Hej siema cześć czołem!
Niewiele u mnie się ostatnio działo. Łysy na mnie nakrzyczał, że żal.pl jestem, bo się obijam i nic mi się napisać nie chce. Trochę ma rację, a trochę nie było o czym. Półrację ma.
Po powrocie do Polski, stwierdziłem, że coś zmienię i zobaczę co to cashówki. Przy okazji nauczę się o co w postflopie chodzi i dlaczego cbet 100% to nie do końca najlepszy pomysł. Nigdy wcześniej zarobkowo cashy nie grałem. Zacząłem na nl50, gdzie rozegrałem 300k rozdań osiągając pozytywny winrate. I w sumie na razie nie ma co tematu rozwijać. Ot, dowiedziałem się co to pot control. Zobaczymy co dalej.
Teraz wszyscy przybici. Trudna jesienna polska rzeczywistość, wstanie z łóżka wydaje się przedsięwzięciem nierealnym, a każdorazowemu wyjściu na dwór towarzyszy płacz i zgrzytanie zębami. Grasiu jeden cieszy mordę z tajskiego raju, a w Polsce tylko Góralowi się chciało wstawać kilka razy dziennie. Amazing! Gratulacje! Chwile później drugi, przepyszny Marcin odnosi historyczny sukces w Pradze. Wow!
Czemu od nich zaczynam? Pod artykułem o Góralu jad się taki wylał, że żona zakopiańskiego Marcina, która przecież musiała całe jego zmagania obserwować, postanowiła męża bronić. Za to na koniec pawciowej relacji mamy zdjęcie nadmorskiego Marcina tuż po wygraniu WPT, przytulającego wspierającą go Magdę. Nie mam zamiaru tutaj wywlekać życia prywatnego naszych celebrytów, pokertexas to przecież poważny portal i yorkshire terierami się nie zajmuje. Ale.. hm.. myśleliście kiedyś o roli kobiet w pokerze? Nie chodzi mi o pokerzystki, ale o Panie które podczas dużych turniejów stoją i ściskają paluszki za barierkami. Jeżdżą, wspierają, biorą na siebie bad beaty. Wydaje mi się, że to naprawdę trudne być z pokerzystą. Ciekawe, czasem ekscytująco-podróżujące, ale tak na co dzień wydaje mi się to niezorganizowalne. No bo zawsze jest jakiś turniej, zawsze kolejne 10k rozdań do rozegrania. Nasze małe kroczki w dążeniu do pokerowego szczytu. Ile było odpuszczonym imprez ze znajomymi? Ile obiadków u teściów, na które nie „mogliśmy” przecież iść? „Nie mógł przyjść, dziś jest ten ważny turniej”.
A pokerzyści to nie jest chyba najbardziej romantyczna grupa ludzi. Nawet jak już się oderwiemy, skoczymy do tego kina, to i tak w połowie zerkamy na ekran, a w drugiej rozmyślamy, czy tej kluczowej ręki w późnej fazie nie dało się na turnie lepiej rozegrać. Ciągle obliczamy, analizujemy. Tak zauważyłem, że byłaś u fryzjera. Sześć outów na river to jakieś 18%. I ciągła huśtawka. Oczywiście my wykwalifikowani pokerzyści nigdy nie tiltujemy! Nigdy! Nie odczuwamy emocji i perfekcyjnie umiemy odseparować naszą pracę od innych aspektów życia. Niech podniesie rękę ten, kto nigdy nie był niemiły dla swoich najbliższych, bo akurat było parę gorszych dni z rzędu? A one? Przeżywają, starają się pomóc, choć nie są w stanie. Co najwyżej mogą powtórzyć to co my im wpajaliśmy, że wariancja, że się odwróci. No przecież tyle razy już nie szło. Tak nam mogą powiedzieć, a my i tak „cierpimy” sami, wewnątrz.
Ludzie „normalnie pracujący” żyją trochę w innych godzinach. Dla nich niedziela jest dniem wolnym, dla pokerzysty to przeważnie kluczowy dzień w tygodniu. Ciekawe w ilu domach toczy się walka o niedzielny czas. „No przecież Ci mówiłem, że dziś gram turnieje”, „nie moja wina, ze mam taką prace”/ „wiedziałaś jak pracuję gdy zaczynałaś, że mną być”. Pokerzyści zawsze znajdą argumenty by przegadać. Na river zawsze wygramy. „Nie będziesz mnie odciągać od pracy prawda?”, „A jak w przyszłym miesiącu zapłacimy rachunki?”. „ A ten ostatni wyjazd to myślisz, że z czego był?” Allin.
Nie jest to tekst sponsorowany przez kółko gospodyń domowych, naprawdę nie. Też moim celem nie jest udowadnianie jakie to ciężkie, poddańcze życie wiodą partnerki pokerzystów. Jestem przekonany, że wielu parom udało się zdrowy kompromis w życiu znaleźć. A ktoś może napisać, że być z górnikiem czy urzędnikiem to łatwiej? Nie wiem. Wiem, że kobiety czują się dobrze, gdy mają pewne i ustabilizowane życie, a my pokerzyści tego nie ułatwiamy.
Właściwie to pisząc to nie mam żadnego celu. No może prócz jednego. Proponuję dziś podziękować osobom wokół nas za to, że nas w codziennym trudzie wspierają. Na stołach walczymy sami, dobrze ze w życiu nie musimy! Ogrigado!
Mała piłkarska wstawka. Zawsze mnie bawi jak trenerzy z naszej E-kopanej po meczach wypowiadają się tak: „No znowu przerżnęliśmy, ale chciałbym podziękować moim piłkarzom za grę. Chwała i wielki szacunek zawodnikom za walkę”. Jak przełożony może wychwalać podwładnego, że temu chciało się przyjść do pracy, wykonywać zawód, który sam sobie wybrał i do którego się latami przygotowuje, i starał się należycie wykonywać swoje obowiązki?! To w odpowiedzi piłkarze powinni co miesiąc zwoływać konferencję i ogłaszać: „Chwała naszemu klubowi, że wypłaca nam pensje! Wielki szacunek!” (nawet miałoby to sens w naszej lidze).
Lol! Niech będzie chwała, cześć i uwielbienie kasjerkom za to, że przyszły do pracy i obsługiwały klientów. Wielki szacunek mechanikom, że naprawiają samochody! Podziękujmy dziś mi, za to że kiedyś zagrałem, walczyłem i zająłem 6746 miejsce w Sunday Million. Chwała! Chwała! Dziękujemy! Dziękujemy!

