szkoły w Ugandzie, ten zaproponował właśnie tę konkretną dziewczynkę i decyzja zapadła szybko! Zamieniłem więc kilka zdań z Marcinem na ten temat…

– Marcin, skąd pomysł, żeby adoptować dziewczynkę w dalekiej Afryce?

Pana Arka poznałem w grudniu 2015 roku w Pradze na jakimś festiwalu pokerowym, rozmawiałem z nim wówczas na temat jego podróży i działalności charytatywnej. Pamiętam, jak zapytałem go o koszty takiego działania i szczęka opadła mi do ziemi. Adopcja, budowa studni, zamontowanie baterii słonecznych – to są koszty dobrej imprezy w weekend. Audycja na Weszło FM odświeżyła mi tamtą rozmowę, dlatego poprosiłem Cię o kontakt do Pana Arka. Sam też podróżuję po świecie, głównie do tej „biednej” Azji, więc widziałem ludzi bardzo ubogich, a ze słowami Pana Arka, że „w Polsce prawdziwej biedy nie ma, bieda jest tam” zgadzam się w 100%.

Treasure już w szkole ze swoimi rzeczami

– Myślałeś już wcześniej o tym, żeby się zaangażować w taką działalność? Czy akurat pomysł i działalność Arka Ci się spodobały i pomyślałeś „O, to jest coś dla mnie!”?

Angażuję się w różne akcje charytatywne, od tych dużych jak WOŚP czy Szlachetna Paczka, po te mniejsza, jak zwykła pomoc prywatna. Możliwość wzięcia pod opiekę dziecka z Ugandy, wyrwania go z siedzenia w kamieniołomie przez całe życie i danie możliwości edukacji i wspierania go długoterminowo od razu mi się spodobała.

– Jasne, ale tutaj masz konkretny wpływ na losy dziecka mieszkającego kilka tysięcy kilometrów od Ciebie…

Tak, ale mam na bieżąco kontakt z dyrektorem szkoły Didanem, ciągle widzę rozwój dziecka i mam możliwość – oraz planuję – odwiedzić Ugandę i poznać Treasure i jej siostrę Princes osobiście.

To Cię trochę nie przeraża? Ta odpowiedzialność, wzięcie sobie na barki losów kogoś tak daleko? 

Czy przeraża? Może to złe słowo, ale na pewno jest to coś, z czym się człowiek rzadko spotyka i jest dużo niewiadomych, ale przykład Pana Arka pokazuje, jak to działa. Jego adoptowana „córka” skończyła szkołę z wyróżnieniem i teraz uczy się w dużym uniwersytecie.

– Kogo adoptowałeś? I dlaczego tę dziewczynkę właśnie?

Adoptowaliśmy razem z żoną 6-letnią Treasure, dziewczynkę, która zaproponował nam Didan, dyrektor szkoły. Wysłał mi filmik nakręcony w czymś w rodzaju kamieniołomu, w którym Treasure razem z mamą, siostrą i bratem siedzą i łupią cały dzień kamienie.

– Byłeś już wcześniej przekonany, czy ten film dał Ci jeszcze więcej motywacji do działania?

Byłem przekonany już po rozmowach z Panem Arkiem, nie miało znaczenia jakie dziecko adoptuję, ale film pokazał mi, jak to tak naprawdę wygląda. Ciężko to sobie wyobrazić, gdy nie widzisz obrazu. Film dał mi do myślenia jeszcze bardziej, jak za nieduże pieniądze można odmienić komuś całe życie.

Rodzina Treasure podczas pracy w kamieniołomach

– Dostałeś jakieś rady od Arka?

