Temat ustawy hazardowej powoli możemy zacząć uznawać za zamknięty. Pomimo wszelkich prób wyjaśnienia jaśnie nam panującym, że ich pomysł na regulację hazardu w Polsce jest idiotyczny, zostanie nam wkrótce wciśnięte na siłę nowe prawo, które ma tyle wspólnego ze zdrowym rozsądkiem, co wkładanie ręki pod działającą prasę hydrauliczną. I skończy się z takim samym skutkiem. Zostanie miazga!
Ostatni rok i wszelkie działania Prawa i Sprawiedliwości na różnych poziomach życia politycznego i społecznego przypominają sytuację poniewieranego nastolatka, który przez całe długie lata był szkolnym popychadłem, koledzy ze starszych klas topili mu głowę w kiblu i dostawał regularny wpierdziel na każdej przerwie na korytarzu. Dziewczyny się z niego śmiały, a on wyciskał sobie pryszcze przed lustrem i walił konia do rozkładówek Playboya, co miało mu zastąpić intymne kontakty z żeńską częścią społeczeństwa. Na lekcjach wychowania fizycznego nikt nie wybierał go do składu, gdy grano w piłkę, a w biegu na 1.000 metrów zawsze był ostatni i dobiegał na metę zziajany i spocony. Swoje frustracje uzewnętrzniał więc w internecie, gdzie był pierwszej klasy hejterem i trollem, wypowiadając się na każdy temat. Niestety, któregoś dnia wspomniany nastolatek znalazł pistolet, wpadł do szkoły i z okrzykiem „Teraz zobaczycie, skurw…..!” zaczął swoją zemstę po długich latach bycia szkolną pierdołą.
O ile mój rozum pozwala mi zrozumieć, że po tych wszystkich latach politycznych upokorzeń (czyli braku władzy w rękach i kolejnych przegrywanych wyborach) politycy PiS chcą zrobić swoje porządki, to nie jestem w stanie w żaden sposób ogarnąć tego, że robiąc to co robią wycierają sobie ryj takimi hasłami jak „wolność” czy „demokracja”. Bardziej mi tu pasuje wymachiwanie bronią i głośne „Hände hoch! Raus, raus!!”. Totalny zamordyzm, z jakim mamy w tej chwili do czynienia, przypomina mi początek lat osiemdziesiątych, gdy w Polsce wybuchał stan wojenny. A jak to się skończyło, wszyscy wiemy. Ludzie już wyszli na ulicę, nie ma póki co jeszcze pierwszych ofiar śmiertelnych…
Ale spokojnie za pierwsze ofiary tych porządków można uznać choćby nas. Pokerzystów, fanów zakładów bukmacherskich, zwolenników e-gamblingu. Nasze nadzieje i marzenia o pozytywnych zmianach zostały zgwałcone, a gdy proceder ten się zaczynał byliśmy pod wpływem pigułki gwałtu, jaką nam wszystkim podał publicznie Jarosław Gowin. Dokładnie tak się czuję ja. Kilka miesięcy temu proces walenia nas w dupsko rozpoczęła słynna już konferencja prasowa, na której zostały zaprezentowane pomysły na nowe prawo hazardowe. Wszyscy myśleli wówczas, że to miał być bardzo udany stosunek z satysfakcją dla obu stron, ale nie trwało to długo. Lekki dyskomfort i ból w okolicach odbytu poczuliśmy chwilę później, gdy do tego intymnego kontaktu na linii Gowin – gracze włączył się Wiesław Janczyk i przedstawił swój projekt ustawy, kompletnie inny niż oferta gowinowskiej Polski Razem. Wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że w pysznym drinku ze słomką i palemką zaaplikowano nam pigułkę, a jej efektem miał być brutalny gang bang na graczach.
Od tamtej pory było już tylko coraz gorzej. Rząd nas ładował coraz mocniej, a Gowin co jakiś czas pojawiał się w mediach, aby podać nam trochę wazeliny i wmawiać, że tak naprawdę to nas nic nie będzie bolało. Niestety, bolało coraz bardziej, bo choć przyzwyczajeni do gwałtów przez Kapicę nie sądziliśmy, że może boleć jeszcze bardziej. A okazuje się, że może. I będzie. I nic nie możemy na to poradzić. Tu nie pomoże już nawet wiadro wazeliny ani żadna maść…
W hollywoodzkich produkcjach często mamy do czynienia z akcją, gdy ofiara przestępstwa (np. gwałtu właśnie) nie za bardzo ma się do kogo zgłosić po pomoc, bo albo stróże prawa wcale tego prawa nie chronią, albo jej oprawca jest wszechmocny, pociąga za sznurki, wszystkich trzyma w kieszeni i jest bezkarny. Podobnie jest z nami teraz. Komu się poskarżyć? Do kogo się zgłosić po pomoc? Nie ma zbyt wielu opcji, więc już lepiej siedzieć cicho w domu i mieć nadzieję, że się to drugi raz nie powtórzy. Niestety, jak uczą nas filmy z Hollywood, gwałcicielom takie akcje zaczynają się podobać i kolejna próba to tylko kwestia czasu i pytanie „kiedy?”, a nie „czy?”. Na czym można przeprowadzić kolejne gwałty? Można na przykład ocenzurować internet. Można zamknąć ryj mediom mającym inne zdanie. Można zdelegalizować wszystko, z czym PiSowi nie jest po drodze. Można wszystko, jeśli jest się bezkarnym. A wtedy – to również lekcja z filmów – ofiara zaczyna dochodzić do wniosku, że zbyt długo dawała sobą pomiatać, że dość tego, czas działać i postawić się swemu prześladowcy.
13 grudnia, z okazji 35 rocznicy ogłoszenia stanu wojennego, napisałem na swoim fanpage'u między innymi takie słowa, które będą chyba najlepszym podsumowaniem tego, co się w tej chwili dzieje:
„Nigdy nie byłem grzecznym i potulnym baranem, którego można było sobie dowolnie kontrolować i ustawiać. Mając 10-11 lat krzyczałem dyrektorowi szkoły w twarz, że jest ubekiem i sługusem komuchów, za co (całkowicie legalnie w tamtych czasach) szarpał mnie za włosy i napier…lał moją głową o ścianę na szkolnym korytarzu. Wtedy już wiedziałem na pewno, że żadna władza – choćby nie wiem jak była brutalna, głupia, podła, niegodziwa, sprzedajna i zwyczajnie ch…owa – nigdy nie będzie mówiła mi co mam robić i jak żyć. I nikt nigdy od tamtej pory ani prośbą, ani siłą, ani groźbą nie wymógł już na mnie nic. Wolność jednostki, wolność słowa, wolność czynu, wolność samostanowienia – czyli moja prywatna wolność – jest dla mnie świętością.
Minęło kilkadziesiąt lat, mamy rok 2016 i podobno inne czasy, od stanu wojennego minęło 35 lat, a ja dziwnie czuję, że mimo wszystko niewiele się zmieniło. Nikt mnie tylko nie szarpie za włosy, bo od dawna ich nie mam. Ale jakoś dziwnym trafem, w tym wolnym ponoć kraju, w tej ponoć nowej, demokratycznej rzeczywistości, coraz mniej mam też wolności. A nie chcą mi dać jej ci, którzy (również podobno) wtedy tak o nią walczyli…”.

Uwaga! Powyższe opinie są jedynie prywatną opinią autora, a nie redakcji Pokertexas.pl.



