jest poker jest zabawa
Zaczęło się! Wreszcie można z czystym sumieniem powiedzieć, że w Warszawie jest gdzie pograć! Od początku października trwa ofensywa pokera live i dla stołecznych graczy zaczął się w końcu raj. Cykl w Olympicu, kontynuacja hyattowego cyklu w Marriotcie, nowa liga w Alternatywnym, ale przede wszystkim długo oczekiwane przez wszystkich otwarcie nowego After Darka – jest co robić! Wszystko to wpłynęło na mnie od razu na tyle pozytywnie, że od razu pojawiły się lepsze wyniki! Ale o tym za chwilę. Skupmy się na tym, co się dzieje obecnie w Warszawie. W zasadzie to śmiało można powiedzieć, że już na pierwszy rzut oka widać jak wielki głód pokera panuje w stolicy. Pierwszy turniej w Marriotcie – pełny cap w turnieju plus długa lista rezerwowych. Turnieje w Hiltonie – cap wypełniony w zasadzie na każdym turnieju i mnóstwo chętnych czekających na wolne miejsce. Również jeden z wtorków w Barze Alternatywnym zgromadził rekordową liczbę prawie 60 graczy. Wszyscy chcą grać! Żeby było weselej to pojawia się wciąż wiele nowych twarzy, których do tej pory nie było widać na pokerowych turniejach. Świadczy to najlepiej o tym, że poker się rozwija i wciąż pojawiają się nowi pasjonaci tej gry. To na pewno cieszy, bo siła naszego środowiska powinna tkwić właśnie w ilości graczy (nieważne czy zawodowych czy amatorów grających raz na miesiąc). Oczywiście nigdy nie jest tak, żeby ktoś czegoś nie popsuł, więc i tym razem mam o czym pisać. Na pierwszy ogień wezmę więc Casinos Poland, które wpadło na pomysł zróżnicowania stawek wpisowego w swoich turniejach. Były turki za 50 zł i 100 zł i w Hyatcie było z frekwencją dobrze, nawet bardzo dobrze. Trzeba było coś wraz ze zmianą miejsca pomieszać i wzięto się za wpisowe. No cóż, jeśli miałbym się wypowiadać za siebie to na pewno byłbym zadowolony, ale jak się okazało tych zadowolonych jest niewielu, bo na turniejach za 50 zł (z jednym rebuyem) jest zawsze nadkomplet, ale już na tych za 100 (nie mówię nawet o tych za 200 i 300 złotych!) sala kasyna świeci pustkami. Trzeba powiedzieć sobie wprost, że to chyba jakiś marketingowy niewypał… W zupełnie inny sposób podpadło mi kasyno w Olympicu, a dokładniej Chris, który od początku istnienia kasyna był odpowiedzialny za pokera. Osobiście bardzo Chrisa lubię i szanuję, ale spodziewam się również tego samego jako wierny klient kasyna i osoba, która napisała i powiedziała niejedno dobre słowo na temat tego miejsca. A ostatnio poczułem się potraktowany jak ostatni śmieć i tego Chrisowi niestety długo nie zapomnę. Sprawa wyglądała tak – w sile ponad 40 osób stawiliśmy się któregoś dnia na turniej. Jako, że kasyno przeżywa wieczne problemy z obsługą krupierską (swoją drogą to też jest ciekawy temat na bloga i już niedługo napiszę o tym, co się dzieje w warszawskich kasynach po drugiej stronie barykady). Jako, że cap wyznaczony był na 30 osób to wychodziło na to, że około 15 osób nie zagrałoby w turnieju. Jednak po chwili okazało się, że znalazł się jakiś wolny czwarty krupier i kolejne 10 osób może się zapisać do turnieju. Ale nagle pada też informacja, że w związku z tym poziomy blindów (już i tak krótkie, bo 20-minutowe) zostają skrócone do 15 minut! Jako, że nie lubię turniejów turbo od razu podniosłem małe larum, że jak tak można zmieniać zasady w ostatniej chwili itd. Odpowiedzią był tekst „Jak się komuś nie podoba to może odebrać pieniądze w kasie i nie grać”. Zapytałem więc Chrisa, czy w ten sposób ma zamiar ze mną rozmawiać i że przypominam mu, że ja przyjechałem na turniej ustalony przez niego w harmonogramie, który mi osobiście wręczył wydrukowany na karteczce, gdy zaczynały się ponownie turnieje w Hiltonie. Usłyszałem na to coś takiego: „Pfff, karteczka… Zaraz Ci mogę wydrukować 20 takich karteczek i na każdej będzie co innego…”. Powiem Wam szczerze, że spodziewałbym się wszystkiego po kasynie w Hiltonie i osobie Chrisa, ale nie tego, że akurat ja zostanę potraktowany w ten sposób. Jakby nie było organizowałem lub współorganizowałem w Olympic Casino kilka ich największych imprez pokerowych i zawsze byłem pozytywnie nastawiony do tego miejsca. Po takim potraktowaniu niestety straciłem sentyment do tego kasyna i chodził tam po prostu nie będę, bo wolę kasę zostawić w After Darku, gdzie mają do mnie jeszcze przynajmniej trochę szacunku (a przynajmniej do moich wydawanych tam pieniędzy).