Tak, z Panem Arkiem jesteśmy w ciągłym kontakcie. Pytam się go o wiele rzeczy np. jak wygląda i jaki jest koszt wysłania paczki. Zapytałem go na przykład: „Nie łatwiej wysłać przelew Didanowi, wtedy on zrobi zakupy ubraniowe, unikniemy wtedy kosztu przesyłki (300-400 zł)?”. On na to: „Tam nie ma nic, nie ma czegoś takiego, jak centrum handlowe z ubraniami. Cała pomoc organizowana przez NATO, UE czy inne podmioty jest napychaniem prywatnych kieszeni. Całe kontenery ubrań, które docierają do Ugandy z UE są zabierane i poprzez korupcje rozdysponowywane innym. Nie trafiają do potrzebujących tylko do prywatnych sklepików”.

– Masz jakieś konkretne plany, co chcesz zmienić, zrobić dla „swojego” dziecka?

Po adopcji Treasure myślałem o tym, jak pomóc jej rodzinie. Posiada siostrę i brata, którzy nie mają szansy pójść do szkoły bez adopcji. Więc zacząłem od poszukiwań kolejnego „sponsora”. Rozmawiałem na temat Ugandy z moim bliskim kolegą, który również chętnie udziela się charytatywnie. Opowiedziałem mu jak to wygląda, następnego dnia rozmawiał już z Didanem i przelał od razu dolary, żeby siostra Treasure, Princess, jak najszybciej zaczęła edukację. Konkretnych planów jeszcze nie mamy, ale na pewno wspólnie będziemy działać, nie tylko, żeby pomóc rodzinie, ale całej szkole i wszystkim dzieciakom.

Treasure ze swoimi rzeczami przed szkołą

– Na zdjęciach, które mi wysłałeś do tego artykułu, ewidentnie brakuje uśmiechu na twarzy tej adoptowanej przez Ciebie dziewczynki. Zgodzisz się ze mną?

– Stary, ja się temu nie dziwię! Masz 6 lat, siedzisz w kamieniołomie z rodziną. Nagle idziesz do szkoły, samotnie, bez rodziny, bez znajomych. Na dodatek za kasę jakiegoś białasa! Ale wiem już, że klasa ją doskonale przyjęła i wszyscy się bardzo cieszą, ona też. 6 lat… Ja nawet nie pamiętam, co robiłem, gdy miałem 6 lat! A ona poszła z kamieniołomu do szkoły i jej życie zmieniło się diametralnie. Wszystko dla niej odwróciło się o 180 stopni!

– Arek w audycji sporo mówił o kosztach takiej adopcji, ale może powiesz coś więcej na ten temat?

– Koszty adopcji są wręcz śmieszne! 30$ miesięcznie, jeśli dziecko mieszka w domu, a 60$, gdy mieszka i je w szkole, ma swoje łóżko, codzienne posiłki itd. Do tego jednorazowo 120$ na pierwszą „wyprawkę” do szkoły, w tym np. materac na łóżko, koc, mundurek do szkoły, szczoteczka do zębów… Zobacz, tu jest cała lista.

– Kilkaset złotych, aby kompletnie zmienić komuś życie…

– Dokładnie! Wyobraź sobie, że się zaczął weekend, jedziesz w piątek taksówką na miasto, zamawiasz dobry obiad w restauracji, do tego jakieś wino. Najedzony idziesz ze znajomymi do baru. Jedno piwo, drugie, trzecie, kolejka na barze, jedna, druga. Zmiana lokalu na klub. Trzeba opłacić wejściówkę, butelka alkoholu, impreza przez parę godzin. Po klubie idziesz zjeść kebaba i zamawiasz taksówkę do domu. Taki jest właśnie miesięczny koszt zmiany życia takiego dziecka! Gdzie tam, nawet dwumiesięczny pewnie! Do tego można spokojnie dodać naprawdę niskie koszty takich rzeczy, jak doprowadzenie wody czy prądu do domu, o których mówił Pan Arek w audycji…

– Wybieracie się do Ugandy poznać „swoje dzieci”?

– Oczywiście, koniecznie! Sprawdzałem już nawet loty i z Berlina do Ugandy nie jest tak drogo nawet. Może uda się to jeszcze w tym roku.