Niepokerowy znajomy powiedział mi po przeczytaniu mojego bloga, że ja jestem taki (życiowo) mądry, albo jeszcze niedoświadczony przez trudny życia. Przez co naiwny, infantylny i ciągle się cieszę. Myślałem nad tym i wymyśliłem, że poker mi pomógł i zahartował. Nie macie tak? Idziecie do sklepu, a tam się babka kłóci z kasjerka i sobie myślicie: ludzie? Nie macie innych problemów?
Dopóki nie mam prawdziwego problemu (np. zdrowotnego) to sobie sam ich nie stwarzam.
Od razu przypomina mi się scena z filmu The Kid’s Game: History of online poker (kto nie widział, nie ma problemu by znaleźć), w której jeden z bohaterów opowiada jak jego znajomi tiltują napotykając zwykłe codziennie trudności na przykładzie zepsutego telewizora. Nie chodzi o kasę, bo osobę która ta przykrość spotkała, stać na naprawę albo nowy odbiornik. Chodzi o podejście pod tytułem: Dlaczego to mnie spotkało?! Nie kumam tego. Wybieramy pomiędzy: naprawić i marudzić oraz naprawić i nie marudzić. Ja tak staram się podchodzić do wszystkich życiowych spraw. Pewnie, że nie zawsze się udaje. Ale przynajmniej się staram. Los w dupę kopie? Najwyższy czas też go kopnąć!