Jeśli już jesteśmy przy After Darku – matko kochana, w końcu!! W końcu się doczekaliśmy i w końcu lokal ruszył pełną parą! Powiem krótko – tego miejsca potrzebowaliśmy od dawna w Warszawie! Jak tlenu! Miejsce do gry w pokera z odpowiednią atmosferą, z dobrym wyglądem i – co chyba najważniejsze – z ogromną pasją tworzących je ludzi. Naprawdę chłopaki starają się, żeby AD stał się miejscem nie tylko do gry, ale też do towarzyskich nasiadówek przy drinku czy do obejrzenia meczu. Co prawda ostatnio nie miałem sposobności by pograć, ale jak już się ogarnę ze wszystkimi swoimi sprawami to na pewno będę tam częstym gościem, bo bardzo mi się podoba atmosfera panująca podczas turniejów. No i są przede wszystkim słynne poniedziałkowe Terminatory, które przyciągają całą stołeczną pokerową szlachtę, czyli samych miejscowych głupków z Karellim i Lukrem na czele! A więc dzieje się!
Trochę sukcesików
Po tym jak na dobre rozgorzała walka przy pokerowych stołach w Warszawie zacząłem grać dość dużo i często, przez co wyraźnie moja turniejowa forma poszła w górę. Nic tak nie daje mi pewności w grze i dobrej holdemowej czutki jak po prostu dużo gry. Zaraz przyszło też kilka niezłych wyników w kasynach i w Barze Alternatywnym. Jakieś stoły finałowe, jakieś heads upy, generalnie nieźle mi się grało. Ale najwięcej radości sprawiła mi wygrana na turnieju urodzinowym Wiśni, który zresztą dla Michała organizowałem. Turniej miał oczywiście przebieg wybitnie rozrywkowy, ale nie grali jacyś przypadkowi gracze, skład był dość zacny. Mi od początku się nie wiodło i gdy zostało 20 z 30 graczy miałem 3300 w stacku przy blindach 150/300. A tuż przede mną siedział zawodnik mający przed sobą około 55k, terroryzujący cały stół, sprawdzający wszystko jak leci z czymkolwiek. I wszystko mu siadało! No cóż, tak bardzo sobie postawił za punkt honoru wywalić mnie z turnieju, że końca poziomu 400/800 już nie doczekał, a wszystkie jego żetony stały przede mną… Gdy wchodziliśmy na stół finałowy miałem prawie połowę żetonów w grze, a do końca wyeliminowałem 8 z 9 rywali na FT. Zagrałem naprawdę dobry turniej i byłem z jego wygrania bardzo zadowolony.
Potem wpadłem na genialny pomysł wyjazdu na Chili Poker Deep Stack Open. To znaczy nawet nie tyle ja wpadłem na ten pomysł, co ludzie z Montesino wpadli za mnie i ściągnęli mnie w trybie pilnym do Wiednia! Długo nie marudząc oczywiście się zgodziłem, zaraz trafiła się okazja kupienia wejściówki do turnieju za połowę ceny (z czego oczywiście skrzętnie skorzystałem!), dogadałem się z chłopakami, że zabieram się z nimi samochodem i można było jechać. Po drodze oczywiście nie mogło być nam za dobrze i coś się musiało stać… W Czechach, tuż przed granicą ze Słowacją, prowadzący swoją Mazdę Kuba wpadł w ogromny krater czyhający na kierowców pośrodku drogi i stała się tragedia! Rozwalone dwie alufelgi, rozerwane doszczętnie dwie opony, można było zapomnieć o dalszej podróży! Laweta, postój na granicy i oczekiwanie na niezastąpionego Rafała, który specjalnie przyjechał z Wiednia, żeby zabrać nas na miejsce. Bez niego bylibyśmy dobrze udupieni… Dzięki Rafciu!!