Marcinów dwóch

Marcin wspomniał podczas naszej rozmowy o poszukiwaniu drugiego „sponsora”, który byłby chętny do adopcji siostry Treasure. I takiego znalazł! Jego kolega, też Marcin i również jeden z polskich czołowych pokerzystów, nie zastanawiał się nad propozycją długo. Jego również zapytałem krótko o całą sprawę…

– Co Cię przekonało, żeby się za to zabrać i adoptować dziewczynkę w Afryce? Słuchałeś audycji z Arkiem na Weszło FM? Czy przekonał Cię do działania Marcin?

Podczas naszej rozmowy Marcin wspomniał o Treasure. Zaciekawiony zapytałem, czy to akcja przez jakąś stronę internetową. Dowiedziałem się, że taka pomoc jest organizowana bezpośrednio, co wydaję mi się plusem. Dostałem linki do audycji na Weszło FM i do relacji Arkadiusza, gdy był na miejscu. Po zapoznaniu się z materiałami i szybkiej kalkulacji, jak dużo dobrego możemy zrobić tak niskim kosztem, zdecydowaliśmy z moja dziewczyną Kasią, że też chcemy pomóc. Okazało się, że sześcioletnia Treasure ma czteroletnią siostrę Princess. Z Didanem, dyrektorem szkoły, dogadaliśmy szczegóły i już tej samej nocy Princess nocowała ze swoją siostrą w internacie. Treasure i Princess mają jeszcze dwuipółletniego brata który jeszcze nie ma sponsora, może się znajdzie po tym artykule?

Jakie masz plany pomocy dla tej „swojej” dziewczynki? Coś konkretnego planujecie z Marcinem dla obu sióstr?

Pomoc tak naprawdę jest realizowana poprzez przelewanie pieniędzy, dzięki którym Princess będzie mogła uczęszczać do szkoły, mieszkać w internacie, jeść w szkolnej stołówce, kupić buty, materac, książki itd. Prawdziwym bohaterem jest tu Didan który jest na miejscu i opiekuję się tymi dziećmi. W bliższej przyszłości planujemy wysłać paczkę z różnymi rzeczami, bo obie siostry mają za kilka miesięcy urodziny. W dalszej przyszłości chcielibyśmy odwiedzić szkołę i poznać dziewczynki osobiście.

Treasure i Princess już razem w szkole, jeszcze na wspólnym łóżku

Pomaganie jest fajne!

Co na to wszystko sprawca całego „zamieszania”, Arkadiusz Olszowy?

– Arku, dwa słowa komentarza od Ciebie poproszę. Co myślisz o zaangażowaniu się obu Marcinów w pomoc dziewczynkom? Czy dawałeś im jakieś rady, pomysły, podpowiedzi?

– Tak, dałem Marcinowi namiary i wszystkie niezbędne informacje o adopcji. Dzwonił do mnie po audycji i przypomniał mi,  jak podczas jakiegoś turnieju w Pradze opowiadałem mu o moich wyprawach do Afryki. Mówił, ze to go zaraziło. Poprosiłem również Didana, żeby wybrał dziecko najbardziej potrzebujące, chociaż tam na wsi wszystkie są takie.

– Co chciałbyś powiedzieć innym zainteresowanym tego typu działalnością?

– To super, że tak się to potoczyło dzięki naszej rozmowie w audycji „Na waleta”. Tak jak napisałem na TT – dziewczynki tego jeszcze nie wiedzą, ale teraz diametralnie zmieni się ich życie. W przyszłości wyrwa się ze swojej wioski i same będą zmieniać życie innych. Oczywiście wszystkim zainteresowanym służę radą i zachęcam każdego do podobnych kroków.

Nie pozostaje mi nic innego, jak bić mocno brawo wszystkim osobom zaangażowanym w pomoc i adopcję dziewczynek, a także namówić innych, aby również podjęli się tego zadania! Pamiętajcie, dobro wraca!

Redaktor naczelny Pokertexas.net, dinozaur polskiego pokera, fan trash talkingu i 53 w drzewkach