Taka historia z Portugalii. Było to dzień przed meczem z Czechami, opisałem na fb, a teraz kopiuję. Myślę, że warto:
Sam siedzę w takiej dużej chacie. Pedro woli latać z parasolem w Niemcach. Jego wybór! Moje dni teraz składają się w zdecydowanej większości z treningów i siedzenia przed kompem. Trochę plecki zaczęły protestować, więc dziś poleciałem na masaż.
Wchodzę a tam półmrok, jakaś lampa z lawa (tak się chyba nazywa?), Świeczki, kadzidełko. Se myślę, jaki c***? Ja tu trochę pomasować, a nie się przytulać przyszedłem. Miał być Pan masażysta, więc wolałbym bez happyendu. Gdy się pojawił najpierw z gościem pogadałem. Podejrzliwie zbadałem jego potencjalnie niecne wobec mnie zamiary.
Okazało się, ze prócz masażu zajmuje się medytacja, jogą i reiki. A tak w ogóle to pochodzi z Czech, ale miał dość tamtejszej pogody i od 16 lat mieszka tu nad oceanem. W sumie się mu nie dziwie.
No, ale wracając.. Kładę się na brzuchu, to mi każe na plecach najpierw. Dotyka mojego czoła, nosa, ust, każe się zrelaksować. Zrelaksować?! Raczej myślę o zaciskaniu, a nie rozluźnianiu! Mówi żebym pomyślał o jakimś przyjemnym miejscu, w którym chciałbym być, żebym czuł się szczęśliwy.
No więc on mnie masuje (rewelacyjnie btw), a ja myślę jak fajnie jak jutro w*****imy Czechom i zagramy w ćwierćfinale. Trochę ironia. Uśmiechając się do tej myśli, przezywałem najlepszy masaż w życiu. I najdłuższy. Czasem wyglądało to tak jakby się nade mną modlił. Potem mi wyjaśnił, ze on jest łącznikiem pomiędzy mną a wszechświatem i chodzi o przepływ dobrej, leczniczej energii. Ke?Trudno tak z bomby w to uwierzyć, ale.. Skoro on wierzy, to, czemu mam się sprzeciwić?