Na miejscu czekał nas turniej, jakiego jeszcze w swojej pokerowej karierze nie grałem, ale wiedziałem, że będę się czuł na nim dobrze. Deepstack organizowany przez Chili Poker to event naprawdę niespotykany – aż 50.000 żetonów na start, pierwszy poziom 50/100 i godzinne levele!! Co to oznacza? Oznacza to mnóstwo gry!! Początek turnieju dla mnie był dziwny. Dostawałem co chwila monstery i oddawałem kolejne żetony! 3 razy QQ, 2 razy JJ, 4 razy TT, 2 razy AK, do tego trzy strity z flopa… I co?? I z 50k zrobiło się 35k! A i tak to było sporo, bo gdybym nie grał ostrożnie to mogło mnie już nie być w turnieju. Przykład rozdania – podbijam z późnej pozycji z 54 w drzewkach. Dokładają mi tylko oba gracze na blindach. Flop dostaję jak marzenie – 678! Leję flopa – call, call. Po blanku na turnie leję ponownie – call, call. Kolejny blank na river i nagle SB betuje pierwszy, BB sprawdza, a ja już czując w jakiej czarnej dupie jestem też dokładam… W rozdaniu tym zdobyłem brązowy medal zajmując w nim trzecie miejsce – BB miał T9, a SB posiadał 95…
Ale od piątego poziomu coś się ruszyło. Pierwsze podwojenie zaliczyłem mając AJ na ręku, gdy na flopie leżały KQ8T (w tym trzy kara). Poszły all iny, rywal miał AJ, ale zapomniał zadbać o wyposażenie dodatkowe w postaci kara. Mój as karo i kolejne karo na river dały mi pulę 62k. Potem na szóstego dołożyłem do podbicia preflop z parą trójek i na flopie Q83 trafiłem seta, rywala z KK i drugiego z AQ. Ten z KK oddał wszystko, ten z AQ jeszcze wtedy się uratował. Oddał za to resztę na stole telewizyjnym, na który trafiliśmy na ostatnie trzy levele tego dnia (graliśmy aż 12 godzinnych poziomów – masakra!!). Pierwsze rozdanie na stole TV – asy!! Bez akcji… Mija kilka minut – kolejne asy!! Tym razem akcja i stack rywala mój. Po tym rozdaniu moja dominacja nad stołem stała się faktem i już do końca dnia robiłem co chciałem, bo nikt mi się nie chciał postawić dbając o swoje żetony. A ja krok po kroku powiększałem stack i doszedłem do 215k na koniec dnia. Byłem bardzo szczęśliwy i – poza małymi błędami, które wychwyciłem analizując cały dzień – zadowolony ze swojej gry.
Dzień drugi turnieju zaczął się nieprawdopodobnie!! W niecałe trzy levele miałem już 560k!! Jak do tego doszło?? Dostałem trzy razy asy, raz króle i raz walety i wszystkie te karty zostały opłacone całymi stackami shortów. Miażdżyłem stół!! Średni stack wynosił wtedy około 170k i miałem genialną sytuację wyjściową przed kolejnymi levelami. Jednak w ostatnim rozdaniu przed przerwą miała miejsce taka oto akcja – krupier rozdaje karty, ponad połowa graczy tylko je podnosi i od razu wstaje z miejsc idąc na przerwę. Na to zawodnik na UTG podbija, a kolejny, siedzący na późnej pozycji agresywny Węgier 3-betuje. A ja na big blendzie podnoszę QQ! No i co teraz? Jak to rozegrać? Ten na UTG miał około 180k, drugi około 400k. Za każdym razem na showdownie pokazywałem na tym stole monstera, ale zawsze grałem raczej small balla niż „Wasek Style” (pozdrawiam Arczi serdecznie!!) i teraz właśnie zachciało mi się lekko zagamblować. W puli było już około 60k, a ja zagrałem all in za moje 560k! Gracz na UTG wcisnął swoje 180k i decyzja doszła to Węgra, który po długim namyśle chyba wewnętrznie płacząc zrzucił AK. Gracz na UTG pokazał jednak AA i ogromna pula przeszła mi koło nosa. Zostało mi jednak jeszcze sporo amunicji na dalszą grę. Żałowałem, że Węgier nie dołożył z tym AK, bo jeszcze bym wyszedł na plus w tym rozdaniu. Mogłem to tez zupełnie inaczej zagrać i stracić niewiele żetonów. W tym rozdaniu popełniłem chyba największy błąd w całym turnieju, ale wydawało mi się, że QQ – w sytuacji, gdy gracze ewidentnie dla mnie chcieli przejąć po prostu bezpańskie żetony przed przerwą – to monster nie do zrzucenia. A wpakowałem się pod pociąg…
Ale nic, grałem dalej. Levele sobie leciały, gracze odpadali, ja nie miałem jakiejś większej akcji, bo karty miałem słabe i nie chciałem się bez sensu angażować. Ukradłem sobie czasem jakieś blindy i czas mijał. Wreszcie gdy miałem około 210k pękł bubble i 63 osoby, które pozostały w grze były w kasie! A ja nagle dostaję w tym momencie KK! Grając szopkę, że jak już jestem w kasie to mi teraz wszystko już zwisa zagrałem od razu all in i jakiś miejscowy pros sprawdził mnie z KQ. Podwojenie i wskoczyłem akurat na średni stack, czyli 420k. Kilka rozdań później na buttonie dostaję JJ. Po samych foldach do mnie podbijam do 36k (blindy 7k/14k ante 2k), SB fold, a BB przebija mnie do 80k. Miał 440k, czyli trochę tylko więcej ode mnie, postanowiłem zobaczyć z pozycji flopa i wtedy podjąć decyzję co dalej. Flop T high, on gra scary c-beta za 95k, więc ja ładuję swojego all ina widząc, że on nic nie trafił, a ja mam over parę. Moje 340 tysięcy nie zrobiło chyba na nim wrażenia, bo mówiąc „Eeeeech… OK…” dołożył pokazując… AQ! River as, a ja w tym momencie wyrzuciłem z siebie chyba wszystkie przekleństwa znane mi we wszystkich obcych językach! Muszę jeszcze podszkolić „Graj tak dalej debilu!!” we wszystkich językach europejskich… Tak czy inaczej było po mnie, odpadłem na 58 miejscu. Gdybym wziął tę pulę miałbym prawie 900k i w tym turnieju z tymi przeciwnikami mógłbym śmiało walczyć o FT. A tu taka chora akcja… Niestety, przede mną odpadli też wszyscy nasi gracze, łącznie z Żelikiem, Krawcem i Dp, którzy również walczyli drugiego dnia.
Powiem szczerze, że bardzo się dziwię firmie Chili Poker, że mając taki produkt jakim jest Deepstack Open kompletnie nie reklamuje go w Polsce, nie wysyła na niego graczy, nie organizuje satelit dla Polaków itp. Jako gracz turniejowy uważam, że event ten jest pod każdym względem genialny dla każdego lubiącego turnieje pokerzysty, a każdy mający choć trochę pojęcia o grze zawodnik ma tu prawdziwe pole do popisu. Mam nadzieję, że na następne turnieje z tego cyklu pojedzie już większa liczba naszych graczy. A następny już niedługo w gorącym o tej porze roku marokańskim Marakeszu, może się uda pojechać…
plany, promocje, wyjazdy
Oprócz Marakeszu w planach na najbliższy czas mam też ponowną wizytę w Wiedniu. Tym razem okazją będzie Betfair Poker Live z bardzo przystępnym wpisowym w wysokości 270€. Mam nadzieję, że na ten turniej do stolicy Austrii zjedzie w dniach 2-5 grudnia wielu naszych graczy, tym bardziej, że odbędzie się on w klubie Montesino, z którym już z tej okazji negocjuję jakieś fajne promocje dla naszych pokerzystów. Na pewno też Betfair przygotuje już wkrótce kolejne promocje dla naszych graczy (choćby ligę drużynową). Turniej ten ma pule gwarantowana w wysokości 100.000€ i bardzo spokojną strukturę – 20.000 żetonów na start i levele 45-minutowe. Jest więc naprawdę sporo gry. Wejściówkę na Betfair Live w Wiedniu można też wygrać w cyklu turniejów „JD Bounty ” czyli w turniejach ze specjalną nagrodą za wyeliminowanie mnie z gry. Odbyły się już co prawda cztery z ośmiu, ale wszystko nadal jest możliwe, bo nawet czołówka nie jest jeszcze zbyt mocno wyklarowana. Każdy może więc się włączyć do gry i podjąć jeszcze walkę o pakiet do Wiednia. O szczegółach całego cyklu można dowiedzieć się wszystkiego tutaj.