W sumie nie wiem ile to trwało, chyba po drodze film mi się trochę zapętlił, ale wow było. Na koniec pyta mnie jak się czuje i co bym chciał teraz robić. Ja na to, ze świetnie, czuje się zrelaksowany i chciałbym teraz iść do domu grać, bo ostatnio szło mi średnio łamane przez słabo, a teraz czuje moc.
Pogadaliśmy jeszcze chwile. Opowiadał mi o reiki, na czym to polega. Na początku brzmiał gorzej niż Ci mafiosi w sukienkach, co nam opowiadają od małego o wyimaginowanych przyjaciołach. Filtrowałem to, co mówi i przekładałem na swoje. Zrozumiałem tyle, ze chodzi o uśmiech, równowagę życiowa, by być szczęśliwym i wdzięcznym za to, co się ma. Nie pomnażać bezmyślnie majątku przez cale zżycie, nie mając chwili by się nim nacieszyć. Przykładowo, samochód ma być narzędziem, a nie celem. Celem powinno być szczęście. Nigdy nie powinniśmy się denerwować, bo to tylko strata naszego cennego, krótkiego życia. A poprzez prace nad sobą, medytacje, możemy najprościej mówiąc, już się w życiu nie denerwować.
Podziękowałem i w auto. W drodze do domu, myślałem o tym wszystkim. I powaga dałem się temu ponieść. Ja wiem jak to wszystko brzmi, jakieś moce wszechświata, zeusy i smoki. Tyle, ze dla mnie nieważne skąd ta energia w teorii ma płynąc. Zawsze wierzyłem, że wszystko zależne jest od nas i wkładając odpowiednio dużo pracy i energii mamy wpływ na wszystkie aspekty naszego życia, (choć of nie całkowity, przykład: zdrowie). Wiec dla mnie ta energia płynie bezpośrednio z nas, z wewnątrz i pcha nas do przodu (lub cofa). Wszystko więc dla mnie, sprowadza się do naszego nastawienia do świata, ludzi i czynności, które wykonujemy. Wiec, co kaplan-masazysta mówił, współgrało z moimi wierzeniami.
Do domu wesoły, uśmiechnięty i silniejszy. Masa pozytywnej energii znalazła odzwierciedlenie w mojej grze, a ta gra w wynikach. Poszedłem wiec a masaż, a wróciłem 'nawrócony’:)
Z Rene, bo tak miał na imię bohater tej historii, na pewno się jeszcze spotkam. Bedzie pierwsza osoba, o której pomyśle, gdy zacznę przegrywać, rzucać myszkami i tłuc monitory. W mojej pracy niedenerwowanie chyba jak w żadnej innej przekłada się na zarobki. Skoro wiec energia wszechświata chce pomoc, to trzeba jej na to pozwolić:)
btw. Reiki to musi być cos dobrego, bo obsługa naziemna katolików jej zabroniła.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Reiki
Czemu akurat teraz o tym piszę? Bo niedawno poczułem, że znowu się w swoim rozwoju zatrzymałem. Ma to wpływ na moje samopoczucie, chęć do grania i w ogóle robienia czegokolwiek. W życiu (pokerze) głowa (mindset) to zdecydowanie większa część sukcesu. Pamiętam, że kiedyś Góral na swoim blogu pisał, że zaczął chodzić na zajęcia z psychologiem sportowym. Nie miałem okazji, ale to musi być świetne, odświeżające doświadczenie. Ktoś pomaga Ci zrobić kroczek do przodu.
Ostatnio znajomy opowiadał mi o szkoleniu organizowanym w jego firmie. Nie pamiętam tematu szkolenia, zapadła mi w pamięci historia trenerki, która mówiła o swoim marzeniu: białym domku na Florydzie. Podczas coachingu opowiadała jak odkładała na niego pieniądze, wybierała odpowiedni budynek, malowała, przystrajała. Obecnie już w nim mieszka. Przedstawienie całego procesu urządzania nowego domu trwał dobre kilkanaście minut. Na koniec trenerka powiedziała, że wszystko to miało już miejsce w jej wyobraźni. Od lat przezwyczaja się do myśli, że już na obrzeżach Miami mieszka.
Pewnie część z Was, tak jak grupa uczestników spotkania powie, po co takie pierdolenie? Zamiast myśleć o firankach w wyimaginowanym domu, lepiej spędzić ten czas na przykład na pracy.