Z kolei tuż po zakończeniu Betfair Live w Montesino odbędzie się kolejny wielki turniej. Tym razem będzie to finał cyklu 3LT (3 Lander Tour) z gwarantowaną pulą 500.000€. Wpisowe do tego turnieju wynosić będzie 2.200€. Na start gracze dostaną 20.000 żetonów, a poziomy blindów zmieniać się będą co godzinę. Satelity do tego turnieju trwają na kilku poker roomach w sieci, więc każdy chętny może powalczyć o wejściówkę. Dla polskich graczy przygotowane będą na pewno specjalne pakiety promocyjne na ten turniej np. noclegi w cenie wpisowego lub dodatkowe atrakcje na mieście. Wszystkich chętnych lub zainteresowanych wyjazdami na oba te turnieje proszę tradycyjnie o kontakt mailowy pod adresem [email protected].
A jeśli już jesteśmy przy promocjach to muszę wspomnieć jeszcze o świetnej akcji zaproponowanej przez Betfair . Tym razem do wygrania nie są dolary, wejściówki do turniejów i tego typu sprawy tylko… podróż! A konkretnie podróż dla dwóch osób do Nowego Jorku! W promocji „The Big Apple Touchdown” do wygrania jest aż 12 pakietów obejmujących przelot, zakwaterowanie w hotelu 4****, mecz koszykówki lub footballu amerykańskiego, obiad w topowej restauracji na Manhattanie i trochę „zielonych” na drobne wydatki. Jest więc o co grać, eliminacje nie sa skomplikowane, a wielki finał odbędzie się 10 listopada. Wkrótce na łamach Pokertexas pojawi się na pewno szczegółowa informacja o tej i innych promocjach, a wszystko znaleźć można zawsze na stronie Betfaira .
Uffff… To by było na tyle dzisiaj… Nazbierało się też mnóstwo tematów poza pokerowych, ale chyba nie będę już teraz przedłużał tego bloga i o moim zdaniu na temat afery z dopalaczami, o tragedii w Łodzi, o nowych wygłupach Jarka, fatalnych mistrzostwach świata w siatkówce czy postawie odradzającej się Legii napiszę już chyba następnym razem. Dziś jeszcze tylko jedno zdanie na koniec – po moich niedzielnych imieninach, na których wraz z mym imiennikiem i grupą znajomych skułem się do nieprzytomności wypijając cysternę JD i wypalając połowę upraw konopii pochodzenia indyjskiego w tym kraju – następnego dnia rano od mojej serdecznej przyjaciółki Madzi usłyszałem najpiękniejszy komplement w moim prawie 38-letnim życiu. Brzmiał on „Jesteś moim ulubionym menelem!” i kocham ją za te słowa!! Całe życie człowiek się stara zeszmacić tylko dla takich chwil!
Na koniec jeszcze tylko kawałek z płyty, która ostatnio poruszyła mnie do głębi. Dla mnie zespół Hurts to absolutnie największe odkrycie muzyczne ostatnich miesięcy, bo od lat poruszam się muzycznie gdzieś w takich klimatach i ich muza bardzo mi podeszła. Po pierwszym wielkim hicie „Wonderful Life” teraz proponuję Wam posłuchanie numeru „Stay”. I niniejszym obiecuję, że następny blog będzie już wkrótce!


![Co dzieje się na GGPoker we wrześniu? [Wyścigi, WSOP Online, freerolle] Wrześniowe promocje GGPoker](https://pokertexas.net/wp-content/uploads/2026/09/Promocja-GGPoker-wrzesien-100x70.jpg)