„Jak myślicie, dlaczego jeden procent ludzkości zarabia 96% wszystkich pieniędzy? Ludzie, którzy przyciągnęli do swego życia bogactwo, snują myśli o obfitości i bogactwie, i nie dopuszczają do siebie żadnych myśli przeciwnych. Ich główne, zasadnicze myśli dotyczą bogactwa. Znają tylko bogactwo i nic innego nie istnieje w ich umyśle. Czy są tego świadomi czy nie, te dominujące myśli są właśnie tym, co przyniosło im bogactwo. Naszym zadaniem – jako istot ludzkich – jest bezustanne myślenie o tym, czego chcemy, sprawianie, by to, czego chcemy, było w naszym umyśle absolutnie jasne i dokładnie określone, tym samym ożywiamy jedno z największych praw we Wszechświecie, prawo przyciągania. Stajesz się tym, o czym najczęściej myślisz, ale także to przyciągasz.
Jeżeli potrafisz myśleć o tym czego chcesz i uczynić z tego dominującą myśl, to sprawisz, że pojawi się to w Twoim życiu.”
Ostatni fragment to moja odpowiedź na chwilowy stop w rozwoju duchowym (mindsetowym). Pochodzi on z książki „Sekret” Rhondy Byrne. Podobnie jak film o tym samym tytule z 2006 roku, nie jest ona dla każdego. Dla mnie to jedna z dróg mająca zbudować wokół mnie atmosferę sukcesu. Jak to powiedział Henry Ford, „czy uważasz, że możesz, czy uważasz, że nie możesz, masz rację”. Gdy przeczytam całość, może napiszę więcej.
Nie ma przypadku w tym, że tak wielu świetnych graczy pracuje nad swoją głową. Jared Tendler już pewnie sam się nie może doliczyć swoich klientów. Kevin Thurman (WizardOfAhhs) każdą sesję poprzedza minimum 15 minutową sesją jogi (choć w jednym z wywiadów powiedział, że wcześniej jej nie cierpiał). Tak popularny na świecie trening ciała i umysłu u nas prawie niespotykany.
Jeżeli ktoś chciałby mi pomóc, podzielić się jakąś książką albo własnymi doświadczeniami to zapraszam do komentarzy albo pm.
Rok się kończy przydałoby się coś podsumować. Dla mnie 2012 był bardzo dobry. Zrobiłem duży krok do przodu. 2011 kończyłem w zupełnie innym miejscu niż jestem teraz. Nie był to jednak jeszcze przełom. Ten nastąpi, w co głęboko wierzę, już w zbliżającym się 2013. Zacznę go od najcięższej i najdłuższej podróży mojego życia. Na razie nie chcę zdradzać szczegółów. Po prostu życzcie mi wytrwałości.
Piosenka musi być! Dziś spokojnie.
Niedawno, w mroźny poranek przejrzałem sobie na rozgrzewkę zdjęcia z Portugalii. Wrzucam kilka bo tak!

kolorowo!

w kółeczku

🙂

Barcelona niszczy każdego..

Kajakiem w Lagos, najpiękniejszym miejscu na portugalskim wybrzeżu.


Przylądek Świętego Wincentego, zwany przez żeglarzy przylądkiem ciepłych gaci. Niesamowite miejsce na samym rogu Portugalii (Europy). Zw. na spotykające się tam prądy, panuje tam mikroklimat. 5km od tego miejsca było ponad 30 stopni, a tam kilkanaście. Jedyna chwila podczas portugalskich podróży, gdy na termometrze była cyfra 1 z przodu. Jak widać na zdjęciu, wędkarzom to nie przeszkadzało.

whyme270483, DaWarsaw, FCProspekt.

i ostatnie.. zdrówko! 🙂
Wam i Waszym bliskim życzę wszystkiego najlepszego na święta i w nowym roku. Uśmiechajcie się dużo, a wszechświat to zauważy i też się do Was uśmiechnie!
pozdrawiam
Krzyś

edit.
Zebrałem tytuły z komentarzy, wklejam dla zainteresowanych:
4 Hour Workweek” („4-godzinny tydzień pracy”) Timothy Ferrisa
Matematyka Niepewności” Leonarda Mlodinova
powieść „Obcy w obcym kraju” Roberta Heinleina
blog Timothy Ferrisa: http://fourhourworkweek.com/
4-godzinne ciało, Timothy Ferris
teorie dezintegracji pozytywnej” Adamiecki
biografia Carla Gustava Junga
filmy The Opus i The Compass
książki Zig'a Ziglara (np. Do zobaczenia na szczycie)
ksiazki Dale'a Carnegie
Misja Michela Desmarquet
Mistrz Sprzedazy, Arkadiusz Bednarski
Seeking Wisdom – Peter Bevelin
Magic Of Thinking Big – David Schwartz.


![Co dzieje się na GGPoker w październiku [festiwale MTT, wyścigi NLH/PLO i inne, freerolle] Promocje GGPoker na październik](https://pokertexas.net/wp-content/uploads/2026/10/promocje-GGPoker-pazdziernik-100x70.jpg)
